Tuesday, 12 December 2017

Jo NESBO - "Pancerne serce" t.8

Jo NESBO - "Pancerne serce" t.8

To już ósmy tom z sympatycznym pijakiem Harrym Hole, który z powodu braku pomysłów autora stał sie narkomanem (opium) i hazardzistą. Ale to "małe piwo przed śniadaniem" jak mówił cieć w serialu "Dom", wobec kompletnego kryzysu twórczego autora. Od samego początku wciska on kit i ciemnotę, goni w piętkę, pitoli, bajeruje, leci sobie w kulki, zasuwa głodne kawałki, opowiada koszałki - opałki czyli robi czytelnikowi wodę z mózgu.

No właśnie: "leci sobie w kulki". Bo jak mam się odnieść do kulki z wysuwanymi ostrzami wkładanej do ust ofiary czy też chałupniczo wytwarzanej liny, którą genialni policjanci natychmiast odnajdują. Pomijając absurdalność takiej zmyślnej (czy bezmyślnej bądź źle pomyślanej) kulki, to pamiętam z nauk pobieranych w dzieciństwie w Szkole TPD VI (później nr. 35 im. Bolesława Prusa), że Norwegia ma dostęp do morza, a więc i porty, w których (jak we wszystkich portach na całym świecie) pętają się zwoje niepotrzebnych lin, zdatnych do powieszenia posłanki, nawet 100 kilogramowej.

Ponadto, nie mogę pogodzić się z postępowaniem alkoholika i jego przełożonego, którzy wbrew wyraźnym dyrektywom Ministerstwa, prowadzą w gruncie rzeczy prywatne nielegalne śledztwo.

Jako praworządny obywatel protestuję przeciw rozprzestrzenianiu takiej demoralizującej literatury i sianiu zgorszenia, mimo mojej dotychczasowej sympatii do detektywa i jego twórcy, o czym świadczą moje wysokie dotychczasowe oceny. Z zawodem porzucam Nesbo dla fascynującego Wojciecha Jagielskiego, pozostawiając jako przestrogę PAŁĘ. Proszę o informację w przypadku konfuzji autora i jego poprawy w następnych tomach.

Monday, 11 December 2017

Toni MORRISON - "Miłość"

Toni MORRISON - "Miłość"

Laureatka Nobla (!!??) z 1993, dziesięć lat po Nagrodzie raczy nas tą opowieścią na temat której znalazłem (Wikipedia):
"....'Love' (2003) is the eighth novel written by Toni Morrison. Written in Morrison's non-linear style, the novel tells of the lives of several women and their relationships to the late Bill Cosey... ....Morrison introduced a character named Junior; she was the medium to connect the dead Bill Cosey to the world of the living.
The storytelling techniques in 'Love', namely the split narrative, suggest a recent trend in Morrison's literature that divides the plot among different time periods...."
Mam też definicję:
"Split Narratives: Dividing Your Story Between Two or More Narrators.."

Recenzowałem jej najpopularniejszą książkę "Pieśń Salomona" (1977) i dałem 7 gwiazdek. Pisałem wtedy:
"Toni Morrison właśc. Chloe Anthony Wofford-Morrison (ur. 1931), c z a r n a amerykańska pisarka, nagrodzona Noblem w 1993, podobno z przekonań feministka. Wstyd wielki, ale nigdy o niej nie słyszałem.
Rozstrzelonym drukiem napisałem "czarna", bo stary jestem i nie nauczę się już political correctness, by o Murzynie mówić Afro-Amerykanin, a starałem się dobrać słowa, by najkrócej scharakteryzować omawianą książkę i eo ipso wyszło mnie tak: "czarna o czarnych", bo podobno żaden biały w tej książce nie występuje....
......Z obowiązku recenzenckiego odnotowuję dwa dyżurne tematy obszernie poruszane w książce: rasizm i seks. Niestety autorka w tych materiach nie wnosi absolutnie nic nowego ani oryginalnego. Szczególnie tematyka rasistowska, w tym porównania z zagładą Indian czy Holocaustem, są żenująco oklepane i pełne frazesów..."

Powyższe uwagi pozostają aktualne, jak również retoryczne pytanie niektórych czytelników: "Za co ona dostała Nobla ?". To odpowiem, bo jest c z a r n a w przeciwieństwie do "białych: "pepiczka" Kundery, Żyda Oza czy skośnookiego Murakami.

Nie widzę powodu bym dawał jej handicap więc 5 gwiazdek to "enough", a z recenzji na LC najbardziej podoba mnie się opatrzona godłem "betina360" (4 gwiazdki), którą przytaczam w całości:

"Nie urzekła mnie ta książka nie moje klimaty taka oklepana i nudna. Szkoda czasu na nią i znowu się nacięłam na książkę noblistki. Nie wiem za co ta nagroda bo ta książka jest nudna i to już było w innych które czytałam czyli nic nowego."


Leszek KOŁAKOWSKI - "O co nas pytają wielcy filozofowie" seria I

Leszek KOŁAKOWSKI - "O co nas pytają wielcy filozofowie" seria I

Kiedyś napisałem notkę na LC:
„Od tych felietonów zacząłem swoją przygodę z filozofią. Naprawdę warto spróbować"

Znałem te mini – wykłady z „Tygodnika Powszechnego”, a teraz, trzymając ich zbiór w ręku, pragnę dwa słowa dodać.

To nie filozofowie nas pytają, tylko Kołakowski, co zresztą sam wielokrotnie tłumaczy, na przykład przy Anzelmie (s. 94):
„..A o to najogólniejsze pytanie, którego Anzelm w tej formie nie zadaje, ale które wyłania się nieodparcie z jego dzieł...”

Pierwsza seria liczy zaledwie 105 stron, a obejmuje Sokratesa, Parmenidesa, Heraklita, Platona, Arystoteles, Epikteta, Sekstusa, św. Augustyna, św. Anzelma i Mistrza Eckharta.

Proszę Państwa ! Jeśli nie jesteście gotowi przeczytać 100 stron żartobliwego tekstu, to przeczytajcie chociaż pytania kończące każdy z tekstów. To zajmie Państwu najwyżej godzinę razem ze ściągą, t którą noście w portfelu czy torebce i korzystajcie w potrzebie.

Tak przygotowani, przeczytacie z pełnym zrozumieniem intelektualną zgrywę ks. J. Tischnera pt „Filozofia po góralsku”

Sunday, 10 December 2017

Cody McFadyen - "Cień"

Cody McFadyen - "Cień"

UWAGA!! Nie wiem czym różnią się książki „Cień” a „Cień bestii”; obie są podobno I tomem serii; ja czytam e-book „Cień”, 724 strony, w przekładzie Berezy, Wyd. AMBER

Cody McFadyen (ur. 1968) - amerykański autor 6 kryminałów, a karierę zaczął od tej tj "Shadow Man" (2005), która rozpoczyna 5 – tomową serię z agentką FBI Smoky Barrett.
Wikipedia:
„...Sein erster Thriller 'Die Blutlinie' um die Protagonistin Smoky Barrett fand internationale Anerkennung. Ihm folgten vier weitere Romane mit der gleichen Protagonistin..."

Zaczynam od ładnego truizmu (s.144 e-book):
"...- Optymistyczna wiara, że butelka jest jeszcze pełna do połowy....."

No i sprawa się rypła. A przecież BRAK autora w anglojęzycznej Wikipedii (jak i w polskiej) dawał do myślenia. Zamiast wyciągnąć z tego wnioski zapalczywie czytałem. Ale przerwałem i teraz krzyczę: TO JEST CHORE !!!! Autor, Wydawnictwo i propagatorzy winni być skierowani na badania psychiatryczne, a czytelników, którzy wysoko te idiotyzmy oceniają, namawiam do poważnej refleksji.

Czyż za mało okrucieństwa i dewiacji występuje w realnym świecie ? Komu potrzebne są takie chore, nieprawdopodobne wymysły, które poznajemy już na początku książki ? Oceńcie Państwo sami:

Główna bohaterka zostaje zgwałcona i porżnięta na oczach męża i córki, po czym sama musi patrzeć na straszną ich śmierć. Jeszcze nie wyleczyła się z traumy, a już bierze udział w śledztwie gwałtu, wypatroszenia i śmierci przyjaciółki, do której przywiązano jej córkę i w takim stanie pozostawiono na trzy doby, w trakcie których ciało matki się rozkładało i wcinały je muchy.!!

A ja jak głupi, bez zastanowienia czytałem dalej, przez dobre dwie godziny. Aż wreszcie stanąłem jak biegnący Forrest Gump, stuknąłem się w łeb i się przeraziłem, że uczestniczę w tym idiotyzmie.

Protestuję przeciwko wydawaniu takich chorych bzdur i wzywam do omijania tego chorego grafomana. Pała.!!!

Saturday, 9 December 2017

Jürgen THORWALD - "Ginekolodzy"

Jürgen THORWALD - "Ginekolodzy"

Jürgen Thorwald (1915 – 2006, wł. Heinz Bongartz); Wikipedia: "...niemiecki pisarz, dziennikarz i historyk, szczególnie znany z książek opisujących historię medycyny sądowej i II wojny światowej.."
"Ginekolodzy" z 1982 roku (polskie wydanie 2016) ma na LC 7,63 (1197 ocen i 197 opinii) i obszerną notkę Wydawnictwa. To co ja będę się wymądrzał ?

Zaczynam więc i konczę końcowym zdaniem z mojej recenzji "Stulecia chirurgów":

".. I dlatego delikatnym, wrażliwym osobom, tej książki polecić nie mogę, co jednak nie ma wpływu na jej wysoką ocenę. (10 gwiazdek)."

Jarosław GRZEDOWICZ - "Azyl"

Jarosław GRZĘDOWICZ - "Azyl"

Grzędowicza (ur. 1965) znam tylko z "Hel 3", któremu dałem aż 6 gwiazdek, trochę dlatego, by nie odstawać od średniej (6,64). Ta ma średnią 7,59 i 8 opinii, które przeczytałem przed lekturą uważnie, a mimo to jedyne, poza peanami na cześć autora, co wyczytałem, to, że jest to zbiór 9 kawałków z różnych okresów twórczości; za to oceny zachwyconych opiniodawców imponujące: 10, 3x9, 4x8. To nawet na Nobla za dużo.

Przyjmuję strategię jak przy Twardocha „Balladzie o pewnej panience”, tzn oceniam sukcesywnie w trakcie lektury. Oczywiście zaczynam od Posłowia, w którym znajduję kuriozalne stwierdzenie:

„...Twórczość nie zawiodła twórcy. Jak on sam, ma tę cechę prawdziwego mężczyzny, że im jest starsza, tym lepsza...”

Myślałem więc, że będzie rzeczowo i dowcipnie, niestety czekał na mnie bełkot, w dodatku pisany fatalną polszczyzną. Nie będę wymieniał nazwiska autora, lecz radzę Grzędowiczowi i Wydawnictwu poszukać lepszego. No to zaczynam:

„Lista zaginionych” - to nie opowiadanie, a krotki, sympatyczny, z lekka kokieteryjny, list autora do swoich czytelników.

„Azyl dla starych pilotów” - wg dopisku autora, opowiadanie debiutanckie, napisane w III klasie liceum, a więc około 1982 roku; krótkie, świetne o pilocie i latającym gadzie klepaczu. 10/10

„Ruleta” - krotka etiuda, wyczuwam, że też młodzieńcza i dlatego „świeża”, a mądra. Fajne ! 10/10

„Twierdza Trzech Studni” - podobno to pierwsze polskie opowiadanie „fantasy”. Nie przepadam za „fantasy” samym w sobie, a opowiadanie oceniam jako naiwną, przewidywalną baśń, snutą w celach edukacyjnych dzieci i młodzieży zniewolonych narodów, ku pokrzepieniu serc. 5/10

„Śmierć szczurołapa” - lektura przypomniała mnie „Inwazję jaszczurów” Capka, lecz Grzędowicz poszedł w inną stronę. Szkoda, że tak szybko się skończyło 10/10

„Przespać piekło” - słabizna przerażająca. Grzędowiczowi zabrakło fantazji, by opisać piekło, i to w czasie gdy Spadło wydał pięć tomów „Skazańca”, w czasie gdy dostępne są książki wspomnieniowe o gułagach i łagrach, w czasie gdy w dziesiątkach wspomnień pojawia się udawany tyfus w celu wyprowadzenia w pole niemieckiego okupanta, w czasie gdy wspomina się „żołnierzy wyklętych” torturowanych przez polską i sowiecką ubecję, a również w czasie gdy żyją jeszcze świadkowie tych strasznych wydarzeń, w czasie gdy niedawna rzeczywistość była wielokroć gorsza od Grzędowicza „fantasy”. Do tego autorem kieruje buta czy niewiedza, skoro w dopisku pisze takie dyrdymały:

„....Pamiątka z historii. Z innej epoki. Dzieciństwa i młodości spędzonych w świecie godziny policyjnej, przesłuchań, ubecji, ZOMO, więzień, całego tego szarobetonowego totalitarnego syfu. Codziennością komunizmu były jednak nie strajki, zamieszki ani tajni agenci, tylko nędza i nuda...”

