Monday, 21 October 2019

Piotr Lipiński, Michał Matys - „Niepowtarzalny urok likwidacji. Reportaże z Polski lat 90.”


Michał  Matys (ur. 1966) – polski dziennikarz, reporter Gazety Wyborczej w latach 1991-2004
Piotr Lipiński (ur. 1967) – reporter podejmujący tematy polskiej historii najnowszej, przez dwie dekady związany z „Gazetą Wyborczą”.
Po  roku  od  wydania,  na  LC 6,32 (152 ocen i 22 opinie),  a  w  notatce  słowa:
„..Zbiór reportaży Michała Matysa i Piotra Lipińskiego z lat 90. jak soczewka skupia w sobie największe kurioza tego dziesięciolecia…”   
Zdecydowanie  najlepsze  jest  „Aniołowo  po  komunie” Lipińskiego,  bo  to  aktualna  pisowska  Polska  w  pigułce  z  obsesją  postkomunistów  na  czele.  Zaczyna  się  od  deja vu  PRL,  bo  wtedy  zmieniono  ulicę  Żymirskiego  w  Warszawie,  na  Grochowie  na  Międzyborską,  bo (Wikipedia):
„..Do 1950 ulica nosiła nazwę generała Franciszka Żymirskiego, uczestnika insurekcji kościuszkowskiej, śmiertelnie rannego w bitwie o Olszynkę Grochowską. Została zmieniona w związku z pomyleniem z gen. Żymierskim ..”    (Rolą – Żymierskim)
s.51 (z 288 pdf):  „..W tym roku w Częstochowie zmieniono już wszystkie komunistyczne nazwy ulic. Przez przypadek przemianowano też ulicę Mickiewicza na Zana…”
Z  przyczyn  osobistych  wyróżniam  Matysa „Wszyscy  kręcą  na  niby”,  a  szczególnie  kręci  Wojciech  Pijanowski,  który  dwukrotnie   zrobił  mnie  w  bambuko w  teleturniejach,  jeszcze  w  PRL.(s.209) 
Kupa  śmiechu  i  wesela,  a  dla  mnie  satysfakcja,  że  mimo  wyjazdu  z  Polski  w  1990,  jestem  świetnie  zorientowany  w  szczegółach  życia  w  Kraju.  Zaznaczę, że  krótki  okres do  połowy  1990  roku,  kiedy  poniekąd  uczestniczyłem w  rozkradaniu  i  doprowadzaniu  przedsiębiorstw  państwowych  do  upadku,  by  na  ich  bazie  tworzyć  intratne  biznesy  prywatne,  ułatwia  mnie  zrozumienie  niuansów  obecnego  zakłamania.
Już  obecnie  widać,  że  te  reportaże  z  lat 90,   będą   solidnym  materiałem  do  obiektywnych badań  historycznych,  kiedy  Polska  znormalnieje. Polecam  głównie  dla  starszych,  którzy  znają  te  dewiacje  z  autopsji.  8/10
PS  A  jednak  refleksja,  że  te  „kurioza”  czyli  patologie  nie  dotyczą  wyłącznie  lat 90,;  one  w  większości  trwają,  co  najwyżej  trochę  zmutowane. „Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto”


Friday, 18 October 2019

Javier Marías - „Zakochania”


