Wednesday, 6 November 2013

PIŁSUDSKI Józef /1867-1935/

JÓZEF PIŁSUDSKI /1867-1935/
12.05.2010

UWAGA z 31.10.2013 r: Przeczytałem poniższy tekst i widzę w nim wiele wad, a wśród nich przede wszystkim bałaganiarstwo tzn brak koncepcji. Obecnie nadał bym swoim uwagom całkowicie odmienną formę /formę - tzn, że się przejąłem walką Gombrowicza o nią/. Nie zrobię jednak tego, gdyż nie jestem przekonany do tego, ani nie mam sił. Na swoje usprawiedliwienie mam wielość publikacji na temat Piłsudskiego i wynikającą z tego trudność /Gombrowicz napisałby – niemożność/ w napisaniu czegoś oryginalnego, ciekawego i wyrażającego w krótkiej formie całość moich poglądów w tej materii. Podeprę się dodatkowo skierowaniem zainteresowanego czytelnika do opracowania, wielce cenionego przeze mnie Adasia Michnika, pt „Cienie zapomnianych przodków”, zamieszczonego w II tomie Dzieł Zebranych /tytuł tomu „Szanse Polskiej Demokracji, str 145-164/. Uważam /próżnie/, iż zasygnalizowane przeze mnie poglądy wzbudzą zainteresowanie. Do rezygnacji z przeredagowania tekstu przyczynia się również mój kochany Brat Janusz, który wyraził życzenie natychmiastowego przeczytania moich uwag na temat Marszałka.


Tadeusz KONWICKI mówi:

„Umiemy zapominać niewygodne dla nas fakty z naszej historii, które nie pasują do tego stale lepionego obrazu społeczeństwa aniołów w środku Europy, bezustannie „krzywdzonych przez złych sąsiadów”. Jest to „kompleks ubogich” - chodzi o ubóstwo duchowe”.

I właśnie to ubóstwo duchowe staramy się zrekompensować mitomanią. Dziś zajmiemy się mitem Piłsudskiego i wydarzeń wokól niego. Nim przystąpię do weryfikacji apologicznej wersji zdarzeń, podkreślam, że niewątpliwie PIŁSUDSKI WYBITNYM BYŁ, przede wszystkim dzięki sile swej osobowości, która zmiatała wszelkich oponentów i potrafiła ogarnąć bezhołowie szerzące się w Polsce. ZASŁUG JEGO DLA POLSKI NIE SPOSÓB PRZECENIĆ, I DLATEGO WŁAŚNIE NIE POTRZEBUJE ON APOLOGII, MITOLOGIZACJI CZY TEŻ ZAKŁAMAŃ.

A inspiracja do zajęcia się tym tematem przyszła dziś, ze środków masowego przekazu, które z racji rocznicy śmierci Piłsudskiego, prześcigały się w podawaniu bzdur, zachowując zadziwiając zgodnością, iż on, w 1918 roku, przyniósł Polsce wolność. Wprawdzie Norman DAVIES, w „Bożym Igrzysku” pisze: [str.862]:

„Rzeczpospolita Polska została powołana do istnienia w listopadzie 1918 roku w wyniku procesu, który biolodzy mogliby nazwać partenogenezą. Stworzyła się sama w próżni, jaka pozostała po upadku trzech mocarstw rozbiorowych...................Swego poczęcia nie zawdzięczała nikomu, nawet samym Polakom, którzy - wyróżniając się w walkach toczonych przez wszystkie ścierające się ze sobą armie - z konieczności zmierzali do wzajemnej neutralizacji własnych sił politycznych”.

- lecz kto Daviesa czyta ? A propos Daviesa: reżyser dwóch filmów o nim - Krzysztof Wierzbicki /ksywa Dziobak/, gdy piał peany na cześć historyka, nadział się na moje wredne pytanie, czy czytał choćby „Boże Igrzysko”; rozbrajająco przyznał, że nie. No to faktycznie możesz go wychwalać - zakończyłem rozmowę.