Drogi Autorze urodzony w 1965 roku, czyli okresie gierkowskiej wolności i dobrobytu!!! Nie wypada pluć w twarz starszym od siebie, którzy nie znali nudy, bo odbudowali i zbudowali ten kraj mimo zwierzchności Moskwy, mimo wojny domowej, mimo więzień pełnych więźniów politycznych, mimo nędzy i prześladowań. Ten koszmar skończył się bezpowrotnie w 1956 roku, a ostatni przejaw totalitaryzmu - zniewolenia jednostki, jakim był brak paszportu przestał istnieć za „wczesnego Gierka”, a więc na długo przed datą urodzenia autora. Podsumowując samo opowiadanie - w każdym aspekcie nieudane, więc najwięcej, co mogę dać, to gwiazdek trzy. 3/10

„Dom na Krawędzi Światła” - nie wiem czy dobrze zrozumiałem; wydaje mnie się, ze to impresja na temat oczekiwania na paruzję. Jakby nie było - ciekawe, wywiera wrażenie 7/10

„Enter i jesteś martwy” - sympatyczny żarcik o skutkach komputeryzacji 7/10

„Rozkaz kochać !” - sympatyczna, nieszkodliwa fantazja o wpływie środków chemicznych na stan emocjonalny. Nil novi sub sole. 6/10

„Chwila przed deszczem” - nowa Arka Noego, nawiedzony z siekierą, upadłe anioły. Może być, choć to nic specjalnego 6/10

Arytmetyczna średnia wyszła 6,4, jednakże najwyższe oceny dotyczą pierwszych króciutkich etiud, więc całości stawiam 6. Mimo peanów mojego znajomego, które skłoniły mnie do lektury, zawiodłem się.

Friday, 8 December 2017

Georgij WŁADIMOW - "Generał i jego armia"

Georgij WŁADIMOW - "Generał i jego armia"

Nie mogę zrozumieć dlaczego rewelacyjna książka Władimowa (1931 - 2003), porównywana z arcydziełami: "Mistrzem i Małgorzatą", "Dr Żywago" czy "Archipelagiem Gułag", wydana w Polsce w 1999 roku doczekała się na LC jednej jedynej bardzo króciutkiej opinii. Tym bardziej, że jego wcześniejszy „Wierny Rusłan” (1975) ma jednak 164 czytelników.

Aby wprowadzić Państwa w temat cytuję Wikipedię na temat omawianej książki:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Genera%C5%82_i_jego_armia

„....Jest to klasyczna powieść wojenna, według krytyków osadzona w najlepszych, tołstojowskich tradycjach rosyjskiej batalistyki. Jej akcja rozgrywa się w ostatnich dniach listopada 1943 - podczas forsowania Dniepru i poprzez wspomnienia głównego bohatera – w czasie bitwy o Moskwę w grudniu 1941.... ....Jest to również wielka panorama frontu wschodniego z jego realnymi bohaterami – Żukowem, Stalinem, Guderianem i Własowem, których przywołanie jest dla autora pretekstem do poruszenia kwestii do tej pory w literaturze rosyjskiej przemilczanych – sposobu prowadzenia wojny przez ZSRR bez względu na ofiary, łatwości z jaką armia "hitlerowskich najeźdźców" odnosiła sukcesy w pierwszych latach wojny, nie uznającej kompromisów dyktatury Stalina i jego wszechwładnych "organów" oraz poprzez armię gen. Własowa problemu zdrady (?) blisko miliona obywateli ZSRR, którzy przewinęli się przez jej szeregi...."

Tam też wypowiedź tłumacza Rene Śliwowskiego:

"....Władimow najwyraźniej pragnie aby jego czytelnik nie tylko pochłaniał fascynującą powieść, ale jednocześnie musiał cały czas myśleć, zastanawiać się nad tym [...] czy wszystko, co się wówczas wydarzyło – poza bezmierną ilością ofiar i krzywd – godne jest czci i chwały? Jak dziś ocenić obrońcę Moskwy i twórcę ROA, generała Andrieja Własowa? A jak uhonorowanych ponad miarę marszałków – dowódców poszczególnych frontów, dla których ilość ponoszonych ofiar nie miała żadnego znaczenia, a liczył się tylko efekt ostateczny, aprobata Naczelnego i własna kariera?.."
Jako uzupelnienie tych wiadomości przypominam, że ZSRR straciło w II w. św. 20 mln obywateli, a może więcej, jak podaje np: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,17844725,Ile_milionow_zginelo__Ofiary_II_wojny_swiatowej.html
"......Podczas II wojny światowej mogło zginąć nawet 27 mln obywateli radzieckich, co oznacza, że ZSRR stracił najwięcej ludzi spośród wszystkich krajów zaangażowanych w wojnę...."
Był to skutek polityki oszczędzania własnych ludzi, przede wszystkim lansowanej przez Churchilla oraz Lend - Lease Act, z którego ZSRR dostała (Wikipedia):
"...Według aktualnych szacunków rosyjskich historyków, w ramach pomocy ZSRR otrzymał 427 tys. samochodów, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, 9 tys. traktorów, 2 tys. lokomotyw, 11 tys. wagonów, 3 mln t benzyny lotniczej, 350 tys. t materiałów wybuchowych, 15 mln par butów, 70 mln m² tkanin ubraniowych, 4 mln opon oraz 200 tys. km drutu telefonicznego...."
Wg. anglojęzycznej Wikipedii - "..$11.3 billion (equivalent to $150 billion today) to the Soviet Union..". Oczywiście chodzi o miliardy. Coś za coś. Jest to przerażająca, lecz niestety prawdziwa riposta na ostatnie zdanie tłumacza cytowane powyżej. Sołdat (w tym polski, zwolniony z łagru czy gułagu), który zawahał się na chwilę w marszu "wpieriod", zostawał zastrzelony przez podążającego za nim politruka.
Przed lekturą radzę przeczytać ciekawy wywiad Przebindy i Świeżego z Władimowem na: http://www.rubl.uj.edu.pl/pracownicy/fiszka.php?os=01_przebinda&jed=KKSW&opis=przeb_rzp21&w=1
Postanowiłem skrótowo zapisywać swoje odczucia po każdym rozdziale i tak po pierwszym rozdziale (s. 146 e-book): n u d a, wprowadzanie czytelnika w zależności i fobie panujące w ZSRR, szczególnie w Armii Czerwonej, znane doskonale nawet mało wytrawnemu czytelnikowi...
Jest wreszcie zdanie, które mnie się spodobało (s. 160):
„...Ordynans ten strugał z siebie idiotę, to znaczy nie był głupi z natury, lecz dla własnej przyjemności...”
Szczęśliwie drugi rozdział jest już wielce ciekawy, autor umieszcza rozmyślającego Guderiana na tołstojowskiej Jasnej Polanie i porównuje realizację Planu Barbarossa z kampanią napoleońską, cytując obficie „Wojnę i Pokój”. Tu też pada zasadnicze stwierdzenie, że Hitler nie zauważył, że Stalinowi udało się zjednoczyć naród i … (s. 262):
„....miał już przeciwko sobie nie Sowdepię z jej wzmagającą się bezustannie walką klasową, miał przeciwko sobie – Rosję."
Wątek Guderiana, który spowodował oderwanie mnie od lektury i szperanie w internecie w celu pomniejszenia mojej niewiedzy, jest tylko jednym z trzech tego rozdziału pt "Trzej dowódcy armii i ordynans Szestierikow". Mamy w tym rozdziale również element groteskowy: wyprawę rosyjskiego generała 6 km przez zaspy na popijawę.
Lecz co najważniejsze odkryłem "Posłowie" Krystyny Pietrzyckiej – Bohosiewicz (s. 1091), od którego proponuję Państwu lekturę rozpocząć, mimo, że trochę przydługie i miejscami nudnawe. Pisze ona:
„....Władimow nie skrywa więc w przepastnych archiwach pamięci przerażających doświadczeń rosyjskiej przeszłości. Wraca też po raz kolejny w swej twórczości do przeklętych pytań o rosyjską historię, o losy i kondycję moralną jednostki i narodu, którego życie przecięła na dwoje i krańcowo zdeformowała fatalna zmiana epok. Ale Generał i jego armia, jedna z najgłębszych i najpoważniejszych w historii literatury rosyjskiej historiozoficznych i etycznych interpretacji czasów wojny i pokoju, zachwyca czytelnika subtelnym, ascetycznym pięknem – cechą dzieł sztuki najwyższego formatu... ...Ogrom klęsk armii sowieckiej był nieuniknionym następstwem najbardziej chyba przerażającego eksperymentu w dziejach ludzkości – brutalnej wiwisekcji dokonywanej od 1917 roku przez władze bolszewicką na własnym narodzie. Metodami, doprowadzonymi w swym okrucieństwie do perfekcji wyhodowano wiele odmian człowieka nowych czasów, koszmarnego mutanta, nazwanego później homo sovieticus. Proces modelowania ludzkich osobowości trwał, mimo wojny nieprzerwanie. W bogatej strukturze ideowej utworu ten problem wydaje się najważniejszy. Przepełnia atmosferę całej powieści, pulsuje pod powierzchnią zdarzeń, łączy tamte czasy z dzisiejszymi. Wnikliwa analiza i sugestywny opis metod łamania ludzkiej osobowości, niwelowania w człowieku ostatnich śladów indywidualności, ma w powieści większą wagę niż pytanie o cenę zwycięstwa, bowiem odpowiedź nań jest już powszechnie znana....”
Znowu ta moja pisanina robi się za długa, więc przerywam zaznaczając jedynie, że dla mnie najciekawsze były rozmyślania Guderiana i historia Własowa i jego ocena przez autora. Wyszła Władimowowi epopeja na wzór „Wojny i Pokoju”, wysoko oceniana przez intelektualistów rosyjskich, również przez Sołżenicyna. Niewątpliwie jest to bliskie „duszy rosyjskiej”, której zresztą autor poświęca dużo uwagi, a że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, to mnie – Polakowi, trochę zmęczonemu lekturą, przyszło postawić gwiazdek 8, bo niektóre partie mnie nudziły.
PS Jeszcze przypis odnośnie wszędzie obecnego "smierszu":
".. „Smiersz” – skrót od ros. smiert’ szpionam – był organizacją kontrwywiadu wojskowego, wyposażoną w czasie wojny w ogromne uprawnienia, wykorzystywane przede wszystkim do walki z tak zwanym „wewnętrznym wrogiem”. „Smiersz” powstał przez wydzielenie specjalnych oddziałów z KGB."

Wednesday, 6 December 2017

Szczepan TWARDOCH - "Ballada o pewnej panience"

Szczepan TWARDOCH - "Ballada o pewnej panience"

To zbiór 11 opowiadań wydany w 2017, z których 5 wchodziło w skład "Tak jest dobrze" z 2011 roku. "Tak jest dobrze" (6 opowiadań) ma na LC 6,86 (223 ocen i 33 opinie), a "Ballada..." 6,53 (161 ocen i 36 opinii). Z kolei u mnie książki Twardocha nagrodziłem 2x10, 2x9, 8, 2x7 i pała

"Ballada o pewnej panience" z 2016, zabawne lecz poniżej poziomu "mojego" Twardocha 7/10

„Ballada o Jakubie Bieli” z 2012, groteskowy obrazek historii rodziny śląskiej, z kapitalnym wykorzystaniem gwary śląskiej, jak w 2 lata późniejszym „Drachu” 10/10

"Ewa i duchy" z 2014. W tekście pojawia się zdanie: "Kurwa, jaka ty jesteś głupia, śmieją się duchy." Nie sposób zaprzeczyć. To o Ewie, 37 – letniej, która postanowiła sobie "rozpierdolić życie", bo nuda i hormony rozsadzają. Humoreska 7/10

"Moje życie z Kim" z 2012. 57 – letni Jarek to kuzyn pana Leona z „Kosmosu” Gombrowicza”, który ma „swój intymny mały świat”, „swój mikrokosmos” i wspomnienia upojnego, incydentalnego seksu, bo „gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma” 10/10

„W piwnicy” z 2015. Horror z przymrużeniem oka. Zabawne. 7/10

„Gerd” z 2010. Bomba! Ślązak Gerd, sfrustrowany, przeżywający dualizm, dzwoni do Radia Maryja, udając różnych ludzi. Dariusz Nowacki słusznie pisze na:
http://www.instytutksiazki.pl/ksiazki-detal,literatura-polska,3167,tak-jest-dobrze.html

„...Nadrzędnym tematem jest tu życiowa porażka, egzystencjalna katastrofa, która przydarza się pospolitym bohaterom... ..Gerd to Ślązak, który we wczesnej młodości był żołnierzem Hitlera. Po wielu latach spędzonych w sowieckiej niewoli wraca do domu jako człowiek do cna wydrążony. Ten żywy trup, który na froncie robił rzeczy straszne, popełnił jeszcze jedną „zbrodnię” – spłodził syna. A ponieważ był człowiekiem, w którym umarły jakiekolwiek uczucia, uczynił swego potomka emocjonalnym kaleką...."

I tu mamy dużo gwary śląskiej, co mnie akurat odpowiada, bo powiększa autentyczność myśli i zdarzeń. Wydaje mnie się, że zbyt zawikłane psychologicznie i dlatego daje 8/10

"Masara" z 2010. Autor wyjaśnia w tekście tytuł:
"...To śląskie słowo... ...Masara. Chodzi o wielką, obrzydliwą muchę, tłustą muchę z zielonym połyskiem, która żre gówno i buczy jak mały bąk. I mówią tak, podobno, na grube baby: ale masara!..."
Bohaterką jest dziewczyna zakompleksiała z powodu otyłości, co powoduje brak akceptacji jej nie tylko przez rówieśników, a nawet przez rodziców... .....Po co najmniej 13 lat, odmieniona, rewanżuje się za swoje upokorzenia... Niezłe, fikuśne 7/10

„Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka” z 2009 to wyrafinowany żart z próby przemiany bohatera – frustrata, z upadłymi aniołami w tle. Twardoch igra z czytelnikiem opisując scenę lektury Księgi Henocha:
„.... „Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki. Ujrzeli je synowie nieba, aniołowie, i zapragnęli ich. (...) Wzięli sobie żony, każdy po jednej. (...) Zaszły one w ciążę i zrodziły wielkich gigantów. Ich wysokość wynosiła trzy tysiące łokci”

...by w końcowej frazie napisać:
„... One, dzieci jednego z tych, którzy zeszli po stokach góry Hermon. Mogą być tobą, a mogą być mną. Teraz są czystą potencjalnością, czystą, niezrealizowaną wolą. Prawie jak Bóg. Kiedyś byliśmy tacy sami. Tacy sami jak one? Tak. I ty byłeś taki sam jak ja. Miałeś tyle samo krwi tych, którzy patrzą, tyle samo co ja, połowę. Tyle samo, co matka i wszyscy przed nią, wszystkie pokolenia bliźniąt. Nasza krew pozostała czysta...”