 Marias  (ur.1951)  i  znowu  (Wikipedia):  „...uważał go za jednego z najwybitniejszych pisarzy współczesnych na świecie…”
On – 68 lat,  ja – 77  i  NIGDY  o  nim  nie  słyszałem;  „najwybitniejszy” -  jak  to  możliwe,  czyż  naprawdę  ze  mnie  taki  kiep???
Na  LC,  po  6 latach  6/97 (176 ocen i  35 opinii)  i  w  notce  słowa: „..kolejne arcydzieło autora "Twojej twarzy jutro" i "Serca tak białego"….”.   Te  wymienione  „arcydzieła”  mają  na  LC  odpowiednio  jedną  i  23  opinie (ocena 7,1).
Podzielam  opinie  wyrażone  na  LC  przez:
„benzoesan” 4/10
Książka hiszpańskiego autora, co prawda mało u nas znanego, ale cenionego i typowanego do nagrody Nobla.
Książka ciężka, szczególnie dla osób, którzy oczekują wartkiej akcji, której tu w zasadzie nie ma. Opiera się na jednym wątku, który jest punktem wyjścia do filozoficznych rozważań. Tylko czy te rozważania cokolwiek wnoszą? To pozostawiam subiektywnej ocenie każdego odbiorcy. Mnie nie zafascynowało. Duży minus za pisanie jednym ciągiem - zdania wielokrotnie podrzędnie złożone, które zdają się nie kończyć. Jak dla mnie to nie jest wyznacznikiem erudycji i kunsztu literackiego.
„Mini” 3/10;
„Czy to książka napisana przez jakieś inne wcielenie Coelho? Z trudem udawało mi się skupić na tekście. Ktoś tutaj napisał, że zdanie ciągnęło się przez pół strony. Ja znalazłam takie na całą stronę. O czym traktowało, za diabła nie wiem. Plus za to, że może dwa razy mnie w taki czy inny sposób zainteresowała.
Melocotón” 2/10: 
„Jeśli jesteśmy tym, co czytamy, to ja jestem pretensjonalna, przewidywalna, nudna i po prostu dramatyczna. Jak można napisać tak schematyczną książkę o niczym? Zobaczmy: narratorka jest młoda, kreatywna, ambitna i ma się za inteligentną (ach, ten jej sarkazm, no wyżyny, pfff) - checked. Bohater jest przystojny, ma klasę, nosi drogie butki z frędzelkami i kocha żonę - checked. Bohaterka ma klasyczną urodę, ubiera drogie ciuszki, kocha męża, jest miła dla kelnerów - checked. Obydwoje są dobrze sytuowani, fajni i w ogóle mają firmę (wow, uszanowanko) - checked. I nagle tragedia - checked. Koniec taki końcowy, książka taka nic-nowego. Dwie gwiazdki dałam za brak błędów ortograficznych i stylistycznych. Nie kupować.
Jak  się  książkę  wychwala,  wodę  lejąc,  nie  podając  ŻADNEJ  argumentacji  pokazał Krzysztof  Cieślik  na:  https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1566779,1,recenzja-ksiazki-javier-maras-zakochania.read
No  to  na  koniec  JA:   Jeszcze  jeden  „uwodziciel”  czytelników,  który   przekonująco  udaje,  że  ma  coś  ciekawego  do  powiedzenia. A  tu  kompletne  ZERO,  ino  kwieciście  wyłożone.  Dla  naiwnych,  łatwo  ulegających  „autorytetowi  mędrca”. 3/10.  



