Sunday, 30 April 2017

Wiktor SUWOROW - "Akwarium"

Wiktor SUWOROW - "Akwarium"

W notce redakcyjnej czytam:
"Pisarz, w młodości oficer armii sowieckiej i sowieckiego wywiadu wojskowego GRU.... ...W roku 1970 został skierowany na szkolenie w Wojskowej Akademii Dyplomatycznej w Moskwie, "kuźni" kadr sowieckiego wywiadu wojskowego GRU. W latach 1974-1978 był pracownikiem GRU w rezydenturze w Genewie. W 1978 uciekł do Wielkiej Brytanii. ... .....Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR skazało Suworowa zaocznie na karę śmierci. Mimo upadku komunizmu i rozpadu Związku Sowieckiego wyroku nie uchylono...."

I co? Nic, po prostu za stary jestem, by uwierzyć, że reżimowe służby specjalne są przez tyle lat bezsilne wobec zdrajcy. Nawet polonem go nie otruli. Pozwala to wysnuć hipotezę, że na swoją bogatą działalność literacką (22 tytuły) Suworow ma przyzwolenie.

Powyższe nie wpływa na moją ocenę książki, którą uważam za majstersztyk, również przy ponownej lekturze. Dziewięć gwiazdek, bo z niego egocentryk i chwalipięta.

Saturday, 29 April 2017

Remigiusz MRÓZ - "Ekspozycja"

Remigiusz MRÓZ - "Ekspozycja"


UWAGA! KSIĄŻKA ZŁA, NIEPRAWDZIWA I SZKODLIWA
Zaledwie 30 lat, doktorat na Uczelni Koźmińskiego i plik książek nader popularnych. Ta ma na LC: 6,88 (3061 ocen i 619 opinii).

Zmęczyłem to-to do ostatniej strony, zrobiłem notatki i doszedłem do wniosku, że ta wyjątkowo zła książka nie zasługuje na moją recenzję, tym bardziej, że recenzje na LC rozpoczyna "miete", która precyzyjnie formuje zarzuty i stawia jedyną możliwą ocenę czyli PAŁĘ.

Przykrość mnie sprawia doktorat autora, lecz skoro mamy profesorów takich jak Pawłowicz czy Gliński to czego spodziewać się po doktorach. Pan autor głupoty plecie na każdy temat, a ja tylko dementuję jego stwierdzenie ze strony 267,5, że nieprawdą jest jakoby zwoje z Qumran "...zachwiały podstawami chrześcijaństwa", gdyż, przeciwnie, stały się bezcennym skarbem da chrześcijańskiej teologii. Czytelnikom polecam szczególnie hasło w Wikipedii "Esseńczycy".

Na koniec dodam, że z przyjemnością zaliczyłem ostatnio trzy tomy "Skazańca" Spadło, od którego Mróz powinien się uczyć nie tylko ciekawych opisów stosunków w więzieniu, lecz również polskiego języka. Prymitywną jazdę na antyrosyjskości i zbrodni wołyńskiej autor finalizuje morderstwem z zimną krwią w wykonaniu głównego bohatera, co winno zniechęcić do jego twórczości najbardziej wyrozumiałych czytelników.




Wednesday, 26 April 2017

Julian FOLLOWES - "Belgravia"

Julian FELLOWES - "Belgravia"

Julian Fellowes (ur. 1949) filmowy, laureat Oscara i Emmy; aktor, scenarzysta i reżyser filmowy; wszyscy go znają. A jeżeli nie to w internecie go pełno. Tytułowa Belgravia to nowa dzielnica elit wiktoriańskiego Londynu. Na LC: 7,02 (180 ocen i 40 opinii). Znalazłem w Wikipedii, że:

|"..A period novel, Belgravia started coming out in 11 weekly episodes from April 2016, which can be listened to or read in an app..."

Zaczyna się w 1815 roku, w Brukseli, w przeddzień Waterloo, po czym następuje przeskok o ćwierć wieku do arystokratycznego Londynu. No i mamy super kicz, w formie raczej scenariusza do soap opery niż powieści.

Ale jak to się czyta!!! Wybiła w tym momencie pierwsza w nocy i wreszcie będę mógł wyprostować kości i zjeść obiado - kolację, bo wcześniej nie potrafiłem się od tego czytadła oderwać. Taka relaksująca lektura dobrze czasem robi, więc gwiazdek 7.

Tuesday, 25 April 2017

MÓJ DZIENNIK zeszyt 4

MÓJ DZIENNIK zeszyt 4

Poprzednie:
http://wgwg1943.blogspot.ca/2014/09/moj-dziennik.html
http://wgwg1943.blogspot.ca/2016/06/moj-dziennik-zeszyt-ii.html
http://wgwg1943.blogspot.ca/2016/09/moj-dziennik-zeszyt-3.html

Przyszło mnie otworzyć czwarty zeszyt ze spuszczoną głową, bo PiS jeszcze się szarogęsi, a przecież do moich urodzin w dniu pojutrzejszym miał, zgodnie z moją prognozą, polec. Nie tłumaczę się, że to było „wishful thinking”; nie zwalam winy na ciemnogród, ani na obojętność mądrzejszej części wobec trwającej wojny domowej.
Po prostu mój błąd, bo nie uwzględniłem polskiej umiejętności przetrwania, którą przecież perfekcyjnie sam opanowałem przez 45 lat życia w PRL, kiedy to każdy Polak wydawał więcej niż zarabiał, a niektórzy, w tym ja, wielokrotnie więcej. Bo prognozę swoją podbudowywałem ekonomią w myśl której półtora roku rozdawnictwa i rabunkowej gospodarki sterowanej przez niekompetentnych idiotów powinno doprowadzić do galopującej inflacji i skrajnego zubożenia społeczeństwa. Niestety proces ten wydłużył się, a nastroje społeczne zostały uspokojone bezsensownym ekonomicznie 500+, które i tak zeźre inflacja.

Okazało się, że dwudziestosześcioletniego wysiłku społeczeństwa w budowie silnego europejskiego Państwa, nawet Kaczyński nie był w stanie zaprzepaścić w ciągu półtora roku, lecz nie wątpię, że osiągnie w tym pełny sukces do następnych moich urodzin.

Na otarcie łez przypominam, że w ciągu roku notowania PO wzrosły z około 10 do około 25%. Dalej, że w dyktatorskim obozie zagrali Wodzowi na nosie Antoś i Szyszko, że do odstrzału jest żenujący ćwok Waszczykowski, jak i fakt, że chwilowo przydatny Ziobro musi być zniszczony, bo Wódz zdrady nigdy nie wybacza.

Aby wprowadzić na koniec trochę humoru, wspomnę, że usłyszałem właśnie w TVP o udanej strategicznej wizycie Pana Prezydenta Doktora Dudy złożonej u największego obecnie wroga Stanów Zjednoczonych, skutkującej obietnicą ekonomicznej kooperacji, jak się domyślam, w pokryciu kosztów wysokiego na 6 m muru, którymi Wielki Brat zamierza obciążyć Meksyk.

26.04 Pierwszy prezent urodzinowy jaki dostałem to wiadomość o odejściu Petru w nicość. Ale dżadża, Grzesiu! Drugi prezent: nowy sondaż PO 31%, PiS 29%

30.04 Duda dokucza Terleckiemu (gazeta.pl):
"Duda: Dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej zajmują wiele eksponowanych stanowisk.."

3.05 „Prezydent Duda wręczył Ordery Orła Białego”.
Ja i moi wszyscy znajomi, lojalnie uprzedziliśmy, że z jego rąk żadnego orderu nie przyjmiemy. Kancelaria Prezydenta stanęła na wysokości zadania i dzięki temu nie musieliśmy odmawiać publicznie
c.d. "- Jeżeli Macron wygra wybory prezydenckie, to będzie musiał pracować nad tym, aby Polska odzyskała zaufanie do niego i do Francji - powiedział prezydent Duda.
A vice versa?????

9.05 Znowu dzisiaj dziewiąty, a ważne rzeczy w moim życiu najczęściej zdarzają się właśnie w tym dniu. Dzisiaj dylemat po wizytach u dwóch lekarzy, którzy decyzję pozostawili mnie. I muszę ją podjąć w ciągu 48 godzin. Mam tętniaka aorty, który rozrósł się do 5,07x5,41 cm. W Wikipedii stoi:
„.....statystycznie pęknięcie występuje rzadziej niż wynosi śmiertelność operacyjna (dla większości pacjentów ze średnicą tętniaka do 5,5 cm)...."
Do tego mam nadciśnienie, cukrzycę, problemy z kregosłupem, pacemakera i jeszcze 118 innych dolegliwości takich jak głuchota, slepota i skleroza. "Szto diełat' " jak pisał tow. W. I. Lenin'

10.05 W związku z moim dylematem dostałem wiele rad i wyrazów sympatii, łeb mnie pęka, a decyzji brak. O trzeciej nad ranem przeglądałem notatki, by znaleźć wypowiedź Kołakowskiego adekwatną do 500+, bo twierdzącą, że praprzyczyną upadku komunizmu było rozdawnictwo "cudzego". Obecny Rząd rozdaje pieniądze podatników w populistycznym, lecz skrajnie katastrofalnym ekonomicznie 500+. Notatki Kołakowskiego nie znalazłem, ale wynagradza mnie to przedruk z "NIE" z 14 stycznia 2010 roku, świadczący o panującej opinii na temat prezydenta Kaczyńskiego parę miesięcy PRZED katastrofą:
"...ROOSEVELT wykazał, że prezydentem można być dożywotnio; TRUMAN wykazał, że prezydentem może zostać ktokolwiek; a EISENHOWER, że prezydent jest niepotrzebny..
WAŁĘSA udowodnił, że każdy idiota może rządzić, a KACZYŃSKI, że jednak nie każdy.."
Dzięki katastrofie - idolatria i pomniki

11.05 Dziób recenzencki sobie zatkałem "Źródłem" Ayn Rand, które w wersji e-book liczy 1830 stron. Początek był niezły, bo inteligencja i błyskotliwość typowo żydowska mnie zachwyciła, niestety dalej przewidywalna sztampa. Postacie schematyczne i skutki zachowań przewidywalne. Jedynie dialogi ciekawe. Nie wiem co z tego wyjdzie, bo przeczytałem dopiero jedną trzecią, a problemy osobiste nie pozwalają mnie na intensyfikację lektury. Na pewno przeczytam do ostatniej strony!!