Kto nie przyswaja niech przeczyta wyjaśnienie na:
http://detektywprawdy.pl/2014/03/24/znaczenie-gory-hermon/
Tam m.in.:

„...Encyklopedia Britannica stwierdza, że Hermon oznacza “Zakazane miejsce.” 4-wieczny tłumacz łacińskiej Wulgaty, Jerome, interpretuje Hermon jako “klątwę”. Hermon był portem wejścia dla grupy złych aniołów, którzy skazili rodzaj ludzki za dni Noego....”

Banalna historia ubarwiona przemyślnym nawiązaniem do Biblii. 8/10

„Uderz mnie” z 2010 - to historia architekta - obsesjonisty na punkcie własnego „ego”, czyli zakłamanego dupka. Miało być śmiesznie, wyszło żałośnie. Odbiega i poziomem, i językiem. Z łaski 3/10

„Tak jest dobrze” z 2010 - piękna opowieść o miłości; polarnik spotyka zmarłego syna.... 10/10

„Fade to: Black” z 2012 - egocentryzm w obliczu śmierci. Nie za bardzo - 6/10

Matematycznie wychodzi 7, lecz ogólne wrażenie powoduje podniesienie do 8/10. Polecam.

Tuesday, 5 December 2017

Adam SZUSTAK - "Plaster miodu"

Adam SZUSTAK OP - "Plaster miodu"

Adam Szustak (ur. 1978) - dominikanin, wędrowny kaznodzieja; wg Wikipedii:
".....Jest jednym z najpopularniejszych polskich rekolekcjonistów. We wrześniu 2017 roku uruchomił profil na portalu Patronite, przez który kaznodzieja wspiera co miesiąc ponad 3500 osób. Profil ten jest obecnie głównym źródłem finansowania jego działalności...."

Ta książka z 2015 roku ma na LC 8,03 (146 ocen i 24 opinii), co przy "Zielonej Mili" Kinga, która ma czytelników 35481, opinii 1241 i ocenę 8,43 budzi zgrozę. Gdybym wyraził zdziwienie, że Szustaka katecheza ma zaledwie 24 opinii wobec 90% Polaków deklarujących wiarę katolicką, to bym usłyszał, że Polacy książek nie czytają, a tak powyższa konfrontacja jest smutnym świadectwem jakości tej wiary.

Nie chodzę do kościoła, a mimo to znam problem z autopsji, bo przez lata zaprzyjaźniona, bardzo katolicka rodzina przychodziła do mnie po niedzielnej Mszy Świętej w celach towarzyskich, a korzystając z okazji, prosiła bym im wyjaśnił o czym ksiądz mówił w kościele. Brałem więc ewangeliarz, najczęściej o. Salija i czytałem słowa przeznaczone na daną niedzielę. Padały też pytania w rodzaju: "Dlaczego dziękujemy Bogu, za wyprowadzenie z ziemi egipskiej, skoro to byli Żydzi, którzy n a m Pana Jezusa zamordowali ?"

Sam wybrałem za guru ks. prof. Józefa Tischnera, którego książki, jeśli nie wszystkie, to większość przestudiowałem, dlatego też usłyszawszy o o. Szustaku jako „jednym z najpopularniejszych polskich rekolekcjonistów” z zainteresowaniem jego książkę przeczytałem.

Niestety, zaczęło się źle, bo pozostając pod wrażeniem historii i widoku małych dzieci cierpiących potwornie w nieuleczalnych chorobach, trafiłem na myśl przewodnią książki nawiązującą do tytułu:

„Bóg każdego dnia chce osłodzić ludzkie cierpienia przykładając do naszych ran plaster miodu”

Nie muszę myśleć o ofiarach Holocaustu, o torturowanych przez NKWD i UB, o śmierci w bunkrze o. Kolbego czy o obecnie torturowanych na Guantanamo, bo sam od paru lat nie zaznałem snu powyżej jednej godziny, mimo najsilniejszych środków przeciwbólowych. Nie dla mnie więc takie kazanie, bo złudnej nadziei nie dam się zwieść, podobnie jak mój kochany Tischner, umierający w strasznych cierpieniach na wyjątkowo wredną odmianę raka krtani.

Jak uczył mnie św. Augustyn i ks. Tischner:
„ŁASKA BOŻA UDZIELANA JEST ARBITRALNIE” więc żadne modły i zabiegi o nią nie pomogą.

No cóż, o. Szustak ma charyzmę, ludzie go słuchają, przynosi im pocieszenie i złudną, bo złudną, ale nadzieję i za to można go, a może nawet należy go cenić, lecz ja oceniam jego katechezę w porównaniu z nauczaniem „czarnych” mnie bliskich takich jak Tischner, Heller, Życiński, Bradecki, Hryniewicz i inni, a wtedy wychodzi ona naiwnie i słabiutko.

Recenzowałem jego rozmowę z Friedrichem pt „Wilki dwa. Męska przeprawa przez życie”, podsumowując ją, że są to „niedojrzałe wariacje” i dając 3 gwiazdki. Doceniam dobre chęci, lecz i tym razem daję tyle samo, radząc autorowi, by wzbogacił się intelektualnie. Disce, puer...

Monday, 4 December 2017

Andrzej RODAN - "Historia głupoty w Polsce"

Andrzej RODAN - "Historia głupoty w Polsce" t. I-II

UWAGA! Mimo zapowiedzi dwóch tomów w tytule, pod podanym adresem jest jedynie jeden, liczący 175 stron i składający się z 7 rozdziałów

Jestem zaskoczony, bo nigdy o tym autorze nie słyszałem, a ponoć jest sławny. No to czuję się zaszczycony, że jego najnowszą książkę wprowadzam na LC i jako pierwszy recenzuję.

Jestem tym bardziej zainteresowany, że wysoko cenię (10 gwiazdek) „Dzieje głupoty w Polsce” Aleksandra Bocheńskiego, które gorąco Państwu polecam.

Andrzej Rodan (ur.1945) - Wikipedia:
„..polski pisarz, publicysta, filozof, z wykształcenia historyk kultury...."

Na LC 13 książek, łącznie 18 opinii, dwie pozycje ocenione powyżej 6. No to nie wesoło!!!

No i stało się, dorwałem się, nie jadłem, nie piłem, tylko paliłem, a na siusiu wyszedłem tylko dwa razy, póki nie doczytałem do ostatniej strony, bo Rodan mnie okradł z moich myśli i zamiarów napisania właśnie czegoś takiego !!

Wybaczam mu, bo wykazał się dużą wiedzą i pracowitością, cytując wielu klasyków piszących o głupocie, w tym wspomnianego wyżej Bocheńskiego. Te walory pozwoliły mu stworzyć TRZEŹWY OPIS PIJANEJ POLSKIEJ RZECZYWISTOŚCI połączony z ALTERNATYWNĄ HISTORIĄ POLSKI, łatwą do przyswojenia przez licealistów, bo ciekawą, pikantną z najważniejszymi przesłaniami wyróżnionymi tłustym drukiem.

Miałem zamiar zacząć recenzję od ostrzeżenia: „Lektura niewskazana dla katopolaków i elektoratu PiS”, lecz po namyśle przyznałem rację Mariuszowi Przybyle, którego Rodan cytuje:

„....„Obawiam się, że »Dzieje głupoty w Polsce« Rodana, to taka niekończąca się opowieść. Ktoś, kto się za to zabrał, będzie miał zajęcie do końca życia, a i dla wnuków coś zostanie. Tym razem odpowiem na serio, bez dowcipkowania. Ich przekaz nie jest skierowany do nas, do ludzi, którzy doskonale sobie zdają sprawę, że dzisiejsze rządy w Polsce, to piramidalna głupota, dyletanctwo, indolencja, a rządzący to marionetki w rękach człowieka oszalałego z nienawiści, który u schyłku swojego życia mści się na wszystkich. Za całe swoje nieudane życie i za »zamordowanie« mu brata. Pikuś, że do tego »mordu« sam przyłożył swoją rączkę. Wracając do przekazu PiS w mediach. Jest on skierowany do sekty smoleńskiej, twardego elektoratu któremu otumaniono mózgi z wielkim udziałem Kościoła, Telewizji PiS-owskiej i zatkano mordy ochłapem »500+«. To im Jarosław wmawia, że tylko PiS jest w stanie uratować Polskę z łap Unii sterowanej przez krwiożerczych Niemców. Śmieszne? Nie za bardzo. Bo Jarosław został upokorzony. Jego reakcje zaś będą niekontrolowane i niebezpieczne”

Z kolei Bogdan J. Hilczer, poeta, działacz społeczny, publicysta kończy swoją wypowiedź tak:
"...Przystąp więc do lektury »Historii głupoty w Polsce«… satysfakcja gwarantowana”.

To co ja mam dodać ? Że całe życie się uczę, że od dzisiaj „miłuję bliźniego (Rodana), jak siebie samego”, że książka jest potrzebna i że Państwo musicie ją przeczytać... 10/10, mimo, że pod względem literackim arcydziełem nie jest. (Publicystyka nie musi).

UWAGA!! Książka dostępna na:
file:///C:/Users/user/Downloads/Andrzej-Rodan-Historia-glupoty-w-Polsce-ebook%20-%20kopia.pdf


Anna JANKO - "Boscy i nieznośni"

Anna JANKO - "Boscy i nieznośni"

Anny Janko (wł. Anety Jankowskiej, ur. 1957) nie znałem, toteż tego nie żałowałem. Zdobyła popularność "Małą zagładą" w 2015 roku, którą pewnie kiedyś przeczytam. Do omawianej lektury, wydanej trzy lata wcześniej (2012) skłonił mnie podtytuł "Niezwykłe biografie", który jest nadużyciem i oszustwem. Przychylne jej złagodzenia, że to są "szkice biograficzne" są równie kłamliwe, bo są to, nazywając delikatnie, refleksje na temat osób, których zestaw jest dla mnie szokujący, przypadkowy i całkowicie niezrozumiały.

Subiektywny wybór postaci jest prawem autorki, tak jak moim prawo do zrzędzenia nań, lecz gorzej z treścią. Otóż, nie wzbogaciłem swojej wiedzy tą lekturą w najmniejszym stopniu, natomiast oburzyłem się nieprawdami, a nawet rzucaniem szkalujących, nieudowodnionych pomówień, jak w przypadku świetlanej postaci ks. Twardowskiego (s. 163):

„...A przy tym wszystkim - szepcą niektórzy - miał kontakty z SB..”

Niby drobna insynuacja, lecz dla czytelników nie znających Twardowskiego - ważka. Gdyby kogoś interesowała postać tego uroczego księdza (jak i ciekawostki o Baczyńskim) zapraszam na:
http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=Twardowski

Podobno niektóre „szkice” drukowane były w „Zwierciadle” i Wydawnictwo Zwierciadło ten zbiór wydało. Nie polecam, bo dla światłych - nic nowego, a innym daje bardzo fragmentaryczny obraz postaci, pomijający często najważniejsze zalety i wady. 3/10




Saturday, 2 December 2017

Tomasz ŁUBIEŃSKI - "Ani tryumf, ani zgon"

Tomasz ŁUBIEŃSKI - "Ani tryumf, ani zgon" Szkice o Powstaniu Warszawskim

Czytam na stronie redakcyjnej:
"Szkice II – IV są rozszerzoną i przepracowaną wersją esejów, które ukazały się w edycji "Bić się czy nie bić" z roku 1997, nakładem Świata Książki"

Przeanalizujmy wyniki tych dwóch książek na LC:
„Bić się czy nie bić” 5,85 (27 ocen i 3 opinie)
Tylko, że j e d y n a opinia wychodząca poza jedno zdanie daje gwiazdek 8
„Ani tryumf, ani zgon” 6,8 (20 ocen i 3 opinie)
Tylko, że w s z y s t k i e trzy opinie dają gwiazdek 7

Obu książkom dam gwiazdek 8, bo warto je przeczytać. Dlaczego nie 10 ? Bo pomijają wiele istotnych aspektów, o czym Państwo przekonacie się sami, konfrontując treść książki z cytowanymi przeze mnie wypowiedziami sławnych ludzi na temat Powstania Warszawskiego, lecz przede wszystkim ze względu na brak przypisów, które nie pozwalają szczególnie młodym czytelnikom zrozumieć niuansów zawartych w tekście treści.

Piszę niniejsze uwagi w wariackiej kolejności, to, aby się nie pogubić, odfajkuję sprawę braku przypisów na podstawie kilkunastu pierwszych stron. O ile można przeboleć brak wyjaśnień do nazwisk takich jak Osóbka – Morawski, Kliszko, Rola – Żymierski, Bolesław Piasecki etc czy nawet raz Karola, a raz Mariana Brandysa, to operowanie bez wyjaśnień duetem Baczyński - Gajcy jest dla młodego, nieuświadomionego czytelnika wielce dezinformujące. Bo lewicującego Żyda z peeselowskiego „Spartakusa” - Baczyńskiego kocham (choć inaczej niż Andrzejewski czy Iwaszkiewicz), a „falangisty” z ONR - Gajcego nie cierpię. Czy wszyscy młodzi czytelnicy (a im szczególnie te pozycje polecam) zrozumieją dokładnie te słowa (s. 22 – 23):

„...Baczyński... ..stanowiłby idealny 'target' dla Jerzego Borejszy, prezesa 'Czytelnika', który zniewolił, zarazem ocalił wielu pisarzy. I chyba summa summarum dobrze zrobił: kultura polska, a także wolność polska miały z nich wiele pożytku.. ...Rzeczywiście kłopot byłby z Gajcym, drastycznie obcym ideowo, ale jego mógłby uratować Bolesław Piasecki...”

