Friday, 8 November 2013

BŁOŃSKI Jan

  BŁOŃSKI    JAN   -„WITKACY”/cz.II/                          

                                                                                                                           28.07.2011
                                                                                                                            /notatki  robocze/

    Ze   względu   na  jutrzejszy   termin   oddania  tej   książki  do   biblioteki,   parę  szybkich  uwag  odnotowuję.   Przede   wszystkim   Błoński,   uznawany   wszech  i   wobec   za  najwybitniejszego   krytyka  literackiego,  wykorzystuje   swój  autorytet   i   maniakalnie  bredzi.  Przypomina   to  upór  Miłosza  w   „Ziemii  ULRO”,  gdzie  promocja   Oskara  Miłosza,  Williama  Blake’a  i   Emanuela   Swedenborga   zanudziła  mnie  dokumentnie  i   wywołała  dozgonny  uraz  do  tych  nazwisk.  Niestety, często   to  obserwuję,  iż  ludzie  piszący  stają   się  zadufani  w  sobie,  zbyt  łatwo  narcyzują   się,  co  prowadzi  do  wyartykułowania   niepodważalnych   myśli,  w  myśl  zasady  „wół  piardnie,  a  obora  słucha”.   Kochani,  kogo   dziś  obchodzi   stryj  Oskar,  schizofrenik  Blake   czy  mistyk  Swedenborg,  nawiedzony  w  1744  roku  przez  Chrystusa.   W  przypadku  Błońskiego  pierwszym  podobnym  „zjawiskiem”  jest   Max  WEBER.

    Max  WEBER  /1864-1920/  przeszedł  do  historii  jako  twórca   mitu  PROTESTANCKIEJ   ETYKI,  tj  kalwińskiej  moralności  wg  której  ciężka  praca,  oszczędność   /gospodarność/  i  wewnętrzna  dyscyplina  są  najwyższymi  wartościami;  stanowią  one  wielce  istotny  czynnik  w  osiąganiu  sukcesu   we  wczesnych  stadiach  kapitalizmu.   Wg   Webera,   kapitalizm  nie   mógł  zaistnieć  bez  kalwinizmu,  gdyż  inne,  przeważające  religijne  i  filozoficzne   doktryny  powstrzymywały  jego  rozwój.  Jak  wiemy,  jego  tezy  zostały  dokumentnie  skytykowane  w  XX  w.  Ponadto,  Weber  rozpracowywał  socjologicznie  pojęcia  charyzmy  i  mistycyzmu.  My,   Polacy,   winniśmy   pamiętać   szczególnie  jego  wypowiedż:  Tylko   my,  Niemcy,   mogliśmy   zrobić   z   Polaków   istoty   ludzkie”.

    Błoński,  wyciągając  z  Webera  pasujące  mu  sformułowania,  wciska  je  w  idee  fixe  Witkacego,  lecz  nic  z  tego  nie  wychodzi.   Porównajmy    w  dyletancki  co  prawda,  lecz  słuszny,  podstawowe  „prawdy”.   WEBER   -  przykładny   kalwinik,  chrześcijanin,  uważający,  że  praktykowanie  w/w  protestanckich  wartości  prowadzi  do  wiecznego  zbawienia,  ponadto  mistyk.  WITKACY  -  ateista  /wg  Błońskiego/,  cierpiący  na  „NIENASYCENIE”,  które  ułagodzić  można  tylko  METAFIZYCZNĄ  SZTUKĄ„....istnieć   więcej,   NASYCIĆ   SIĘ   w   pełni   istnieniem   -   można   tylko   dzięki   sztuce”.   A  więc  WEBER   realista,  twardo  stąpający  po  ziemi,  by  ciężką  pracą  zasłużyć  na  NIEBO,  a  naprzeciw   WITKACY  uciekinier  od  realiów,  poszukiwacz  „CZYSTEJ  FORMY”,  uznający  ŚMIERĆ  za  „NIEBYT”.  Acha,  WITKACY  /wg  Błońskiego/  nie  lubił  pojęcia  „mistycyzm”.