A więc, po przekazie medialnym o wywalczeniu wolności Polski [podkreślam - w 1918 r], przez Piłsudskiego - oniemiałem. Do tej pory byłem przekonany, że jego udział w I Wojnie Światowej polegał na dowodzeniu I Brygadą Legionów Polskich stanowiących integralną część OKUPACYJNEJ Armii Cesarskiej Franciszka Józefa. W tym samym czasie po stronie rosyjskiego OKUPANTA walczył OCHOTNICZY Legion Puławski, a w ramach OKUPACYJNEJ armii rosyjskiej Brygada Strzelców Polskich, zaś po stronie OKUPANTA niemieckiego - Polnische Wehrmacht. Aby urozmaicić ten przegląd wspomnę jeszcze o Armii Polskiej, utworzonej z jeńców wojennych, walczącej w ramach armii francuskiej. Ergo, walczyliśmy sami z sobą.

W Legionach oprócz I Brygady, była jeszcze II pod dowództwem płk Kuttnera, a od 1.07.1916 r. - Józefa HALLERA oraz trzecia, utworzona w 1916 r. pod dowództwem płk SZEPTYCKIEGO, a następnie gen ROJA. Chrzest bojowy pod austriackimi rozkazami Legiony przeszły 21.X.1914 r. pod Laskami w pobliżu Dęblina, a potem się potykali na Rusi Zakarpackiej i na Podolu. Ze względu na groteskowość całej armii austriackiej, Niemcy przejęli dowodzenie nią, a więc i Legionami, a to było absolutnie sprzeczne z doktryną polityczną Piłsudskiego; i tak 21.07.1917 roku odmówił on, niemieckiemu generał-gubernatorowi Warszawy, von Beselerowi, przejścia pod dowództwo niemieckie, a Legiony rozwiązał. Sam trafił do więzienia w Magdeburgu, gdzie pozostawał do końca wojny, a Haller zbiegł przez Murmańsk do Paryża. Lecz, i tak, dotychczasowe sukcesy Legionów były SYMBOLICZNE, w porównaniu np z Hinderburgiem, który na Pojezierzu Mazurskim unicestwił dwie armie rosyjskie, biorąc do niewoli DWA MILIONY Rosjan. Nie zaśpiewano też NIGDY w Legionach pieśni „MY, PIERWSZA BRYGADA”, bo jeszcze nie powstała, lecz o tym póżniej.

Przypomnijmy teraz, że okupacja niemiecka trwała od 6.08.1915 roku do 13.11.1918 roku, [choć paradoksalnie jak tu mówić o okupacji, skoro to aliant, sprzymierzeniec Austriaków a więc Polskich Legionów], a gubernator Hans von Beseler sprawował władzę przy pomocy KOLABORANCKIEJ [??!!] Rady Regencyjnej, złożonej z arcybiskupa Kakowskiego, księcia Zdzisława Lubomirskiego i hrabiego Józefa Ostrowskiego. Wiarygodność Rady Regencyjnej całkowicie przekreślił „Traktat Brzeski, zawarty przez Niemców i bolszewików w dniu 3.03.1917 r., bez udziału Polaków, i nie uwzględniający polskich racji co do ziem leżących za Bugiem”./Davies/. Sformułowanie w cudzysłowie jest wyjątkowo „pokrętne”, bo zwycięzcą byli bolszewicy i według wielu historyków mogli żądać bezwarunkowej kapitulacji od Niemców, a czemu tego nie zrobili pozostaje tajemnicą Lenina, przeto pretensje odnośnie nie uwzględnienia racji niemieckiego kolaboranta - Rady Regencyjnej są nonsensowne i wręcz absurdalne. Podkreślmy jeszcze tutaj, że ścisła kontrola niemieckich władz wojskowych nad Radą Regencyjną nie zelżała ani o włos, aż do jesieni 1918 roku.