Nie miejsce tu wyjaśniać zawiłości tamtych dni, lecz wspomnę, że zasłużony w walce z analfabetyzmem, popularyzator czytelnictwa Borejsza, naprawdę Beniamin Goldberg, to brat, Różańskiego najstraszniejszego kata w UB.

Łubieński przedstawia obiektywnie racje obu stron w odwiecznej dyskusji o Powstaniu. Odczytuję jednak jego stanowisko jako zbieżne z poglądem sławnego Jana Karskiego, który powiedział:
„... Bez Państwa Podziemnego, bez AK, wojna nie trwałaby ani o jeden dzień dłużej..”

Łubieński stawia trudne pytanie i daje cząstkową odpowiedź, niestety prawdziwą (s. 27 – 28):
„...Czy... ...Powstanie przyspieszyło choćby o jeden dzień zakończenie wojny, co było rozmaicie rozumianym, ale póki co wspólnym celem koalicji przeciw Hitlerowi ? Czy poświęcenie polskiej stolicy, zdziesiątkowanie pokolenia wychowanego w niepodległym kraju skróciło wojnę o jedną przynajmniej noc ?... …..Wydaje się, że Powstanie klęski Hitlera nie przyspieszyło, a jeśli opóźniło, tym większa jego daremność...”

Rezygnuję z cytowania opinii o Powstaniu, których szeroki wybór jest w internecie, bo recenzuję książkę, a nie Powstanie. Podam jednak słowa Andersa z 31.08.1944:

„...Byłem zawsze, a także wszyscy moi koledzy w Korpusie zdania, że w chwili, kiedy Niemcy wyraźnie się walą, kiedy bolszewicy tak samo wrogo weszli do Polski i niszczą tak jak w roku 1939 naszych najlepszych ludzi – powstanie w ogóle nie tylko nie miało żadnego sensu, ale było nawet zbrodnią.
(…) Jest oczywiście jasne, że nie ma słów, które by mogły wyrazić nasz najwyższy podziw i dumę z powodu bohaterstwa naszej Armii Krajowej i ludności stolicy. Jesteśmy z nimi każdym tętnem naszej krwi. Przeżywamy głęboko tę tragedię i naszą bezsilność w tej chwili, by im pomóc...”.

A książkę gorąco polecam, bo apologia Powstania jest potrzebna, lecz znajomość faktów też


Wojciech CHMIELEWSKI - "Najlepsza dentystka w Londynie"

Wojciech CHMIELEWSKI - "Najlepsza dentystka w Londynie"

Wojciech Chmielewski (ur. 1969) - autor tomów opowiadań "Biały bokser" (2006) wyróżnionego w VI edycji Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, "Brzytwa" (2008), której dałem 6 gwiazdek, a ta omawiana jest z 2014. W 2017 został laureatem pierwszej edycji Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego przyznawanej dla autorów opowiadań. I to słusznie, bo na tym twórcy realizmu peryferyjnego się wzoruje.
Sprawa jest dyskusyjna, bo 17 opowiadań, liczących od 5 do 18 stron, jest bardzo różna i w trakcie lektury przychodzą do głowy porównania z Nowakowskim, Iredyńskim etc kecz również z "Dublińczykami".
Czytałem z zaciekawieniem i przyjemnością, choć psuł ją pesymizm i melancholia, do tego stopnia, że gdybym łatwo wpadał w depresję, to wyskoczyłbym przez okno. Lecz dobrze, że nie wyskoczyłem, bo Chmielewski daje nadzieję wykorzystując w jednym z opowiadań list Żydówki Edyty Stein* - w tym momencie karmelitanki, którego fragment przytaczam (s. 109):

„...Nie wyobraża sobie Pani, jak mnie ogromnie zawstydza, gdy ktoś mówi o naszym 'życiu ofiary'. Życie ofiary prowadziłam w świecie. Teraz został mi odjęty prawie cały ciężar i w tej pełni mam wszystko, czego mi przedtem nie dostawało...”

* Edyta Stein (1891 – 1942) - Żydówka, filozof, fenomenolog, uczennica Husserla i Schelera, przyjaciółka „naszego” Ingardena, w 1922 - przyjęła chrzest, a w 1933 - wstąpiła do Karmelu, w 1942 – zagazowana w Auschwitz – Birkenau, święta Kościoła katolickiego.

Mimo upływu trzech lat od wydania, zbiór ten nie ma ani jednej opinii na LC, może Nagroda Nowakowskiego autorowi pomoże, bo na pewno na to zasługuje.
Zajrzałem na stronę samego Mistrza Nowakowskiego na LC i z dużym żalem i rozczarowaniem odczytałem, że mimo 73 pozycji, ma zaledwie 41 fanów i (śmiechu warte!) 739 czytelników. No cóż, de gustibus non est disputandum. Czekam na dalsze poczynania, a na razie 7/10


Friday, 1 December 2017

Elizabeth LOWELL - "Przeklęte złoto"

Elizabeth LOWELL - "Przeklęte złoto"

Ma 29 książek na LC, a ta - 6,34 (77 ocen i 7 opinii). Podają, że jest pisarką "dla kobiet", co przetłumaczone na język ludzi cywilizowanych oznacza literaturę marnego sortu. Przypominam, że nie istnieje "literatura dla kobiet", bo takie sformułowanie, by je obrażało i dyskryminowało. Lepiej by Panowie Redaktorzy mówili o "książkach dla blondynek".

Książka ta trafiła w desancie z Biblioteki w Toronto wśród innych szmir, które zapełniają 1,5 regału przeznaczonego dla polskojęzycznej literatury. Przeleciałem, recenzować nie będę, bo i tak niepotrzebnie czas zmitrężyłem. Przewidywalne czytadło; by nie wzbudzać sporów - 5

Grażyna BĄKIEWICZ" - "Coś za coś"

Grażyna Bąkiewicz (ur. 1955) - historyk, nauczyciel, pisarka. Wikipedia:

"....W 1978 r. Ukończyła historię na Uniwersytecie Łódzkim... ...Ponad dwadzieścia lat pracowała w szkole jako nauczycielka historii. Po sukcesie w ogólnopolskim konkursie na bajkę (1985) zajęła się pisaniem, najpierw dla dzieci, potem dla młodzieży i dorosłych..."

Katarzyna Rakowska kończy swoją recenzje słowami (cała recenzja na:
http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35135,4519681.html?disableRedirects=true ):

„.....Bąkiewicz poprzez losy Julii dowodzi, że na miejsce czegoś utraconego zawsze pojawia się coś innego (nawet dziecko!). Coś za coś, bo życie nie znosi pustki. I coś za coś, bo zawsze musimy być gotowi, by odkupić swe winy, nadrobić zaległości. Przesadzona jest jednak stawiana w końcowych partiach powieści teza, że z każdego nieszczęścia można wyciągnąć coś dobrego. Nie wszystko można zastąpić."

Przed chwilą pisałem notkę na temat "Kalendarzy" Gutowskiej – Adamczyk, które dostały od Państwa podobną ocenę (6,30 contra 6,22). Obie książki pochodzą ze skromnych zasobów Biblioteki w Toronto i tylko dlatego (jakaś moja obsesja z krytyką odpowiedzialnych za te zasoby !!) je przeczytałem. Obie książki reprezentują podobny poziom, a ich autorki tworzą dużo (na LC 22 contra 32) i są lubiane. Obie książki to nieszkodliwe c z y t a d ł a, więc konsekwencja nakazuje mnie postawić taką samą ocenę czyli 6/10

Małgorzata GUTOWSKA - ADAMCZYK - "Kalendarze"

Małgorzata Gutowska – Adamczyk ukrywa swój wiek, lecz wyszukałem, że jej mąż - reżyser Wojciech Adamczyk urodził się w 1959 roku, ona zaczęła karierę pisarską od scenariuszy, a pierwszą książkę opublikowala w 2002. Obecnie omawiana jest z 2015

LC objęła to "dzieło" patronatem, a w notce redakcyjnej zachwala:
"Najnowsza książka bestsellerowej pisarki. Piękna i pełna osobistych wątków powieść o dzieciństwie. .."

Nie udało się, bo czytelnicy dali 6.3 (280 ocen i 75 opinii), co daje tej książce pozycję czwartą od końca wśród 22 książek tej autorki obecnych na LC. Pani Małgorzata ma na LC 211 fanów i 8972 czytelników, a jak mówią starożytni Rzymianie: "nec Hercules contra plures", więc krytykować nie będę.
Tego typu c z y t a d ł a nie wyrządzają nikomu krzywdy, więc nie będę kruszył kopii w walce z pozytywnym odbiorem, sam się przyłączę do niego dając ocenę blisko średniej tj 6.


Andy WEIR - "Artemis"

Andy Weir (ur. 1972) - z wykształcenia informatyk, zdobył popularność w 2014 roku "Marsjaninem", a teraz (2017) wydał omawianą.

Dwie wstępne uwagi:
Nie czytałem "Marsjanina", więc nie jestem obciążony zachwytem nad twórczością Weira.
Piszę to, gdy na LC jest 8 opinii, wszystkich pozytywnych, a średnia wynosi 6,95 .

A teraz ocena:
Książka jest na poziomie niezbyt rozwiniętego dwunastolatka, lecz nie jest dla niego przeznaczona, bo jest z gruntu n i e m o r a l n a.
Głównym tematem jest s a b o t a ż zdeprawowanej dziewczyny po prostu dla k a s y. Unieruchomienie kombajnów ma przynieść ruinę przedsiębiorstwa i tragedię wielu rodzin.
O deprawacji panienki świadczy fakt, że przyczyniwszy się do spalenia zakładu ojca, poszła "w świat", a w wieku siedemnastu lat (s. 225 - e-book) rozstaje się z kolejnym kochankiem bo... (s.223):

"...Sean jest jurnym facetem – wiedziałam o tym. I wiedziałam, że sypia z innymi dziewczynami. Ale nie wiedziałam, że posuwa czternastolatkę...."

Dodatkową "atrakcję" stanowi wyrazisty sposób myślenia bohaterki (s. 248):
"....– Cholera jasna! Kurwa mać! Ja pierdolę! Sukinsyny!.."

Wątek sensacyjny niby jest, lecz tak porywający, że nim osiągnąłem trzechsetną stronę (równą połowę e-booka), to trzy razy przysnąłem, a teraz gdy akcja sięgnęła absurdu, którego nie mogę Państwu zdradzić, postanowiłem dalej się nie katować. By nie psuć nastroju entuzjastom tej szmiry stawiam gwiazdek aż 3/10 (tzn "słaba")

Joseph CONRAD - "Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj"

Joseph CONRAD -
"Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj"

Sedno sprawy ujęła Justyna Sobolewska na:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1727056,1,recenzja-ksiazki-joseph-conrad-jacek-dukaj-serce-ciemnosci.read

Polecam całą recenzję, z której wypisuję:
"Dukaj, skupiając się na przekazie doznań fizycznych, odarł tekst Conrada z jakichkolwiek uczuć, również z poczucia grozy, bo nawet ona ginie w zalewie wykrzykników..."

Natomiast Jerzy Doroszkiewicz, którego recenzję również polecam, poruszył niezwykle istotny problem znajomości bazowego tekstu wśród młodych czytelników:
http://www.poranny.pl/kultura/recenzje/a/joseph-conrad-serce-ciemnosci,12686976/

"....Konia z rzędem dzisiejszym młodym ludziom, którzy „Jądro ciemności” przeczytali dobrowolnie..... .....Jacek Dukaj zrealizował swój pomysł na „przepisanie” prozy Conrada według swoich reguł. A może warto się odważyć, szczególnie w młodym wieku – i sięgnąć po ten tekst w oryginale?..."

Powyższe koresponduje z fragmentem mojej recenzji "Jądra ciemności":
"......Na "The 20th Century's 100 Best Books in English" zajmuje 67 miejsce, a na LC 5,86 (12873 ocen i 513 opinii). Jedynym wytłumaczeniem tak przerażająco niskiej oceny może być "organiczna" niechęć polskiej młodzieży do lektur szkolnych....”

Należąc do bardzo starej generacji zachwycałem się "Heart of Darkness" w oryginale, jak i w tłumaczeniach Anieli Zagórskiej oraz Magdy Heydel; niestety "spolszczeniem" Dukaja nie potrafię, bo jest to poniekąd "szarganie świętości" inaczej zamierzony populizm.

Jacek Dukaj ma u mnie trzy "ósemki" i z chęcią postawiłbym czwartą. Niestety, nie mogę, bo lata przeminą, ludzie zapomną okoliczności i ta, całkiem niezła książka Dukaja będzie przypisywana Conradowi, a z tym pogodzić się nie potrafię, bo z klasyką angielską, do której zaliczane są wszystkie utwory Conrada, nie ma nic wspólnego. Mało tego, obawiam się, że wielu czytelnikom będzie się wydawało po tej lekturze, że znają "Heart of Darkness", a to oznacza, że ta książka jest poniekąd dezinformująca.

I właśnie ze względu na to skomplikowane autorstwo tej książki daję gwiazdek dwie, by zainteresować czytelników przedstawionym problemem.


Thursday, 30 November 2017

Józef HEN - "Milczące między nami"

NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.