Thursday, 17 October 2019

E. L. JAMES - „Pięćdziesiąt twarzy Greya”

UWAGA!  SZKODLIWE  I  NIC  NIE  WARTE!!!
Na  LC  5,77 (34423 ocen i 4293 opinie),  a  więc  wynik  imponujący.  W  końcu  i  ja  muszę  zabrać  głos.
Rozdział I    Ana  poznaje  Greya.  Niczym  nie  wyróżniające  się  czytadło
Rozdział  II    Ana: „..A ja zostaję, drżąca masa szalejących kobiecych hormonów…”,    czyli  zapowiedź   czegoś  erotycznego.
Rozdział  III    Ana  wpada  w  ramiona  Greya i..:  „..Pragnę poczuć jego usta na swoich..”
Rozdział IV:    Grey  wyprowadza  pijaną,  zarzyganą  Anę  z  knajpy. „..Ostatnie, co słyszę, nim odpływam w ramionach Christiana Greya, to jego przekleństwo.  – Kurwa!”. To  strona  115,7  z  810.  Pierwsze  ostrzeżenie!
Rozdział V:   Ana  budzi  się  w  apartamencie  Greya  „..Moje hormony szaleją. Swędzi mnie skóra w miejscach, których dotykał jego kciuk. Chyba się zaraz zacznę zwijać z palącego, dojmującego... bólu. Nie rozumiem tej reakcji. Hmm... Pożądanie. To właśnie jest pożądanie…”.   Po  kąpieli  i  śniadaniu,  Grey  w  windzie  dobiera  się  do  Any::  „..Czuję na brzuchu nabrzmiałą erekcję. O rety... On mnie pragnie. Christian Grey, grecki bóg, pragnie mnie, a ja pragnę jego, tutaj... teraz, w windzie… „ – Jesteś... taka... słodka – mruczy”.  Kabina staje, drzwi się otwierają i Christian natychmiast się ode mnie odsuwa…..”
 Rozdział VI:   Grey  odkrywa  karty (s.165):  „..Po pierwsze, ja się nie kocham. Ja się pieprzę... ostro…”
Rozdział VII:   Ostatni  do  którego  czynię  uwagi, a  z  niego  cytuję  początek  „Zasad” oraz   fragment  „Załącznika  2”:
„ZASADY
Posłuszeństwo
Uległa będzie wypełniać wszystkie wydawane przez Pana polecenia bezzwłocznie i bez zastrzeżeń. Uległa wyrazi zgodę na każdą czynność seksualną, którą Pan uzna za odpowiednią i przyjemną, z wyjątkiem czynności wymienionych w granicach  bezwzględnych (Załącznik nr 2)…
Załącznik  nr 2
Granice bezwzględne
Żadnych czynów z udziałem ognia
Żadnych czynów z udziałem oddawania moczu, defekacji ani ich produktów….”
Przyznam,  że  przeczytałem  jeszcze  następne  180 stron,  a  przejrzałem  ten  tom  do  końca,  lecz  powyższe  uwagi  wystarczają  do   sformułowania  końcowych  wniosków.
Wielokrotnie  pisałem,  że  pisarze  amerykańscy  i  kanadyjscy  zachowują  się  jak  psy  spuszczone  z  łańcucha,  bo  po  skrajnym  purytanizmie  głównie  protestanckim  wpadli  w  drugą  skrajność  tj  rynsztokową  pornografię  i  opisy  dewiacji  seksualnych.  Z  jednej  strony  wypada  przypomnieć  nagonkę  na  Millera „Zwrotnik  Raka”  i   zakaz  wydania  w  USA  „Lolity”  Nabokova,  z drugiej  zaś  przeciwstawić  współczesną   pornografię,  której  nie  uniknęła  nawet  laureatka  Bookera – Atwood,  którą  cytuję  („Oryks i  Derkacz” s.85,  pedofilia  z  8-letnią  dziewczynką):
„ Zabawa polegała na energicznym zlizywaniu bitej śmietany. Efekt był jednocześnie niewinny i obsceniczny wszystkie trzy dziewczynki obrabiały faceta swoimi kocimi językami i maleńkimi dłońmi, dając mu prawdziwy wycisk przy wtórze jęków i chichotów...”
Nie  mogę  tu  nie  nadmienić  o  geniuszu  Jerzym  Kosińskim,  który  natychmiast  zrozumiał  zboczone  zachwyty  Amerykanów  i  zdobył  swoimi  chorymi,  pisanymi  na  tę  modłę  książkami  (np. „Pasja”, „Gra”)  tak  wielkie uznanie,  że  stał  się  idolem  i  chciano  wnioskować  o  Nobla  dla  niego.  (Później  obwieszczono  go  hochsztaplerem,  a  swoich  zachwytów  wstydzą  się  do  teraz;  patrz  Głowacki „Good  Night, Dżerzi” i  moja  recenzja).  Książki  Kosińskiego  polecam  m.in. ze  względu  na  ukrytą  z  Amerykanów  drwinę.
Reasumując:  E.L.James  winna  wylądować  co  najmniej  w  psychiatryku,  a  jej  książki  spalone. PAŁA  to  i  tak  za  dużo!!  NIE  CZYTAĆ!!
   

