Wednesday, 6 November 2013

PIŁSUDSKI Józef /1867-1935/

           JÓZEF   PIŁSUDSKI  /1867-1935/                                     

                                                                                                                                              12.05.2010

UWAGA   z  31.10.2013 r:  Przeczytałem  poniższy  tekst  i  widzę  w  nim  wiele  wad,  a  wśród  nich  przede  wszystkim  bałaganiarstwo tzn  brak  koncepcji.  Obecnie  nadał  bym  swoim  uwagom  całkowicie  odmienną  formę /formę -  tzn, że  się  przejąłem  walką  Gombrowicza  o  nią/.  Nie  zrobię  jednak  tego,  gdyż  nie  jestem  przekonany  do  tego,  ani  nie  mam  sił.  Na  swoje  usprawiedliwienie  mam  wielość  publikacji  na  temat  Piłsudskiego  i  wynikającą  z  tego  trudność /Gombrowicz  napisałby – niemożność/ w  napisaniu  czegoś  oryginalnego,  ciekawego  i  wyrażającego  w  krótkiej  formie  całość  moich  poglądów  w  tej  materii.  Podeprę  się  dodatkowo  skierowaniem  zainteresowanego  czytelnika  do  opracowania,  wielce  cenionego  przeze  mnie  Adasia  Michnika,  pt  „Cienie  zapomnianych  przodków”,  zamieszczonego  w  II  tomie  Dzieł  Zebranych /tytuł  tomu  „Szanse  Polskiej  Demokracji,  str 145-164/.  Uważam /próżnie/,  iż  zasygnalizowane  przeze  mnie  poglądy  wzbudzą  zainteresowanie. Do  rezygnacji  z  przeredagowania  tekstu przyczynia  się  również  mój  kochany  Brat  Janusz,  który  wyraził  życzenie  natychmiastowego  przeczytania  moich  uwag  na  temat  Marszałka.


Tadeusz  KONWICKI  mówi:

           „Umiemy  zapominać  niewygodne  dla  nas  fakty  z  naszej  historii,  które  nie  pasują  do  tego  stale  lepionego  obrazu  społeczeństwa  aniołów w  środku  Europy,  bezustannie „krzywdzonych  przez  złych  sąsiadów”.  Jest  to  „kompleks  ubogich”  -  chodzi  o  ubóstwo  duchowe”.

             I  właśnie  to  ubóstwo  duchowe  staramy  się   zrekompensować   mitomanią.  Dziś  zajmiemy  się  mitem  Piłsudskiego  i  wydarzeń  wokól  niego.  Nim  przystąpię  do  weryfikacji  apologicznej  wersji  zdarzeń,  podkreślam,  że  niewątpliwie  PIŁSUDSKI  WYBITNYM  BYŁ,  przede  wszystkim  dzięki  sile  swej  osobowości,  która  zmiatała  wszelkich  oponentów  i  potrafiła  ogarnąć  bezhołowie  szerzące  się  w  Polsce.  ZASŁUG  JEGO  DLA  POLSKI  NIE  SPOSÓB  PRZECENIĆ,  I  DLATEGO  WŁAŚNIE   NIE  POTRZEBUJE  ON  APOLOGII,  MITOLOGIZACJI  CZY  TEŻ   ZAKŁAMAŃ.

             A  inspiracja  do  zajęcia  się  tym  tematem  przyszła  dziś,  ze  środków  masowego  przekazu,  które  z  racji  rocznicy  śmierci  Piłsudskiego,  prześcigały  się  w  podawaniu  bzdur,  zachowując  zadziwiając  zgodnością,  iż  on,  w  1918  roku,  przyniósł  Polsce  wolność.  Wprawdzie  Norman  DAVIES,  w  „Bożym  Igrzysku”  pisze: [str.862]:

 „Rzeczpospolita  Polska  została  powołana  do  istnienia  w  listopadzie  1918  roku  w  wyniku  procesu,  który  biolodzy  mogliby  nazwać  partenogenezą.  Stworzyła  się  sama  w  próżni,  jaka  pozostała  po  upadku  trzech  mocarstw  rozbiorowych...................Swego  poczęcia  nie  zawdzięczała  nikomu,  nawet  samym  Polakom,  którzy  -  wyróżniając  się  w  walkach  toczonych  przez  wszystkie  ścierające  się  ze  sobą  armie  -  z  konieczności  zmierzali  do  wzajemnej  neutralizacji  własnych  sił  politycznych”.