Tym razem powyższa uwaga dotyczy całej twórczości Józefa Hena (ur.1923), a szczególnie niedocenionych pozycji jak: „Nowolipie. Najpiękniejsze lata” 6 opinii na LC, „Pingpongista” - 11 opinii”, „Przypadki starościca Wolskiego” - 4 opinie. „Twarz pokerzysty” - ocena 5,95 !! oraz tej omawianej

Józef Hen - „Milczące między nami”
Hen (właśc. Józef Henryk Cukier) nie jest modny; stąd na LC: 6,72 (32 ocen i 7 opinii). Z notki Wydawnictwa:
„Poruszający serca i umysły romans schyłku lat sześćdziesiątych...”

Romans romansem, jest on głównym wątkiem, lecz przede wszystkim formą dla uwag starego, (81 lat w chwili publikacji), doświadczonego autora, jak (s.15):
„...Pieniądz - źródło nierówności - jest także likwidatorem nierówności, która istniała, zanim go jeszcze wynaleziono. Płacę - i jestem obsługiwany...”

Wishful thinking zakompleksionych nowobogackich ! To teraz o sile rządzących, niestety, aktualne (s.62):

„....Naród może mieć wspaniałą warstwę oświeconą, a rządzić sobą pozwala garstce łobuzów i kłamców, którzy nie wiedzą, co to skrupuły. Częstują jakimiś niedorzecznymi hasłami, odwołującymi się do urazów i niechęci, szeregiem wykrzykników, które mają tę przewagę nad myślą, że nie pozwalają na wahanie. Wszystko rozwiązane. Wszystko wiadome. Podporządkuj się, a będziesz szczęśliwy...”.

O konformizmie (s. 65):
„...'Konformizm to jest przyjmowanie pewnych norm bez ich wewnętrznej akceptacji'.. ..To określa pojęcie konformizmu, ale nie wyczerpuje powodów 'przyjmowania pewnych norm bez ich wewnętrznej akceptacji'. Można to czasem robić z innych pobudek, niekonformistycznych...”

Dwie strony dalej (s. 67) pada pytanie, kojarzące się z książką Imre Kertesza pt „Kadysz za nienarodzone dziecko”: „Po co Żydowi dziecko ?”, bo Żyd po Zagładzie boi się je mieć.
Teraz (s. 100)...
„....zda nie z 'Rytmu życia” prof. Kępińskiego: 'Gdy chory (starzec) zbyt boleśnie odczuwa swój bilans życia, świadczy to zwykle o tym, że jeszcze nie dojrzał on do swojego wieku'....”

Niezbyt udane o kołtuństwie (s. 109):
„...Kołtuństwo.. ..to wiara w to, co wygodne...”

Wreszcie coś wesołego; stary kawał (s. 123):
„....Gość mówi do kobity:Pani szanowna to jest jak mercedes. - O, dziękuję za komplement; mercedes z powodu karoseria ? - Nie, z powodu lekkie prowadzenie”

O poczuciu klęski (s. 149):
„...To, co ludzi najbardziej pognębia.. ..to nagła degradacja. W roku 1929 w Ameryce z okien drapaczy chmur skakali nie biedacy ze slumsów, ale posiadacze akcji, które nagle straciły na wartości - zapewne wciąż jeszcze mieli z czego żyć, ale zostali z dnia na dzień zdegradowani. Nieoczekiwany cios - i dojmujące poczucie porażki, z obsesją, że się samemu zawiniło..”

Dojrzałość czy oznaka starości?? (s. 231):
„....Nareszcie mogę się przyznać przed samym sobą, ż ten świat jest dla mnie za trudny. Nie po trafię mu sprostać...”

Nie chcę zdradzić, jak się kończy ta wyimaginowana miłość, lecz nie mogę się oprzeć zacytowania autoprezentacji klimakterycznego, porzuconego przez żonę, egotycznego bohatera (s. 310):
„......Dulcynea z Toboso... ..ordynarna dziewka od krów awansowana gorączką wyobraźni do roli księżniczki i ja jako maniakalny Don Kichot. Tak, ty też oślepłeś, przeinaczyłeś rzeczywistość, żyjesz mitem, majakami obłąkanego mózgu....”

Dużo w książce cytatów sławnych ludzi, aż za dużo. Trochę Hen przesadził z tym, czyli poszedł na łatwiznę przepisując jak najwięcej ze swoich zbiorów. Znam to, bo też mam swój tzw „Pod Ręcznik” z wynotowanymi „złotymi” myślami.

Należy też wspomnieć o losie „Żyda tułacza” Bielawskiego vel Aronson vel Ben-Aaron, poety, dowódcy Powstania, ekonomisty, lekarza, męża, kochanka itd. itp. zależnie od koniunktury i okoliczności. No i jeszcze dzieci bohatera i ich problem z jestestwem w kontekście 68 r., z powodu matki – Żydówki.

No to czas na podsumowanie: ciekawa książka, lecz dla wielu czytelników odbierających ją jako TYLKO romans, może być nudna. Mimo mojej oceny 7/10, polecam Państwu Hena, szczególnie utwory wymienione na początku.

Monday, 27 November 2017

Paul AUSTER - "Wynaleźć samotność"

Poprawiając recenzję mojego ukochanego "Timbuktu" (piękna książka o psie, którą chcę gorąco Państwu polecić) znalazłem zdanie o tej:
"... W autobiograficznej „The Invention of Solitude”, bohater udaje się do krainy przodków, tj pogranicza Polski i Ukrainy, do swoich korzeni, by odnależć swoją duszę wywodzącą się z biednych SZTETLI. Świetne!!!" Książka ma tylko dwie recenzje, a jest naprawdę wspaniała (szczególnie pierwsza część, za którą należy się 10/10, a drugiej można nie czytać)

Saturday, 25 November 2017

Andrzej FRANASZEK - "Miłosz. Biografia"

NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.

Andrzej Franaszek - „Miłosz. Biografia”
Na LC zaledwie 23 opinie, a moja notka dostała 22 plusy.
Przede wszystkim polecam Państwu swoją pisaninę o Miłoszu (parę stron) na:
http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=Mi%C5%82osz

Pisałem tam w 2011 roku:
„.....'Nasze' tj Miłosza i moje, poglądy na polskie kołtuństwo są skrajnie negatywne, gdyż objawia się ono w antysemityzmie, ksenofobii i braku tolerancji, nacjonalizmie i faszystowskiej ideologii II i IV RP, rusofobii i roszczeniowej postawie wobec wszystkich sąsiadów, micie mocarstwowości i mesjanizmu, płytkiej religijności i polsko – katolicyzmie, w cierpiętnictwie i fałszywej martyrologii szczególnie I i II w. św. oraz Powstania Warszawskiego. Brak „naszej” tolerancji dla kołtuństwa zaowocował nienawiścią ze strony „prawdziwych polaków”, którzy nie uszanowali nawet uroczystości pogrzebowych Wielkiego Poety i protestowali przeciw pochowaniu go „na Skałce”.(Używam „małej” litery w „prawdziwych polakach”, gdyż to nie narodowość, lecz specyficzna mentalność)...”

Dodam tylko, że dla mnie najgenialniejszym utworem Miłosza jest „Traktat teologiczny”, którego jedyne DWIE !!! recenzje na LC, w tym moja, są dostępne na:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/217335/traktat-teologiczny

Po napisaniu mojego eseju została opublikowana ta świetna biografia, która zniweczyła mój wysiłek.
Oczywiście, żartuję, bo jestem wdzięczny Franaszkowi za to dzieło.

Moja dotychczasowa notka to:
„b. rzetelna biografia „MIŁOSZ”; o subtelności Franaszka niech świadczy poniższy cytat /str. 258/ ze wspomnień Haliny Micińskiej, która wyjeżdżając z mężem Bolesławem na stypendium, udostępniła ich mieszkanie Miłoszowi:
„...wtajemniczyłam go, żeby dokarmiał naszą oswojoną myszkę, która codziennie towarzyszyła nam przy śniadaniu i zjadała okruszki ze stołu padające. Po miesiącu dostaliśmy od Czesława kartkę, że moja myszka nie jest sama, ale że to całe stado, które musiał tępić, zakładają pułapki. Wszystkiemu była winna moja krótkowzroczność... Po naszym powrocie z Francji zastaliśmy... moje biureczko... całe w wypukłe bańki odklejonego forniru, bo Czesio stawiał na nim metalowy kubek z gorącą wodą do golenia...”.
Franaszek pozostawia cytat bez komentarza, licząc na wrażliwość czytelnika. Biografia świetnie napisana. Duże brawa !!!”


Thursday, 23 November 2017

James JOYCE - "Dublińczycy"

NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.

James JOYCE - „Dublińczycy”
Paradoksem jest, że absolutnie niezrozumiały „Ulisses”ma na LC 148 opinii, a cudowni, dostępni dla każdego „Dublińczycy” - zaledwie 11 i niską ocenę 6,79 (moja krótka notka dostała 16 plusów).
O „Ulissesie” pisałem:
„.....nieprzygotowany intelektualnie czytelnik z „Ulissesa” przyswaja tylko pobyt Dedalusa (Telemacha) w burdelu oraz erotyczny monolog wewnętrzny pani Bloom....”

O „Dublińczykach” trafna jest notka Wydawnictwa ZNAK:
„James Joyce cieszy się opinią pisarza trudnego - ale opinia ta nie dotyczy każdej jego książki. Dublińczycy, znakomity zbiór piętnastu opowiadań, z których kilka to prawdziwe perły, a jedno (Zmarli) uznawane jest za arcydzieło gatunku, to rzecz nadzwyczaj przystępna. Joyce postawił sobie za cel stworzenie dzieła, które pokaże, jak naprawdę wyglądało życie w Irlandii na początku dwudziestego wieku. W krótkich tekstach maluje wielostronny portret Dublina i jego mieszkańców - to, co później miał powtórzyć w Ulissesie.
Dublińczycy to bez wątpienia doskonałe wprowadzenie do twórczości Joyce'a - literatura nie stawiająca oporu, wycyzelowana warsztatowo, a językowo nierewolucyjna. Walory tego zbioru dodatkowo podkreśla znakomity nowy przekład autorstwa Zbigniewa Batki. "

Słaba poczytność "Dublińczyków" jest prawdopodobnie wynikiem kojarzenia Joyce'a z niezrozumiałym "Ulissesem" lub (co gorsza) z "Finnegan's Wake".
Moja dotychczasowa notka była króciutka:
"Kilka dni temu czytałem JOYCE’a „Dublińczyków”, przepiękny zbiór facecji o mieszkańcach ówczesnego Dublina i ich specyficznej moralności. Lektura miła, łatwa i przyjemna."

Proszę Państwa! Trzymam zakład, że Państwu się spodoba, a aby Państwa zachęcić podnoszę ocenę do 10 gwiazdek.




Wednesday, 22 November 2017

Joseph CONRAD - "Jądro ciemności"

NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.

Tym razem zajrzałem na stronę „Jądra ciemności” na LC, pod wpływem książki Dukaja „Serce ciemności”, które oparte na Conradzie zdobywa najwyższe oceny. Niestety, okazuje się, że część recenzentów NIGDY nie czytała bazowego dzieła. Wcześniej nie recenzowałem tego utworu, bo „za wysokie progi na moje nogi”. Korespondująca recenzja Dukaja - wkrótce.

Joseph CONRAD - "Jądro ciemności"
Na "The 20th Century's 100 Best Books in English" zajmuje 67 miejsce, a na LC 5,86 (12873 ocen i 513 opinii). Jedynym wytłumaczeniem tak przerażająco niskiej oceny może być "organiczna" niechęć polskiej młodzieży do lektur szkolnych. Na wspomnianej liście wyżej plasuje się "The Secret Agent" (46) i "Nostromo" (47). a niżej "Lord Jim" (85).

Klasyka angielska, omawiana we wszystkich szkołach anglojęzycznych na całym świecie, a zainteresowanie wzrosło nią w ostatnich latach wskutek oskarżenia Conrada, przez nigeryjskiego pisarza imieniem Chinua Achebe, o rasizm i prokolonializm.

Z notki Wydawnictwa "Znak":
https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3075,Jadro-ciemnosci

"...Niepokojąco aktualnie brzmią dziś pytania stawiane przez Conrada - o prawo do przemocy w imię cywilizacji, o genezę zła, o tożsamość człowieka i obecność Innego w każdym z nas, a także o to, czy pewne doświadczenia są w ogóle wyrażalne. Być może dlatego dzieło to zainspirowało wielu dwudziestowiecznych pisarzy, a jego ekranowych adaptacji dokonali Werner Herzog i Francis Ford Coppola. Książka budzi do dziś wiele kontrowersji...."

To arcydzieło jest tak szeroko omówione, że ja tylko dodam jedno zdanie: studium zmiany psychiki w myśl porzekadła "daj mnie władzę, a ja ci pokażę"
Dla mnie głównym bohaterem nie jest Marlow – Conrad, a agent skupu kości słoniowej Kurtz, obecnie lokalny kacyk i pan życia i śmierci - "demigod", przypuszczalnie wzorowany na Georges Antoine Klein.
Wikipedia:
"..A personal acquaintance of Conrad's, Georges Antoine Klein, may also have been a real-life basis for the character. Klein was an employee of the Brussels-based trading company Société Anonyme Belge pour le Commerce du Haut-Congo, and died shortly after being picked up on the steamboat Conrad was piloting. Further, "Klein" means "little" in German, and as Marlow muses in the novella, "Kurtz" means "short" in the same language..".
Zdaję sobie sprawę, że moja ocena nie zmieni kompromitującej średniej, lecz, przy dużej ilości plusów, będzie zauważalna.

Tuesday, 21 November 2017

Umberto ECO - "Superman w literaturze światowej"

NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.