22.05 Zamknąłem się na dwa tygodnie w oczekiwaniu na działania lekarzy i z równym skutkiem mogę oczekiwać ad usranem mortem. Pozostaje uruchomić Monikę, która w ostatnim tygodniu dzielnie wywalczyła z monopolistą Rogersem obniżkę moich opłat telekomunikacyjnych o 100 CAD (z 288 do 181). Ona jako mój przedstawiciel prawny zmobilizuje Chińczyka (vascular surgeon) Tamila (family doctor) do działania i sformułowania planu względem mojego tętniaka.
Z Rogersem to wyszła sprawa opłat przy okazji kupna nowego telewizora, wskutek czego trzeba było pozmieniać skrzynki do TV kablowej i do internetu. Cały internet jest teraz w TV, tylko go oglądać, jak się umie nastawić. Ja nie umiem, więc oglądamy to, co mnie się przypadkowo otworzy. Do tego zoomem trzeba operować, by 60 cali pokryć abo by głów nie ucinało.
Do tego zimno, leczę się z zaziębienia aspiryną, a wskutek odchudzania (20 kg zjechałem - do 102) głodno i brak humoru

5.06 g.3 rano. Od 22.05 żadnego wpisu, bo humoru brak. Za lekarzy Monika dzisiaj się weźmie, bo dotąd była bardzo zajęta; ja już nie mam do nich siły, bo wywalczyć wizytę, czekać dwie godziny, a i tak bydlak człowieka spławi. Ona zna się na przypomnieniu im o odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków. Ale osobiste sprawy to drobiazg w porównaniu z moim podziwem i przerażeniem zmianami w informacjach w internecie, w tym w Wikipedii. Nim Kaczyński wprowadzi "dobrą zmianę" w szkolnictwie i zakłamie historię, przede wszystkim eliminując Wałęsę, ale i Kuronia, Modzelewskiego czy Michnika, już nastąpiły ogromne zmiany w zapisach internetowych. Nawet znaleźć obrońców w najsłynniejszym procesie PRL-u tj Kuronia i Modzelewskiego nie sposób znaleźć. Oczywiście o genialnym opracowaniu Kołakowskiego i Ossowskiej dla obrony oskarżonych nie wspomina się. Postaram się pozbierać to do kupy.
Na http://rekontra.salon24.pl/24548,leszek-kolakowski-opinia-w-sprawie-pojecia-wiadomosci znalazłem:
„Podczas procesu Kuronia i Modzelewskiego jesienią 1964 roku Kołakowski wraz z Marianem Brandysem byli ich mężami zaufania. Choć obaj podsądni tłumaczyli, że list zawierał wyłącznie oceny, a nie fakty, zostali oskarżeni o rozpowszechnianie fałszywych wiadomości.

W tej sytuacji Kołakowski wraz z Marią Ossowską i Tadeuszem Kotarbińskim sporządzili dla obrony ekspertyzę, w której wykazali, że ocena może być wprawdzie fałszywa, ale nie może być informacją.

Sąd powinien więc wykazać, jakie fakty zawarte w liście są fałszywe, bowiem nie można sądzić nikogo za podawanie fałszywych ocen.

Mimo że z ekspertyzą dotarli aż do Sądu Najwyższego, w niczym nie pomogło to oskarżonym, skazanym odpowiednio na 3 i 3,5 roku więzienia.”

Teraz przypomnę moją notkę na ten temat: http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=Ko%C5%82akowski++Ossowska
„ANEKS” Ossowskiej i Kołakowskiego
6.07.2010/korekta 05.2011/

"/Na podstawie „ANEKS: OPINIA W SPRAWIE POJĘCIA WIADOMOŚCI” - prof.dr Marii OSSOWSKIEJ, prof.dr Leszka KOŁAKOWSKIEGO i zaafirmowanego przez prof.dr Tadeusza KOTARBIŃSKIEGO [1978]/.

Nim przystąpię do omówienia „Aneksu..”, który jest niewątpliwym arcydziełem w zakresie definicji, muszę wspomnieć o autorach, bo na to zasługują. Najpierw - mistrz, nauczyciel: Tadeusz KOTARBIŃSKI /1886-1981/, autor „Traktatu o Dobrej Robocie”, sekretarz PAN-u, twórca polskiej PRAKSEOLOGII tj teorii sprawnego działania. Jaśniej, jest to dziedzina badań naukowych nad wszelkim, celowym działaniem ludzkim. Dalej, jego uczniowie: Maria OSSOWSKA /1896-1963/, filozof i socjolog, autorka „Podstaw nauki i moralności”, „Socjologii moralności” oraz mój „guru” Kołakowski /1927-2008/.

Muszę tu wspomnieć o mężu Marii - Stanisławie, gdyż razem tworzyli tandem - opokę humanizmu, moralności i patriotyzmu w dobie totalitaryzmu. Stanisław /1897-1963/, również filozof i socjolog, również uczeń Kotarbińskiego, oraz CZARNOWSKIEGO, zajmował się głównie teorią kultury i metodologią nauk społecznych, m.in.”O osobliwościach nauk społecznych”. Skoro już padło nazwisko Czarnowskiego, to podaję, że miał na imię Stefan, żył 58 lat /1879-1937/, był socjologiem, historykiem i teoretykiem kultury, a ponadto ulubionym profesorem mego Ojca - Tadeusza, którego głęboko zabolała absencja Profesora na jego promocji doktorskiej /22.06.1937/. O OSSOWSKICH wszyscy dobrze mówili, np GIEDROYĆ [w „Autobiografii”]: Jedną ze znajomości lat 60-tych byli Ossowscy, „do których miałem wiele czysto osobistego sentymentu, których bardzo szanowałem i kontakt z którymi uważałem za niezmiernie dla siebie cenny”. Należy podkreślić, że nie było WIĘKSZEGO AUTORYTETU MORALNEGO niż OSSOWSCY w powojennej Polsce. Chwała ICH pamięci. A teraz genialne definicje:

WIADOMOŚCIĄ - nazywa się bądź bezpośredni opis naocznie potwierdzonego faktu, bądź takie sprawozdanie z jakiegoś stanu rzeczy, że dowolny obserwator zaznajomiony z faktami, na których się ono opiera, jest zniewolony uznać je lub odrzucić. Wiadomość podlega więc sprawdzeniu, może być prawdziwa lub fałszywa, ale zawsze tym się odznacza, że w tej samej sytuacji informacyjnej dowolny obserwator zakwalifikuje ją tak samo: jako fałszywą, prawdziwą lub niepewną.

W przeciwieństwie do tego OCENA w ścisłym sensie nie może być w sposób WYSTARCZAJĄCY uzasadniona, ponieważ jej intencją jest wyrażenie pochwały lub nagany względem jakiejś sytuacji, czyjegoś zachowania lub osoby. Oceny mogą być wzmacniane przez odwoływanie się do wiadomości, lecz stanowią tylko wyraz postawy emocjonalnej.

Między wiadomościami a ocenami mieszczą się INTERPRETACJE, to znaczy takie zabiegi myślowe, które pewnemu zespołowi wiadomości faktycznych nadają sensowność, organizując je w całości mniej lub bardziej spójne. Wiadomości faktyczne bywają nieraz NIEZBĘDNYM warunkiem, by jakaś interpretacja dała się utrzymać, ale nigdy nie są warunkiem WYSTARCZAJĄCYM. Spór między interpretacjami polega na sposobie wybierania wiadomości cząstkowych, co prowadzi do tworzenia dogmatów, w których utożsamiane są wiadomości z interpretacjami. Interpretację można zdyskwalifikować jeśli opiera się na wiadomościach fałszywych; o wiele trudniej gdy na prawdziwych lub wybiórczych.

Co do terminu POGLĄDY to bywa on używany najczęściej na oznaczenie pewnego zbioru ocen lub interpretacji. Nazywa się tak wiadomości, których prawdziwość lub fałszywość NIE MOŻE być w sposób bezsporny okazana na podstawie dostępnego zasobu informacyjnego w sposób powszechnie zniewalający. Przeto poglądy dotyczą często zamierzchłej przeszłości lub przyszłości, w której wypowiedzi prognostyczne szczególnie spełniają warunki ich charakterystyk
.
No i co? Niby wszystko proste, jasne, ale żeby SAMEMU tak zgrabnie ująć, to: ROZUMU MNIE BRAKŁO... "

Niestety, całego aneksu nie udało mnie się już znaleźć.

7.06 I znowu CNN ("Clinton News Network"), w swoim zacietrzewieniu antytrumpowym, działa na szkodę USA, lansując pogląd o bezbronności FBI, Stanów i świata. wobec poczynań rosyjskich hakerów.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21924469,za-kryzysem-w-katarze-stoja-rosyjscy-hakerzy-tak-uwaza-amerykanski.html
"• Za kryzysem wokół Kataru mogą stać rosyjscy hakerzy - podaje CNN
• Stacja powołuje się na źródła w amerykańskim wywiadzie
• Rosjanie mieli umieścić fałszywe informacje w katarskich mediach....
...Amerykańskie służby twierdzą, że celem działań hakerskich jest poróżnienie Stanów Zjednoczonych z ich sojusznikami."

Putin zakłócił wybory, a teraz dezawuuje sukces Prezydenta Stanów Zjednoczonych w jego podróży po Bliskim Wschodzie. CNN, siejąc taką panikę, działa na szkodę Państwa. Jedyna nadzieja dla Stanów, to postraszenie Putina naszym Antonim
cd 7.06 Sądny dzień nastał, bo przez cały dzień telefon zakłócał mój spokój. A to dlatego, że po jednym telefonie i jednym faksie mojej przedstawicielki prawnej - Moniki. pan doktor You, obudził się i wyszedł szczęśliwie z amnezji. Po wstępnych oświadczeniach że mój przypadek nie jest "urgent", ani "emergency", mimo długich kolejek, jak twierdzili, sam, od ręki zaproponował w przyszłym tygodniu CT, USG i wizytę u niego. A jacy grzeczni, jacy troskliwi, jacy serdeczni! Jeden sygnał od Moniki i trzęsą portkami. (Bo nie wiedzą, że to córka! cha! cha!). C'est la vie!

9.06 OŚWIADCZENIE: W dniu dzisiejszym, po anonsie w mediach, że "Prezydent USA Donald Trump złoży wizytę w Polsce 6 lipca", co odbieram jako akceptację antypolskiej, katolicko-nacjonalistycznej autokracji Kaczyńskiego, utraciłem wszystkie złudne nadzieje co do polityki amerykańskiej uprawianej przez Partię Republikańską i ich Prezydenta, i zostaję bezwzględnym, zagorzałym wrogiem nr 1 wspomnianego Donalda. Tym samym składam publiczną samokrytykę, swojej naiwności, że zmiany są lepsze niż stagnacja i że chęć działania może pokryć braki intelektualne. Stara prawda triumfuje, że burak pozostaje burakiem. Na pohybel mu!! Amen.

11.06 WRESZCIE! POLITYCY PO WRESZCIE MNIE POSŁUCHALI! KRZYCZAŁEM, KRZYCZAŁEM I WRESZCIE MNIE USŁYSZELI! Albo sami zmądrzeli i postanowili zaprzestać masochistycznych praktyk czyli uczestniczenia w programach TVP. Szli jak stado baranów narażając się na sadystyczne, poniżające traktowanie przez tzw redaktorów takich, jak ten wczorajszy, którego poseł Szczerba zapytał czy nie ma problemów z goleniem, przy którym można ujrzeć swoją facjatę w lusterku. Z pewnymi ludźmi i ich pachołkami SIĘ NIE ROZMAWIA. TAK TRZYMAĆ!!

