Wednesday, 6 November 2013

Paul AUSTER "TIMBUKTU"

UWAGA! PRZEPIĘKNA BAŚŃ DLA WSZYSTKICH!!
NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.
Tym razem, dla odpoczynku i rozrywki, polecam przepiękną opowieść o Niebie dla piesków. Nie wiem dlaczego ma ona zaledwie 5 opinii, a moja recenzja uciułała 23 plusy.
Auster jest naprawdę świetnym pisarze, który dostał ode mnie 3x10. 2x9 i jedna pałę. Recenzja jest bardzo stara, lecz jej nie zmieniam, bo mówi o początkach mojej znajomości z jego twórczością
Paul AUSTER - Mr BONES (przepisane 05.2011)
Mr Bones (pol. Gnat) to bohater najpiękniejszej poetyckiej powieści, jaką czytałem od czasów „Małego Księcia” Antoine’a Saint-de-Exupery. Ta książka to „TIMBUKTU” Paula Austera. Wypada wyjaśnić, kto zacz Autor, co to Timbuktu i jak ja się w tym znalazłem; więc teraz, by zaspokoić ciekawość czytelnika, uchylę tylko rąbka tajemnicy i wyjawię, że nasz bohater, Mr Bones to pies, co można było wydedukować z jego imienia - „KOŚCI”, rasy „HODGEPODGE”, po naszemu „MISZMASZ”, tzn po części - collie, po części - labrador, po części - spaniel oraz po części - „puzzle” czyli „zagadka”. A teraz historia mojej znajomości z nim.
Zacznę od tego, że bardzo mało czytam po angielsku, bo nie wiem co czytać. Ameryka to nie Polska, gdzie wystarczy wziąć do ręki choćby mój „Tygodnik Powszechny”, by zorientować się co „wypada przeczytać”. Tu takich wytycznych nikt nie daje, /a szkoda/. Księgarnie w Toronto są, znam cztery, w których polecają beletrystykę typu „spy thrillers” np Ludluma /1927-2001/, a ja pozostając samotnym, bez jakichkolwiek koneksji towarzyskich, zdany jestem na „wieści” z Polski. Tak było m.in. Amosem OZ-em i Johnem Maxwellem COETZEE. W przypadku „Timbuktu”, a ściśle jej autora, dostałem „cynk” od Dziobaka [reżysera Krzysztofa Wierzbickiego], który, około roku 2000, na Festiwalu Filmowym w Krakowie, zakolegował się z Paul AUSTER-em i mniei „doniósł”, że AUSTER to uroczy, fascynujący, błyskotliwy i inteligentny amerykański Żyd, polskiego pochodzenia, i że warto go poczytać. No to poczytałem i pozostaję wdzięczny Dziobakowi, bo to literatura najwyższej klasy. Przeczytałem: autobiograficzną „The Invention of Solitude” („Znaleźć samotność), niesamowitą „The New York Trilogy” i omawiane „Timbuktu”. Poza tym dowiedziałem się, że poza licznymi nowelami, napisał scenariusze do filmów „Smoke”, „Blue in the Face” i „Lulu on the Bridge”. Ten ostatni również sam wyreżyserował. W autobiograficznej „The Invention of Solitude”, bohater udaje się do krainy przodków, tj pogranicza Polski i Ukrainy, do swoich korzeni, by odnaleźć swoją duszę wywodzącą się z biednych SZTETLI. Świetne!!!. Co do „Nowojorskiej Trylogii” to zarwałem noce, bo gdy zacząłem czytać którekolwiek z trzech opowiadań, to musiałem dojechać do ostatniego zdania, nie mogąc się oderwać aż do białego rana. Bo AUSTER to nowy Edgar Allan POE, w dodatku bogatszy intelektualnie.
No i wreszcie nas interesujące „TIMBUKTU”. W realu, Timbuktu to miasto w środkowej Mali czyli dawnym francuskim Sudanie. Położone w środku pustyni, pozostawało przez wiele wieków OAZĄ, CELEM UTRUDNIONYCH WĘDROWCÓW. Mr BONES i jego opiekun WILLY też zmierzają do TIMBUKTU, tylko nie tego położonego w Mali, lecz do ich wyśnionego: /tłum.moje/
„To miejsce dokąd ludzie udają się, gdy umrą. Wtedy twoja dusza zostanie odizolowana od twego ciała; ciało twoje zostanie pogrzebane w ziemi, a dusza twoja powędruje do NASTĘPNEGO ŚWIATA. Willy uparcie to powtarzał przez wiele ubiegłych tygodni, aby teraz nie było żadnych wątpliwości w psim rozumie, że „NASTĘPNY ŚWIAT” jest rzeczywistym miejscem. Ten świat nazywa się TIMBUKTU, i z tego co Willy mówił, Mr.Bones mógł wywnioskować, że to miejsce położone jest gdzieś w środku pustyni, daleko od Nowego Jorku czy Baltimore, daleko od Polski, daleko od jakiegokolwiek miasta, które oni kiedykolwiek odwiedzili. Któregoś razu Willy opisał je jako „OAZĘ DUCHÓW”, a innym razem powiedział: „Gdzie kończy się mapa tego świata, tam zaczyna się mapa TIMBUKTU”. Aby dostać się tam, musisz oczywiście przebrnąć przez niezmierne królestwo piasku i żaru, KRÓLESTWO WIECZNEJ NICOŚCI. Mr Bonesa przeraziła perspektywa tej skrajnie uciążliwej i nieprzyjemnej podróży, lecz Willy zapewnił go, że tak nie jest, że pokonanie całego dystansu trwa nie dłużej niż mgnienie oka. A kiedy już tam się znajdziesz, on powiedział, jak raz już przekroczysz granice tego AZYLU, to już nigdy nie będziesz się martwił o jedzenie, spokojny sen czy opróżnienie pęcherza. Staniesz się jednością z UNIVERSE, staniesz się plamką ANTYMATERII umieszczoną w mózgu Boga. Mr Bones miał kłopot z wyobrażeniem sobie jak mogłoby wyglądać życie w takim miejscu, lecz samo słowo TIMBUKTU stało się OBIETNICĄ, GWARANCJĄ LEPSZYCH DNI W PRZYSZŁOŚCI” [podkr.moje]
Niestety, pierwsze zdanie książki zapowiada rozstanie: „Mr Bones wiedział, że Willy nie pozostanie długo w tym świecie”. I tak się stało. Osamotniony Mr Bones, przeżywa wzloty i upadki, pamiętając zawsze o DOG HAVEN, psim niebie, o którym zapewniał go Willy, aż stary, schorowany i wykastrowany podejmuje ostatnią w życiu walkę o HONOR, samobójcze igrzyska DODGE-THE-CAR /unik-a-samochód/, by GODNIE odejść do oazy - TIMBUKTU.
Nic więcej nie wyjaśniam, bo kto po mojej zachęcie książki nie przeczyta, to gamoń, więc i reguły zawodów DODGE-THE-CAR nie dla niego.