Wednesday, 6 November 2013

NIESAMOWITA SŁOWIAŃSZCZYZNA


“NIESAMOWITA     SŁOWIAŃSZCZYZNA”        prof.  Marii  JANION                                                                                                                   

                                                                                                        Listopad  2010 – luty  2011

[Przepisując  poniższy  tekst  na  komputer  zamierzałem  go  przerobić,  usystematyzować  i  uciekawić.  Niestety,  to  mnie  przerosło.  Dzieło  prof. Janion  jest  tak  skondensowane,  przy  jednoczesnej  wielowątkowości,  że  jedynym  wyjściem  jest  przeczytać  je  samemu.  Zostawiam  pierwotny  tekst  bez  zmian i  polecam  go  jako zachętę  do  lektury  ww  dzieła
                                                                                                                                      WG  lipiec  2011]


       Nim  zadyszany,  skutkiem  zaborczego  pochłaniania  „Niesamowitej  Słowiańszczyzny”,  przystąpię  do  spisania  pierwszych  refleksji  po  wyczerpującej  lekturze,  czuję  się  zmuszony  zaznaczyć,  że  prof.  Maria  JANION  piastuje  zaszczytne  stanowisko  Prezesa  „GURU  CLUB”  W.GOŁĘBIEWSKIEGO,  którego  członkami,  po  śmierci  KOŁAKOWSKIEGO, WOJTYŁY,  TISCHNERA,  o. BOCHEŃSKIEGO,  ks. TWARDOWSKIEGO,  LEMA, B. SKARGI,  MIŁOSZA  oraz  GIEDROYCIA,  pozostają  MICHNIK,  prof. ks. HELLER,  abp. ŻYCIŃSKI  oraz  ks. HRYNIEWICZ.

       Zauważam  również,  że,  mimo  84  lat,  PANI  PROFESOR  jest  au  courant  w  literaturze  współczesnej,  co  widać  m.in  po  analizach  twórczości  MasłowskiejKuczoka  czy  Sieniewicza,  i  to  w  takim  stopniu,  że  mnie  -  szczylowi  o  16  lat  młodszemu  -  trudno  za  nią  nadążyć.  Uważam  też  za  stosowne  przypomnieć,  że  to  ONA  na  I  Kongresie  Kultury  Polskiej  w  grudniu  81  r.,  idąc  pod  prąd  ówczesnych  emocji,  proroczo  nawoływała  by  ruchowi  „SOLIDARNOŚCI”  nadać  WYMIAR  INTELEKTUALNY,  by  NIE  UTONĄŁ  W  NARODOWYM   MITACH,  jak  również  to,  że  to  ONA  w  artykule  „DO  EUROPY  -  TAK,  ale  z  NASZYMI  UMARŁYMI”  wykazywała,  że  współczesny  powrót  IDEI  MESJANISTYCZNYCH  jest  dla  nas  swoistą  KOMPENSATĄ  wobec  LEKCEWAŻENIA  ze  strony  ZACHODU  oraz,  że  właśnie  wskutek  powrotu  tego  romantycznego  MESJANIZMU,  WOLNOŚĆ  JEDNOSTKI  staje  się    podrzędna  wobec  „NATCHNIONEJ”  GRUPY  czy  państwa.  Podobnie  jak  MIŁOSZ,  którego  pogrzeb  na  Skałce  chcieli  zakłócić  NAWIEDZENI  [p.  hasło  PLICA  POLONICA],  JANION  głosi  konieczność  krytyki  POLSKICH   MITÓW,  by   naród  stawał  się  wspólnotą   OBYWATELSKĄ,  a  nie  PLEMIENNĄ.  Na  koniec  przypominam, że  to  ONA  jest  autorką  następującej  refleksji:  POLACY  to  WAMPIRY,  które  żyją  CUDZĄ  KRWIĄ,  bo  ich  własna  zbyt  wolno  krąży,  zbyt  jest  rozwodniona  i  muszą  podłączać  się  do  innych  ciał  i  dusz,  żeby  przeżyć  jeszcze  jeden  dzień”.   -  ergo  -  NORWID  w  SPÓDNICY.