Kiedy wreszcie nadeszło załamanie się państw centralnych, wypadki potoczyły się z zaskakującą szybkością. W Kilonii wrzał bunt; w Berlinie wybuchła rewolucja. Niemieckie dowództwo w Warszawie nie miało żadnych rozkazów. Na całym okupowanym terenie robotnicy zaczęli tworzyć Komitety Robotnicze, a żołnierze - Rady. Rewolucja ze Wschodu nadeszła spontanicznie, bez fizycznej obecności bolszewików. I tak w dniu 11 listopada, dniu zawieszenia broni i końca I Wojny Światowej, „POJAWIŁ SIĘ”, na dworcu w Warszawie, PIŁSUDSKI /wraz z Sosnkowskim, ale o tym kiedy indziej/, który ze względu na swoją socjalistyczną przeszłość wydawał się jedynym, który mógłby uspokoić rewolucyjne nastroje lewicowych robotników. Co do socjalistycznej przeszłości, nie bez znaczenia pozostaje fakt, że on, wraz ze starszym bratem Bronisławem [1866-1918] zostali zesłani na 5 lat, na Sachalin, za rzekomy udział w spisku przeciw carowi Aleksandrowi III, tym samym, za który został stracony starszy brat Lenina, Aleksander Uljanow [1866-1887]. Ale wracajmy na dworzec. Tu, przerażona i ośmieszona Rada Regencyjna natychmiast, z głęboką uniżonością, przekazała mu władzę. /tylko wojskową, bo państwową 14 listopada/ Napisałem powyżej, w cudzysłowie i dużymi literami „POJAWIŁ SIĘ”, gdyż nie wierzę w przypadki. A jak było naprawdę, nie wiem, podobnie jak nie rozumiem zdarzeń następnych dni. A było tak: Piłsudski ZAPROPONOWAŁ niemieckim władzom wojskowym, aby tak, po prostu ZŁOŻYŁY BROŃ i wyjechały pierwszym pociągiem zanim wybuchną zamieszki wśród ludności cywilnej. I Niemcy chętnie się zgodzili. Posłuchali, grzecznie, bliżej nieznanego faceta, którego jeszcze dwa dni wcześniej trzymali w więzieniu. No tak, „nieznanego”, lecz dali mu „specjalny” pociąg do Warszawy. A może bali się rewolucji w Niemczech i uwierzyli, ze Piłsudski powstrzyma ją na ich przedpolu? W każdym razie, zatwardziali żołnierze niemieckich oddziałów szturmowych oddali broń sztubakom. W ciągu trzech dni calutkie Królestwo, aż po Bug, zostało oczyszczone z niemieckich wojsk, i tak 14 listopada Piłsudski został Naczelnikiem Państwa. Tu tylko wspomnę o pytaniu, ktore rozważam w innym eseju: „Dlaczego świętujemy 11 listopada a nie 14 ?

Na zakończenie tego fragmentu zacytujmy Daviesa, którego Polacy tak lubią:

„Wszystkie przedsięwzięcia, jakie /Polacy/ podejmowali w walce o niepodległość - z Legionami włącznie - kończyły się klęską.... Utworzenie niepodległej Polski w 1918 roku było wynikiem „SZCZĘŚLIWEGO TRAFU”, a chęci i CZYNY POLSKIEGO NARODU BYŁY POZBAWIONE ZNACZENIA”.

A skoro „grzebiemy” w „Bożym Igrzysku” Daviesa, to przytoczmy opinię autora o Piłsudskim:

„...był samowolny, nierozważny, nieuprzejmy, mściwy, dziecinny, małomówny i nieobliczalny. ...Ale w latach 1918-21 odegrał w historii Polski rolę, której znaczenia nikt nie mógłby negować..... tak wielka była siła jego osobowości, wytrzymałość nerwowa i upór trwania przy raz podjętych postanowieniach, że narzucał swoją wolę ludziom mniejszego wymiaru i bardziej ostrożnym spośród swego otoczenia. W najnowszej historii Polski NIE MA NIKOGO, Z KIM DAŁOBY SIĘ GO PORÓWNAĆ”.

Dla podkreślenia kontrowersji, jakie Piłsudski wzbudzał podaję opinię amerykańskiego pisarza historycznego, Richarda M. WATTA:

„Jego reputacja była wielce dwuznaczna: socjalista, złodziej, który napadł na pociąg, generał amator, który przez niemal całą wojnę walczył po stronie państw centralnych.....Na wypadek gdyby jacyś dyplomaci państw sprzymierzonych nie znali tego niezbyt pochlebnego portretu Piłsudskiego, współpracownicy Dmowskiego pospiesznie go dla nich malowali”.

Uff, znów polskie piekiełko. A Wałęsa był agentem Bolkiem...