 -  lecz  kto  Daviesa  czyta ?  A propos   Daviesa:  reżyser  dwóch  filmów  o  nim -  Krzysztof  Wierzbicki /ksywa  Dziobak/,  gdy  piał  peany  na  cześć  historyka,  nadział  się  na  moje  wredne  pytanie,  czy  czytał  choćby „Boże  Igrzysko”; rozbrajająco  przyznał,  że  nie.  No  to  faktycznie  możesz  go  wychwalać -  zakończyłem  rozmowę.   

A  więc,  po  przekazie  medialnym  o   wywalczeniu  wolności  Polski  [podkreślam -  w  1918 r],  przez  Piłsudskiego  -  oniemiałem.  Do  tej  pory  byłem  przekonany,  że  jego  udział  w  I  Wojnie  Światowej  polegał  na  dowodzeniu  I  Brygadą  Legionów  Polskich  stanowiących  integralną  część  OKUPACYJNEJ   Armii  Cesarskiej  Franciszka  Józefa.  W  tym  samym  czasie  po  stronie rosyjskiego  OKUPANTA   walczył  OCHOTNICZY  Legion  Puławski, a  w ramach  OKUPACYJNEJ  armii  rosyjskiej  Brygada  Strzelców  Polskich,  zaś  po  stronie  OKUPANTA  niemieckiego  -  Polnische  Wehrmacht.  Aby  urozmaicić  ten  przegląd  wspomnę  jeszcze  o  Armii  Polskiej,  utworzonej  z  jeńców  wojennych,  walczącej  w  ramach  armii  francuskiej.   Ergowalczyliśmy  sami  z  sobą.

              W  Legionach  oprócz  I  Brygady,  była  jeszcze  II  pod  dowództwem  płk  Kuttnera,  a  od  1.07.1916 r.  -  Józefa  HALLERA  oraz  trzecia,  utworzona  w  1916 r.  pod  dowództwem  płk  SZEPTYCKIEGO,  a  następnie  gen  ROJA.  Chrzest  bojowy  pod  austriackimi  rozkazami  Legiony  przeszły  21.X.1914 r.  pod  Laskami  w  pobliżu  Dęblina,  a  potem  się  potykali  na  Rusi  Zakarpackiej  i  na  Podolu. Ze  względu  na  groteskowość  całej  armii  austriackiej, Niemcy  przejęli  dowodzenie  nią,  a  więc  i  Legionami,  a  to  było  absolutnie  sprzeczne  z  doktryną  polityczną  Piłsudskiego;  i  tak  21.07.1917 roku  odmówił  on,  niemieckiemu  generał-gubernatorowi  Warszawy,  von  Beselerowi,  przejścia  pod  dowództwo   niemieckie,  a  Legiony  rozwiązał.  Sam  trafił  do  więzienia  w  Magdeburgu,  gdzie  pozostawał  do  końca  wojny,  a  Haller  zbiegł  przez  Murmańsk  do  Paryża.  Lecz,  i  tak, dotychczasowe  sukcesy  Legionów  były  SYMBOLICZNE,  w  porównaniu  np  z  Hinderburgiem,  który  na  Pojezierzu  Mazurskim  unicestwił  dwie  armie  rosyjskie,  biorąc  do  niewoli  DWA  MILIONY   Rosjan.  Nie  zaśpiewano  też  NIGDY  w  Legionach  pieśni  „MY,  PIERWSZA  BRYGADA”,  bo  jeszcze  nie  powstała,  lecz  o  tym  póżniej.                                    

               Przypomnijmy  teraz,  że  okupacja  niemiecka  trwała  od  6.08.1915  roku  do  13.11.1918  roku,  [choć  paradoksalnie  jak  tu  mówić  o  okupacji,  skoro  to  aliant,  sprzymierzeniec  Austriaków  a  więc  Polskich  Legionów],  a  gubernator  Hans  von  Beseler    sprawował  władzę  przy  pomocy  KOLABORANCKIEJ  [??!!]  Rady  Regencyjnej,  złożonej   z  arcybiskupa  Kakowskiego,  księcia  Zdzisława  Lubomirskiego  i  hrabiego  Józefa  Ostrowskiego.  Wiarygodność  Rady  Regencyjnej  całkowicie  przekreślił  Traktat  Brzeski,  zawarty  przez  Niemców  i  bolszewików  w  dniu  3.03.1917 r.,  bez  udziału  Polaków,  i  nie  uwzględniający  polskich  racji  co  do  ziem  leżących  za  Bugiem”./Davies/.   Sformułowanie  w  cudzysłowie  jest  wyjątkowo  „pokrętne”,  bo  zwycięzcą  byli  bolszewicy  i  według  wielu  historyków  mogli  żądać   bezwarunkowej  kapitulacji  od  Niemców,  a  czemu  tego  nie  zrobili  pozostaje  tajemnicą  Lenina,  przeto  pretensje  odnośnie  nie  uwzględnienia  racji  niemieckiego  kolaboranta  -  Rady  Regencyjnej  są  nonsensowne  i  wręcz  absurdalne. Podkreślmy  jeszcze  tutaj,  że  ścisła  kontrola  niemieckich  władz  wojskowych  nad  Radą  Regencyjną  nie  zelżała  ani  o  włos,  aż  do  jesieni  1918  roku.