       No i  a  propos  dygresja  -  z  otwartego  telewizora,  w  tym  momencie,  doszła  do  mnie
rozmowa  [w  ramach  programu  „Dzień  Dobry  TVN”]  o  fali  donosów  Polaków  na  Polaków  jaka  zalewa  Urząd  Skarbowy,  Prokuraturę  i  inne  urzędy.

         Oddech  mi  się  uspokoił,  to  przechodzę  powolutku  do  moich  refleksji.  Wiodącym,  najistotniejszym,  nota  bene  wpajanym  mi  przez  Ojca  od  wczesnego  dzieciństwa,  jest twierdzenie  prof.  JANION,  że ;

ŻRÓDŁEM    NIESZCZĘSNEJ   HISTORII   POLSKI   BYŁO   PRZYJĘCIE  CHRZEŚCIJAŃSTWA   Z   ZACHODU,  CO  JUŻ  OD  ZARANIA   PRZYNIOSŁO   ZNIEWOLENIE,   ZNIEMCZENIE   I   ZACOFANIE.

Anegdotycznie  wspomnę,  że  Ojciec  mój,  mówiąc  o  panslawizmie,  przytaczał  przepowiednię  cesarzowej  bizantyjskiej  Teodory,  według  której  Ruś  miałaby  systematycznie,  przez  długie  wieki  rosnąć  w  siłę,  aby  w  końcu  zjednoczyć  narody  słowiańskie.  A  poważnie,  to  WYSPIAŃSKI  uważał,  że  upadek  moralny  Polski  jest  „konsekwencją  zwycięstwa  chrześcijańskiego  porządku  WARTOŚCI   MORALNYCH  nad  prasłowiańskim  światem  WARTOŚCI   ŻYCIA”.   WITKACY,  dokonując  swoistej  psychoanalizy  narodu  polskiego  w  „Niemytych  Duszach”,  pisał:  „...przyjęcie  chrześcijaństwa  i  w  ogóle  kultury  z  Zachodu,  a  nie  od  strony  Bizancjum,  co  było  tym  BŁĘDEM  INICJACYJNYM,  który  ZWICHNĄŁ  całą  NASZĄ  HISTORIĘ  i  misję  narodową”.  Korzyści  płynące  ze  związku  z  Bizancjum  podkreślał  Stanisław  SMÓŁKA  w  swoim  dziele  wydanym  w  1881  roku  pod  tytułem  „Mieszko  Stary  i  jego  wiek”,  Utrzymywał  on,  że  SŁOWIAŃSZCZYZNA  RUSKA  poddała  się  „potężnemu  wpływowi  Bizancjum,  z  którego  rąk  przyjęła  chrześcijaństwo,  żadnych  nie  mając  związków  z  Zachodem”.  Na  gruncie  liturgii  słowiańskiej  wschodniego  Kościoła  „wcześnie  mogło  rozwinąć  się  NARODOWE  PIŚMIENNICTWO.  Co  zresztą  świat  zachodni  dopiero  w  czasie  krucjat  przez  bliższe  otarcie  się  o  Bizancjum  skorzystał,  to  z  pierwszej  ręki  dostało  się  Rosji  znad  Bosforu”.  I  tak  narodowe  piśmiennictwo  powstało  na  Rusi  w  X  wieku,  podczas  gdy  po  polsku  -  pierwsze  zdanie  napisano  w  końcu  XIII w.,  vide  „Kazania  Świętokrzyskie”.   SMÓŁKA  reasumował: „...młodzieńcza  Ruś,  zaledwie  do  życia  dziejowego  obudzona, mając  bliskie  wzory  we  wspaniałej  stolicy  Konstantyna, WYPRZEDZIŁA  o  wiele  starszą  rodzinę  społeczeństwa  zachodniego”.