Wróćmy teraz do „rewelacji” podawanych w telewizyjnych wiadomościach w dniu 12.05.2010. Otóż podano, i to wielokrotnie, że Piłsudski dokonał „Cudu nad Wisłą”. On, w niedalekiej przyszłości - renegat, zdrajca naszej, jedynej słusznej, katolickiej wiary, cudu dokonuje, niczym JP II. Do tej pory mówiono, że to sprawa Królowej Polski Matki Boskiej, która natchnęła Polaków, a szczególnie ks. Skorupkę, że ruszyli, poszli i zwyciężyli. To prawie jak Cezar, po bitwie pod Zelą /47 r.pne/ - „veni, vidi, vici”; nie to raczej jak Sobieski pod Wiedniem - „venimus, vidimus, Deus vicit” [przybyliśmy, zobaczyliśmy, BÓG zwyciężył]. Biedny ks. Skorupka, niestety zwycięstwa nie zobaczył, bo natchnienie mu kierunki pomyliło i zginął od kul Polaków gdy biegł bohatersko, ino w kierunku przeciwnym niż pozostali.

Zwycięstwo w sierpniu 1920 roku jest napewno czymś wyjątkowym, bo jest JEDYNYM znaczącym zwycięstwem wojska polskiego na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci. Wprawdzie sam Piłsudski nazywał to zdarzenie - „starciem”, „bijatyką” bądż „absurdem”, lecz właśnie przez swoją wyjątkowość i niepowtarzalność jest WIELKIE, i graniczy z „CUDEM”. O „szaleństwie”, nieodpowiedzialnego 27-letniego generała Tuchaczewskiego, który dopuścił do całkowitej niesurbodynacji w swojej armii, do zatraty jej zdolności bojowej, i w efekcie zamianie jej w bezpańską DZICZ nie wspominamy, jak również pomijamy pomoc francuskiego gen. Weyganda w planowaniu batalii. Nie słychać też o zręcznej operacji Piątej Armii pod dowództwem SIKORSKIEGO przeprowadzonej nad Wkrą, 16 września, która przesądziła o losach bitwy. Grunt, że wzięliśmy do niewoli 100 tysięcy, nieskorych do walki, „dzikusów”, a wielu z pozostałych zrejterowało do Prus Wschodnich. Armia Czerwona się rozsypała, bandy dezerterów szalały budząc popłoch wśród polskich chłopów, aż szczęśliwie Lenin wystąpił o pokój i 12 pażdziernika podpisano rozejm, tj dokładnie po dwóch miesiącach, od nieudanego ataku na Warszawę. Dodam tylko, że sowieccy JEŃCY WOJENNI wyginęli w polskich obozach, z GŁODU i CHORÓB, co nie przyniosło nam, szlachetnym rycerzom, CHWAŁY [lecz HAŃBĘ], a stało się pretekstem dla Stalina, do „rewanżu” w KATYNIU.

O wojnie 1920 roku muszę jeszcze jedno powiedzieć. Nie było to tak, jak głosi polska nacjonalistyczna propaganda, że nagle bolszewicy postanowili zapanować nad Europą, przeto zaatakowali niespodziewanie Polskę, a my uratowaliśmy Europę przed zalewem bolszewii. Przede wszystkim podkreślmy, że Polacy nie walczyli w ramach interwencji państw sprzymierzonych w Rosji, i dlatego wojny polsko-rosyjskiej nie można opisywać jako „trzeciej kampanii ENTENTY”. Wojna była wynikiem wycofania się Niemców z dzielącej Rosję od Polski strefy okupacyjnej tzw OBER-OST w lutym 1919 roku. I już 14.02.1919 r. nastąpiło pierwsze starcie pod Berezą Kartuską, które rozpoczęło wojnę nieprzerwanie trwającą do 12.10.1920 r. W tym czasie tj w latach 1918-21, toczyliśmy sześć wojen:

I. Wojna Ukraińska, XI.1918-VII.1919 ; zakończona zajęciem Ukrainy przez Polskę po Zbrucz
II. Wojna Wielkopolska, 27.12.1918-28.06.1919; Objęta Traktatem Wersalskim
III. Powstania Śląskie, 1919,1920,1921, koniec uregulowany Konwencją Genewską
IV. Wojna Litewska, 07.19-12.10.1920, Traktat Ryski [18.03.1921]
V. Wojna Czechosłowacka, 26.01.1919-18.07.1920, arbitraż i utrata Zaolzia
VI. Wojna Polsko-Sowiecka, 14.02.19-12.10.1920, Traktat Ryski [18.03.1921]

- lecz tylko ta ostatnia zagrażała istnieniu Polski.