                Kiedy  wreszcie  nadeszło  załamanie  się  państw  centralnych,  wypadki  potoczyły  się   z  zaskakującą  szybkością.  W  Kilonii  wrzał  bunt;  w  Berlinie  wybuchła  rewolucja.  Niemieckie  dowództwo  w  Warszawie  nie  miało żadnych  rozkazów.  Na  całym  okupowanym  terenie  robotnicy  zaczęli  tworzyć  Komitety  Robotnicze,  a  żołnierze  -  Rady.  Rewolucja  ze  Wschodu  nadeszła  spontanicznie,  bez  fizycznej  obecności  bolszewików.  I  tak  w  dniu  11  listopada,  dniu  zawieszenia  broni  i  końca  I  Wojny  Światowej,  „POJAWIŁ  SIĘ”,  na  dworcu  w  Warszawie,  PIŁSUDSKI  /wraz  z  Sosnkowskim,  ale  o  tym  kiedy  indziej/,  który  ze  względu  na  swoją  socjalistyczną  przeszłość  wydawał  się  jedynym,  który  mógłby  uspokoić  rewolucyjne  nastroje  lewicowych  robotników.  Co  do  socjalistycznej  przeszłości,  nie  bez  znaczenia  pozostaje  fakt,  że  on,  wraz  ze  starszym  bratem    Bronisławem [1866-1918] zostali zesłani na 5  lat,  na  Sachalin,  za  rzekomy  udział  w  spisku  przeciw  carowi  Aleksandrowi  III,  tym  samym,  za  który  został  stracony  starszy  brat  Lenina,  Aleksander  Uljanow [1866-1887].  Ale  wracajmy  na  dworzec.  Tu,  przerażona  i  ośmieszona  Rada  Regencyjna  natychmiast,  z  głęboką  uniżonością,  przekazała  mu  władzę. /tylko   wojskową,  bo   państwową   14  listopada/   Napisałem  powyżej,  w  cudzysłowie  i  dużymi  literami  „POJAWIŁ  SIĘ”,  gdyż  nie  wierzę  w  przypadki.  A  jak  było  naprawdę,  nie  wiem,  podobnie  jak  nie  rozumiem zdarzeń  następnych  dni.  A  było  tak:  Piłsudski  ZAPROPONOWAŁ  niemieckim  władzom  wojskowym,  aby  tak, po prostu  ZŁOŻYŁY  BROŃ  i  wyjechały  pierwszym  pociągiem  zanim  wybuchną  zamieszki  wśród  ludności  cywilnej.  I  Niemcy  chętnie  się  zgodzili.  Posłuchali,  grzecznie,  bliżej  nieznanego  faceta,  którego  jeszcze  dwa  dni  wcześniej  trzymali  w  więzieniu.  No  tak,  „nieznanego”,  lecz  dali  mu  „specjalny”  pociąg  do  Warszawy.  A  może  bali  się  rewolucji  w  Niemczech  i  uwierzyli,  ze  Piłsudski  powstrzyma  ją  na  ich  przedpolu?  W  każdym  razie,  zatwardziali  żołnierze  niemieckich  oddziałów  szturmowych  oddali  broń  sztubakom.  W  ciągu  trzech  dni  calutkie  Królestwo,  aż  po  Bug,  zostało  oczyszczone  z  niemieckich  wojsk, i  tak  14  listopada  Piłsudski  został  Naczelnikiem  Państwa.  Tu  tylko  wspomnę  o  pytaniu,  ktore  rozważam  w  innym  eseju: „Dlaczego  świętujemy  11  listopada  a  nie  14 ?