          Ponieważ  dzieło  Janion,  jak  niesie  tytuł,  jest  NIESAMOWITE  i  mnie  przerosło,  a  jednocześnie  drżąc,  by  czegoś  nie  przegapić,  mając  na  uwadze,  iż  nie  każdy  mój  czytelnik,  mimo  namów,  sięgnie  po  to  dzieło,  decyduję  się  na  przedstawianie  moich  fascynacji  w  sposób  bałaganiarski,  lecz  mający  na  celu  wychwycenie  najciekawszych  według  mnie fragmentów.

         I  tak  Sławomir  MROŻEK  ironicznie  określa  położenie  Polski:  „NA   WSCHÓD  OD   ZACHODU   I   NA   ZACHÓD   OD   WSCHODU”.  To  położenie  prowadzi  wg  Janion  do  „dość  powszechnego  odczucia  NIŻSZOŚCI  wobec  ZACHODU”  oraz  WYŻSZOŚCI  wobec WSCHODU  -  wymagającego  naszej  cywilizacyjnej  misji.  Kompleks  wobec  Zachodu  staramy  się  przezwyciężyć  „mesjanistyczną  dumą,  w  postaci  narracji  o  naszych  WYJĄTKOWYCH   CIERPIENIACH  i  zasługach,  o  naszej  wielkości  i  WYŻSZOŚCi   NAD   NIEMORALNYM  ZACHODEM.  Taka  opowieść  jest  zamkniętym  kołem  NIŻSZOŚCI   i   WYŻSZOŚCI,  które  przeradza  się  w  narodową  figurę   TOTALNEJ   NIEMOŻNOŚCI.[podkr.moje].  Na  ten  sam  temat  wypowiadał  się  aktor  Marek  KONDRAT,  po  premierze  filmu  [mego  kolegi]  Marka  Koterskiego  „Wszyscy  jesteśmy  Chrystusami”.  Kondrat  zastanawiał  się  nad  „kodem  genetycznym”  Polaka,  warunkującym  z  jednej  strony  poczucie  WYŻSZOŚCI  [„Mamy  fioła  na  własnym  punkcie”],  z  drugiej  zaś  -  bolesne  przeżycie  NIŻSZOŚCI  wobec  „wymarzonego  Zachodu”.  Powód?  M.in.  „Polska  jest   PÓŻNYM   TWOREM   na  Starym  Kontynencie.  DZIESIĄTY   WIEK   TO   PÓŻNO,  zważywszy,  że  nie  ma  ŻADNYCH  odnośników  do  przeszłości”.   Ponadto  „kulturowa  POGARDA  Europy  dla  „małych  wschodnich  narodów”  budzi  w  nas  WŚCIEKŁOŚĆ,  gorycz  i  smutek.”

         Teraz  przytoczę  arcyciekawy  pogląd  Slavoja   Żiżka,  że  „tożsamość  narodowa  i  etniczna  buduje  się  na  FUNDAMENTALIZMIE”,  a  on  „żywi  się  PRZEMOCĄ   i   NIENAWIŚCIĄ”.

