Friday, 29 November 2013

Kafka a Kabała

           „KAFKA    a   KABAŁA”

                              Karla   Ericha   Grozingera /umlaut/             maj,   2012

Autor   uważa,   że   „PROCES”   i   „ZAMEK”   są   powieściami   o   Hiobie,   w   których   brak   jedynie   „prologu   w   niebie”,   przeto   przed   Kafką   należy   postudiować   Księgę   Hioba.   Wydaje   mnie   się,  że   i   Kafka,   i   Księga   Hioba   zasługują    na   dogłębne   studiowanie,   a   jeśli   autor   ustawia   taką   kolejność,   nie   będę   oponował,   ażebym   nie   został   posądzony   o   „upierdliwość”.  Winny   jestem   jednak   wyjaśnienia    co   to   za   prolog.    A,   niech   wyjaśnia   autor:
„Prolog...   to   przecież   znany   z   biblijnej   Księgi   Hioba,   a   także   z   „Fausta”  Goethego,   prolog   w   niebie,   stanowiący   przyczynę   całej   akcji,   która   za  chwilę   nastąpi...

Pomijając   stylistykę,   myśl   jest   odkrywcza,   bo   dzięki   niej   dopuszczamy   możliwość    istnienia   prologów   niezwiązanych   z   akcją,   jak   również   akcji,   która   za  chwilę   nie   nastąpi.   Kontynuujmy   cytat,   zaznaczmy   jednak,   ze   dalsze   słowa   dotyczą   dramatu   Jankiela   Gordona  /Jakuba   Gordina/   pt   „Bóg,   człowiek   i   diabeł”,   w   ktorej   Hiobem   jest   Dubnower:

...Szatan,   ktory   mocą   swego   urzędu   wątpi   w   ludzką   sprawiedliwość,   idzie   o   zakład   z   Bogiem,   że   ludzie  /a   więc   równiez   Hiob   tej   sztuki,   Herszele   Dubnower/   dopóty   będą   sprawiedliwi,   dopóki   będzie   to   dla   nich   korzystne   lub   nie   okaże   się   zbyt   trudne.   Szatan   nie   poddaje   Hioba   Gordina   próbom   cierpienia,   gdyż   uważa,   że   po   tak   długiej   i   bolesnej   historii   nie   da   się   juz   odwieść   Żydów   od   Boga   tym   sposobem,   lecz   kusi   go   pieniędzmi   i   rozkoszami   życia”.

Jak   to   ma   się  mieć   do   Kafki  -  nie   wiem,   korzyść   ino   w   tym,   że   zainspirowało   mnie  do   sformułowania   niezbyt   odkrywczej   parafrazy:   „Po   Holocauście   nie   da   się   już   odwieść   Żydów   od   Boga”.    Autor   stwierdza   również,   że   tak   „Proces”,  jak  i   „Zamek”   to  klęska   TEURGII.   Nim   wyjaśnimy   co   to   jest   „teurgia”,   przestudiujmy   cytat:

KABAŁA,   podobnie   jak   średniowieczny   platonizm,   pojmuje   stopniowanie   świata   jednocześnie   jako   hierarchię   jakości.   Niebiańskie   szczeble,   które  znajdują   się   bliżej   ludzkiego   świata,   są   z   tego   powodu   bliższe   jakości   życia   doczesnego,   niż   stojące   nad   nimi   stopnie   wyższe.   I   biada   modlitwie,   biada   duszy,   które   nie   przedzierają   się   wzwyż,   bo   przydarzy   im   się   to,   co   przeżyli   obydwaj   bohaterowie    Kafki   -   Józef   K.   i   geometra  K.   Jeden   ma   wprawdzie   do    czynienia   z   sądem,   drugi   z   biurokracją   zamku,   ale   to,   co   tam   widzą,   nie   różni   się   prawie   od    ich   własnego,   nędznego   świata.   W   obydwu   tych   wielkich   powieściach,   w   „Procesie”   i   w   „Zamku”,   autor   przedstawia   zatem...  ..kryzys   kabały,   niepowodzenie   teurgii,   niezdolność   człowieka   do   przedarcia   się   własnym   działaniom   ku   górze,   przed   decydującą,   najwyższą   instancją”.                                                                                       
„Oczywiście   oczywiste”   jest,   że   bliżej   jest   bliższe...   niż   stojące   nad.. wyższe.   Nie   jest   jednak   oczywiste,   że   bohaterowie   ten   sam   nędzny   świat   odnajdują   w   zetknięciu   z  sądem   czy   z   zamkiem.   Na   odwrót:    świat   sądu   czy   zamku   był   dotychczas   dla   nich   niewyobrażalny.  Natomiast  fragment:   „biada   duszy,   ktore   nie    przedzierają   się   wzwyż,   bo    przydarzy   im   się   to,   co   przeżyli   obydwaj   bohaterowie  Kafki  -   Józef  K  i   geometra  K”    wskazuje   winnych,   którzy sami   sobie    ten   los   zgotowali.