 

Maciej JARKOWIEC - “Powrócę jako Piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu”

Dane  o  autorze  znalazłem  na:  http://wydawnictwoagora.pl/maciej-jarkowiec/
Ur. w 1977 r. w Lesznie, z wykształcenia filolog norweski. Kilka lat spędził w USA, gdzie pracował m.in. na kutrach rybackich, budowach, farmach, w ogrodach, hotelach i knajpach. Nakręcił kilka filmów niezależnych. Pisał ze Stanów dla „Przekroju”, później kierował działem zagranicznym „Wprost”. Od 2015 roku w „Gazecie Wyborczej”. Mieszka w Warszawie z żoną i córką. Autor książki “Powrócę jako Piorun. Krótka historia Dzikiego Zachodu” (Wydawnictwo Agora, 2018).”
Na  LC,  po  18 miesiącach  od  wydania  świetny  wynik:  7,43 (147 ocen i 25 opinii):
Opowieść o ostatnim wielkim wodzu indiańskim, od której nie można się oderwać.
Russell Means jest najsłynniejszym, najbarwniejszym i najwścieklejszym aktywistą indiańskim ostatniego półwiecza. Barowy zabijaka. Buntownik żyjący poza systemem. Aktor, muzyk, celebryta.
Reportaż z najbardziej awanturniczych czasów jego życia jest też opowieścią o losie amerykańskich Indian i o amerykańskiej przemocy. Bohater książki staje się przewodnikiem po ciemnych zakamarkach amerykańskiego mitu i zmusza czytelnika do innego spojrzenia na historię USA.
Pierwsza polska książka reporterska o Dzikim Zachodzie.”
Logika  nakazuje  mnie  zajrzeć  na:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Russell_Means  (polecam),  skąd  wynotowuję:
Russell Means (w języku lakota Oyate Wacinyapin, czyli „(Ten, który) pracuje dla ludzi” (ur. 10 listopada 1939 w Pine Ridge, zm. 22 października 2012 w Porcupine) – amerykański działacz na rzecz praw Indian, polityk i aktor.,,”
Po  przeczytaniu  Wikipedii (również  szerszej  strony  anglojęzycznej),  przystępuję  do  lektury.
Przeczytałem,  a  moje  odczucia  są  szczególnie  przykre,  bo  mieszkam  w  sąsiedniej  Kanadzie  i  pamiętam,  jak  w  pierwszych  latach   szokowały  mnie   celebracje  przeprosin  Indian,  special    welfare,  bez  podatku  papierosy,  alkohol  i  benzyna.  To  ŻENUJĄCA  REKOMPENSATA  za  popełnione  zbrodnie  przez   białych.  No  i  aktualnie  przeprosiny  za  przymusową  indoktrynację  chrześcijańską  w  obowiązkowych  szkołach.  Szkoda  gadać,  a  czas  robi  swoje  i  do  tego  przywykłem.
Recenzji  nie  muszę  pisać,  bom  z  natury  leniwy,  a  świetnie  moje  uczucia  wyraziła  na  LC  „Elwira”:
Książka Jarkowca to rzecz zarówno oryginalna jak i ciekawa, do tego pochłania bez reszty. Napisana wnikliwie z ogromna empatią, nie da się obok niej przejść obojętnie, czyta się lepiej niż niejedną powieść.
Pochylenie się nad bolesną historią rdzennych mieszkańców Ameryki naprawdę robi wrażenie. Wiele faktów jawi się zupełnie inaczej po jej przeczytaniu, a ogrom krzywd wyrządzony Indianom, jest wprost niewyobrażalny (wysiedlenia, pogromy, czystki…). I nie chodzi mi tylko o alkohol, wyzysk, czy koce „zarażone” ospą.
Mit Ameryki upadł już dawno (także w moich oczach) ale dopiero po przeczytaniu tej książki przekonałam się jak nisko…
To lektura konieczna, z której warto czerpać naukę, choć na naprawę wielu krzywd jest najzwyczajniej o kilkaset lat za późno. Polecam.”
Brakuje  mnie  w  powyższym  jednego  słowa – IMPRESJA  autora,  bo  reportaż  to  nietypowy.
Co  tu  gadać?!  Świetne   dla  każdego,  gorąco  polecam  9/10 
PS  Jarkowiec  słusznie  podkreśla,  że  ta  historia  nie  skończyła  się,  a  trwa  nadal

Janine di Giovanni - „Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii”