         Co  do  ZNIEWOLENIA   i   ZNIEMCZENIA  {p.pocz.str.2],  to  czytamy  w  „Pamiętnikach”  Wacława  Aleksandra  MACIEJOWSKIEGO,  że  „polityka  Niemców  sięgała  daleko:  widzieli  oni  w  chrześcijaństwie  łacińskiego  obrządku  środek  ujarzmienia,  a  przynajmniej  WYNARODOWIENIA   Słowian”.  I  poniekąd  im  się  udało,  Z  kolei  Adam  MICKIEWICZ  w  wykładach  o  literaturze  słowiańskiej  mówił:  „Słowianie  utożsamili  chrześcijaństwo  z  niemczyzną  i  niewolą”,  zaś   KLINGER  zwracał  uwagę  na  to,  że  Cyryli  i  Metody  wzbudzali  nienawiść  wśród  misjonarzy  niemieckich  i  byli  uważani  za  niebezpiecznych  dywersantów,  jako,  że  Niemcy  uzurpowali  sobie  „bezwzględne  misyjne  prawo  pierwszeństwa”.
         Tak  więc  chrześcijaństwo  rzymskie  służyło,  tylko  i  wyłącznie,  walce  o  podporządkowanie  słabszych  silniejszym,  a  najtrafniej  podsumował  to  MAHATMA  GANDHI:  „Jedynym  w  swoim  rodzaju  komentarzem  na  temat  Zachodu  jest  fakt,  że  chociaż  wyznaje  on  chrześcijaństwo,  to  nie  ma  tam  chrześcijaństwa,  ani  Chrystusa  -  gdyby  było  inaczej,  nie  byłoby  wojen”.

         Przypomniał  mi  się  cytat  z  Janion  na  str.1,  o  Polakach - WAMPIRACH.  Warto,  a  propos,  przytoczyć  tu  ciekawą  uwagę  Mickiewicza  z  16.02.1841 r.: „Jasnowidztwo  jest  cechą  właściwą  narodowi  niemieckiemu.  U  Słowian,  takim  zjawiskiem  nadprzyrodzonym  jest  wampiryzm.  Wiara  w  upiory  wyszła  z  łona  ludu  słowiańskiego......  Są  dowody,  że  wszystkie  baśnie  o  upiorach  mają  wspólny  początek,  że  pochodzą  od  ludów  słowiańskich”.   O   „polskim   wampiryzmie”   pisał   też   KAŁUŻYŃSKI   w   swoim  „WAMPIRZE   SALONOWCU”:   „...największe   katastrofy   w   historii,   mało,   że   nie   zdołały   go   przekształcić,   lecz   przeciwnie,   wygląda,   że   umocniły   go:   odżył   właśnie,   niby   WAMPIR   wciąż   nie   przebity   kołkiem   w   grobie,   jako   dokładnie   taki   sam   NACJONALISTA,   SZOWINISTA   I   BIGOT...”.

