Wednesday, 6 November 2013

"TIMBUKTU"

             AUSTER’a    -    Mr   BONES

                                                                                                        przepisane   05.2011
                          
                  Mr  Bones  to  bohater  najpiękniejszej   poetyckiej  powieści,  jaką  czytałem  od  czasów  „Małego  Księcia”  Antoine’a  Saint-de-Exupery.  Ta  książka  to  „TIMBUKTU”  Paula  Austera.  Wypada  wyjaśnić,  kto  zacz  Autor,  co  to  Timbuktu  i  jak  ja  się  w  tym  znalazłem;  więc  teraz,  by  zaspokoić  ciekawość  czytelnika,  uchylę  tylko  rąbka  tajemnicy  i  wyjawię,  że  nasz  bohater,  Mr  Bones  to  pies,  co  można  było  wydedukować  z  jego  imienia  -  „KOŚCI”,  rasy  „HODGEPODGE”,  po  naszemu  „MISZMASZ”,  tzn  po  części  -  collie,  po  części  -  labrador,  po  części  -  spaniel  oraz  po  części  -  „puzzle”   czyli  „zagadka”.  A  teraz  historia  mojej  znajomości  z  nim.

                  Zacznę  od  tego,  że  bardzo  mało  czytam  po  angielsku,  bo  nie  wiem  co  czytać.  Ameryka  to  nie  Polska,  gdzie  wystarczy   wziąć  do  ręki  choćby  mój  „Tygodnik  Powszechny”,  by   zorientować  się  co  „wypada  przeczytać”.  Tu  takich  wytycznych  nikt  nie  daje,  /a  szkoda/.   Księgarnie  w  Toronto  są,  / chyba/  cztery,  w  których  polecają  beletrystykę  typu  „spy  thrillers”  np  Ludluma /1927-2001/,  a  ja  pozostając  samotnym,  bez  jakichkolwiek  koneksji  towarzyskich,  zdany  jestem  na  „wieści”  z  Polski.  Tak  było  m.in.  Amosem  OZ-em  i  Johnem  Maxwellem  COETZEE.  W  przypadku  „Timbuktu”, a  ściśle  jej  autora,  dostałem  „cynk”  od  Dziobaka  [reżysera  Krzysztofa  Wierzbickiego],  który,  około  roku  2000,  na  Festiwalu  Filmowym  w  Krakowie,  zakolegował  się  z  PAULem   AUSTERem.  Dziób  mi  „doniósł”,  że  AUSTER  to  uroczy,  fascynujący,  błyskotliwy  i  inteligentny  amerykański  Żyd,  polskiego  pochodzenia,  i  że  warto  go  poczytać.  No  to  poczytałem  i  pozostaję  wdzięczny  Dziobowi,  bo  to  literatura  najwyższej  klasy.  Przeczytałem:  autobiograficzną  „The  Invention  of  Solitude” /Odkrycie[?]  samotności/,  niesamowitą  „The  New  York  Trilogy”  i  omawiane  „Timbuktu”.  Poza  tym  dowiedziałem  się,  że  poza  licznymi  nowelami,  napisał  scenariusze  do  filmów  „Smoke”,  „Blue  in  the  Face”  i  „Lulu  on  the  Bridge”.  Ten  ostatni  również  sam  wyreżyserował.  W  autobiograficznej  „The  Invention  of  Solitude”,  bohater  udaje  się  do  krainy  przodków,  tj  pogranicza  Polski  i  Ukrainy,  do  swoich  korzeni,  by  odnależć  duszę  wywodzącą  się  z  biednych  SZTETLI.  Świetne!!!.  Co  do  „Nowojorskiej  Trylogii”  to  zarwałem  noce,  bo  gdy  zacząłem  czytać  którekolwiek  z  trzech  opowiadań,  to  musiałem  dojechać  do  ostatniego  zdania,  nie  mogąc  się  oderwać  aż  do  białego  rana.   Bo  AUSTER  to  nowy  Edgar  Allan  POE,  w  dodatku  bogatszy  intelektualnie.