                   Na  zakończenie  tego  fragmentu  zacytujmy  Daviesa,  którego  Polacy  tak  lubią:

Wszystkie  przedsięwzięcia,  jakie  /Polacy/  podejmowali  w  walce  o  niepodległość  -  z  Legionami  włącznie  -  kończyły  się  klęską....  Utworzenie  niepodległej  Polski  w  1918  roku  było  wynikiem  „SZCZĘŚLIWEGO  TRAFU”,  a  chęci  i  CZYNY  POLSKIEGO  NARODU  BYŁY  POZBAWIONE  ZNACZENIA”

A  skoro  „grzebiemy”  w  „Bożym  Igrzysku”  Daviesa,  to  przytoczmy  opinię  autora  o  Piłsudskim:

„...był  samowolny,  nierozważny,  nieuprzejmy,  mściwy,  dziecinny,  małomówny  i  nieobliczalny.  ...Ale  w  latach  1918-21  odegrał  w  historii  Polski  rolę,  której  znaczenia  nikt  nie  mógłby  negować.....   tak  wielka  była  siła  jego  osobowości,  wytrzymałość  nerwowa  i  upór  trwania  przy  raz  podjętych  postanowieniach,  że  narzucał  swoją  wolę  ludziom  mniejszego  wymiaru  i  bardziej  ostrożnym  spośród  swego  otoczenia.  W  najnowszej  historii  Polski  NIE  MA  NIKOGO,  Z  KIM  DAŁOBY  SIĘ  GO  PORÓWNAĆ

Dla  podkreślenia  kontrowersji,  jakie  Piłsudski  wzbudzał  podaję  opinię  amerykańskiego  pisarza  historycznego,  Richarda  M. WATTA:

„Jego  reputacja  była  wielce  dwuznaczna:  socjalista,  złodziej,  który  napadł  na  pociąg,  generał  amator,  który  przez  niemal  całą  wojnę  walczył  po  stronie  państw  centralnych.....Na  wypadek  gdyby  jacyś  dyplomaci  państw  sprzymierzonych  nie  znali  tego  niezbyt  pochlebnego  portretu  Piłsudskiego,  współpracownicy  Dmowskiego  pospiesznie  go  dla  nich  malowali”.

Uff,  znów  polskie  piekiełko.  A  Wałęsa  był  agentem  Bolkiem...

                  Wróćmy  teraz  do  „rewelacji”  podawanych  w  telewizyjnych  wiadomościach  w  dniu  12.05.2010.  Otóż  podano,  i  to  wielokrotnie,  że  Piłsudski  dokonał  „Cudu  nad  Wisłą”.  On,  w  niedalekiej  przyszłości  -  renegatzdrajca  naszej,  jedynej  słusznej,  katolickiej  wiary,  cudu  dokonuje,  niczym  JP II.  Do  tej  pory  mówiono,  że  to  sprawa  Królowej  Polski  Matki  Boskiej,  która  natchnęła  Polaków,  a  szczególnie  ks. Skorupkę,  że  ruszyli,  poszli  i  zwyciężyli.  To  prawie  jak  Cezar,  po  bitwie  pod  Zelą  /47 r.pne/  - „veni,  vidi,  vici”;  nie  to  raczej  jak  Sobieski  pod  Wiedniem  -  „venimus,  vidimus,  Deus  vicit”  [przybyliśmy,  zobaczyliśmy,  BÓG  zwyciężył].  Biedny  ks.  Skorupka,  niestety  zwycięstwa  nie  zobaczył,  bo  natchnienie  mu  kierunki  pomyliło  i  zginął  od  kul  Polaków  gdy  biegł  bohatersko,  ino  w  kierunku  przeciwnym  niż  pozostali.