13.06 RĘCE OPADAJĄ!!! ZNOWU BARAN Z PO OKAZAŁ SIĘ MASOCHISTĄ I DOZNAŁ, CHYBA ORGAZMU, GDY PROWADZĄCY Z PISOWCEM ZNĘCALI SIĘ NAD NIM PO WIADOMOŚCIACH TVP. Durnowatość permanentna PO okazuje się nieuleczalna!!
PS Po przedwczorajszej odmowie 11 posłów PO plus dzisiejszym oświadczeniu Wałęsy, łudziłem się, że Grzesiu zmądrzał i zakazał kontaktów z reżimową TVP

24.06 Prezes czeskiego TK Pavel Rychletsky na:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,22002897,prezes-czeskiego-sadu-konstytucyjnego-o-polskim-tk-to-alarmujace.html

Nie jest bowiem tak, że w demokracji większość ma rację. Większość ma jedynie tymczasowe upoważnienie. A ta tymczasowość oznacza, że nie wolno odejść od podstawowych zasad, które konstytucja dała temu państwu... ... W Polsce ten zmasowany atak jest prowadzony właśnie na niezależne sądownictwo i niezależne media. To im usiłuje się nałożyć kaganiec i pozbawić ich tej niezależności.
Ta próba zaczęła się od Trybunału Konstytucyjnego i jest kontynuowana wobec Krajowej Rady Sądownictwa, która na mocy ustawy ma być rozwiązana, a w nowej Radzie sędziowie mają stracić większość.





Sofi OKSANEN - "Oczyszczenie"

Sofi OKSANEN - "Oczyszczenie"

UWAGA! OBJAWIENIE!
Sofi Oksanen (ur. 1977) - fińska pisarka, ojciec Fin, matka Estonka. O tej książce czytam w Wikipedii:
"....Oksanen wykorzystała w niej feministyczną koncepcję przedstawienia ciała kobiecego jako metafory okupowanego kraju...."

Albo czytaliśmy różne książki, albo autor tych słów był, delikatnie określając, niedysponowany. Główną bohaterką tej wielowątkowej książki jest Aliide i jej obsesyjna miłość do szwagra. Wpływ na jej psychikę i postępowanie ma trauma doznana wskutek brutalnego gwałtu. Stara już Aliide odkrywa w tragedii Zary swoiste deja vu, co prowadzi ją do tytułowego oczyszczenia, którego nie mogę Państwu zdradzić. Tragiczne życie Aliide i jej bliskich niesie przesłanie, że nic nie jest w życiu białe, ani czarne. Każda z postaci ma zalety i wady; nawet brutalny sutener Ławrientij.

Akcja książki toczy się głównie w Estonii, państwie powstałym po I wojnie światowej z części Inflantów, o które walczył, przy miodzie, Zagłoba, a które od 1795 roku, tj III Rozbioru Polski, w całości stały się częścią Imperium Rosyjskiego. Ze względu na podobieństwo losów Polski i Estonii przypominam jej historię (na podstawie Wikipedii):
Tak jak Polska po 123 latach, tak Estonia po raz pierwszy w swojej historii, uzyskała niepodległość w 1918 roku, która natychmiast została zagrożona inwazją bolszewików, pokonanych w 1920 roku, co przyniosło uznanie jej niepodległości przez ZSRR, państwa Ententy i przyjęcie do Ligi Narodów. Ponownie ZSRR zaatakowało Estonię w sierpniu 1940, a więc rok później niż Polskę. Inwazja Niemców na ZSRR w 1941 przerwała okupację sowiecką, lecz zaledwie na 3 lata, bo "przyjaciele" z Zachodu oddali oba nasze państwa w "strefę wpływów" sowieckich. Tylko, że my mieliśmy więcej szczęścia nie zostając XVIII republiką.

W związku z wydarzeniami opisywanymi w książce wspomnijmy, że estoński ruch oporu przeciwko sowieckiej okupacji - „Leśni Bracia” został zlikwidowany przez NKWD dopiero w 1953 roku. Trudno mnie nie wspomnieć o tłumaczeniu skrótu NKWD (s. 101,1 – e-book): zamiast „Narodnyj komissariat wnutriennich dieł " autorka podaje „Niet Kriepcze Worowskoj Drużby” (:Nic silniejszego nad złodziejską przyjaźń"). A skoro jestem przy słownictwie to często występująca "tibla" to od rosyjskiego "ty blad' ".

Tak jak na początku napisałem mamy do czynienia z objawieniem literackim pod każdym względem niemal doskonałym i szczególnie psychologicznie dojrzałym, a to małe "niemal" z powodu końcowych raportów szpicli kompletnie zbędnych.

Saturday, 22 April 2017

Vadim MAKARENKO - "Tajne służby kapitalizmu"

Vadim MAKARENKO - "Tajne służby kapitalizmu" Skąd firmy tyle o nas wiedzą

Vadim Makarenko (ur. 1973), Białorusin, od 1991 w Polsce, dziennikarz "Gazety Wyborczej" przedstawił w tym reportażu szeroką analizę metod marketingu. Jest tak wstrząsająca, że czyta się ją jak kryminał. Zasygnalizuję tylko trzy z tych metod:

Neuromarketing (s.202,4 – e-book):
"...W 2004 roku Commercial Alert zaapelował do Komisji Handlu, Nauki i Transportu Senatu USA o wszczęcie dochodzenia w sprawie neuromarketingu oraz jego skutków w polityce i zdrowiu publicznym. „Neuromarketing używa takich urządzeń jak funkcjonalny rezonans magnetyczny nie po to, by leczyć, lecz by sprzedawać produkty. Widzimy tu trzy potencjalnie duże problemy: coraz częstsze zaburzenia psychiczne i emocjonalne wynikające z oglądania reklam, bardziej skuteczną propagandę polityczną oraz bardziej efektywną promocję spodlonych wartości” – pisze Ruskin na stronie internetowej Commercial Alert..."

Cool hunters (s. 217,1):
"...Na świecie instytuty specjalizujące się w badaniach młodzieży za pomocą niestandardowych technik działają od początku lat dziewięćdziesiątych. Prasa ochrzciła je mianem „cool hunters” – „łowcami tego, co jest w porzo”. Jedna z największych na świecie agencji coolhunterskich – amerykańska Look-Look – zatrudnia 10 tysięcy „szpiegów” na całym świecie. Płaci im 120–200 dolarów tygodniowo za informacje o tym, co dzieje się w ich mieście...."

Mystery shopping (s. 304,5):
"....Udawanie robi więc teraz zawrotną karierę. Szacuje się, że firmy na świecie wydają na badania tego typu ponad półtora miliarda dolarów rocznie. Na Zachodzie badają się już prawie wszystkie większe firmy mające bezpośredni kontakt z konsumentem – banki, stacje benzynowe, telekomunikacja, hipermarkety, sklepy odzieżowe...."

Ponadto dużo o reklamach, a na końcu o wykrywaczach kłamstw. Po lekturze zadaję sobie pytanie: jaką część ceny stanowią koszty marketingu?

Wniosek z lektury jest przerażający: żyjemy w świecie, w którym metody inwigilacji każdego obywatela są perfekcyjne i wielokrotnie przerosły dokonania NKWD/KGB. Czas umierać!

A o opracowaniu Vadima Makarenko powiem tak z amerykańska: "Good job!"

Friday, 21 April 2017

Krzysztof SPADŁO - "Skazaniec" t. 3 Za garść srebrników

Krzysztof SPADŁO - "Skazaniec" t. 3 Za garść srebrników

Trzeci tom utrzymać na dotychczasowym poziomie to zadanie nader trudne. Notowania na LC dalej rewelacyjne: 8,34 (177 ocen i 32 opinie).

I udało się, bo ten tom w niczym nie ustępuje poprzednim, komentarze wydarzeń politycznych ciekawe, a ja dla Państwa wynotowałem interesującą, dość odważną opinię o "Buncie" Reymonta (s.533):

"....Po wielu latach doczytałem się chyba w jakiejś encyklopedii, że „Bunt” w roku 1922 był publikowany w odcinkach na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”. To natomiast skłoniło mnie do postawienia pytania, skąd George Orwell wziął inspirację i ponad dwadzieścia lat później napisał swój słynny „Folwark zwierzęcy”? Może miał okazję czytać przekład i postanowił nieco wygładzić i podkoloryzować fabułę? Porównując treść obu książek sądzę, że niejeden czytelnik pokusi się o stwierdzenie, że ma do czynienia z plagiatem, a Orwella uzna za gnojka....."

Różnorodność tematów, a wśród nich miłość klawisza Frantza z więźniem Rafaelem oraz komentarz dotyczący rozpaczliwej sytuacji polskich Żydów w 1938 r., usuwanych z Niemiec, a niewpuszczanych do Polski. Nie podobały mnie się porównania do zbyt dalekiej przyszłości jak np. lat 1980-81, lecz mimo to zachęcam do lektury i nie wchodząc w detale utrzymuję najwyższą ocenę 10 gwiazdek. Po prostu mało jest książek od których nie potrafiłbym się oderwać, a tu znowu noc zarwana, ranek też, aż do godziny 15, bez wytchnienia. A jeszcze ciekawostka: do herbaty na czaj dodawany tytoń; trzeba spróbować.


Wednesday, 19 April 2017

"Dawno, dawno temu..." Najpiękniejsze polskie bajki

ZBIÓR BAJEK - "DAWNO, DAWNO TEMU" Najpiękniejsze polskie bajki

Pięknie wydany zbiór pięciu bajek z ilustracjami Marka Szala. Kolejno:

Maria Dynowska (1878 – 1938) - „O smoku wawelskim”
Antonina Domańska (1853 - 1917) „O zaklętym królewiczu”
o. Sadok Barącz (1814 - 1892) „Smutna królewna”
Maria Konopnicka (1842 – 1910) „Jak to ze lnem było”
Agnieszka Kuligowska „Stoliczku nakryj się”

ad 1. Razi mnie „kneź”. Szczególnie na obczyźnie nie mogę prawnukom czytać:
„-Kneziu miłościwy..”, a parę linijek dalej: „...idzie kneź Krak..”
Z wielu legend o krakowskim smoku wybrano najmniej ciekawą.

ad 2 Zaklętego królewicza znamy od Braci Grimm i innych. Tutaj jedna z wersji niczym się nie wyróżniająca

ad 3 Nie znałem tej wersji rozśmieszania księżniczki, „panna bez odzienia” - śmieszna, ale znowu (p. ad 1) mam zastrzeżenia do języka, bo nie wiem jak „hurkotaniem” kogokolwiek można rozśmieszyć

ad 4 No comments, bo Konopnicka od 70 lat mnie prześladuje

ad 5 Uproszczona bajka Grimma

Reasumując, nic nadzwyczajnego, ani wybór, ani ilustracje mnie nie zachwycają. Nie budzący dyskusji plus to piękna okładka. Poza tym wątpię, aby infantylne baśnie podobały się moim prawnukom, skoro mnie zdziecinniałego nie oczarowały.

Kurt VONNEGUT - "Pianola"

Kurt VONNEGUT - "Pianola"

Aby odnaleźć "mojego" Vonneguta musiałem sięgnąć do jego debiutu z 1952 roku, futurystycznej utopii, ocenionej przez autora na B.
Autor snuje wizję neoluddyzmu, któremu przewodzi główny bohater, o symbolicznie brzmiącym nazwisku Proteus.

W mitologii greckiej Proteus to bóstwo morskie, syn Posejdona i Tetydy, który oprócz daru przepowiadania przyszłości, miał zdolność zmieniania swojej postaci, stąd wyrażenie "kształt proteuszowy".

Według Kopalińskiego "proteusz" w przenośni to człowiek o zmiennych poglądach, uczuciach, chorągiewka na dachu, kameleon.