W pierwszej fazie, w 1919, Polacy wygrywali; w kwietniu zajęli Wilno, w sierpniu Mińsk. Niestety, latem 2020 r. dostali łupnia od Armii Konnej Budionnego, która w czerwcu przerwała linię polskiego frontu w Galicji i armii Tuchaczewskiego, który 4 lipca wyruszył znad Berezyny, by w pierwszych dniach sierpnia być na przedmieściach Warszawy.

O co mi chodzi? O to, że obrona Warszawy była tylko kolejnym etapem wojny toczącej się już PÓŁTORA ROKU, a nie niespodziewaną inwazją sowietów na Rzeczpospolitą

Teraz pomówmy o Pieśni Legionów - „My, Pierwsza Brygada”. Otóż, wbrew powszechnemu mniemaniu Legiony NIGDY jej nie usłyszały, ani tym bardziej zaśpiewały; bo po prostu nie istniała.

W zimie 1917 r., w TYROLU, ppor Andrzej Tadeusz Hałaciński, walcząc w wojsku austriackim preciw Włochom, napisał słowa do popularnego marsza wojskowego skomponowanego przez M.D. Tomnikowskiego pt „Pieriod Rozlukaj”. Piłsudski zaintonował tę pieśń 10 sierpnia 1924 roku i podniósł ją do miana hymnu legionowego, a więc SIEDEM lat po rozwiązaniu LEGIONÓW. Dodajmy, że w II RP toczył się proces o autorstwo tej pieśni, a wyrok zapadł dopiero w 1939 r., przyznając autorstwo trzech pierwszych zwrotek Hałacińskiemu, a dalszych - Biernackiemu.

Ale wróćmy do tego czym Piłsudski, w sensie negatywnym zasłynął. Bo WIELKIM MĘŻEM BYŁ, a takim zdarzają się wpadki.

--- z braku forsy zorganizował napad rabunkowy na pociąg pocztowy w Bezdanach, w 1908
--- z braku koni, rabował konie. Nim wstąpił do armii austriackiej, próbował walczyć sam. No i wzięli chłopcy siodła ułańskie na plecy, przekroczyli granicę z Królestwem i zaczęli RABOWAĆ KONIE. Komu? POLAKOM, bo było to pod Kielcami. Po przegraniu potyczki na przedmieściu Kielc, wycofali się „na z góry upatrzone pozycje” czyli do Galicji, i zaciągneli się do wojska austriackiego;
--- dnia 12 maja 1926 roku dokonał ZAMACHU STANU, zabijając przy tym 300 i raniąc ponad tysiąc POLSKICH ŻOŁNIERZY, którzy lojalnie bronili PREZYDENTA II RP. To coś więcej niż kopalnia „Wujek”;
--- w 1930 roku aresztował przywódców CENTROLEWU, a w 1933, w HANIEBNYM „procesie brzeskim” doprowadził do skazania: Adama CIOŁKA, Stanisława DUBOIS, Mieczysława MASTKA, Józefa PUTKA oraz „in absentia” WITOSA, BAGIŃSKIEGO, KIERNIKA i innych;
--- założył pierwszy obóz koncentracyjny w BEREZIE KARTUSKIEJ;
--- był twórcą faszystowskiej Konstytucji z 1935 r.

Dla śmiechu jeszcze jedno. Toż to zaprzaniec, renegat. Dla baby przeszedł na protestantyzm.

Jak na esej przystało, kończę tym com zacząl: PIŁSUDSKI WYBITNYM BYŁ, co potwierdza fakt, że, po jego śmierci, POLSKA STAŁA SIĘ „DOMKIEM Z KART’’ [tytuł dramatu Zegadłowicza]

PS Dziś, tj 10.07.2011 r znalazłem ciekawostkę. W endeckich gazetach, jeszcze przed przewrotem majowym, Adolf NOWACZYŃSKI o Piłsudskim pisał per MORDECHAJ PIŁSUDSKI, a poseł i ksiądz Kazimierz LUTOSŁAWSKI „ujawniał”: „Piłsudski nie od dziś jest narzędziem międzynarodowego żydowstwa dla walki z Narodem Polski, aby go do niepodległości nie dopuścić”. A my robimy rwetes z powodu o, RYDZYKA, ktory nawet posłem nie jest.