                    Zwycięstwo  w  sierpniu  1920  roku  jest  napewno  czymś  wyjątkowym,  bo  jest  JEDYNYM  znaczącym  zwycięstwem  wojska  polskiego  na  przestrzeni  ostatnich  dwóch  stuleci.  Wprawdzie  sam  Piłsudski  nazywał  to  zdarzenie  -  „starciem”,  „bijatyką”  bądż  „absurdem”,  lecz  właśnie  przez  swoją  wyjątkowość  i  niepowtarzalność  jest  WIELKIE,  i  graniczy  z  „CUDEM”.  O  „szaleństwie”,  nieodpowiedzialnego  27-letniego  generała  Tuchaczewskiego,  który  dopuścił  do  całkowitej  niesurbodynacji  w  swojej  armii,  do  zatraty  jej  zdolności  bojowej,  i  w  efekcie  zamianie  jej  w  bezpańską  DZICZ  nie  wspominamy,  jak  również  pomijamy  pomoc  francuskiego  gen. Weyganda  w  planowaniu  batalii.  Nie  słychać  też  o  zręcznej  operacji  Piątej  Armii  pod  dowództwem  SIKORSKIEGO  przeprowadzonej  nad  Wkrą,  16  września,  która  przesądziła  o  losach  bitwy.  Grunt,  że  wzięliśmy  do  niewoli  100  tysięcy,  nieskorych  do  walki,  „dzikusów”,  a  wielu  z  pozostałych  zrejterowało  do  Prus  Wschodnich.  Armia  Czerwona  się  rozsypała,  bandy  dezerterów  szalały  budząc  popłoch  wśród  polskich  chłopów,  aż  szczęśliwie  Lenin  wystąpił  o  pokój  i  12  pażdziernika  podpisano  rozejm,  tj   dokładnie  po  dwóch  miesiącach,  od  nieudanego  ataku  na  Warszawę.  Dodam  tylko,  że  sowieccy  JEŃCY  WOJENNI  wyginęli  w  polskich  obozach,  z  GŁODU  i  CHORÓB,  co  nie  przyniosło nam,  szlachetnym  rycerzom,  CHWAŁY  [lecz  HAŃBĘ],  a  stało  się  pretekstem  dla  Stalina,  do  „rewanżu”  w  KATYNIU.

O wojnie  1920  roku  muszę  jeszcze  jedno  powiedzieć.  Nie  było  to  tak,  jak  głosi  polska  nacjonalistyczna  propaganda,  że  nagle  bolszewicy  postanowili  zapanować  nad  Europą,  przeto  zaatakowali  niespodziewanie  Polskę,  a  my  uratowaliśmy  Europę  przed  zalewem  bolszewii.  Przede  wszystkim  podkreślmy,  że  Polacy  nie  walczyli  w  ramach  interwencji  państw  sprzymierzonych w  Rosji,  i  dlatego  wojny  polsko-rosyjskiej  nie  można  opisywać  jako  „trzeciej  kampanii  ENTENTY”.  Wojna  była  wynikiem  wycofania  się  Niemców  z  dzielącej  Rosję  od  Polski  strefy  okupacyjnej  tzw  OBER-OST  w  lutym  1919 roku.  I  już  14.02.1919 r. nastąpiło  pierwsze  starcie  pod  Berezą  Kartuską,  które  rozpoczęło  wojnę  nieprzerwanie  trwającą  do  12.10.1920 r.  W  tym  czasie  tj  w  latach  1918-21,  toczyliśmy  sześć  wojen:

I. Wojna  Ukraińska, XI.1918-VII.1919 ;  zakończona  zajęciem  Ukrainy  przez  Polskę  po  Zbrucz  
II. Wojna  Wielkopolska,  27.12.1918-28.06.1919;  Objęta  Traktatem  Wersalskim
III. Powstania  Śląskie,  1919,1920,1921, koniec  uregulowany  Konwencją  Genewską
IV. Wojna  Litewska, 07.19-12.10.1920,  Traktat  Ryski [18.03.1921]
V.  Wojna  Czechosłowacka,  26.01.1919-18.07.1920,  arbitraż  i  utrata  Zaolzia
VI.  Wojna  Polsko-Sowiecka,  14.02.19-12.10.1920,   Traktat  Ryski  [18.03.1921]

                 -    lecz  tylko  ta  ostatnia  zagrażała  istnieniu  Polski.

            W  pierwszej  fazie, w  1919,  Polacy  wygrywali;  w  kwietniu  zajęli  Wilno,  w  sierpniu  Mińsk.  Niestety,  latem 2020 r.  dostali  łupnia  od  Armii  Konnej  Budionnego,  która  w  czerwcu  przerwała  linię  polskiego  frontu  w  Galicji  i  armii  Tuchaczewskiego,  który  4  lipca  wyruszył  znad  Berezyny,  by  w  pierwszych  dniach  sierpnia  być  na  przedmieściach  Warszawy.