Neoluddyzm wywodzi się z luddyzmu, któremu miał przewodzić na początku XIX wieku Ned Ludd. Luddyści protestowali przeciwko cywilizacji niszcząc wprowadzane maszyny przyczyniające się do masowych zwolnień. Wg Wikipedii:
"..Nowoczesną formę luddyzmu prezentowały niektóre związki zawodowe sprzeciwiające się innowacjom, które mogłyby – ich zdaniem – prowadzić do wyparcia pracy ludzkiej przez maszynową, na przykład amerykańskie związki zawodowe malarzy zakazywały swoim członkom stosowanie pneumatycznych rozpylaczy do farby..."
Sedno sprawy trafnie przedstawia ponownie Wikipedia:
".... (Proteus) uczestniczy w rewolucji, której wynikiem jest zniszczenie maszyn w mieście. Efekty rewolucji są dla młodego naukowca druzgocące. Natura ludzka jest przewidywalna, a co gorsze cykliczna. Zaraz po zburzeniu maszyn ludzie znów chcą je odbudowywać, niemal natychmiast zapominając o przeszłości..."
W tym debiucie Vonnegut wykazuje się poczuciem absurdu, co chwila rozśmieszając czytelnika. Książkę polecam, więc aby nie psuć przyjemności lektury podam tylko jeden przykład z pierwszych stron. Po zastąpieniu ludzi maszynami (s. 31):
„....każdy, kto nie potrafi się utrzymać.. ...jest na służbie rządu, w wojsku lub Korpusie Naprawczo – Odnowieniowym
- ...skąd biorą się pieniądze, żeby im płacić..
- Och, z podatków nałożonych na maszyny i dochody osobiste... ...Rząd opodatkowuje po prostu tę część dochodu przemysłu, która kiedyś szła na robociznę.. ...Wyeliminowawszy ludzką omylność przez mechanizację, a współzawodnictwo przez organizację, podnieśliśmy ogromnie stopę życiową przeciętnego obywatela...”
Żadnej odkrywczej myśli w książce nie znalazłem, lecz zważywszy, że to debiut czyli preludium do arcydzieł, postanowiłem dać gwiazdek 6.


Tuesday, 18 April 2017

Kurt VONNEGUT - "Galapagos"

Kurt VONNEGUT - "Galapagos"

To książka z 1985 roku, więc ze "złego" okresu twórczości Vonneguta o czym świadczy tabelka podawana przeze mnie przy innych recenzjach (Ostatnio- w recenzji „Trzęsienia ziemi”)

Na podstawie Wikipedii:
"...Powieść jest ironiczną krytyką człowieka i cywilizacji oraz żartem z teorii ewolucji. Jest też jednocześnie jej pochwałą. Przekonania Vonneguta leżały bowiem jak najdalej od 'teorii inteligentnego projektu'...".

I dalej:
"...Narrator opowieści... .....krytykuje dwudziestowieczną ludzkość ukazując paradoksy i absurdy obecne w jej zachowaniu. Ludzkie wielkie mózgi, konstatuje, nie były najbardziej udanym wytworem ewolucji, lecz jej błędem, ślepą uliczką i zbędnym dodatkiem, jak na przykład wielkie rogi dziś już wymarłego irlandzkiego łosia..."

I nie tylko o te "paradoksy i absurdy" biega, które zresztą są ograne, lecz przede wszystkim o niekorzystny werdykt w materii naszych mózgów. Kimże to jest narrator – autor, by nas tak miażdżyć? Czy jego mózg jest również „zbędnym dodatkiem??
Bufonada „mędrca” Vonneguta narastała od pierwszych sukcesów odwrotnie proporcjonalnie do poziomu kolejnych książek, z czego zresztą sam zdawał sobie sprawę. Przypomnijmy jego samoocenę z „Palm Sunday”, która z grubsza pokrywa się z opinią czytelników:

A+ „Cat's Cradle”, „Slaughterhouse-Five”
A „The Sirens of Titan”, „Mother Night”, „God Bless You, Mr Rosewater”, :Jailbird”
B „Player Piano”
B- „Welcome to the Monkey House”
C „Breakfast of Champions”, "Wampeters, Foma and Granfalloons”, „Palm Sunday”
D „Slapstick”, „Happy Birthday, Wanda June”

Vonnegut tym razem nie ma nam nic do przekazania, a poniższe pytanie powinien skierować do siebie:
"Dlaczego.. ..tak wielu z nas umyślnie nokautowało swe mózgi alkoholem, pozostaje do dziś intrygującą zagadką..."
Przykre, że wielki pisarz stoczył się do poziomu żenującego:
„..Dla niektórych dziewcząt zajść w ciążę jest równie łatwo , jak złapać katar. Była w tym niewątpliwie jakaś analogia. Zarówno katar, jak i dzieci powodowane były przez mikroskopijne żyjątka, które niczego tak nie uwielbiały, jak błonę śluzową..."
Vonnegut wzbogacił książkę cytatami, które w rzeczy samej są zaprzeczeniem jego pogardy dla mózgu i jego ewolucji. Cytuje on (Wikipedia):
Anne Frank, Alfred Tennyson, Rudyard Kipling, John Masefield, William Cullen Bryant, Ambrose Bierce, Lord Byron, Noble Claggett, John Greenleaf Whittier, Benjamin Franklin, John Heywood, Cesare Bonesana Beccaria, Bertolt Brecht, Saint John, Charles Dickens, Isaac Watts, William Shakespeare, Plato, Robert Browning, Jean de La Fontaine, François Rabelais, Patrick R. Chalmers, Michel de Montaigne, Joseph Conrad, George William Curtis, Samuel Butler, T. S. Eliot, A. E. Housman, Oscar Hammerstein II, Edgar Allan Poe, Charles E. Carryl, Samuel Johnson, Thomas Carlyle, Edward Lear, Henry David Thoreau, Sophocles, Robert Frost, and Charles Darwin.
Niewiele to pomogło. Dla innego autora byłbym łaskawszy, lecz książki Vonneguta zbyt cenię i dlatego skrajnymi ocenami oddzielam ziarno i plewy. Pała!!!

Jurgen THORWALD - "Stulecie chirurgów"

Jürgen THORWALD - "Stulecie chirurgów: według zapisków mojego dziadka, chirurga H. St. Hartmanna"

Jürgen Thorwald (ur. Jako Heinz Bongartz, 1915 – 2006) - niemiecki pisarz, dziennikarz i historyk, wydał "Stulecie chirurgów.." w 1956. O książce tej czytam w Wikipedii:
"...Praca przedstawia w zbeletryzowanej formie historię przełomowych odkryć w chirurgii, w XIX wieku na podstawie wspomnień H. St. Hartmanna, dziadka autora. Opisany jest proces rozwoju i powolnego przyswajania przez środowiska medyczne takich praktyk jak antyseptyka, aseptyka czy anestezja..."
Na LC rekordowy zapis: 8,09 (2138 ocen i 223 opinie).
Zacznijmy od historii znieczuleń (Wikipedia):
"...W starożytności pierwsze znieczulenia sporządzano z ziół takich jak opium czy marihuana. Dopiero w XIX wieku zaczęto przeprowadzać badania nad efektywnymi środkami znieczulającymi. W 1800 roku brytyjscy chemicy Humphry Davy i Thomas Beddoes stwierdzili znieczulające właściwości podtlenku azotu (tzw. "gazu rozweselającego"), jednak w tamtych czasach był jedynie wykorzystywany do rozrywek. Pierwszym, który wykorzystał go do znieczulenia był amerykański dentysta Horace Wells. W 1844 użył on podtlenku azotu podczas ekstrakcji zęba... ..Kolejnym znaczącym środkiem znieczulającym jest chloroform, odkryty w 1831 roku.. Jego skuteczność została potwierdzona dopiero w 1847.."
Zacząłem od znieczuleń, bo opis operacji bez nich, stawia mnie włosy na głowie. Teraz chciałbym skorygować temat książki wynikający z tytułu. Chodzi mnie o "stulecie". Taki tytuł bowiem zubaża ciekawie przedstawioną historię chirurgii na przestrzeni w i e l u wieków i wykraczającą poza notatki dziadka. Po prostu doceniam wkład i pracowitość autora, które w połączeniu z wybitnymi zdolnościami do gawędziarstwa, przyniosło w efekcie dzieło, od którego trudno się oderwać. Poniekąd dokument, a w lekturze - literatura grozy, sensacji i makabry. Jedyny mankament, to możliwość utraty apetytu na dłuższy czas. Brrrrr!!
Wypada podać przykład. Proszę bardzo (s. 136,2):
"......młody Holender Jan de Doot, dręczony straszliwymi bólami z powodu kamienia, pewnego dnia roku 1651 posłał swą żonę na targ rybny, by wykorzystać jej nieobecność i samemu wbić sobie nóż przez krocze do pęcherza. Rozszerzył ranę dwoma palcami, wygrzebał kamień — i pozostał przy życiu. Przypomniałem sobie jeszcze drugą z książek Thompsona, Obsermtiones niemieckiego chirurga Walthera. Opisywał on w niej historię czeladnika bednarskiego, który w roku 1701 „z rozpaczy sam sobie wyciął kamień”. Czeladnik wziął przyrząd do puszczania krwi, przez krocze wbił go sobie do pęcherza, dwukrotnie rozszerzył ranę, usunął kamień, przepłukał piwem, a potem natychmiast wstał i wśród przyborów do szycia swej matki szukał igły, by zaszyć ranę…"
Trzeba mieć mocne nerwy. I dlatego delikatnym, wrażliwym osobom, tej książki polecić nie mogę, co jednak nie ma wpływu na jej wysoką ocenę. (10 gwiazdek).

Sunday, 16 April 2017

Gellert TAMAS - "Mężczyzna z laserem"

Gellert TAMAS - "Mężczyzna z laserem" Historia szwedzkiej nienawiści

Gellert Tamas (ur. 1963) jest szwedzkim dziennikarzem węgierskiego pochodzenia. Z anglojęzycznej Wikipedii dowiaduję się, że pracował dla najpopularniejszego dziennika "Dagens Nyheter" dla TV4. Popularność zdobył tym reportażem wydanym w 2002 roku. Ta książka jest o życiu Johna Ausoniusa, mordercy, który usiłował dokonać zabójstw zimą 1991 i wiosną 1992. Książka stała się bestsellerem i w 2005 roku zaadaptowana ją jako serial dla SVT.
Na LC 7,9 (101 ocen i 13 opinii).