    Teraz  dwa  słowa   o  ateizmie.   Błoński   usilnie  robi  z  Witkacego   ateistę,  podkreślając,  że  ów  odrzucał  Boga  Osobowego  /personalistycznego/.  Pisze,  że  Witkacy  „szydzi  z  pojęcia  osobowego  Boga”.  No  i   dobrze,  bo  czyż  WIARA   jest  ograniczona  do   Boga  Osobowego?   Może  warto  sięgnąć  po  np  „Historię  Boga”  Karen  Armstrong,  gdzie  autorka  odsłania  mechanizm   „personalizacji”   bóstw. 

Tymczasem  WITKACY,  jak  KAŻDY  z  NIELICZNYCH  ludzi  obdarzonych   ŁASKĄ   możliwości  myślenia,   WĄTPI.  Mało  tego,  stwierdza,  że  „TRUCIZNA   WĄTPIEŃ"   może  zachwiać  wiarą,  spowodować  „NIEWIARĘ”.   A  czyż  wielcy  chrześcijańscy  mistycy  nie  mieli  wątpliwości,  nie  przeżywali  rozterek?  A  ostatnia  święta  -  Matka  Teresa  czyż  nie  miała  długoletniego  okresu  zwątpienia  tj  witkiewiczowskiej  „niewiary”?.  Karol  IRZYKOWSKI  podziwiał  „duszoznawstwo”    Witkacego ,  które  dla  mnie  jest  porównywalne  z  DOSTOJEWSKIM.   Błoński,  aby  zmiażdżyć  Witkacego,  cytuje  go:  „Bo  czyż  jest  pospolitszy  wymysł  jak  Bóg,  to  dziedzictwo  najpierwotniejszych  pierwotniaków  ziemi,  będące  tylko  symbolem  niezgłębioności  Tajemnicy  Istnienia”.  No  właśnie,  geniusz  Boga,  który  stworzył   ISTNIENIE  czyli  BYT  w  tajemny  sposób  niedostępny  dla  genetyków,  niedostępny  dla  ludzkiego  rozumu.  Toż  to  witkiewiczowskie  świadectwo  WIARY!.

   Witkacy  w  religii  odróżniał

  „trzy  zasadnicze  elementy:   religia  jako  DOGMATYKA,  czyli  czysta  metafizyka,  jako   SYSTEM   PRAW   ETYCZNYCH  i  jako  ORGANIZACJA   SPOŁECZNA,  jako  dany  Kościół,  czyli  zbiorowisko  samorządzących  się  niezależnie  od  państwa  lub  stanowiących  jednocześnie  władzę  państwową  kapłanów”.

   Dla  mnie  bomba!  Jasne,  przejrzyste,  genialne  podkreślenie  podstawowych  funkcji  religii.   A  cóż  rzecze  pan  prof.  Błoński:

 „Pomijam,  że  nawet  najbardziej  bezbożny  socjolog  nie  ograniczy  kościoła  do  kapłanów.  Ciekawsze  już  zrównanie  dogmatyki  z  metafizyką  /czyli  filozofią/.  Dowodzi  ono,  że  Witkacy  nie  dostrzegał  swoistości  uczuć  religijnych.  Religia  rodzi  się  przecież  z  doznania  świętości,  sacrum...”.

  W  myśl  dewizy:  „NIE  KŁÓĆ  SIĘ  Z  GŁUPIM   BO   LUDZIE   MOGĄ   NIE   ZAUWAŻYĆ   MIĘDZY   WAMI   RÓŻNICY”,  nie  komentuję  powyższego,  ino   gratuluję  Błońskiemu  przystąpienia  do  towarzystwa  rydzykowego.  Nie  wiem  też  po  co  Błoński  w  dalszym  wywodzie  podaje: „Witkacy  utożsamiał  wprost  doznanie  sacrum  ze  swoim  „uczuciem  metafizycznym”.     To  albo  Błoński  nie  rozumie  Witkacego,  albo  ja  -  Błońskiego.

    Jeszcze  jedno:  Błoński   manierycznie  grupuje  postacie  z  utworów   Witkacego  i  wciska  do  wymyślonych  przez  siebie  szuflad.