  Czas   już   na   teurgię:   wg. Kopalińskiego

teurgia   -   umiejętność   zmuszania   albo   skłaniania   bóstwa..   do   wykonania   jakichś   działań”
Wg   autora:
     
„teurgia   -   wywieranie   wpływu   na   świat   boski;   w   KABALE   dzięki   modlitwom   i   rytuałom   żydowskim,   medytacjom   nad   Torą   i   alfabetem   hebrajskim,   sprowadza   sie   jedność  /JICHUA/  i   blogosławieństwo”.

To   ja   się   zapytowywuję,   dlaczego   to   Kafka   miałby   niby   przedstawiać   w   swych   dziełach   „niepowodzenie   teurgii” ?    Czyż   świadczyć   o   tym   miałaby   bezradność,   beznadzieja   jednostki   wobec   wszechmocnego   systemu ?    Toć   przecież   rozumowanie   na   poziomie   wojskowego   dowcipu   o   szer. Kowalskim,   który   zapytany   z   czym   kojarzy   mu   się   chusteczka,   odpowiada,  że   z  dupą,   a   dlaczego ?   -bo,  mu   wszystko   się   z   dupą   kojarzy.   Tak   autorowi   wszystko   się   kojarzy   z   KABAŁĄ.
                       
Omawiana   książka   jest   właściwie   sporem   publicystycznym,   w   którym   żydostwo   Kafki   jest   tłem,   a   istotą   dyskurs   wyznaniowy   /tzn  o   rożnych   interpretacjach   judaizmu,   chasydyzmie   czy  odmianach   kabały/   z   innymi   żydowskimi   adwersarzami.   Odbywa   się   on   w   sposób,   który   my,   nie-Żydzi,   uważamy   za   „przyslowiowo   żydowski”.   Najpierw   wyrazy   szacunku,   wymienianie   tytułów   i   osiągnięć   adwersarza,   dalej   /pozorne/   uznanie   tez,   oczywiście   zgodnych  /naprawdę przeciwnych/   z   własnymi,   jeszcze   podkreślenie   własnej   niedoskonałości   i   skromności,   by  w   końcu   „odwrócić   kota   ogonem”,  i   z   tych   samych   przesłanek   wyciągnąć   przeciwne   wnioski   i   wygłosić   wyższość   własnej   racji.   Oto   przykład:   adwersarz   Manfred   Voigst   pisze:

„Interpretacja   Grotzingera   i   przedłozone   tu   koncepcje   przeciwne   wykluczają   się   wzajemnie....   ..przesłanki   obydwu   interpretacji   znacznie   się    rozmijają...”

A   autor   odpowiada:

„MA   RACJĘ  !...    ...Wszyscy..  zgadzamy   się   przynajmniej   co   do   tego,  że   żydostwo   odegrało   tu   ważną   rolę...      aż   po   konczące   rozdział      ...wybrana   przeze   mnie   droga   różni   się  od   drogi   mego   przyjaciela   Manfreda   Voigsta..”

Z   każdej   książki   staram   się   czerpać   korzyści,   więc  i   w   tym   przypadku  je   odniosłem.  Przypomniałem   sobie,   że   zwitek   pergaminu   z   wypisanymi   wersetami   z   Tory,   zamknięty   w   rurce   i   przytwierdzony   do   drzwi   domów   religijnych   Żydów   jako   przypomnienie   o   wierze   w   Boga   to   mezuza,   a   dwa   skórzane   pudełeczka   z   przymocowanymi   rzemykami,   również   z   cytatami   z   Tory,   przytwierdzane   do   czoła   i   lewego   przedramienia   na   czas   modlitwy  to   tefilin   lub   filakterie.   Wyczytałem   również   arcyważne   dla   mnie   stwierdzenie:

„...jeśli   doświadczymy   IMMANENCJI   Boga,   nie   potrzeba   już   wiary.   Potem    WIE   SIĘ   o obecności   Boga”.


Ponieważ   my,   tzn   Wojciech   Gołębiewski  /1943-201?/  i   Carl   Jung  /1875-1961/,   wiemy,   że   Bóg   jest,   /tym   samym   wiara   nam   jest   niepotrzebna/,   to   powyższe   zdanie   zafrasowało,   jako,   że      immmanencja    w   nim   sprawia   ambaras.   Wg   Glogera  to   „pozostawanie   wewnątrz   obrębu   doświadczenia”;   wg   Kopalińskiego:  immanentny   -   przeciwieństwo   transcendentnego -  :   „będący   wewnątrz   czego,   tkwiący   w   czym,   właściwy   z   natury   danemu   zjawisku,   nie   wynikający   z   działania   czynników   zewnętrznych”. 

  Nie   mogę   być   próżny,   by   twierdzić,   że   doświadczyłem  /cokolwiek   to   znaczy/   immanencji     Boga,   przeto   odchodzę   by   oddać   się   rozmyślaniom.   Bye !