Tamas szczegółowo opisuje życie mordercy, ja jednak postanowiłem Państwu przybliżyć jego sylwetkę korzystając z anglojęzycznej Wikipedii:
„John Wolfgang Alexander Ausonius (urodzony jako Wolfgang Alexander Zaugg, 12.06.1953), znany w mediach jako Lasermannen („Laserowy człowiek”) to sądownie skazany morderca, rabuś bankowy i próbujący dokonać mordu seryjny zabójca. Od sierpnia 1991 do stycznia 1992 strzelał do 11 osób, w większości imigrantów zabijając jednego i poważnie raniąc pozostałych... ..Aresztowany w czerwcu 1992, został skazany na dożywotnie więzienie w 1994....
….Urodził się na północy Szwecji, w rodzinie imigrantów Niemki i Szwajcara.. ..Dzieci znęcały się nad nim z powodu czarnych włosów i brązowych oczu, nazywając go „czarnym”. Jako dorosły przefarbował włosy na blond, nosił niebieskie szkła kontaktowe i sądownie zmienił nazwisko...
..Podczas wycieczki do Niemiec dokonał pierwszego napadu na bank, a łącznie przeprowadził więcej niż osiemnaście rabunków...
Po otrzymaniu szwedzkiego obywatelstwa w 1979 narastała w nim silna nienawiść do imigrantów i obcokrajowców. Zaczął poszukiwać przestępców wśród imigrantów, by ich pozabijać. Szybko się zmęczył i zdecydował się na zabijanie zwykłych imigrantów, chcąc wzbudzić panikę wśród nich i opuszczenie Szwecji...”

I tutaj zauważmy paradoks: prześladowany w dzieciństwie za swoją obcość, staje się bezwzględnym pogromcą takich jak on. Prześciga w szwedzkim nacjonalizmie najbardziej zagorzałych Szwedów. Mnie to przypomina skrajną dewocję przechrzt.

Jeszcze z Wikipedii o samej książce:
„....Autor, nie tylko bardzo szczegółowo opisuje życie Ausoniusa i przytacza jego wypowiedzi, lecz także nakreśla sytuację polityczną i społeczną w Szwecji i rozważa jej ewentualny wpływ na decyzje mordercy, podejmowane wskutek ksenofobicznych sentymentów w kraju, we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, wskutek sukcesu prawego skrzydła partii Ny Demokrati w wyborach. Według Tamasa, to mogło przyczynić się do prób Ausoniusa mających potwierdzić jego tożsamość jako „prawdziwego” Szweda przez odseparowanie siebie od imigrantów...”

No i zrobił się problem, bo skoro powyżej powiedziano o ksenofobii, o metamorfozie Ausoniusa z prześladowanego w prześladowcę, a więc o jego traumie i kompleksach, no i o odnalezieniu się jego w ideologii nacjonalistycznej, to wykreśliłem pół strony by tego wszystkiego nie powtarzać.

Zasługą Tamasa jest wszechstronne naświetlenie morderczych planów Ausoniusa i dzięki temu umożliwienie czytelnikowi do ustosunkowania się do przedstawionych wydarzeń.
No to ja się ustosunkowałem: zakompleksiały świr, który zawsze by znalazł jakiś powód do usprawiedliwienia swoich zbrodniczych poczynań. Tym samym wychodzę poza sugestie autora.

A reportaż najwyższej klasy, lepszy niż wiele kryminałów. Więc 10!



Saturday, 15 April 2017

Rudyard KIPLING - "Druga Księga Dżungli"

Rudyard KIPLING - "Druga księga dżungli"

Druga część ciekawsza od pierwszej, lecz tylko dla zauroczonych od początku tą piękną baśnią o alegorycznym życiu zwierząt. Inni niech nie marnują czasu, bo tego nie przyswoją, a po złości negatywnie ocenią zaniżając średnią, która jest na LC nader skromna 6,52 (285 ocen i 18 opinii).

Z kolei tych, którzy połknęli bakcyla i chcą poznać dalsze losy Mowgliego, nie ma potrzeby przekonywać o przyjemnościach towarzyszących tej lekturze, więc tylko powiem, że nastrój ona poprawia.

Friday, 14 April 2017

Krzysztof SPADŁO "Skazaniec" cz. II

Krzysztof SPADŁO - "Skazaniec" cz.II Z bestią w sercu.

I znowu nieprzespana noc mnie czeka.....
Do wątku sensacyjnego zdążyłem się przyzwyczaić, więc większą wagę poświęcam wydarzeniom historycznym, tak z okresu ówczesnej rzeczywistości, jak i zamierzchłej historii. Autor odważnie pisze o zamachu stanu i Berezie Kartuskiej; dominują tragiczne historie nieposzlakowanych ludzi, którzy trafili do więzień jako domniemani przeciwnicy dyktatora Piłsudskiego. Fajnie, że o tym pisze, bo przecież Bereza i proces brzeski to obecnie temat tabu. Pozostawiam poznanie tego czytelnikom, sam sięgając do zamierzchłej historii (s. 425):

„..Mieszko Pierwszy przyjął chrzest i nowa wiara, krzewiona ogniem oraz mieczem, wtargnęła na te ziemie i wszystko zaczęło się zmieniać....”

„...ogniem i mieczem...” - i za to go lubię.

Spadło ma już tylu fanów, że przewrotnie postanowiłem ochłodzić ich emocje (s. 437):
„..– Nie ma chyba w świecie głupszej nacji niż Polak. Patrioci z bożej łaski – prychnął. – Pomachać szabelką, pokrzyczeć kilka wzniosłych haseł, pokazać, jak to się bardzo kocha własny kraj... ….Nam wolno walczyć za wolność i niepodległość, ale takim Białorusinom albo Ukraińcom to już nie? Tylko my możemy innych kopać po jajach...”

Odważnie w dobie wzrastającego nacjonalizmu.

Czyta się wybornie, choć podobnie jak „świeżak” do więzienia, tak czytelnik do tematyki więziennej, przyzwyczaja się i obojętnieje na najstraszniejsze okropności. Niemniej, nie widzę powodu do obniżania noty. A więc znowu 10, z zastrzeżeniem, że ocena dotyczy kategorii literatury sensacyjnej.

Thursday, 13 April 2017

Rudyard KIPLING - "Księga dżungli"

Rudyard KIPLING - "Księga dżungli"

Zachwycam się tak samo, jak ponad 60 lat temu. Przeglądając recenzje na LC pozostaje mnie złożyć wyrazy współczucia, że młodsze pokolenia nie potrafią tej książki przyswoić. "Pan nie wyczuwa, pan nie przyswaja" - śpiewał Młynarski, i nie wiem jak to zmienić. Dla mnie genialne, a czytając po tylu latach odkrywam humorystyczne stwierdzenia, jak (s 8):
"...Powiadają też - a to już jest prawdą - że zjadacze ludzi nabawiają się świerzbu i tracą zęby..."
Cudowny relaks, na następny mam drugą część. Podkreślam jeszcze raz, jak ktoś nie zachwyci się pierwszymi dziesięcioma stronami, niech nie brnie dalej; po prostu ten klimat nie dla niego.

Wednesday, 12 April 2017

Nathaniel HAWTHORNE - "Marmurowy faun"

Nathaniel HAWTHORNE - "Marmurowy faun" albo romans o Hrabim Monte Beni

Nathaniel Hawthorne (1804 – 1864) - "pisarz romantyczny, uważany za jednego z największych wpływowych twórców literatury amerykańskiej XIX wieku..." (Wikipedia). Przez 74 lata życia nie słyszałem o nim i w takiej niewiedzy pewnie bym umarł, gdyby nie mój drogi "Jonasz", który w ostatnim pakiecie książek "Marmurowego fauna" umieścił.

Książka ta ma na LC 5.7 (30 ocen i 1 opinia). Autorka tej jedynej opinii - "Kuro Neko" dała 7 gwiazdek i napisała:
".......Długie opisy miasta, obyczajów i rozmyślań z pogranicza etyki, sprawiają, że książka ta nie należy do gatunku "łatwych, lekkich i przyjemnych". Niemniej warto po nią sięgnąć ..."

Wikipedia:
"..'Marmurowy faun'– ostatnia powieść amerykańskiego pisarza i nowelisty Nathanieka Hawthorne'a z 1860. Utwór zwykło klasyfikować się do gatunku powieści gotyckiej ze sporym wpływem powieści psychologicznej. Marmurowy faun opowiada o przygodach trzech amerykańskich artystów: Hildy, Miriam i Kenyona w Rzymie oraz ich kontaktach z siłami nadprzyrodzonymi; dużą część utworu zajmują również osobiste obserwacje autora z jego podróży po Włoszech, którą odbył w 1857.
Tytułowy Marmurowy faun jest w istocie aktem greckiego rzeźbiarza okresu późnoklasycznego Praksytelesa, znajdującym się obecnie w galerii rzeźby w Rzymie. Faunem w powieści nazywany zostaje również hrabia Donatello Monte Beni - z początku radosny, cieszący się życiem Włoch, który na skutek nieszczęśliwej miłości zamienia się w ponurego i mrocznego bohatera romantycznego. "

Sam fakt tak szerokiego omówienia tej książki w Wikipedii, zmusza mnie do paru uzupełnień, a w tym, przypomnieć co to jest powieść gotycka. (na podstawie Wikipedii)

"...Typowymi elementami powieści gotyckiej były: tajemnicza czy wręcz upiorna atmosfera narracji, odczuwane podczas lektury poczucie grozy (stąd również nazwa: powieść grozy), nawiedzone budowle, zamki, pułapki, śmierć, choroba, szaleństwo, klątwa itp., zaś bohaterami zazwyczaj była jakaś antynomiczna para, gdzie jeden biegun reprezentowany był przez osobnika o wyraźnie demonicznych cechach (jak na przykład Manfred w utworze Walpole'a), zaś drugim biegunem była czysta i niewinna osoba (zazwyczaj jakaś dziewica), jak Antonia w Mnichu. Istotnym elementem powieści gotyckiej był fakt zaistnienia jakiejś ciemnej zbrodni, która odciskała piętno na fabule, a także wymowie ideowej powieści. Powieść gotycka była modyfikacją powieści sentymentalnej XVIII wieku. Wywarła znaczny wpływ na rozwój literatury romantycznej, a także horroru..."

To teraz już moje uwagi. Wbrew tytułowi i Wikipedii główną postacią jest la femme fatale - Miriam. Ich czworo i trup. Wątek kryminalny nie do końca jasny, a strony zapełnia problem "zbrodni i kary", szeroki opis psychiki bohaterów plus sprawozdanie, co Amerykanin Hawthorne zobaczył we Włoszech w trakcie dwuletniego tam pobytu.

Tylko, że ja "Zbrodnię i karę" Dostojewskiego już czytałem, a na temat rzymskich zabytków sam kiedyś kilkunastostronicową epistołę spłodziłem, nigdy we Włoszech nie będąc.

Gdyby nawet skrócić 400. stronicową powieść o połowę, to i tak czytelnik czułby się zawiedziony wskutek niedopowiedzeń i niejasności. Do tego w bardzo dobrym "Posłowiu" Krystyna Stamirowska zauważa (s. 402 – 403):
„...'Marmurowy faun' różni się znacznie od reszty twórczości Hawthorne'a. Dwuletni pobyt we Włoszech.... ..uświadomił mu też niewątpliwie przepaść dzielącą Nową Anglię od Europy, szczególnie od jej części najbardziej związanej z antyczną cywilizacją... ...w ostatniej powieści pisarza temat zła i upadku człowieka zyskuje dodatkowy wymiar: grzech i zbrodnia są udziałem mieszkańców Starego Świata, przeciwstawiona im jest niewinność amerykańskiej pary bohaterów Hildy i Kenyona..”

I jak się nie obśmiać ze słusznych kompleksów niższości autora wobec kultury europejskiej/ Ale się odegrał! Cha, cha!

