Wednesday, 6 November 2013

ANDERMAN Janusz /ur.1949/

           ANDERMAN      Janusz   /ur. 1949/

                                                                                                                            /25.06.2010/

UWAGA:   W   tym   wypracowaniu   dominują    cytaty,   gdyż   one   same   świadczą   o   talencie   ANDERMANA   i   trafności   jego   obserwacji.   Zgadzając   się   w   pełni   z  nim,   pozwoliłem   sobie   ino   na   podkreślenia.

Pierwszą   uwagę   o   nim   znajduję   w   swoich   notatkach   opatrzonych   datą   28.06.2006 r.,   sporządzonych   po   przeczytaniu   „GRY   NA   ZWŁOKĘ”,   z   uwagą,   że   „całkiem   niezłe”,   że   laureat   Nagrody   Kościelskich   w   1981  r.,   i   że   dużo   lepsze   niż   „Zwał”   Shuty’ego,   który   równocześnie   czytałem.

Niestety,   w   latach   następnych   czytałem   tylko   recenzje   z   jego   książek,   naogół   pozytywne,   lecz   do   „oryginałów”   nie   sięgałem,   bo   nie   miałem   do   nich   dostępu.   Zmobilizował   mnie   dopiero,   jedyny   z   moich   nauczycieli   młodszy   ode   mnie,   Adaś   MICHNIK,   który   w   VI   i   VII   tomie   „Dzieł   Wybranych”   wychwala   ANDERMANA.    Gwoli   ścisłości   i   w   walce   z   mitomanią,   podaję   skromnie,   że   MICHNIKA   nigdy   osobiście   nie   poznałem,   lecz   PRZEOGROMNA   moja   sympatia   do   niego,   ośmiela   mnie   do   nazywania   go,   pieszczotliwie   „ADASIEM”.

   No   i   udało   mnie   się   zdobyć   „CAŁY   CZAS”   /wyd. 2006/   i   przeczytałem   jednym   tchem,   oderwać   się   nie   mogłem,   a   w   głowie   mi   szumiało   i   kipiało.   Toż   to   atmosfera,   w   ktorej   JA   żyłem,   którą   JA   oddychałem.   Książka   nie   tylko   genialna,   lecz   przede   wszystkim  wiernie  oddająca  rzeczywistość  w  jakiej  żyliśmy.  Szczególnie   wstrząsająca   i   dosadna   jest   scena    pogrzebu   ojca   bohatera,   prominentnego   działacza   „SOLIDARNOŚCI”.   Po   płomiennych   przemówieniach   i   kondolencjach   ze   strony   tuzów   „Solidarności”,   podchodzą   z   wyrazami   współczucia   towarzysze   z   PZPR;   tatuś    bowiem   był   najlepszym   „lektorem”   w   Komitecie   Wojewódzkim   Partii,   czyli   wybitnym,   charyzmatycznym   wykładowcą,   świetnie   indoktrynującym   działaczy   wyższego   partyjnego   szczebla   i   szkolącym   „lektorów”   POP-ów   /Podstawowych   Organizacji   Partyjnych/.   Podchodzi   następny   żałobnik   i   mówi:

 „Byłem   razem   z   Jerzym   w   oddziale   Węża,  w   Armii   Krajowej”.
   
Z   jakim   Jerzym?”   -  pyta   syn,   wiedząc,   ze   ojcu   było   Mietek.
  
To   pseudo   od   Michała   Wołodyjowskiego.   Drugie   imię   małego   rycerza...    Miał   być   przedstawiony   do   Krzyża   Walecznych,   ale   jak   raz   wojna   się   skończyła”.
  
Tak,  tak,  to  ten  przeklęty  polski   romantyzm    inspirowany,   w   II  RP,   lekturą   sienkiewiczowskich   pierdół.   Spieprzaj   dziadu,   bo   już   następnego   żałobnika   mamy.