Umberto Eco - "Superman w literaturze masowej" Powieść popularna: między retoryką a ideologią
Na LC 6,67 i zaledwie 5 opinii; moja dostała 16 plusów.
Czytelnicy uwielbiają trzy jego hochsztaplerskie powieści, za które postawiłem trzy pały, podczas gdy Eco był poważnym uczonym i napisal wiele cennych dzieł, w tym omawiane. Szerzej o nim na moim blogu http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=Eco
Z notki Wydawnictwa:
"..W intrygujących szkicach Eco pokazuje, jak pisarze tworzyli od wieków mit nadczłowieka i doskonalili swoje techniki, aby zakorzenić go w naszej świadomości. Analizując utwory z różnych epok, zabiera nas w niezwykłą podróż w czasie, w której spotkamy takie postaci, jak agent 007 James Bond, Tarzan, Fantomas, Arsène Lupin czy hrabia Monte Christo.
Obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć, jak działa kultura popularna..".

Dotychczasowa notka:
..Jest to analiza kształtowania mitu NADCZŁOWIEKA przez pisarzy. Mamy tu i Edgara Rice BURROUGHSA twórcę TARZANA, i Piere-Alexisa wicehrabiego Ponson du TERRAIL, autora "Wyczynów ROCAMBOLE'a", i Iana FLEMINGA twórcę Jamesa BONDA i DUMASA z jego "Hrabią Monte CHRISTO" itd, itd. ECO zaskoczył mnie rozwinięciem swego twierdzenia, że "żródłem i wzorem NIETZSCHEANSKIEGO NADCZŁOWIEKA był nie ZARATUSTRA, lecz MONTE CHRISTO". Otóż, pewnie podobnie jak duża część czytelników "Hrabiego..", odbierałem historię Dantesa jako triumf sprawiedliwości, zwycięstwo pokrzywdzonego nad wszystkimi nikczemnikami. ECO, uważany za WIRTUOZA ANALIZY TEKSTOWEJ, skupił się na końcowej partii książki, gdy hrabia M-Ch staje się AUTORYTARNYM władcą, NADCZŁOWIEKIEM, i sam sobie przypisuje prawo do ferowania wyroków, stając się pierwowzorem dla faszyzmu. ECO mówi zresztą o "wiecznym faszyzmie", w którym "złudną rolę substytutu odgrywa podrzucona masom PRZESADNA GLORYFIKACJA CZŁOWIEKA'. Kulty Nerona czy Napoleona, Hitlera czy Stalina najtrafniej podsumował CHESTERTON; "Nie jest tak, że odkąd ludzie przestali wierzyć w Boga, nie wierzą w nic, lecz, że wierzą w BYLE CO".

Stefan ŻEROMSKI - "Echa leśne"

Stefan ŻEROMSKI - "Echa leśne"

W bardzo wczesnej młodości, tj do wieku 13 lat, które ukończyłem w pamiętnym roku 1956, wielbiłem Żeromskiego. Po Październiku zaczęto wydawać literaturę amerykańską, która naszymi mózgami zawładnęła, lecz stary sentyment pozostał i dlatego, zobaczywszy "Echa leśne" na "Wolnych Lekturach", szybko je pobrałem, tym bardziej, że tego opowiadania nie pamiętam.

I źle zrobiłem, bo nie zrozumiawszy tej lektury, gdy sen mnie zmorzył, mara nocna mojej polonistki (nota bene uroczej i mądrej kobiety) znowu mnie nawiedziła i zapytała:
„Powiedz, Wojtku, co autor chciał nam przekazać ?”

Obudziłem się mokry, pobiegłem natychmiast do laptopa i w Wikipedii znalazłem:

„..'Echa leśne - nowela Stefana Żeromskiego z 1905 roku... ..Akcja toczy się po upadku powstania styczniowego. Grupa mężczyzn, wśród nich generał rosyjski wspominają czasy powstania. Generał wspomina powstańca Jana Rozłuckiego, swojego siostrzeńca, który zdezerterował z rosyjskiej armii i wstąpił do leśnej "bandy". Schwytany trafił przed sąd wojenny, w którym przewodniczył jego stryj. Sąd skazał go na karę śmierci. Ostatnim jego życzeniem było, żeby jego syn, Piotr, został wychowany na Polaka. Generał nie zamierzał spełnić tej prośby..."

No to będę mógł spać spokojnie, chociaż wątpliwości zostały, bo mnie się wydawało, że miejscem akcji jest las, a obecni zajmują się podziałem ziemi z "ukazu" z 1864 roku, o którym Miłosz pisał w wierszu pt "W praojcach swoich pogrzebani":
"...Car im na przekór chłopów oswobodził.."

tzn że "ukaz" był karą dla polskiej szlachty za Powstanie Styczniowe. Następna wątpliwość to pochodzenie Rozłuckiego, bo skoro był siostrzeńcem rosyjskiego generała, to logika mnie podpowiada, że mamuśka jego też ruska była. No to czemu w miłości do Rosji go nie wychowała ?? Z drugiej mańki, jeśli patriotą polskim się czuł, to czemu oficerem carskim został ? Jeszcze jeden kandydat na Konrada ??

Wniosek jeden: nie wszystko, co Mistrz napisał, należy szerokiemu odbiorcy udostępniać. PAŁA !!!!

Monday, 20 November 2017

Anna HERBICH - "Dziewczyny z Syberii"

Anna HERBICH - "Dziewczyny z Syberii"

Dałem Herbich 10 gwiazdek za "Dziewczyny z Powstania", a teraz dam 10 za "Syberię", bo to książki potrzebne i jeśli są, a są, rzetelnie opracowane, to innej oceny być nie może.
O autorce niewiele wiem, poza tym że urodziła się w 1986 i związana jest - niestety - z „Do Rzeczy”. Młoda jest, może zmądrzeje.
Co do książki, to bardzo młoda autorka, która nigdy nie poznała zjawiska zwanego „homo sovieticus”, znalazła 10 kobiet po sowieckich przejściach i namówiła je do wspomnień. Wyszedł zbiór dosyć przypadkowy, nie dorównujący takim autorom jak Czapski czy Skarga, (nie mówiąc o Sołżenicynie czy Applebaum, ale to inna historia)
Mimo to, upieram się przy 10 gwiazdkach, aby wyrazić szacunek i empatię wobec tych kobiet, jak i z przekonania, że autentyczne opowieści wzbudzają w wielu przypadkach sympatię i wdzięczność do szarych tubylców, którzy mimo nędzy, pomagali zesłańcom z przyczyn czysto ludzkich.

Kate MORTON - "Strażnik tajemnic"

Kate MORTON - "Strażnik tajemnic"

Kate Morton (ur. 1976) – australijska pisarka, której dorobek to: "Dom w Riverton" (2006), "Zapomniany Ogród" (2008), "Milczący Zamek" (2010) i ta, z 2012 roku. To moja pierwsza znajomość z jej twórczością i zachwyt mój nie ma granic. Przepiękna, przewidywalna SZMIRA. Cudowne czytadło, które przeczytałem rozemocjonowany do ostatniej 919 strony (e-book). Oprócz pozytywnych postaci dominują dwa czarne charaktery; bo tłumaczenia psychiatry nie są przekonujące, a jakby nie patrzeć O n a jest wredna. Nie mogę więcej powiedzieć bo książka jest sensacyjna i każda dodatkowa informacja odbierze Państwu przyjemność płynącą z lektury.
Oczywiście 10/10 w kategorii kiczów (jak "Znachor" czy "Trędowata"). Polecam.

Saturday, 18 November 2017

Maria NUROWSKA - "Sprawa Niny S."

Maria NUROWSKA - "Sprawa Niny S."

To już dziesiąta książka Nurowskiej, którą recenzuję, a dotychczasowe oceny to: 10, 9, 8. 8. 7, 7, 7, 3, 1. Ta jest 21. w jej dorobku, wydana w 2009 roku, a oceny jej na LC są niesprawiedliwie niskie: 6,3 (338 ocen i 34 opinie), wskutek błędnej informacji wydawnictwa i w rezultacie braku zrozumienia wśród czytelników.

Proszę Państwa! To nie jest kryminał, ani "pean na cześć miłości między matką i córkami, między siostrą a siostrą" jak b r e d z i wydawca na tylnej okładce.

Któż temu, delikatnie nazywając, nieporozumieniu winien?? A Nurowska (ur. 1944). ja (1943) i nam podobni, czyli czynni uczestnicy marca 1968 i wielkiego exodusu (ściśle: exile - wygnania) polskich uczonych i ludzi kultury żydowskiego pochodzenia. Nasza wina, że nie oświecaliśmy, nie propagowaliśmy wystarczająco intensywnie prawdy o wydarzeniach tamtych czasów. Owocem jest niska ocena tej wybitnej książki.

Nurowska pisze (s.126):
"..- Ten sześćdziesiąty ósmy wielu ludziom pokomplikował życie.."

Nina odprowadza Kubę na Dworzec Gdański czyli peerelowski Umschlagplatz, nie wiedząc, że jest z nim w ciąży; jego przymusowy wyjazd determinuje życie trzech głównych bohaterek książki. Aby było straszniej Nurowska podkreśla, że według żydowskiej religii Kuba nie jest Żydem, bo matka jego jest Polką (s. 64):
" - Jeśli ona nie jest Żydówką, to według żydowskiej religii nie jest nim także nasz ojciec..."

Ojciec nie-Żyd, wygnany z Polski, przyjmuje wizerunek ortodoksyjnego Żyda !!

Do tragicznej historii Kuby, Niny, ich córek, ojca Kuby, Nurowska umyślnie dopisuje historię prababci bliźniaczek, babci Kuby, czeskiej Żydówki Rebeki, która uciekając od małżeństwa z żydowskim bankierem, znajduje nową ojczyznę w Polsce, a wygnana w 1968 roku z niej, pisze list z Izraela do Liwy Szoken czyli Zofii Gomułkowej i dzięki niej wraca do Polski, by tu przeżyć ostatnie swoje dni (s.65):
"..Rebeka, już wtedy dziewięćdziesięciopięcioletnia, wróciła do Polski..."

Czy to nie wzruszające ? Nikt tego nie widzi???
Żeby Państwa nie zmęczyć przechodzę do drugiego najważniejszego tematu. Nurowska wie (jak ja), że najpotężniejszym uczuciem jest strach i dlatego przywołuje maksymę poety rzymskiego Stacjusza (45 -96) z epopei "Tebaida" (s.104):

"Primus in orbe deos fecit timor! (bogów na świecie stworzył naprzód strach!)

Wszyscy się boją, lecz nie jest to strach o rzeczy materialne (s. 48):
„- Płakać za rzeczami materialnymi niegodne człowieka !”

Szczególnie po traumie 1968'.
Starsza przyjaciółka Niny też wygnana z Polski osiedla się, o ironio losu !, w Niemczech, o czym pisze w liście do Niny (s.144):
„....Moje życie nie oszczędziło mi nawet tego, że ja, oświęcimska Żydówka, znalazłam się w Niemczech, na ich garnuszku....”
Przed śmiercią przekazuje Ninie swoje opus vitae: opowieść jak została prostytutką w getcie, by ratować niesprawnego ojca, pobitego uprzednio przez polskich „patriotów” – endeków.

To okazja, by zwrócić Państwa uwagę na początek kariery pisarskiej Niny, dzięki pomocy wspomnianej przyjaciółki i protekcji Iwaszkiewicza. Pierwszy jej utwór, zamieszczony w książce (s. 111 -122) zachwycił Iwaszkiewicza. I mnie. To jest perełka; przypuszczam, że odegrała rolę w życiu samej Nurowskiej.

Wątek kryminalny jest tylko formą, jest drugoplanowy w ocenie wartości książki. Jest on finałem nieszczęsnego związku Niny z łajdakiem; Niny, która po odchowaniu córek i wnuka, całe życie samotna wskutek tragicznych wydarzeń pamiętnego 1968 roku, zatęskniła na starość za mężczyzną. Dalej pozostała ofiarą 1968.

Nie chcąc dalej nudzić, gorąco polecam to dzieło, a tym z Państwa, którzy je znają, radzę przeczytać jeszcze raz. Prawdziwy obraz życia ofiar 1968 roku !!! 10/10



Wojciech CEJROWSKI - "Rio Anaconda"

Wojciech CEJROWSKI - "Rio Anaconda"

Cejrowski (ur. 1964) jest trawelebrytą i showmanem, który mimo braku ukończonych studiów, umie się sprzedać. Na temat jego poglądów Wikipedia podaje:
"......Wojciech Cejrowski jest publicystą zaliczanym... ..do skrajnej prawicy.. ...w swoich publicznych wypowiedziach Cejrowski akcentuje sprzeciw wobec innych grup etnicznych (ciemnoskórych, Romów oraz Żydów).. . Dziennikarz ma jednoznacznie wrogi stosunek do mniejszości LGBT, w związku z czym bywa oskarżany o homofobię. W kwestii religijnego światopoglądu Cejrowski deklaruje się jako wierzący katolik ; w 2014 roku proponował, żeby Polska przyjęła katolicyzm jako oficjalną religię Rzeczypospolitej, natomiast w sierpniu 2017 roku deklarował, że skutków ówczesnej nawałnicy ogólnopolskiej mogli uniknąć właściciele posesji z kapliczkami. Jest ponadto zwolennikiem całkowitego zakazu aborcji, przeciwnikiem edukacji seksualnej oraz nurtów feministycznych..."

Wstrzymywałem się od recenzowania Cejrowskiego, ze względu na jego poglądy, i to nie tylko polityczne. Ulegając sugestii Giedroycia oddzielania dzieła od osoby autora, przystępuję do niniejszej lektury.

Zaczyna się ciekawie, ale dość szybko autor - katolicki talib odkrywa karty pisząc o Teologii Wyzwolenia (s.83 - e-book):
".......Z całej tej ideologii pozostała dziś tylko spłowiała fasada. Za fasadą kryje się fabryka kokainy..."