                No  i  wreszcie  nas  interesujące  „TIMBUKTU”.  W  realu, Timbuktu  to  miasto  w  środkowej  MALI   czyli  dawnym  francuskim  Sudanie.  Położone  w  środku  pustyni,  pozostawało  przez  wiele  wieków   OAZĄ,  CELEM  UTRUDNIONYCH   WĘDROWCÓW.    Mr  BONES  i  jego  opiekun  WILLY  też  zmierzają  do  TIMBUKTU,  tylko  nie  tego  położonego  w  Mali,  lecz  do  ich  wyśnionego:       /tłum.moje/

                 „To  miejsce  dokąd  ludzie  udają  się,  gdy  umrą.  Wtedy  twoja  dusza  zostanie  odizolowana  od  twego  ciała;  ciało  twoje  zostanie  pogrzebane  w  ziemi,  a  dusza  twoja  powędruje  do  NASTĘPNEGO   ŚWIATA.   Willy  uparcie  to  powtarzał  przez  wiele  ubiegłych  tygodni,  aby  teraz  nie  było  żadnych  wątpliwości  w  psim  rozumie,  że  „NASTĘPNY   ŚWIAT”  jest  rzeczywistym  miejscem.  Ten  świat  nazywa  się  TIMBUKTU,  i  z  tego  co  Willy  mówił,  Mr.Bones  mógł  wywnioskować,  że  to  miejsce  położone  jest  gdzieś  w  środku  pustyni,  daleko  od  Nowego  Jorku  czy  Baltimore,  daleko  od  Polski,  daleko  od  jakiegokolwiek  miasta,  które  oni  kiedykolwiek  odwiedzili.  Któregoś  razu  Willy opisał  je  jako  „OAZĘ   DUCHÓW”,  a  innym  razem  powiedział: „Gdzie  kończy  się  mapa  tego  świata,  tam  zaczyna  się mapa  TIMBUKTU”.  Aby  dostać  się  tam,  musisz  oczywiście  przebrnąć  przez  niezmierne  królestwo  piasku  i  żaru,  KRÓLESTWO  WIECZNEJ  NICOŚCI.  Mr  Bonesa  przeraziła  perspektywa  tej  skrajnie  uciążliwej  i  nieprzyjemnej  podróży,  lecz  Willy  zapewnił  go,  że  tak  nie  jest,  że  pokonanie  całego  dystansu  trwa  nie  dłużej  niż  mgnienie  oka.  A  kiedy  już  tam  się  znajdziesz,  on  powiedział,  jak  raz  już  przekroczysz  granice  tego  AZYLU,  to  już  nigdy  nie  będziesz  się  martwił  o  jedzenie,  spokojny  sen  czy  opróżnienie  pęcherza.  Staniesz  się  jednością  z  UNIVERSE,  staniesz  się  plamką  ANTYMATERII  umieszczoną  w  mózgu  Boga.  Mr  Bones  miał  kłopot  z  wyobrażeniem  sobie  jak  mogłoby  wyglądać  życie  w  takim  miejscu,  lecz  samo  słowo  TIMBUKTU    stało  się  OBIETNICĄ,   GWARANCJĄ  LEPSZYCH   DNI   W  PRZYSZŁOŚCI”         [podkr.moje]

              Niestety,  pierwsze  zdanie  książki  zapowiada  rozstanie:   „Mr  Bones  wiedział,  że  Willy  nie  pozostanie  długo  w  tym  świecie”.  I  tak  się  stało.  Osamotniony  Mr  Bones,  przeżywa  wzloty  i  upadki,  pamiętając  zawsze  o  DOG  HAVEN,  psim  niebie,  o  którym  zapewniał  go  Willy, aż  stary,  schorowany  i  wykastrowany  podejmuje  ostatnią  w  życiu  walkę  o  HONOR,  samobójcze  igrzyska  DODGE-THE-CAR  /unik-a-samochód/,  by  GODNIE  odejść  do  oazy  - TIMBUKTU.


               Nic  więcej  nie  wyjaśniam,  bo  kto  po  mojej  zachęcie  książki  nie  przeczyta, to  gamoń,  więc  i  reguły  zawodów  DODGE-THE-CAR   nie  dla  niego.