Ze względu na wszechobecność autora w encyklopediach, leksykonach etc, książkę polecam, bo sam zadowolony jestem ze swojego intelektualnego wzbogacenia, lecz dać mogę tylko 6 gwiazdek, gdyż ten sposób narracji nie wytrzymał próby czasu.




...

Monday, 10 April 2017

Krzysztof SPADŁO - "Skazaniec" cz.I

Krzysztof SPADŁO - "Skazaniec"

Krzysztof Spadło (ur. 1967) chroni swoją prywatność więc moje poszukiwania spełzły na niczym. Jego pierwszy tom ma na LC 8,18 (392 ocen i 108 opinii). Wow! Nie nadążam za młodymi i poznaję go dopiero obecnie tj w kwietniu 2017 roku.

Opowieść zaczyna się 21 lipca 1922 r., gdy główny bohater, dwudziestodwuletni, zwany Ropuchem, zostaje przetransportowany z aresztu garnizonowego do więzienia na podstawie wyroku z 17 kwietnia skazującego go na dożywocie. Tak zaczyna się thriller, którego szczegółów nie powinno się zdradzać, by nie popsuć lektury innym.

Niewątpliwy sukces osiągnął Spadło pisząc językiem prostym, zrozumiałym dla każdego czytelnika, o ludziach równie prostych, a mimo to tak różnych. Nieważne są powody pobytu w więzieniu, lecz zdolność mimikry, dzięki przyswojeniu tutaj obowiązującego kodeksu i systemu wartości. Mimo, że tematyka wydaje się skrajnie obca przeciętnemu czytelnikowi, to każdego wciąga i wymusza na nim decyzję, w którym momencie przerwać lekturę i pójść spać. Bo objętość zmusza, w każdym razie mnie, do pozostawienia dwustu stron na jutro.

Nie mam problemu z oceną: w gatunku powieści sensacyjnej - 10 gwiazdek. Jeszcze etymologiczna ciekawostka (s. 566):
„– Si vis pacem, para bellum – odezwał się Ojczulek.. – To takie łacińskie powiedzenie.. ..Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Stąd wywodzi się potoczna nazwa tego pistoletu. W wolnym tłumaczeniu słowa „para bellum” znaczą „szykuj się na wojnę”....”

No i finał, k.... mać! Spadło, Ty draniu!!

Saturday, 8 April 2017

Piotr ADAMCZYK - "Dom tęsknot"

Piotr ADAMCZYK - "Dom tęsknot"

Piotr Adamczyk (ur. 1958), po studiach filozoficznych, został dziennikarzem. W roku 2012 wydawnictwo „Dobra Literatura” opublikowało jego powieść pt. „Pożądanie mieszka w szafie”. Jego druga powieść, "Dom tęsknot" (Agora 2014), znalazła się na liście książek zakwalifikowanych do konkursu Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2015. Na LC 7,85 (383 ocen i 96 opinii).

Romantyczny wątek wykorzystany do barwnej prezentacji problemów wielonarodowościowego Wrocławia. Zaczynam od tego, co mnie się podoba, a to przede wszystkim możliwość koegzystencji jednostek skrajnie różnych w jednym domu, jakim jest Polska. Miniaturyzując Polskę do jednej wrocławskiej kamienicy, Adamczyk pokazuje wszystkie blaski i cienie takiego współżycia. Kamienica należała przed wojną do rodziny Freytagów, matka bohatera chroni pozostałości po niej, gwoli więc ścisłości przypominam jej nestora:

Gustav Freytag (1816 – 1895) - W roku 1855 wydał swą pierwszą powieść, zaliczaną swego czasu do arcydzieł literatury niemieckiej "Soll und Haben" (3 tomy), przesyconą wątkami antypolskimi i antyżydowską apologią pruskiego kapitalizmu

Niesamowita ilość ciekawych opowieści i anegdot, bardziej lub mniej prawdziwych, opartych na faktach historycznych.

Chwalę Adamczyka również za odwagę, bo pisząc dla polskich czytelników, z których ponad 90% deklaruje swoją katolickość, a co najmniej jedna trzecia społeczeństwa jest pod wpływem kościoła konserwatywnego, przedsoborowego, reprezentowanego przez o. Rydzyka, to niewątpliwie odwagą jest takie pisanie (s. e-booka 163):

"– Gdybym cię zapytała, czym jest Kościół, to pewnie rozmaitymi sposobami odpowiedziałbyś mi, że pośrednikiem między Bogiem. I temu właśnie zaprzeczył Luter. Jedynie Pismo Święte jest w stanie nauczać. Chrześcijanin powinien je czytać i czerpać z niego prawdę o Bogu, a księża nie są do kontaktu z nim potrzebni. To Chrystus, a nie święci, jest źródłem wiary i prawdy, dlatego powinniśmy bezpośrednio rozmawiać z Chrystusem, a nie szukać wstawiennictwa innych. Zobacz: ksiądz katolicki nie może mieć rodziny, a pastor może. Dlaczego? Bo w Piśmie nie było nic na temat małżeństw księży, a protestanci ufają tylko Pismu, nie zaś kaznodziejom. Dla nich wyłącznie Pismo się nie myli, natomiast duchowni są tylko ludźmi i mogą być w błędzie..."

Atutem jest też wszechobecna ironia, którą widzimy w opisie sąsiada Smoka (s. 100,2):
„...Smok, jako gad niewierzący, złościł się za każdym razem, robiąc Rozalce głośne awantury. Kłócili się wtedy godzinami już od samych drzwi, w których Rozalka stała z nowym obrazem, potem zamykała je z trzaskiem i dalej się kłócili, on rozzłoszczony sięgał po butelkę bimbru, wypijał szklankę, a ona w tym czasie wieszała obraz na ścianie, i wciąż się kłócili, aż w końcu Smok zasypiał pijany na stole, a Rozalka kłóciła się z nim już sama. Na Smoka nawet w tym wypadku nie mogła liczyć. Wszystko było wyłącznie na jej głowie. Zakupy, dom, wychowanie dziecka, a także awantura...”

Natomiast jako stary dyżurny zrzęda muszę mu wytknąć nieścisłości w opisie realiów epoki, którą on zna z opowiadań bądź swoich dziecięcych wspomnień, a ja z autopsji.

Ojciec ma „Syrenkę”, więc jest po 1957 roku, a opisywane poglądy i stosunki dotyczą raczej okresu stalinowskiego. (Nazwisko „Zakościelny” utrudnia awans). Zbieranie pudełek po zagranicznych papierosach (s.139), które przychodziły w paczkach z Zachodu, podczas gdy za „wczesnego Gomułki” (lata 1956 -60) było ich zatrzęsienie w polskich sklepach. Pamiętam, bo zacząłem palić w 1958 roku i „szpanowaliśmy” „Pall Mall” i innymi, które kosztowały 25 zł, czyli tyle co 10 „małych kaw” w kawiarni. („Sporty” kosztowały 3 zł a „Wawele” 11 zł), czy też godzina korepetycji. W następnym akapicie:
„.....mama mówiła, że wygląda jak James Bond grany wtedy przez Seana Connery’ego... ...U nas para prawdziwych dżinsów kosztowała tyle, ile wynosiła średnia miesięczna pensja.”
W PRL, w tamtych latach Bond był zakazany, Sean Connery nieznany, a dżinsy kosztowały 700 zł, (na bazarze w Krośnie – 150 z), a więc na poziomie minimalnej, a nie średniej pensji.

Oczywiście, to nie jest książka stricte historyczna, więc szukam dziury w całym, bo mam dylemat jak ją ocenić. Niewątpliwie warta przeczytania, dobrze napisana, ciekawa, a jednak czegoś mnie brak, by dać jej więcej niż 7 gwiazdek. Moje odczucia trafnie „Alicja”, której recenzję w całości przytaczam (dała o jedną gwiazdkę więcej):

„Bardzo duża przyjemność czytania.
"Dom tęsknot" nie jest "wow'owy". Nie zapiera tchu w piersiach. Nie rozszerza źrenic, nie wywołuje gęsiej skórki. Nie jest książką, którą czyta się z zapartym tchem pół nocy. "Dom tęsknot" jest bardzo polski, swojski, prawdziwy, nasz, podwórkowy. Za każdym razem wraca się do niej z przyjemnością i z uśmiechem. Odrobina nostalgii, spora dawka humoru, nieco historii (wcale nie nudnej ) i ta cudowna polska obyczajowość :)
Bardzo pozytywne zaskoczenie. "

No właśnie; mnie ta lektura zajęła ponad tydzień. Przepraszam, ochłonąłem i też dam 8


Friday, 7 April 2017

Kurt VONNEGUT - "Trzęsienie czasu"

Kurt VONNEGUT - "Trzęsienie czasu"

Wikipedia:
"....Tytułowe 'Trzęsienie czasu' to cofnięcie się wszechświata do sytuacji sprzed dokładnie 10 lat. Książka składa się z dużej ilości krótkich rozdziałów luźno ze sobą powiązanych głównie osobą Pstrąga Zabijuchy - ekscentrycznego kloszarda piszącego w ciągu każdych dziesięciu dni opowiadanie. Autor przytacza w sposób luźny i skrócony treści niektórych opowiadań Pstrąga, które niosą ze sobą sarkastyczne i głębokie zrazem przesłanie. Ponadto w książce dużo jest luźnych przemyśleń zarówno zmyślonego pisarza jak i samego autora. Treść jest ułożona chaotycznie, co jednak nadaje jej szczególny klimat. .."

Na okładce oświadczenie autora:
"To moja ostatnia powieść. Więcej pisać już nie będę"

I dobrze, tylko szkoda, że mój u l u b i o n y pisarz podjął taką decyzję tak późno. Aby uzasadnić swoje słowa przypomnę wykaz recenzowanych przeze mnie książek:

1959 - „Syreny z Tytana” samoocena A ; moja ocena 9
1961- „Matka noc” A+ 10
1963 - „Kocia kołyska” A+ 10
1965 - „Niech... ..Rosewater” A 9
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ 10
1973 - „Śniadanie mistrzów” C 1
1979 - „Recydywista” A 7
1981- „Niedziela Palmowa” C 1
1982 - „Slapstick..” D 4
1987 – "Sinobrody" brak 1
1991 - „Losy gorsze od śmierci” brak 1
1997 - "Trzęsienie czasu" brak ??????

Proszę zauważyć, że od 1969 roku nie napisał nic wartościowego, z czego zresztą zdawał sobie sprawę w chwilach trzeźwości. A przedtem trzy a r c y d z i e ł a oraz dwie wybitne książki. Tak w samoocenie, jaki i przez moją skromną osobę. A od arcymistrza należy wymagać i to co wybaczam początkującym, jemu nie wybaczę.

Koncepcja oklepana tj przeżyjmy to jeszcze raz. W rzeczywistości jest jednak jeszcze gorzej, bo autor upłynnia remanenty swoich szuflad w formie sztucznie łączonych mini rozdzialików, głównie osoba pisarza Pstrąga Zabijuchy.

Ma przebłyski humoru jak (s.17):
"...powiedziała, że nienawidzi Chińczyków.. ...nienawidzić tyle osób naraz to dziwactwo.."