Myśmy   z   Mieciem   wyduszali   bandy   zbrojne,   myśmy   byli   w   oddziałach   KBW” 

-   czyli   Korpusie   Bezpieczeństwa   Wewnętrznego,   formacji   ściśle   podległej    UB,   walczącym   z   podziemiem   post-AK-owskim,   z   WIN-em   i   NSZ-em.    /Tu  moja   uwaga:   AK   została   rozwiązana   decyzją   Rządu   Londyńskiego,   a   żołnierze   wezwani   do   ujawniania   się   i   wstępowania   w   nowe   socjalistyczne   struktury.   Tak   postąpiła,   korzystając  z  amnestii,   zdecydowana   większość   oficerów   i   żołnierzy   AK,   w   tym   m.in.   mój   stryjek   Feliks,   oficer   AK,   wspaniały   człowiek   i   Polak,   który   wraz   z   licznymi   przyjaciółmi,   ujawnił   się,   a   pózniej    wstąpił   do   PZPR.   Ci   naiwni,   co   zostali   „w  lesie”,   ulegli   indoktrynacji   zaślepionych   kacyków   i   czekali   na   III   Wojnę   Światową    i   na   Andersa   na   białym   koniu,   choć   fachowcy   twierdzą,   ze   Anders   białego   konia   nigdy   nie   miał.   Tak   więc,   wbrew   obecnej   propagandzie,   uprawianej   przez   IPN   i   innych   oszołomów,   służby   specjalne   PRL-u   nie   mogły   walczyć   z   AK,   bo   ona   została   rozwiązana,   lecz   tylko   z   ugrupowaniami   POST-AKOWSKIMI.    Co   do   dwóch   pozostałych   organizacji   należy   stanowczo   odróżnić   tragedię   patriotów   z   WIN-u,   od   znienawidzonych   przez   większość   Polaków    bandziorów,   często   kolaborujących   z   Niemcami,   z   NSZ-u.    Dodajmy,   że   obecnie,   zwolennicy   skrajnej   polskiej   prawicy,   spod   znaku   Rydzyka,   Kaczyńskiego   I   Macierewicza,    dalej   wyznają   teorię   spiskową,   w   myśl   której   wszystkiemu   są   winni   „MASONI,   ŻYDZI   I   CYKLIŚCI”,   przeto   mój   stryj   Feliks,   przedwojenny   działacz   WTC,   a   po   wojnie -   prezes   PZKol,   założyciel   i   główny   sędzia   Wyścigu   Pokoju,   jako   „cyklista”,   byłby   na   cenzurowanym/.

    Wracajmy   do   andermanowskiego   nieboszczyka.   Z   KBW-u   został   oddelegowany   do   Urzędu    Bezpieczeństwa   Publicznego   w   Jaśle,   a   za   zasługi   skierowany   na   Uniwersytet   Marksistowsko-Leninowski.   Potem    poszedł   w   dyrektory,   no   i   mógł   pomóc   następnemu   żałobnikowi,   który   już   nadchodzi.   A   któż   to   bieży?   A  to   ksiądz   proboszcz,   któremu   nieboszczyk   „załatwił”   blachę   miedzianą   na   dach   kościoła   itd,  itp.   No   cóż,   takie   były   losy   Polaków,   nacechowane   oportunizmem.   Acha,   polecę   tu   lekturę   żartobliwej  książki   Andrzeja   Zaorskiego,   syna   PRL-owskiego   Ministra   Kultury   pt  „Ręka,  noga,   mózg   na   ścianie”,   wspominającej   te   same   czasy,  a  którą  dostałem  od  autora  z  dedykacją

 U   Andermana   kapitalna   jest   rozmowa   bohatera   z   wyżej   opisanym   ojcem:

 „Przecież   nie   ruszą,   te   skurwysyny,   10   milionów  /należących   do   „Solidarności”  –  przyp.    mój/,   nie   mają   szans”.                                                           
- Jakie   skurwysyny?”   -   pytał   A.Z.
„- Jak   to   jakie?!   Partia !   Zjednoczona !   Robotnicza  !.   I   tak   dalej.”
„ -  Przecież   ojciec   też   należy   do   partii
-  Należę,   należę.....    Od   razu   należę.   Przecież   jak   bym   się   nie   zapisał,   to   bym   nie    . .   był   dyrektorem.   Partia !!   A   gdzie   byśmy   dzisiaj   byli,   gdyby   nie   partia ?   My,   w   sensie   rodzina.   Ja   bym   do   dziś   pewnie   krowy   pasał.   Taktycznie   się   zapisałem,   jak   wszyscy.   .   Ale   „Solidarność”   u   siebie   założyłem   natychmiast.   I   sto   procent   załogi   mam.

 W   następnej   książce   pt „TO   WSZYSTKO”   Anderman   wspaniale   opisał   „KRAINĘ   KRZYWYCH   LUSTER”:
:
Wszyscy   wiedzą,   że   znależliśmy   się   w   krainie   krzywych   luster,   w   których   nie   sposób   rozpoznać   samego   siebie.....   Wokół   trwa   zimna   walka   o   władzę,   o   to   kto   będzie   dyktował   warunki.   Na   początku   ROZCZAROWAŁ   ten   szlachetny   i   idealistyczny   związek   zawodowy,   niezauważalnie   przejmując    rolę   spełnianą   od    dziesięcioleci   przez   partię   komunistyczną.   A   potem   na   arenę   wkroczył   Kościół   najpierw   cichcem,   ostrożnie   badając   grząski   grunt,   ukradkiem,   a   potem   już   całą   gębą.   Teraz   ten   Kościół,   rozparty   na   stęchłych   piernatach   najgorszych   tradycji   międzywojennej   prawicy,   ma   ostatnie   słowo....     Krytyka   księdza   to   atak   na   cały   Kościół,   a   więc   na   Polskę   i   na   wszystko   co   polskie,   na   polskiego   Boga.   A   kto   może   podstępnie   godzić   w   serce   Polski ?   To   oczywiste:   Żydzi   i   masoni.   Polska   jest   znów   przedmurzem   chrześcijaństwa.....
Wizja   sprzed   lat,   że   Polska   może   wejść   do   Unii   Europejskiej,   wpierw   Kościół   przeraziła.   Obawiano   się,   że   kraj   straci   narodowy   charakter...   Ale   kiedy   okazało   się,   że   z   Unii   popłynie   przede   wszystkim   rzeka   pieniędzy,   nastroje   się   poprawiły.   Te   pieniądze   to   między   innymi   dopłaty   do   gruntów   rolnych.   Więc   Kościół   tak   twardo   wziąl   się   do   odzyskiwania   ziem   skonfiskowanych   mu   niegdyś,   po   wojnie,   przez   komunistów,   że   dzisiaj   ma   ich   grubo   więcej,   niż   posiadał   przed   wojną.
Walka   o   władzę   świecką   przybrała   kuriozalne   wymiary.....Niesłychanie   istotnym   orężem   stały   się   archiwa    zbudowane   z   papierów,   od   dziesiątków   lat   pracowicie   produkowanych   i   gromadzonych   przez   tajne   służby.   Ich   wartość   nie   podlegała   dyskusji   i   była   niepodważalna.   Nie   dopuszczano   nawet   możliwości,   że   jakieś   akta   mogą   być   sfałszowane.   Poza   tymi,   które   dotyczyły   Kościoła......”

I   jeszcze:   mamy   czasy,   „kiedy   nawet   byli   dygnitarze   partii   komunistycznej   chełpią   się   swoją   głęboko   zakamuflowaną   działalnością   opozycyjną.”


Niestety,   to   wszystko   prawda.   Lubię   Andermana   i   dlatego   przewiduję   kontynuację   tematu,   po   lekturze   następnych   jego   książek.