 Janine  di  Giovanni  (data  ur.  nieznana)   zaczęła  karierę  korespondenta  wojennego  dla  amerykańskich  gazet  od  Czeczeni  w  latach  80.,  potem  „wyzwalała”  Kosowo,  była  po  „słusznej  stronie”  w  wojnie  bałkańskiej,  w  Tunezji,  Egipcie,  Libii,  Iraku,  a  w  Syrii  obserwowała  próbę  obalenia  „reżimu  al-Assada”.  To  tyle,  by  zdać  sobie  sprawę,  że  zawsze  była,  nazwijmy  to  LOJALNA,  wobec  Sanów  Zjednoczonych,  które  dziwnym  trafem  w   każdy  konflikt  były  wmieszane.   A  ta  „lojalność’  powoduje   bardzo  subiektywny  punkt  widzenia,  mimo  funkcji  pełnionych  w  agendach  ONZ. (p. „PS”)

Wojny    paskudne;  ludzi  mordują,  kobiety  gwałcą,  a  niewinni  cierpią.  No  i  zawsze  winni    ONI.  Równocześnie  każda  wojna    daje   nieograniczone  możliwości  zabłysnąć  reportażystom,  w  gruncie  rzeczy  ŻERUJĄCYM  NA  LUDZKIM  NIESZCZĘŚCIU,   bo   empatia  czytelników  w  stosunku  do  ofiar (?)  wojny  jest  pewna.  A  znak  zapytania,  bo  winnych  zawsze  trudno  znaleźć,  natomiast  ofiarami  czują  się  wszyscy.
Znam  to,  bo  stary  jestem (ur.1943) i  dzieciństwo  spędziłem  w  atmosferze  wspominania  niedawnych  tragedii  wojennych,  które  dotknęły  w  jakimś  stopniu  KAŻDĄ  polską  rodzinę.
I  dlatego  trudno  mnie  „zachwycić”  okropnościami  wojny.  Reasumując,  mamy  tu  zgrabnie  napisane  opowieści  budzące  współczucie,  lecz   nic  rewelacyjnego  w  nich  nie  znalazłem. A  wskutek  stronniczości,  którą  Amerykanie  przywykli  ładnie  nazywać  „political  correctness”  nie  mogę  dać  więcej  niż  3/10
PS  O  jej  stronniczości  świadczy  propagandowy  cytat (s.16):
„..Ostatecznie w kwietniu 1946 roku Syria uzyskała niepodległość jako republika parlamentarna. Nastąpiła seria zamachów stanu,  a ostatni z nich, zaplanowany i przeprowadzony w 1963 roku przez członków partii Baas, w tym Hafiza al-Asada, ojca obecnego prezydenta Baszszara  alAsada, doprowadził do proklamowania Arabskiej Republiki Syryjskiej. Powyższa chronologia zdrad i aktów przemocy pokazuje, że już ówczesne wydarzenia przygotowały grunt pod, wydawałoby się, nieuchronną tragedię, która miała się rozegrać całe dekady po nakreśleniu przez kolonistów nowej mapy regionu…”
Odczytuję  bowiem  to,  jako  sugestię,  że  za  obecną  wojnę  jest  poniekąd  odpowiedzialny  ojciec  obecnego  prezydenta,  bo  przejął   władzę  50  lat  temu.  Wygodne,  ale  niewiarygodne!!
PS2   Jeszcze  dla  śmiechu  (i  kompromitacji  autorki),  jak  Putin  za  alfonsa  robił (s.17):
„…gibkie młode Rosjanki, które nazywali „Nataszami”. ..       …sprzymierzony z Asadem Putin ułatwił im uzyskanie wiz wjazdowych do Syrii…”

Tuesday, 15 October 2019

VOLTAIRE - „Prostaczek”


„WOLNE LEKTURY” REWELACYJNIE WYWIĄZUJĄ SIĘ Z EDUKACYJNEJ MISJI. DZIĘKUJĘ!

Wspominałem  o  „Prostaczku”  w  notce  o „Powiastkach  filozoficznych”,   lecz  teraz  zauważyłem  jego   darmową  dostępność,  z  czego  radzę  skorzystać,  bo  zaczyna   się  „płatna  subskrypcja”  na  WL,   co  ja  rozumiem  i  „jestem  za,  a  nawet  przeciw”,  a  tak  naprawdę  bardzo  przeciw. 