Dla niewtajemniczonych (Wikipedia):
"..Teologia wyzwolenia - ruch teologiczny w Kościele katolickim powstały po II soborze watykańskim. Szczególnie rozpowszechniona jest w Ameryce Łacińskiej oraz wśród jezuitów... ..Teologia wyzwolenia opiera się na związku między teologią chrześcijańską.. ..i aktywizmem politycznym lewicy chrześcijańskiej, szczególnie w kwestiach sprawiedliwości społecznej i praw człowieka. Ze względu na kontrowersyjną naturę tych zagadnień.. ..zawsze była przedmiotem dyskusji.."
Wśród jej krzewicieli znajduję nazwisko sławnego duchownego, prof. Hansa Künga, a zmiana papieża przyniosła jej rehabilitację, o czym można przeczytać w artykule pt "Papież Franciszek rehabilituje teologię wyzwolenia" na: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9736

Zgodnie z oczekiwaniami, Cejrowski musi przywalić kacapom (s. 134):
„......W czasach PRL-u mówiło się „Chcesz być pyłem – lataj iłem”. Iły (a także, trochę mniejsze od iłów, antonowy) to były ruskie samoloty służące w równym stopniu do latania, co do spadania. Jedną z pilnie strzeżonych tajemnic Związku Sowieckiego była liczba katastrof lotniczych. Mimo braku dokładnych danych same tylko sporadyczne przecieki docierające na Zachód wystarczyły, żeby Sowieckie Linie Lotnicze „Aerofłot” uzyskały miano najniebezpieczniejszych na świecie...”

Ale szczególnie pastwi się nad Latynosami, szydząc z nich z pozycji Białego Pana. Inteligentny jest, to pośmiać się można, lecz należy sobie zdawać sprawę z rasistowskiego zabarwienia. O jego nieskrywanym rasizmie świadczy pokrętna argumentacja (s. 159):
„..Słowo biały (oznaczające osobnika rasy białej) powinno się pisać wielką literą, mimo, że obowiązujące dziś reguły poprawnościowe mówią inaczej. To kwestia równości. No wiecie: Wolność, Równość Braterstwo, Demokracja, Karta Praw, Konstytucja… wszystkie one pełne są przepisów i postulatów dotyczących tego, że nie wolno ludzi dyskryminować ze względu na kolor skóry. Białych, jak rozumiem, też. A jeśli tak, to: Niniejszym zarządzam, że skoro wielkimi literami pisze się słowa Murzyn, Arab, Hindus, Indianin…,to w mojej książce także słowo Biały będzie się pisać wielką literą. Wszystko to w poszanowaniu równości..."

Co chciałem, to napisałem, a pozostaje żal, że niewątpliwie inteligentny i dowcipny autor, popisuje się postawą i głosi poglądy, dla mnie, nie do przyjęcia. Skoro nie mieści mnie się to w głowie, to skłonny jestem podejrzewać Cejrowskiego o maskę, zapewniającą mu popularność.

Głoszone poglądy, również w tej książce, muszą wpłynąć na obniżenie oceny tej zabawnej, lekkiej lektury i dlatego nie mogę dać więcej niż 6 gwiazdek.

Wednesday, 15 November 2017

Randall MUNROE - "What if? A co gdyby ?"

Randall MUNROE - "What if ? A co gdyby ?"

Podobno nie ma głupich odpowiedzi, a są tylko głupie odpowiedzi. W tym przypadku jest inaczej: sam autor wymyśla "głupie" pytania i sam stara się na nie odpowiedzieć. Wprawdzie podaje źródła swojej wiedzy, lecz daleko idące uproszczenia prowadzą do półprawd i absurdalnych wniosków.

Gdy miałem 12 lat, w 1955 roku, zachwycałem się "Zajmująca fizyką" Perelmana, którą, o dziwo!, znalazłem na LC i skorzystałem z okazji, by ją Państwu polecić. Mimo upływu czasu dalej ona uczy i bawi, w przeciwieństwie do omawianej, która bywa dowcipna, lecz część interpretacji i faktów jest wielce wątpliwa. Cenna byłaby aktualizacja książki Perelmana, bo postęp w fizyce i chemii nastąpił przeogromny, lecz i w tej formie warto ją poczytać.

Nie dziwię się zachwytom amerykańskich czytelników, bo znam z autopsji ich system nauczania, jak i opowiadań córki i wnucząt. Pozwolę sobie na dygresję świadczącą o przestrzeganych tu normach. Gdy poszedłem do deana (dziekana) ze skargą na wykładowczynię gadającą wierutne bzdury na temat dziury ozonowej i efektu cieplarnianego (greenhouse effect), podziękowano mnie i obiecano, że kontraktu z nią nie przedłużą, lecz jednocześnie usłyszałem, że na egzaminie obowiązują mnie idiotyzmy, które ona podaje.

Dziwię się natomiast zachwytom młodych polskich czytelników, które widzę na LC. Czyżby poziom nauczania aż tak się obniżył od czasów mojej młodości ?

Owszem, czytając książkę, można się pośmiać, szczególnie z komiksów, lecz ostrzegam przed traktowaniem jej jako źródło wiedzy.

W ciągu 27 lat pobytu na tym kontynencie przyzwyczaiłem się do przeciętnej amerykańskiej mentalności, ba, nie wątpię, że i mózg mnie się zamerykanizował, więc z czystym sumieniem stawiam gwiazdek 6.

J. I. PERELMAN - "Zajmująca fizyka"

To moja odpowiedź na zachwyty książką Randalla Munroe pt "What if? A co gdyby?". Ta została wydana w 1955 roku, czyli 62 lata temu, co równa się prawie wieczności mając na uwadze gigantyczny postep w fizyce czy chemii. Mimo to, stawiam ją o niebo wyżej, gdyż jest rzetelna i rzeczowa, a nie żeruje na półprawdach i uproszczeniach doprowadzajacych do absurdalnych wniosków. Gdyby znalazł sie ktoś zdolny ją zaaktualizować, to dopiero byłby bestseller.
Czytałem ją ponad 60 lat temu (podobnie jak "Śladami Pitagorasa" i "Lilavati") i do dzisiaj pewne tłumaczenia pamiętam, a to najlepiej świadczy o jej wartości.
Skoro kogoś ta tematyka kręci, to powinien ją przeczytać przed Munroe

Jo NESBO - "Pierwszy śnieg"

Jo NESBO - "Pierwszy śnieg"

To już siódmy tom z Harrym. Podoba mnie się o Bushu – juniorze (s.31,5 - e-book):
"....to neofita, facet z kompleksem ojca, problemami z alkoholem, ograniczony intelektualnie i pozbawiony kręgosłupa bodaj na tyle, by uczciwie odsłużyć wojsko..."

Ale akcja leci, trupy już są, Harry działa, a ja przytaczam co Rakel powiedziała o Harrym (s.220):
"..... Rakel stwierdziła kiedyś, że chciałby się urodzić z dodatkowym palcem środkowym, który byłby cały czas wyprostowany..."

Już od wielu stron nie podoba mnie się... ..nie, nie mogę psuć innym lektury. Tymczasem fajna uwaga na temat stoika Zenona z Elei (490 – 430 pne) (s.261,5):
"....uważał, że samobójstwo to godny szacunku czyn, gdy choroba sprawia, że śmierć staje się bardziej atrakcyjna niż życie. Kiedy miał dziewięćdziesiąt osiem lat, zwichnął sobie paluch u nogi. Tak mu to dokuczało, że się powiesił..."

Znowu o parę trupów więcej, a ja doceniam trafną myśl autora (s. 393,5):
"...Potrafimy zrozumieć, że ktoś musi zrzucić bombę atomową na miasto, w którym mieszkają niewinni cywile, ale już nie to, że ktoś inny musi kroić prostytutki roznoszące choroby i moralny upadek po slumsach Londynu. Dlatego to pierwsze nazywamy realizmem, a to drugie szaleństwem..."

Skoro tym razem zacząłem od cytatów poza głównym wątkiem kryminalnym, to wypada być konsekwentnym do końca. Teraz s. 507:
"......- Dobre historie nigdy nie opisują równego pasma sukcesów, tylko spektakularne przegrane - perorował. - Chociaż Roald Amundsen wygrał wyścig i pierwszy dotarł do bieguna południowego, to jednak świat poza Norwegią pamięta raczej Roberta Scotta. Żadnej z wygranych bitew Napoleona świat nie zna tak dobrze jak klęski pod Waterloo. Narodowa duma Serbii jest dziś zbudowana na bitwie z Turkami na Kosowym Polu w 1389 roku, którą Serbowie z wielkim hukiem przegrali. I spójrzmy tylko na Jezusa! Symbolem człowieka, który, jak twierdzą, zwyciężył śmierć, powinien być mężczyzna stojący obok grobu z rękami triumfalnie wyrzuconymi w górę, tymczasem chrześcijanie zawsze woleli jego spektakularną klęskę, chwile, kiedy wisi na krzyżu i się poddaje. To dlatego, że zawsze historia przegranej porusza nas najbardziej..."

I podsumowujący cytat (s. 819):
"..Im jestem starszy, tym bardziej skłaniam się ku przekonaniu, że zło to zło. Wszystko jedno, czy ma związek z chorobą umysłu czy nie. Wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej predysponowani do popełniania złych uczynków. Ale nasze predyspozycje nie mogą odbierać nam winy..."

Moje typowanie zabójcy okazało się fałszywe, ale i tak uważam, że to najbardziej udany tom z Harrym i stawiam 10/10

Tuesday, 14 November 2017

Wojciech KUCZOK - "Czarna"

Wojciech KUCZOK - "Czarna"

Przed laty, mój wielki autorytet, profesor Maria Janion wymieniła w "Niesamowitej Słowiańszczyźnie" trzy nazwiska dobrze zapowiadających się „młodych”: Masłowską, Sieniewicza i Kuczoka. Oczywiście prognoza sprawdziła się w 100%.

Kuczok (ur. 1972) zadebiutował w 1996 roku a Wikipedia podaje 15 jego utworów, z których miałem przyjemność poznać zaledwie trzy: „Gnój” z 2003, „Senność” z 2008 oraz „Moje projekcje” z 2009. Nie miałem innego wyjścia, Kuczok zmusił mnie swoim językiem do postawienia trzykrotnie 10 gwiazdek.

I właśnie o ten język biega, czego potwierdzenie znalazłem U Jarosława Czechowicza na
http://krytycznymokiem.blogspot.ca/2017/05/czarna-wojciech-kuczok.html

"...Autor podkreśla, że zawsze bohaterem jego książki jest polszczyzna. Z tej ponurej historii rozgrywającej się gdzieś na końcu świata, a jednocześnie w miejscu uznającym się za środek wszystkiego (także empatii i moralności), wyłania się opowieść, w której język dba zarówno o to, by podmiotowo opisać każdego bohatera, jak i przedstawić jego działania..."

Wielokrotnie "wyręczam" się Czechowiczem, bo nie lubię wyważać otwartych drzwi, mędrkować czy udawać, że mam coś oryginalnego do powiedzenia. I tym razem odsyłam Państwa do jego recenzji pod podanym wyżej adresem, a sam przytaczam jej zakończenie:

"..... Z tej pasjonującej narracji o ludzkiej krzywdzie w małej społeczności wydobywa się coś więcej niż tylko opowieść o osamotnionym koźle ofiarnym, na którym wszyscy muszą się wyżyć. Wojciech Kuczok chce pokazać, w jak różny sposób ludzie mogą patrzeć na tę samą sytuację, jak rozmaicie oceniać coś, co nie podlega ocenie i interpretacjom. To też książka o gorzkim poszukiwaniu bliskości i o tym, jak wiele możemy poświęcić, by tę bliskość zdobyć. Za wszelką cenę."

Ja dodam tylko jedno zdanie, którego u Czechowicza nie ma: to jest również o zaszczuciu przez miejscowy kołtun, i postawię, oczywiście, 10 gwiazdek.



Monday, 13 November 2017

Maria NUROWSKA - "Innego życia nie będzie"

Maria NUROWSKA - "Innego życia nie będzie"

To moja już dziewiąta recenzja twórczości Nurowskiej, więc od razu przechodzę do książki, która była szóstą w jej karierze, a wydana została w 1987 roku.
Zgodnie z ostatnią wolą ciągle kochającej byłej pierwszej żony, łajdakowi mężowi dostarczono jej pamiętnik, który czyta w oczekiwaniu syna transportującego zwłoki żony – matki ze Stanów do Polski. Jest to swoista, podświadoma zemsta nieboszczki na łajdaku, bo zmusza go do rachunku sumienia, który nie bardzo mu wychodzi. Świadczą o tym jego myśli z końcowych stron (s. 219):

„...Bo jak odpowiedzieć na pytanie: dlaczego zmarnował swoje życie i swojej żony Wandy...?..”

Niestety, bohater zachowuje się jak szablonowy Polak przy spowiedzi tj „zgrzeszyłem, ale...”. Ale zła mamusia, ale zły ustrój, ale źli ludzie, którzy zrywali aresztowanym paznokcie, z natychmiastowym uzupełnieniem: „Ja nie zrywałem”. Jeszcze gorsza jest wymowa dalszego ciągu cytatu:
„....A dlaczego zmarnowano życie dużego narodu w Europie Środkowej ? Nie do niego te pytania, na pewno nie do niego. On nie zna na nie odpowiedzi...”

