Saturday, 16 November 2013

IWASIÓW Inga

              IWASIÓW     Inga

                                                                                                                                     21.09.2011

Inga   IWASIÓW   /ur.1963/,   profesor   Uniwersytetu   Szczecińskiego,   literaturoznawczyni,   krytyczka   literacka.   Wydała   dziewięć   książek,   o   dziewięć   za   dużo.   Co   gorsza,  ulubiony   przeze   mnie  Michał   Paweł   MARKOWSKI   napisał   o   jednej   z   jej   książek   następująco:  „  ‘Ku   słońcu’   to   książka,   która   swą   mądrą   skromnością   dystansuje   wiele   fałszywych   fajerwerków   w   polskiej   literaturze”.   Co  to   znaczy?

Markowskiego   znam   z   odważnego   wyrażania    swoich   poglądów.   Przykładem    jest   choćby   uwaga   na   temat   Miłosza:   „Miłosz,   kiedy   patrzy   na   chmury   /niech   będzie   powiedziane   obłoki/   myśli   wyłącznie   o   SOBIE,   nie   może   myśleć   o   niczym   innym”.  Cenię   go  za   cenne   analizy   twórczości    Gombrowicza,   Miłosza   czy   Witkacego.   Jako   dygresję   wtrącę  tu   jego   parafrazę   Mickiewicza,    wyczytaną    przeze   mnie,   w  eseju   o   „Pożegnaniu    Jesieni”   Witkacego:  „Kto   za   życia   nigdy   nie   zazdrościł,   ten   człowiekiem   nie   był   ani   razu”. /więcej   p.  moje  wypracowanie  „ZAZDROŚĆ”/.   Wynotowałem   z   jego   artykułów   dwa   cenne   spostrzeżenia.   Jedno   to:   „Od   KANTA   ‘wzniosłość’    pojmuje   się   jako   ‘nieprzystawalność’   tego   co   doświadczone,   do   środków   rozumienia   i   wyrażania”.  Drugie,   z   całkiem   innej   beczki:  „Dwie   ostoje   zachodniej   prywatności  /i   nowoczesności/  -  KALWINIZM   i   KAPITALIZM”.
 
Wszystko  co   powyżej   napisałem,   to   w   celu   podkreślenia   uwagi   jaką   przywiązuję   do   poglądów  Markowskiego.    Tym   bardziej   zaszokowała   mnie,   przytoczona   na   wstępie  jego   uwaga,   odczytana     przeze   mnie   jako   pochlebstwo.   Szczęśliwie,   po   namyśle,   widzę   ją   jako   nic   nie  mówiący,   gest   dżentelmena    wobec    „koleżanki”   z   branży.

Nim   przystąpię   do   oceny   dwóch,   przeczytanych    przeze   mnie   książek   p.  Iwasiów,   winny  jestem   wyjaśnić,   czemu   je   wziąłem   do   ręki.   Otóż,   od   pewnego   czasu,   „Tygodnik   Powszechny”   zamieszcza   jej   recenzje,   które   z   obowiązku   czytam,   nie   zaznając   większej   przyjemności.   Powiedziałem   więc    -   „sprawdzam”   tzn  postanowiłem   sprawdzić   czy   własna   twórczość  pani   profesor   legitymizuje   krytykę   innnych.  Oczywiście,   krytyk   muzyczny   nie   musi   być   kompozytorem,   lecz   jeśli   już   nim   jest,   to   winien   te   same   kryteria   oceny   stosować   wobec   twórczości    własnej   i   innych.
    
Ze   względu   na   czas  /był  to   tydzień,   czyli   „nic”,   w   porównaniu   z   miesiącem   zmarnowanym   na   McEwana   -   p.  tekst  pt  „McEwan”/,   jaki   poświęciłem    na   poznanie   twórczości   Iwasiów   zacznę   od   korzyści,  jakie   wyniosłem   z  lektury   dwóch   książek:  „Ku   słońcu”   oraz  „Bambino”.   Dowiedziałem   się   na   przykład,   co  to   jest   MARMIT,   występujący   w   obu   powieściach.   MARMIT   to   maż   na   kanapki,   skondensowana   przyprawa   maggi.   W   „Ku   słońcu”   znalazłem   nadto   trafną   ocenę   polskich   pisarek:   /str.216/  

Każda    kandydatka ...   ma   nieusuwalne   felery:   skłonnośc   homoerotyczna   i   kłopoty   z   dziećmi   Konopnickiej;   zdrada   męża   oraz   ideału   Matki   Polki   Orzeszkowej;   frywolność   Nałkowskiej;   biseksualizm   Dąbrowskiej;   wariactwo   na   tle   kobiecości   Komornickiej;   kazirodczy   związek   Przybyszewskiej   z   ojcem”.

    Fajne,  ino,   że   Dąbrowską   bardziej   kompromituje   list   kondolencyjny   po   śmierci   Stalina,   a   i   związek   z   Mistrzem   loży   masońskiej,   Stanisławem   Stempowskim   był   co   najmniej   kontrowersyjny.    Co   do   nieznanej   mnie   Komornickiej,   to   jest   to   Maria  /1876-1948/,   pisarka   modernistyczna,   autorka   „Baśnii,  Psalmodii”.   Podobało   mnie   się   również   podkreślenie    prowincjonalności   polskiej   kultury”.   Niestety   pozytywów   to   koniec.

Bełkotliwe,  nudne   opowieści   żenują   brakiem   znajomości   realiów   PRL-u.   Urodzona   w   1963   roku   autorka   nie   zna   ich   z    autopsji,  a   do   poczytania   o   nich   się   nie   przyłożyła.   Pominę   problematykę   polityczną   i   społeczną,  bo   zainteresowanym,  a   niepamiętającym   wystarczy   porównać   Iwasiów   z  Hłaską   czy   Tyrmandem,   a   podam   przykład   „rzeczowy”   dyskwalifikujący  książkę.   W   „Bambino”   czytamy:   „W   1969  to  nowość  /adapter   „Bambino” – przyp.  mój/  .....matka   odtwarza   Karin   Stanek....”   Kompromitująca   wpadka,  bo  ja   „Bambino”   kupiłem    w   roku  urodzin  IWASIÓW  tj  1963  i  w  tymże  roku  poznałem  w  Sopocie -   Karin   Stanek.  W   1969  r.   świat   o   Karin   dawno   zapomniał.  To   drobiazgi,   bo   clou   moich   wywodów  to  cytat   z   „Ku   słońcu”,   książki   pisanej   przecież   dla   „szerokiego”   czytelnika:

„....zamiast   NOMADYZMU   wyzwalała   LOKALNOŚĆ   jako   KATEGORIĘ    OPISU.  Dawała   się   czytać  FEMINISTYCZNIE,    POSTKOLONIALNIE,   POLITYCZNIE    /w   sensie   FOUCAULTOWSKIM    I   RANCIEROWSKIM,   dodawano/   i   zarazem   HERMENEUTYCZNIE”.  /podkr.moje/

 Dla  normalnego,  przeciętnego  człowieka  to  BEŁKOT! 
                                                                                                                                                         INGO    IWASIÓW !   Proszę  zostać  przy  recenzjach !