TO  NIE  RECENZJA,  A  INFORMACJA:  DOSTĘPNE  NA: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/wolter-prostaczek/
Tamże:
Do brzegów Bretanii przybija angielski stateczek, z którego wysiada na ląd przystojny młody Indianin z plemienia Huronów. Zwany jest Prostaczkiem, ponieważ zawsze mówi po prostu to, co myśli. Prostoduszność przybysza i jego wychowanie poza kulturą europejską sprawiają wiele kłopotów miejscowemu przeorowi i jego siostrze, kiedy okazuje się, że jest on synem ich zaginionego w Kanadzie brata, i postanawiają go ochrzcić… Prostaczek to jedna z najważniejszych powiastek filozoficznych Woltera, czołowego filozofa i publicysty francuskiego oświecenia. Jej główny temat stanowi kwestia doktryn, prawdy i tolerancji religijnej. Jest także krytyką nadużyć dostojników kościelnych i świeckich w absolutystycznej Francji Ludwika XIV. Wolter wytyka im wyobcowanie, skorumpowanie i zepsucie, piętnuje prześladowania religijne, intrygi i obłudę jezuitów.”

Najistotniejsze  w  powyższym  :  Zwany jest Prostaczkiem, ponieważ zawsze mówi po prostu to, co myśli.”,   bo  jest  to  satyra  na  obłudę  panującą  „wszem  i  wobec”,  szczególnie  Kościoła,  a  w  nim  Jezuitów.  Szerokie  opracowanie  w  Wikipedii  na:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Prostaczek
Tamże:
„…dużą część ‘Prostaczka’ zajmują sprawy religii, w szczególności konflikt pomiędzy jezuitami a jansenistami. Tematyka Prostaczka obejmuje też jednak inne kwestie: powieść Voltaire’a jest krytyką sfer rządzących we Francji, a także etnocentryzmu, będąc jednym z dzieł odwołujących się do archetypu „szlachetnego dzikusa” ….”
ETNOCENTRYZM – postawa ujawniająca się przy zetknięciu z innymi kulturami, polegająca na uznawaniu własnego narodu lub grupy etnicznej za szczególnie wartościową oraz na wywyższaniu własnej kultury, którą traktuje się jako miernik w ocenianiu innych grup, co prowadzi często do postaw niechęci, a nawet wrogości
CZYLI  coś   bliskiego   polskiej  ksenofobii!!

 Wspomnianą  na  początku  notkę  o  „Powiastkach  filozoficznych”,  kończyłem słowami:
„..Zauważmy jeszcze, że antyklerykalizm ma przedstawicieli „podług własnej miary”. Francja XVIII wieku miała Woltera i Diderota, a Polska XXI wieku - Palikota..”
„Panta  rhei”,  „tempus  fugit” (antyklerykalizm  pozostaje),  Palikota  już  „nima”,  ostał  się  jeno  Urban,  który  w  dodatku  oświadczył,  że  nie  jest  „antyklerykalny”,  a  „antykościelny”.
Świetna  zabawa,  mimo,  że  klasyka,  lektura  obowiązkowa,  10/10,  a  jeszcze  dodatkowy  walor:  tłumaczenie  i  świetne  przypisy  Boya.

Monday, 14 October 2019

Małgorata TULLI "Sny i kamienie"

Niechcący wziąłem do ręki debiut Tulli, choć dałem jej cztery lata temu PAŁĘ za "Szum" (2014). Czemu debiut (1995) miałby być lepszy? Nie wiem, bo jest gorszy. Bełkot i grafomania. Nie rozumiem zachwytów krytyków, lecz moi koledzy z LC potraktowali ją adekwatnie: 5,29 (221 ocen i 23 opinie); w tym 6 PAŁ. Ode mnie też PAŁA

Friday, 11 October 2019

Stanisław BRZOZOWSKI - „Płomienie”


„WOLNE LEKTURY” REWELACYJNIE WYWIĄZUJĄ SIĘ Z EDUKACYJNEJ MISJI. DZIĘKUJĘ!