Nie chce znać, bo dzięki temu może ulec samozadowoleniu, że wbrew oczywistym faktom, jest w stanie odnaleźć człowieka w sobie. I w tym oszukańczym, złudnym człowieczeństwie osiąga ataraksję, nie do zaakceptowania przez czytelnika.
Dojrzałe, mądre 10/10

Sylwia CHUTNIK - "Smutek cinkciarza"

Sylwia CHUTNIK - "Smutek cinkciarza"

Co za pech! Co za pech! To wcale nie pech, a skleroza. Zapomniawszy, że już dwukrotnie Panią Autorkę uhonorowałem pałą, znęcony tytułem, zacząłem czytać te dyrdymały i banialuki, w materii znanej mnie wyśmienicie z autopsji, jako staremu zabawowemu Warszawiakowi... ...I tak, szukając choć krztyny prawdy, choć cienia autentyczności nocnego życia Warszawy i atmosfery warszawskiego "podziemnego" światka, czy też choć jednej zabawnej anegdotki – plotki, dojechałem do strony 102.
Więcej nie zdzierżę.. Następna pała, tym razem przez posuniętą miażdżycę inaczej demencję, bo to ona spowodowała stratę mojego czasu, Podziwiam autorkę, wydawcę i czytelników.

Sunday, 12 November 2017

Remigiusz MRÓZ - "Zaginięcie"

Remigiusz MRÓZ - "Zaginięcie"

Znajomość a dr prawa, autorem - burzliwa; zaczęło się od pały, potem 10 gwiazdek (za pierwszy tom z Chyłką), a teraz trzecie spotkanie, a drugi tom Chyłki.

No i ulga, bo wolę wychwalać niż się znęcać. Właściwa objętość (266 stron na e-booku), bystra akcja, świetne dialogi, inteligentne skojarzenia i aluzje, a przede wszystkim super sympatyczna para prawników. Muszę jeszcze podkreślić udane psychologicznie wizerunki pozostałych postaci. Minusów nie widzę; polecam gorąco trzygodzinną dobrą rozrywkę. Przez pospiech zapomniałem: kupa śmiechu dzięki poczuciu humoru i wielu groteskowym sytuacjom. Pozostaje pytanie, w którym tomie Chyłka ulegnie Oryńskiemu. 10/10

Maria NUROWSKA - "Po tamtej stronie śmierć"

Maria NUROWSKA - "Po tamtej stronie śmierć"

Maria Nurowska (ur. 1944 tj młodsza ode mnie o rok !!) to współczesny Balzac, którego we wczesnej młodości masowo czytałem kierując się upodobaniami mojej Mamy. Ma na LC 49 pozycji, a ode mnie serię gwiazdek: 9, 8, 8, 7, 7, 3, 1. Tymi końcowymi niskimi notami niech się za bardzo nie przejmuje, bo nawet umiłowany przeze mnie Coetzee też pałę zarobił (za "Dzieciństwo Jezusa").

Obecnie omawiana pochodzi sprzed 40 lat (1977), była trzecią z kolei, a na LC dorobiła się 6,56 przy 362 ocenach i 45 opiniach. Tematem jest relacja matki i córki, a wagę tematu pogłębia tragiczne doświadczenie życiowe 30 – letniej córki, nie dość, że samotnie wychowującej dziecko, to dotkniętej rakiem. Bo przecież co innego byśmy czytali, gdyby bohaterka była zdrową, silną kobietą sukcesu.

Śmierć matki to egzamin dojrzałości dla trzydziestoletniej kobiety, na której dotychczasowe życie wpływała silna osobowość matki. Taka przymusowa refleksja jest trudna do opisania, a mimo młodego wieku w momencie pisania (30 lat), Nurowskiej się udało.

Dobra książka, wzruszająca, pobudzająca do przemyśleń. Pewne 7 gwiazdek.

Saturday, 11 November 2017

Hans VAIHINGER - "Filozofia Nietzschego"

Hans VAIHINGER - "Filozofia Nietzschego"
UWAGA!! To jest wyjątkowa okazja, by zwykły czytelnik poznał PRAWDĘ o autorze słów: "Bóg umarł", a przede wszystkim o przyczynach i sensie jego słów. Vainhinger uzasadnia, w sposób dostępny dla przeciętnego czytelnika, wielkość Nietzschego. I za to mu chwała!!

Opiniując jako pierwszy na LC pracę Vaihingera zaczynam od skopiowania wstępu z 1904 roku, tłumacza Kazimierza Twardowskiego:
"Niniejsza rozprawa o Nietzschem, pióra znanego autora "Komentarza do Kanta 'Krytyki czystego rozumu'" i wydawcy czasopisma „Kantstudien”, posiada liczne zalety, które niewątpliwie usprawiedliwią jej przekład w oczach polskich czytelników. Zaleca się ta rozprawa przede wszystkim tym, że podaje krótki a zarazem wyczerpujący i zupełnie bezstronny rozbiór zasadniczych myśli Nietzschego, wiążąc je w całość zaokrągloną. Przeczytawszy tę rozprawę, niepodobna Nietzschego rozumieć tak, jak to się często dzieje, to jest jednostronnie. Dlatego nadaje się niniejsza książka doskonale jako wstęp do lektury pism samego Nietzschego. Następnie orientuje dziełko Vaihingera czytelnika w sposób bardzo jasny o historycznym stanowisku Nietzschego w dziejach filozofii; tym samym zaś przygotowuje grunt pod sprawiedliwą ocenę jego poglądów i jego znaczenia. Niemałą też zaletą jest styl książki, powstałej widocznie pod silnym wpływem opracowanego autora. Czy przekład nie zatarł tej zalety formalnej pracy Vaihingera, o tym sąd pozostawić muszę czytelnikowi; zaznaczę tylko tyle, że tłumacząc starałem się nie wykroczyć przeciwko duchowi języka polskiego. Dlatego też nie znajdzie czytelnik w tym przekładzie zwrotów tak niepolskich, jak „wola do potęgi” itp., chociaż je czytać można w niejednym z pism polskich"

Hans Vaihinger (1852 – 1933) – filozof niemiecki, uważany początkowo za zwolennika Kanta, a po 1911 za wyraziciela poglądów zbliżonych do empiriokrytycyzmu. Sam określał swoje poglądy jako "pozytywizm krytyczny", ale w literaturze są najczęściej określane jako "fikcjonalizm".(Wikipedia). Omawianą pracę opublikował w 1902.
Friedrich Nietzsche (1844 -1900) – Wielki Prowokator, który w swoim 'opus vitae' pt „Tako rzecze Zaratustra” (jednym z najważniejszych osiągnięć literatury niemieckiej) naucza o nadczłowieku, śmierci Boga i wiecznym powrocie.
Kazimierz Twardowski (1866 – 1938) - twórca lwowsko-warszawskiej szkoły filozofii, deista, znany antyklerykał

Szerokie uwagi na temat tego dziela znalazłem na:
http://docplayer.pl/26230057-Filozofia-nietzschego.html

I jeszcze istotna uwaga autora ze wstępu do książki:
".....Z naciskiem powtarzam tutaj raz jeszcze to, co w samych wywodach książki zaznaczam: zamierzam w pierwszym rzędzie jedynie przedstawić w sposób przedmiotowy poglądy Nietzschego. Rozrzucone na pozór bez ładu i porządku drzazgi, owe 'disiecta membra', ująłem w system ściśle konsekwentny; przemawiałem więc wyłącznie jako historyk filozofii. Nie uważałem zaś za swe zadanie poddać krytyce samych założeń, na których — jak wykazałem — Nietzsche stawia pstry i dziwaczny gmach swych myśli, i dowodzić, że wyprowadzone z nich wyniki grzeszą przesadą. Wszak przesadę tę każdy dostrzeże sam, bez cudzej pomocy......"

A teraz największy ambaras, jak Państwu zasygnalizować genialność tego opracowania, gdy każde słowo tego skondensowanego tekstu jest wielce istotne. Może wyrwane zdania zachęcą Państwa do tej lektury. Zacznę od ( v.18,19):
".....Nietzsche jest pierwszorzędnym artystą stylu. ... Włada językiem z rzadkim wirtuozostwem. Świadomie i z zamiarem używa wszelkich środków stylu olśniewającego. Jest niewyczerpany w uderzających antytezach, w obrazach wspaniałych, w trafnych nowotworach językowych, w niespodzianej grze słów. Równie dobrze zna się na sztuce głośnego stopniowania aż do potężnych błyskawic i gromów, jak na sztuce dyskretnego zaznaczania, nagłego umilknięcia i zamilczania. Tok wyrazów ożywia tu pytaniami, tam znowu imperatywami. Całym arsenałem starożytnej i współczesnej retoryki i stylistyki włada Nietzsche jako mistrz prawdziwy. .."
(v.22):
".....Nietzsche jest jednak czymś więcej: jest także lirykiem.... ...gdzie nie starczy proza, Nietzsche ucieka się do wiersza i pisze dytyramby. Dzieje się to zwłaszcza w głównym jego dziele Tak rzekł Zaratustra; znajdujemy w nim próby gorącej i głębokiej liryki refleksyjnej, przypominające Giordana Bruno i Hölderlina. "

Jeszcze o pierwiastku symbolistycznym (v.23):
"..U Nietzschego symbolizm występuje znowu szczególnie w jego najbardziej znanym dziele głównym 'Tak rzekł Zaratustra'; właśnie sama postać Zaratustry i jego dzieje są dla niego symbolem, poetycznym uplastycznieniem, przypowieścią. W Zaratustrze Nietzsche symbolizuje siebie samego i swoje ideały, w jego losach nieuchronne przejścia i wstrząśnienia swej istoty, dysonanse i ich rozwiązanie w swej własnej duszy. Ale przypowieść ta nie staje się nigdzie suchą, dydaktyczną alegorią, lecz pozostaje żywym symbolem. .."

Dalej Vaihinger przedstawia (v.25):
"....naprzód tych siedem charakterystycznych właściwości Nietzschego, a potem spróbuję je sprowadzić do jednej wspólnej zasady podstawowej...."
Oto one (v.35):
„..antymoralistyczna, antysocjalistyczna, antydemokratyczna, antyfeministyczna, antyintelektualistyczna, antypesymistyczna, antyreligijna”

Ograniczony miejscem, wybieram dla Państwa jeden kapitalny fragment, który winien zachęcić do lektury całości (v. 27):
"...Nietzsche.. ..głosi, że rozwój kultury polega wyłącznie na jednostkach, które umieją zawładnąć pospólstwem: według niego ludzie istnieją tylko na to, by słuchali i byli poddani; potrzeba im potężnych panów, narzucających im swą własną wolę. Zbawienia ludzkości spodziewa się Nietzsche nie po masach, lecz po silnych jednostkach, po naturach, będących osobistościami energicznymi, świadomymi swej godności; ale każda osobistość ma swe własne piętno, o konturach ostrych, niezużytych i niezatartych: takie indywidualności nie rosną w społeczeństwie socjalistycznym, w ogóle nie w takim związku państwowym, jaki uchodzi obecnie za ideał. Dzisiejsze państwo z niezliczonymi swymi ustawami, krępującymi jednostkę, nie dopuszcza rozwoju wielkich indywidualności, których żywiołem swoboda...

i (v.29):
.......Życie jest wojną wszystkich istot żyjących ze wszystkimi; a w tym 'bellum omnium contra omnes' zwycięża silniejszy, potęgując jeszcze tym zwycięstwem zalety swej siły. W tym znaczeniu sama przyroda jest urządzeniem arystokratycznym...."

Tych "versów" jest 89, więc nie dużo, a po nich bardzo dobrze opracowane przypisy. Proszę Państwa ! Gorąco namawiam do lektury, która jednych usatysfakcjonuje, a innych przygotuje do lektury "Tako rzecze Zaratustra". Oczywiście 10/10

Dodatek:
(v.33) Nietzsche nazywa:
„.....chrześcijaństwo „powstaniem niewolników na polu moralności” i usiłuje historycznie wykazać, że chrześcijaństwo przyjęli i rozpowszechnili zrazu niewolnicy. Ta religia niewolników i ta moralność niewolników zachwalała oczywiście tylko te cnoty, które były pożyteczne niewolnikom: litość, miłość, pobłażliwość; potępiała natomiast bezwzględność, samolubstwo i okrucieństwo, tworząc właśnie te obelżywe nazwy dla oznaczonych nimi przyrodzonych cnót ludzi niezepsutych: dla odwagi, energii, ambicji, żądzy mocy. A to są właśnie cnoty narodów starożytnych, najdzielniejszych: Greków i Rzymian. Bez tych cnót Imperium Romanum nie byłoby powstało. Gdy jednak niewolnicy ze swoim nowym chrześcijaństwem cnoty te przechrzcili występkami, gdy to fałszywe, nienaturalne odwrócenie naturalnych wartości dzięki chrześcijaństwu stało się panującym, wtedy też owo wspaniałe Imperium Romanum rozsypało się w proch a starożytna kultura upadla...”
(v.47) „....nauka Nietzschego jest schopenhauerianizmem, zwróconym w kierunku pozytywnym, a to odwrócenie Schopenhauera dokonało się pod wpływem darwinizmu...”
(v.56) Jądro to „..Schopenhauerowska nauka o woli, ale zaopatrzona znakiem plusowym pod wpływem darwinizmu i jego nauki o walce o byt. ..”
(v.67) „.....Dawne słowa Lukrecjusza: 'Tantum religio potuit suadere malorum', odnajdujemy u Nietzschego w niezliczonych odmianach. ..” („Tylko religia może przekonać do zła”)
(v.86) „.....Czym jest wolność? „Mieć odwagę odpowiedzialności przed sobą samym, przestrzegać oddalenia, oddzielającego nas (od tłumu ludzi niewolnych), stać się obojętniejszym na trudy, przykrości, nędzę, a nawet na samo życie. Być gotowym poświęcić dla swej sprawy ludzi, nie wyjąwszy siebie samego. Wolność znaczy, że instynkty mężne, skore do walki i zwycięstwa, zapanowały nad innymi, np. nad instynktem szczęścia. Człowiek, który stał się wolnym, a o ileż więcej duch, który stał się wolnym, depce nogami ów płaski rodzaj zadowolenia, o którym marzą kupcy, chrześcijanie, krowy, kobiety, Anglicy, i inni demokraci — człowiek wolny jest człowiekiem walki”