Niestety, parę humorystycznych czy absurdalnych historyjek nie jest w stanie uratować bełkotu, w którym dominuje żenujące bredzenie faceta, który zatracił zdolność samokrytyki. Jego popisy intelektualne są żałosne, a ekstrawagancje dla mnie niezrozumiałe, jak np. (s. 134):
„Pytanie: Co to jest, to białe, w ptasim gównie?
Odpowiedź: Też ptasie gówno".

Szkoda gadać! PAŁA!!

Thursday, 6 April 2017

Kornel MAKUSZYŃSKI - "Poezje wybrane"

Kornel MAKUSZYŃSKI - "Poezje wybrane"

Kornel Makuszyński (1884 – 1953) - prozaik, poeta, felietonista, krytyk teatralny i publicysta, członek Polskiej Akademii Literatury, przed drugą wojną światową jeden z najpoczytniejszych pisarzy, autor cyklu książek dla dzieci - o Koziołku Matołku i o małpce Fiki-Miki oraz dla młodzieży - "Szatan z siódmej klasy" i "Szaleństwa panny Ewy". Kochałem jego twórczość, a adorację moją pogłębiło odkrycie jego utworów dla dorosłych, takich jak "Perły i wieprze", "Awantury arabskie" czy "Po mlecznej drodze". Nie znałem jego wierszy, więc wydanie "Poezji wybranych" zacząłem z przyjemnością czytać, mimo ponurego wstępu Marty Wyki.

Nie oceniam z zasady poezji, bo się na niej nie znam, a ponadto u ważam, że jej odbiór jest indywidualny, często mistyczny, uniemożliwiający opis wrażeń. Bawiłem się nieźle. m.in. przy balladzie "o pannie, co miała syna", w której o ojcostwo podejrzewany był ułan, lecz przy konfrontacji okazało się, że tym nicponiem jest sam dowódca - porucznik (s. 70). Poczułem się zagubiony przy "piosence żałosnej" (s. 84), gdyż rymy wydały się mnie "częstochowskie":

"...Dla ciebie, miła moja dziewczyno, / Kwitną fijołki, pachną lelije, / Dla ciebie tylko łzy moje płyną, / I serce dla ciebie bije."

Ciężkie chwile przeżyłem przy wierszu „do Kasieńki” (s. 97):
„Posuń się, Kasieńko, posuń się, / Do swego łóżeczka przyjmij mnie, / Wiatr zimny wieje, / Niech się ogrzeję / Przy tobie, przy tobie!../
Jutro już na wojnę muszę iść, / Wiatr mnie gdzieś poniesie jak ten liść / Mieć będę własne / Łóżko, choć ciasne, / W mym grobie, w mym grobie...”

A im dalej tym gorzej. Wracam więc do profesjonalistki Wyki, którą równie cenię jak jej ojca. Zaczyna stwierdzeniem:
„Jeżeli książki dla młodzieży Makuszyńskiego należą do nie kwestionowanych pozycji gatunku, to jego poezja nie może już liczyć na podobne względy...”

Wg mnie brakuje oceny jego genialnej twórczości dla dorosłych, ale jedźmy dalej. A dalej pisze:

„..Makuszyński na pewno - jako liryk - prezentuje przypadek wybujałego rozpoetyzowania... ...Makuszyński jest.. wtórny..”

Dalej (s. 8) stwierdza:
„...Makuszyński jest anachroniczny.. ..Sztuczność stała się,, ..wartością nadrzędną..”

I miażdży mojego ulubieńca (s. 9):
„...Obraz poety, który się wyłania z tej liryki, mógłby równie dobrze stać się własnością każdego innego twórcy tej epoki...”

By na końcu stwierdzić (s. 16):
„..Poezja - zarówno ilościowo, jak jakościowo - lokuje się na marginesie jego twórczości. W dwudziestoleciu jest już zabytkiem młodopolskim, w Młodej Polsce zbyt ulega wpływom najwybitniejszym...”

Czyli autor miernota, a jego poezja - chłam. To po jakiego diabła to wydano i to w nakładzie 50 tys.? Bo nazwisko przyciąga więc ludzie ten chłam kupią!!!!

Wednesday, 5 April 2017

Andrzej WALIGÓRSKI - "Dreptakiada"

Andrzej WALIGÓRSKI - "Dreptakiada"

Andrzej Waligórski (1926 – 1992) - aktor, poeta, satyryk, dziennikarz, współpracownik Polskiego Radia we Wrocławiu. Wg Wikipedii:
"...Zasłynął jako twórca tekstów piosenek wykonywanych między innymi przez Tadeusza Chyłę (Ballada o Cysorzu) i Olka Grotowskiego z Małgorzatą Zwierzchowską (około tysiąca piosenek). Sam określał siebie często jako tekściarza... ...Stworzył postać Dreptaka, był autorem m.in. „Bajeczek Babci Pimpusiowej” oraz popularnego słuchowiska radiowego „Rycerze” nadawanego w magazynie „60 minut na godzinę”, parodiującego 'Trylogię' Sienkiewicza (pochodzi z niego piosenka „Hej, szable w dłoń”)....”

Dodajmy, że umarł na serce, a wrocławianie uczcili pamięć o nim nazywając jego imieniem ulicę i powierzając patronat szkoły.

Z "Posłowia" Jana Trzynadlowskiego (s. 109 – 111):
"...Waligórski posługuje się balladą zróżnicowaną wprawdzie, w zasadzie jednak jest to sprawne i zręczne artystycznie łączenie epickości, liryczności i tej formalnie łudzącej czytelnika, ale faktycznie czytelnej od początku pozornej powagi, jakiej wymaga zasada komizmu, a w której tkwi bezsporna autorska vis comica, siła komiczna, wyzwalająca się w kontraście i zaskoczeniu.."
Cóż ja mogę dodać? Wszyscy go znaliśmy z Radia i wszystkich zasmuciło jego przedwczesne odejście. Mnie pozostaje przytoczyć uroczy wiersz aktualny dla mnie (s. 62):
„Jesień idzie”
„Raz staruszek, spacerując w lesie, / Ujrzał listek przywiędły i blady / I pomyślał - Znowu idzie jesień, / I podreptał do chaty po dróżce, / I oznajmił, stanąwszy przed chatą, / Swojej żonie, tak samo staruszce: / - Jesień idzie, nie ma rady na to! / A staruszka zmartwiła się szczerze, / Zamachnęła rękami obiema: / - Musisz zacząć chodzić w pulowerze. / Jesień idzie, rady na to nie ma! / Może zrobić się chłodno już jutro / Lub pojutrze, a może za tydzień? / Trzeba będzie wyjąć z kufra futro, / Nie ma rady, jesień, jesień idzie! / A był sierpień. Pogoda prześliczna. / Wszystko w złocie trwało i w zieleni, / Prócz staruszków nikt chyba nie myślał / O mającej nastąpić jesieni. / Ale cóż, oni żyli najdłużej. / Mieli swoje staruszkowe zasady / I wiedzieli, że prędzej czy później - / Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady."

Babara N. Łopieńska, Ewa Szymańska - "Stare numery"

Barbara N. ŁOPIEŃSKA, Ewa SZYMAŃSKA - "Stare numery"

Przypomnienie historii "Po Prostu" z lat 1955 – 1957.
Barbara N. Łopieńska (1949 – 2004) - znana świetna dziennikarka; trudniej mnie było zidentyfikować Ewę Szymańską (ur, 1950), bo wyszła za mąż i od tego czasu nosiła podwójne nazwisko Szymańska-Wierzyńska, a w dodatku wyemigrowała w 1984 do Stanów, skąd wróciła w 2005 i poświęciła się pamięci Jana Karskiego.

Teraz przypominam historię "Po prostu" na podstawie Wikipedii:
"....Od 1955 r. „Po Prostu” ukazywało się jako „Tygodnik studentów i młodej inteligencji”, angażując się w ruch na rzecz reform ustrojowych (redaktorem naczelnym był wtedy Eligiusz Lasota i stało się wręcz symbolem przemian "Polskiego Października". Zostało prowokacyjnie zlikwidowane przez władze w 1957 r., co wywołało w Warszawie rozruchy studenckie i zamieszki uliczne. Bezpośrednim powodem rozwiązania pisma była krytyka prorządowej katolickiej organizacji "PAX" i jej lidera Bolesława Piaseckiego. W listopadowym numerze pisma oskarżono „PAX” o "uprawianie metod mafii i ślepy kult wodza". W skład redakcji wchodziło wielu znanych dziennikarzy, którzy publikowali swoje teksty na łamach gazety, m.in. Jerzy Ambroziewicz, Stefan Bratkowski, Włodzimierz Godek, Mark Hłasko, Jan Olszewski, Lech Emfazy Stefański, Jerzy Strzałkowski, Ryszard Turski, Jerzy Urban, Jerzy Vaulin czy Agnieszka Osiecka..."
Proszę zwrócić uwagę na obecność wśród buntowników Urbana w towarzystwie Olszewskiego. Już ten fakt ścisłej współpracy późniejszego rzecznika Jaruzelskiego z późniejszym premierem w wolnej Polsce, winien wzbudzić Państwa zainteresowanie.
Na LC podano nonsensowny "opis autorski":
"Książka autorstwa Barbary N. Łopieńskiej i Ewy Szymańskiej wydana we współpracy z Tygodnikiem Studenckim "Po Prostu"."
Autorki miały 7-8 lat, gdy "Po prostu" zamknięto, w związku z tym zwróciłem się do Administracji portalu o zmianę opisu na cytat z okładki:
"..Barbara N. Łopieńska i Ewa Szymańska napisały książkę o tygodniku 'Po prostu', a właściwie o ludziach, którzy w nim pracowali i uczynili zeń najważniejsze pismo Polskiego Października 56; pismo legendę i symbol. 'Po prostu' zostało w październiku 1957 roku rozwiązane przez Władysława Gomułkę.."
Książka wydana w 1986 r., pierwotnie w Londynie, jest niesamowitym źródłem wiedzy o ludziach i wydarzeniach tamtego okresu. Pamięć ludzka jest zawodna, więc książka ta jest cennym przypomnieniem nawet dla mnie, obserwatora tych zdarzeń, który zazdrościł koledze szkolnemu Robertowi, spałowanemu wtedy przez „psy” i ukrytemu przez solidarnych mieszkańców MDM-u i okolic, odważnie otwierających mieszkania, by ratować manifestantów. Sam na „ścieżkę zdrowia” musiałem czekać do marca 1968.
Polecam książkę wszystkim jako wartościowy dokument pomocny w weryfikacji prawdy (??) jaką posiadają. Sprzysiężenie ludzi związanych z „Po prostu” było fenomenem, który winien być eksponowany w historii Polski. Niestety, taką ideę utrudnia subiektywna ocena ludzi, w tym np. bohatera tamtych dni – Urbana. Dlatego też padają gorzkie słowa z ust Romana Zimanda (s. 152):
„- Dla legendy 'Po prostu' - mówi - byłoby najpiękniej, gdybyśmy wszyscy umarli w 57, 58, góra w 59 roku.”
PS Otrzymałem odpowiedź od „naszej” Administracji:
Szanowny Panie Wojciechu,
bardzo dziękujemy za zgłoszenie.