Piszę  to  z  obowiązku,  bo  spojrzałem  na  LC,  na  stronę  Stanisław  Brzozowski  i  z  przerażeniem  odczytałem:   fanów -  16,  książek – 24,  a  opinii  per  saldo  22  (2 moje),  w  tym  5  „Płomieni”  i  doszedłem  do  wniosku,  że  jestem  już  jednym  z  nielicznych,  którzy  mogą  się  przyczynić  do  popularyzacji  tego  GENIUSZA
Historia polskich i rosyjskich rewolucjonistów o potężnym ładunku emocjonalnym i ideowym. Napisane w 1908 r. "Płomienie" nazwane zostały niegdyś "pierwszą polską powieścią intelektualną". Brzozowski w swej literackiej odpowiedzi na "Biesy" Dostojewskiego z wielką pasją ukazał ideową panoramę okresu przełomu XIX i XX wieku, oddając w niej głos głównie krytykom kapitalizmu, tradycjonalizmu, ziemiańskiego konserwatyzmu i klerykalizmu. Nie jest to jednak tylko świadectwo sporów dawno minionej epoki - refleksje i kłótnie bohaterów "Płomieni" o polskość, pojęcie narodu, źródła społecznych konfliktów, związki pomiędzy ekonomią, kulturą, ideologią i polityką w wielu momentach pozostają równie inspirujące, jak przed 100 laty. Do młodzieńczej fascynacji lekturą Brzozowskiego przyznają się m.in. Czesław Miłosz, Leszek Kołakowski, Andrzej Mencwel czy Adam Michnik. Głównym tematem książki "kultowej" dla kilku pokoleń lewicowej młodzieży XX wieku jest problem relacji pomiędzy jednostką i jej twórczym potencjałem, a zastanymi warunkami społecznymi, a także żarliwe poszukiwanie dróg naprawy świata.”
Uzupełniam  powyższe  fragmentem  z  Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82omienie_(powie%C5%9B%C4%87)
„…Książka przedstawia losy polskiego szlachcica Michała Kaniowskiego, który zniechęcony jest własną rodziną, jej trybem życia, otoczeniem. Kuzynostwo Michała – rodzina Bieleckich żyje pusto, głupio, podbudowując swoje poczucie obywatelskie dewocją, wspomnieniami lepszej przeszłości - symptomaty absolutnej degrengolady zdeklasowanych szlachciców….    Michał wyjeżdża na studia do Petersburga, gdzie nawiązuje kontakty z rosyjskimi narodnikami. Przygotowuje zamach na cara Aleksandra II.   Brzozowski w powieści dokonuje osobistego rozrachunku z Polską: ‘Nie, nie pojadę już do Polski. Kościoły tam i księża panowie i księża. Nic. Siedli chłopu na szyję i krzyczą: ojczyzna..’..”
Konieczne  jest  poznanie  jego  życiorysu (żył  tylko 33 lata,  proces  o  współpracę  z  Ochraną),  choćby  z  Wikipedii,  z  której  przytaczam  istotne  zdania:
„…Filozofia Brzozowskiego czerpała z myśli MarksaNietzschegoBergsonaSorela i Kanta. Przeciwstawiał się XIX-wiecznemu pozytywizmowi i utylitaryzmowi. Jako publicysta związany był z lewicą…   Do myśli Brzozowskiego nawiązywali m.in.: Karol IrzykowskiTeresa LandyAndrzej TrzebińskiCzesław Miłosz, czy Stanisław Ignacy Witkiewicz, jak też w swoich homiliach papież Jan Paweł II.
„W literaturze polskiej XX wieku – jak pisał Czesław Miłosz – nie znajdzie się pisarza o takiej skali i powadze zainteresowań. Górował on umysłowo nad wszystkimi sławami swego czasu i to przesądza o jego wyjątkowej pozycji dzisiaj”……”
Sam  napracowałem  się  nad  recenzjami  po  przeczytaniu  „Pamiętnika”  i  „Legendy  Młodej  Polski”  i  zamieściłem  tam  wiele  istotnych  uwag,  które  polecam:  https://wgwg1943.blogspot.com/search?q=Brzozowski
Proszę  Państwa!   Nie  ma  możliwości,  by  Polak  rozwinięty  intelektualnie  nie  znał  Brzozowskiego,  a  że  najłatwiej   go  poznać  z  tej,  jak  wyżej  podkreślono,  intelektualnej  odpowiedzi  na  „Biesy”,  to  dlatego    gorąco  polecam  i  mimo  pewnej  anachroniczności  daję  10/10