             O  co  mi  chodzi?  O  to,  że  obrona  Warszawy  była  tylko  kolejnym  etapem  wojny  toczącej  się  już  PÓŁTORA   ROKU,  a  nie  niespodziewaną  inwazją  sowietów  na  Rzeczpospolitą

              Teraz  pomówmy  o  Pieśni  Legionów  -  „My,  Pierwsza  Brygada”.  Otóż,  wbrew  powszechnemu  mniemaniu  Legiony  NIGDY  jej  nie  usłyszały,  ani  tym  bardziej  zaśpiewały;  bo  po  prostu  nie  istniała.

             W  zimie  1917 r.,  w  TYROLU,  ppor  Andrzej  Tadeusz  Hałaciński,  walcząc  w  wojsku  austriackim  preciw  Włochom,  napisał  słowa  do  popularnego  marsza  wojskowego  skomponowanego  przez  M.D. Tomnikowskiego  pt „Pieriod  Rozlukaj”.  Piłsudski  zaintonował  tę  pieśń  10  sierpnia  1924  roku  i  podniósł  ją  do  miana  hymnu  legionowego,  a  więc  SIEDEM  lat  po  rozwiązaniu  LEGIONÓW.  Dodajmy,  że  w  II  RP  toczył  się  proces  o  autorstwo  tej  pieśni,  a  wyrok  zapadł  dopiero  w  1939 r.,  przyznając  autorstwo  trzech  pierwszych  zwrotek  Hałacińskiemu,  a  dalszych  -  Biernackiemu.

               Ale  wróćmy  do  tego  czym  Piłsudski,  w  sensie  negatywnym  zasłynął. Bo  WIELKIM  MĘŻEM   BYŁ,  a  takim  zdarzają  się  wpadki.

---  z  braku  forsy  zorganizował  napad  rabunkowy  na  pociąg  pocztowy  w  Bezdanach,  w  1908
---  z  braku  koni,  rabował  konie.  Nim  wstąpił  do  armii  austriackiej,  próbował  walczyć  sam.  No  i  wzięli  chłopcy  siodła  ułańskie  na  plecy,  przekroczyli  granicę  z  Królestwem  i  zaczęli  RABOWAĆ   KONIE.  Komu?  POLAKOM,  bo  było  to  pod  Kielcami.  Po  przegraniu  potyczki  na  przedmieściu  Kielc,  wycofali  się  „na  z  góry  upatrzone  pozycje”  czyli  do  Galicji,  i  zaciągneli  się  do  wojska  austriackiego;
---  dnia  12  maja  1926  roku  dokonał  ZAMACHU  STANU,  zabijając  przy  tym  300  i  raniąc  ponad  tysiąc  POLSKICH   ŻOŁNIERZY,  którzy  lojalnie  bronili  PREZYDENTA  II  RP.  To  coś  więcej  niż  kopalnia  „Wujek”;
---  w  1930  roku  aresztował  przywódców  CENTROLEWU,  a  w  1933,  w  HANIEBNYM  „procesie  brzeskim”  doprowadził  do  skazania:  Adama  CIOŁKA,  Stanisława  DUBOIS,  Mieczysława  MASTKA,  Józefa  PUTKA  oraz  „in  absentia”  WITOSA,  BAGIŃSKIEGO,  KIERNIKA  i  innych;
---  założył  pierwszy  obóz  koncentracyjny  w  BEREZIE  KARTUSKIEJ;
---  był  twórcą  faszystowskiej  Konstytucji  z  1935 r.

Dla  śmiechu  jeszcze  jedno. Toż  to  zaprzaniec, renegat. Dla  baby  przeszedł  na  protestantyzm.

           Jak  na  esej  przystało,  kończę  tym  com  zacząl:  PIŁSUDSKI  WYBITNYM  BYŁ,  co  potwierdza  fakt,  że,  po  jego  śmierci,  POLSKA  STAŁA  SIĘ  „DOMKIEM  Z  KART’’  [tytuł  dramatu  Zegadłowicza]

PS   Dziś,  tj  10.07.2011  r  znalazłem  ciekawostkę.  W  endeckich  gazetach,  jeszcze   przed  przewrotem  majowym,  Adolf  NOWACZYŃSKI  o  Piłsudskim  pisał  per  MORDECHAJ  PIŁSUDSKI,  a  poseł  i  ksiądz  Kazimierz  LUTOSŁAWSKI  „ujawniał”:  „Piłsudski  nie  od  dziś  jest  narzędziem  międzynarodowego  żydowstwa  dla  walki  z  Narodem  Polski,  aby  go  do  niepodległości  nie  dopuścić”.   A  my  robimy  rwetes  z  powodu  o, RYDZYKA,  ktory  nawet  posłem  nie  jest.