Opis książki "Stare numery" został poprawiony: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/134130/stare-numery
Pozdrawiamy serdecznie,
Administracja LC

Tuesday, 4 April 2017

Nathanael WEST - "Dzień szarańczy. Miss Lonelyhearts"

Nathanael WEST - "Dzień szarańczy. Miss Lonelyhearts"

Nathanael West (1903 -40) amerykański pisarz, autor scenariuszy i satyryk. Urodził się w rodzinie niemieckojęzycznych rosyjskich Żydów jako Nathan Wallenstein Weinstein. W 1933 opublikował "Miss Lonelyhearts”, a w 1939 - "Dzień szarańczy". Utrzymywał się z pisania scenariuszy. Zginął w spowodowanym przez siebie wypadku samochodowym dzień po śmierci swojego przyjaciela Francisa Scotta Fitzgeralda.

To niezła literatura, wiec jestem zaskoczony wynikiem na LC: 6,08 (24 ocen i 0 opinii). Z lektury sprzed 55 lat, zapamiętałem opis filmu porno: seksowna służąca zabawia się z córeczką gospodarzy, gdy puka synek. Chowa dziewczynkę i zaczyna z synkiem... pukanie.. pan domu.. pukanie.. pani domu. I znowu pukanie... Wszyscy pochowani, więc kto puka? - Do dzisiaj nie wiadomo.

A treść? Jest to portret życia amerykańskiego w dobie Wielkiego Kryzysu. Jeszcze jedna wersja American Dream, brutalność przemieszana z marzeniami i poezją. Mnie nasuwa się porównanie ze „Śniadaniem u Tiffany'ego” Trumana Capote. W 1975 John Schlesinger sfilmował „The Day of the Locust” („Dzień szarańczy”) z m.in. Donaldem Sutherland w roli Homera. Opowiadanie kończy opis destrukcyjnego żywiołu, jakim jest nieprzewidywalny tłum.

Drugie opowiadanie (Wikipedia):
„...It is an Expressionist black comedy set in New York City during the Great Depression”

Tytułowa Miss Lonelyhearts to mężczyzna odpowiadający na listy do redakcji, a to go wpędza w depresję, alkohol i seks. Dobra zabawa. Jako ciekawostkę podaję, że w książce Philip K. Dicka „The Man in the High Castle”, Paul Kasoura i Robert Childan dyskutują o tym opowiadaniu. To opowiadanie było wiele razy adoptowane na scenie i ekranie, a najsłynniejsza filmowa realizacja jest z 1958 roku, z m.in. Montgomerym Cliff.
Aby zachęcić - 7 gwiazdek.

Jakub Żulczyk - "Ślepnąc od świateł"

Jakub ŻULCZYK - "Ślepnąc od świateł"

Po przeczytaniu części (całości nie, bo nie mam skłonności masochistycznych) czegoś takiego, pozostaje żywić nadzieję, że autor, co by nie było - ABSOLWENT UJ, różni się od swojego produktu. Jak ktoś lubi rynsztok, niech czyta, innym kategorycznie odradzam. PAŁA krzywdzi innych pałowiczów. Może jednak w kwestiach obyczajowych warto by przywrócić cenzurę, bo jak widać panowie redaktorzy, tym razem z wydawnictwa "Świat Książki", nie wiedzą co czynią.
Kończę, pytaniem do pana Zbyszka: czy przeciw szerzeniu zgnilizny moralnej nie ma żadnego paragrafu??

Łukasz ORBITOWSKI - "Inna dusza"

Łukasz ORBITOWSKI - "Inna dusza"

Dotychczas recenzowałem Orbitowskiego (ur. 1977) tylko "Szczęśliwą ziemię" z 2013 i radziłem porzucenie fantastyki na rzecz realizmu. Omawiana jest z 2015 i zgodnie z moim życzeniem jest realistyczna aż do bólu. Rzeczywistość lat 90., wyjątkowo trudna, bo bliska i kontrowersyjna, widziana przez każdego inaczej.

Do tytułu autor nawiązuje pisząc o dodatkowym duchu/duszy siedzącym w każdym i skłaniających do uczynków wbrew własnej woli (s. 120):
|„..– Ja za głupi jestem na takie rzeczy. Nie mówię, że w ogóle jestem głupi, tylko do myślenia o takich sprawach się nie nadaję. Takich duchów, co chodzą po cmentarzach, na pewno nie ma. Ktoś by sfilmował, no nie? Ale chyba są inne duchy, wiesz, takie, w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. Niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty....”

Omawiana książka jest konsekwentną kontynuacją „Szczęśliwej ziemi”, o której Wit Szostak powiedział:
"Kawał znakomitej prozy obyczajowej - przenikliwy, mocny i miejscami bolesny portret naszego pokolenia".

Zmieńmy może końcówkę "naszego pokolenia" na "Polski lat dziewięćdziesiątych". Również jak w tamtej książce widać poniekąd kontynuację "realizmu peryferyjnego" Marka Nowakowskiego, co wzmacnia miejsce akcji - podbydgoski Fordon. Bardzo udana jest forma, gdyż połączenie opisu w trzeciej osobie z relacją w pierwszej, przybliża bohaterów czytelnikowi, a autorowi umożliwia logiczne przedstawienie nie tylko zdarzeń, lecz przede wszystkim wnętrza bohaterów. Do wszystkich pochlebstw jeszcze jedna, ważna z mego punktu widzenia czyli starucha: Orbitowski nie przekroczył dobrego smaku w sytuacjach ostrych pod względem seksu. Nic obscenicznego! A to duża zasługa na tle rynsztokowych ciągot innych pisarzy, a szczególnie pisarek.

Achów i ochów wystarczy, a ja wspomnę, nie bez kozery, że autor w podziękowaniach wymienia dwóch autorów: Szostaka i Twardocha, a ja właśnie obwieszczam nową wielką "trójcę", tym razem - żyjących, "STO" (dwóch wymienionych plus autor). Oczywiście, tak jak przy trójcy WGS (Witkacy, Gombrowicz Schulz) niezależnie wielki pozostawał Parandowski czy Lem, tak i tu jest miejsce dla wielkich np Masłowskiej czy Sieniewicza.

Perfidnie daję 9 gwiazdek, by zmobilizować Orbitowskiego do pogłębienia w następnej książce.


Sunday, 2 April 2017

Kurt VONNEGUT - "Slapstick albo nigdy więcej samotności"

Kurt VONNEGUT - "Slapstick albo nigdy więcej samotności"

Wikipedia:
"Slapstick - rodzaj komedii filmowej... ...Charakteryzuje się dużą ilością ruchu, postacie są mocno przerysowane i przeżywają groteskowo niebezpieczne przygody. Sekwencje filmowe często są tworzone spontanicznie...."

Vonnegut oświadcza w „Prologu”:
„Nigdy już nie będę bliższy napisania autobiografii niż teraz. Zatytułowałem ją „Slapstick”, ponieważ jest groteskową poezją sytuacyjną - przypominającą komedie slapstickowe...”

No to już wiem na czym stoję, a ból głowy powoduje niska samoocena autora: D; pogłębia go data napisania (1982), która pozwala przypuszczać, że i tym razem autor nie podniesie się z upadku związanego z alkoholem. A ocenę wystawił sobie prawdopodobnie w chwili trzeźwości. Przypominam moje dotychczasowe oceny:
1959 - „Syreny z Tytana” samoocena A ; moja ocena 9
1961- „Matka noc” A+ 10
1963 - „Kocia kołyska” A+ 10
1965 - „Niech... ..Rosewater” A 9
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ 10
1973 - „Śniadanie mistrzów” C 1
1979 - „Recydywista” A 7
1981- „Niedziela Palmowa” C 1
1982 - „Slapstick..” D ?????
1987 – "Sinobrody" brak 1
1991 - „Losy gorsze od śmierci” brak 1

Zaczyna się nieźle, bo już na samym początku, w „Prologu”, autor wygłasza zdanie, które ja - doświadczony starzec, w pełni podzielam (s. 11):
„ Chciałbym, by ludzie, którzy z założenia powinni darzyć się miłością, mówili do siebie w czasie kolejnej kłótni: 'Proszę, trochę mniej miłości, a trochę więcej zwykłej przyzwoitości'..”

Niestety, im dalej tym gorzej. Vonnegut epatuje ironią, tekst czyta się lekko, lecz są to główne farmazony i dyrdymały. Uśmiecham się, jednak na coś ciekawego czekam aż do strony 117:
„...Faszyści to podludzie, którzy wierzą, gdy ktoś im wmawia, że są nadludźmi... ...A potem chcą, by wszyscy inni zginęli...”

Jeszcze wątpliwa mądrość (s. 207):
„- Ci, którzy nie uczą się od historii, skazani są na jej powtarzanie..”

I już końcowe wnioski. Koncepcja zastąpienia narodu rodzinami, jakimi one by nie były, jest błędna, bo rozbudowanie rodzin prowadzi do nowych narodów, a wszystko to łatwy do czytania bełkot pisany prawdopodobnie w progresywnym stanie alkoholowej nieważkości z finałem w postaci rynsztokowych wyrażeń.

Humoru jednak trochę odkryłem, więc oceniam książkę wyżej niż inne z okresu staczania się i daję gwiazdek 4.


Saturday, 1 April 2017

Wojciech JAGIELSKI - "Wszystkie wojny Lary"

Wojciech JAGIELSKI - "Wszystkie wojny Lary"

Dotychczas recenzowałem Jagielskiego (ur. 1960) tylko "Wypalanie traw" (10 gwiazdek).

Kistowie, spokrewnieni z Czeczenami, przejęli wiarę i tradycję gruzińską. I wybucha wojna czeczeńska, a po niej napływ Czeczenów, a z nimi indoktrynerzy ortodoksyjnego islamu.

Opis tworzenia armii czeczeńskiej przypomina do złudzenia przygotowania do chrześcijańskich wojen krzyżowych, gdzie, w ramach pospolitego ruszenia, ściągali rycerze z najodleglejszych zakątków Europy. Tak do Czeczenii (czy Gruzji) przybywają emisariusze z krajów arabskich i bojownicy z całego świata.

Na przykładzie Kistów, Czeczenów etc Jagielski pokazuje, jak młodzi odrzuceni, trudno się asymilujący, są podatni na indoktrynację przez głoszących jakąkolwiek ideologię, gdy ich atutem jest zapewnienie zagubionemu poczucia wartości w grupie. Znamy to z historii choćby komunizmu, jak i sekt religijnych czy grup kiboli, a teraz swój czas ma skrajnie agresywny islam. Tacy młodzi, którzy prawem natury winni pożądać używek stają się nagle najradykalniejszymi prześladowcami tychże (s. e-booka 160):
„..Pewnego razu młodzi z nowego meczetu zatrzymali na głównej drodze człowieka, o którym wszyscy w dolinie wiedzieli, że zajmuje się przemytem. Wyciągnęli go z samochodu, a przeszukując pojazd, znaleźli narkotyki. Na oczach całej wsi wrzucili pakunek do rzeki, choć starsi protestowali, twierdząc, że wart jest majątek, z którego wszyscy w dolinie mogą skorzystać...”
No cóż, już nasz Adaś pisał o „młodości chmurnej i durnej”/
To nie tylko kompendium wiedzy o Kaukazie i toczonych tam wojnach, lecz i niezwykle plastycznie przedstawieni ludzie tych terenów i ich zmaganie się z życiem. Niby opisowy reportaż, a czyta się jak sensacyjną powieść. Duże brawa!!