         Poruszę  teraz  problem  kolonizacji.  Przez  całą  historię  będąc   KOLONIZOWANYMI,  sami  byliśmy  KOLONIZATORAMI,  prowadząc  ekspansję  ku  Wschodowi,  co,  [o  ironio!]  stawało  się  ważnym  składnikiem  DUMY  NARODOWEJ.  „Słowem,  kolonizowani  w  XIX  wieku  przez  zaborców,  mogliśmy  być  dumni  z  tego,  że  kiedyś  byliśmy  kolonizatorami.  Myśl  o  kolonizacji  Wschodu  była  kontynuowana  w  dwudziestoleciu  międzywojennym  -  celem  odbudowania  potęgi  polskiej  na  Kresach  w  starciu  z  MIEJSCOWYM  żywiołem  ukraińskim”.  Daniel  BEAUVOIS  trafnie  zauważył,  że  badania  kresowych  MITÓW  narodowych  ujawniają  drastyczny  rozziew  między  tym,  co  wyobrażone,  a  tym  co  historyczne  i  konkretne:  „Frustracja  rodzi  tutaj  SCHIZOFRENIĘ,  którą  trzeba  dobrze  rozpoznać  jako  STAŁY  CZYNNIK  HISTORII   POLSKIEJ.  Panujący  „dobrodzieje”  byli  z  reguły  wyzyskiwaczami,  a  bojownicy  o  niepodległość  Polski  nie  uznawali  narodowych  dążeń  Ukrainów  czy  Białorusinów.  Ze  szlachty  kresowej  rekrutowało  się  najwięcej  tak  zwanych  dziwaków,  a  często  po  prostu  TYRANÓW   i   OKRUTNIKÓW.  Gdy  dodamy,  że  znaczną  część   Ukrainy  zamieszkiwali  KOZACY,  których  nazwa  oddawała  ich  odczucia  [bo  pochodzi  od  tureckiego  QUAZAR  -  co  oznacza  „ludzi  wolnych”],  to  wieczny  konflikt  mamy  gotowy.  Co  gorsza,  my  stworzyliśmy  MIT   KRESOWY,  którego  podstawowym  składnikiem  jest  poczucie  POLSKIEJ  WYŻSZOŚCI  na  WSCHODZIE  oraz  pełnionego  tu  POSŁANNICTWA   CYWILIZACYJNEGO  I   RELIGIJNEGO.  Mit  kresowy  okryty  jest  aurą   NOSTALGII   ZA  UTRACONĄ  WIELKOŚCIĄ.  Beauvois  konkluduje:  Mit  kresowy  stanowi  „wyraz   NARCYZMU  POLSKIEGO,   krzywdzącego  sąsiadów”.  On  też  podkreśla,  że  „stosunki  między  Polakami  a  Ukraińcami  przypominały  najczęściej  stosunki  między  panem  a  niewolnikem”.  We  wspomnianym  na  str.1  dziełku  „Niemyte  Dusze”,  WITKACY  pisze,  że  cała  ta  mitologia  narodowo-kresowa  nie  była  warta  funta  kłaków  i  że  KRESY  to  „stale  otwarta  rana  państwa  polskiego”.  Kresowość  zrobiła  z  chłopów  „UJARZMIONYCH   TUBYLCÓW   KOLONIALNYCH”.  Pisząc  o  ciemiężcach  „wyższego  rzędu”  na  tych  terenach,  Witkacy  miał  na  myśli  to,  że  panów  od  chłopów  dzieliła  nie  tylko  różnica  etniczna,  lecz  i  różnica  JĘZYKA  oraz  WIARY.  Od  Unii  Brzeskiej  w  1596 r.  POLAKÓW  zaczęto  uznawać  za  PRZEŚLADOWCÓW   PRAWOSŁAWIA.  Przypomnijmy,  że  to  Unia  Brzeska  wprowadziła  zwierzchność  Rzymu  nad  prawosławiem  i  skutkowała  zdradą  części  Ukraińców,  którzy  ulegli  polskiej  presji  i  założyli  Kościół   UNICKI  podległy  papieżowi.      Konflikt  religijny  był  i  jest  podstawą  wzajemnej  nienawiści,  nie  tylko  z  Ukrainą,  lecz  też  z  Litwą,  Białorusią  i  Rosją.  Przypomnijmy  również,  że  wiodącym  orędownikiem  KATO-POLSKIEGO   PROZELITYZMU  był  JP II,  dzięki  czemu  nie  miał  szans  być  zaproszonym  do  Rosji  i  innych  krajów  prawosławnych.  Z  tego  konfliktu  zrodził  się  ABSURDALNY  mit  Polski  jako  „PRZEDMURZA  CHRZEŚCIJAŃSTWA”.  Janusz  TAZBIR  dowodzi,  że  sformułowanie  to  miało  na  względzie   NIE  ISLAM   LECZ  PRAWOSŁAWNYCH,  NIE  UZNAWANYCH  ZA  CHRZEŚCIJAN.   „Uznanie  zwolenników  Kościoła  wschodniego  za  wyznawców  tej  SAMEJ  religii  stawiałoby...  pod  znakiem  zapytania  SENSOWNOŚĆ  koncepcji  polskiego  przedmurza  jako  granicy  oddzielającej  chrześcijan  od  niechrześcijan”.  Polska  leży  na  krańcach  świata,  „dalej  Bogu  czci  nie  oddaje  nikt”.  I  tak  do  dziś  tkwią  podobne  dawne  stereotypy  o  niesieniu  przez  Polskę  na  Kresy  i  do  Rosji  MISJI   CYWILIZACYJNEJ,  KULTUROWEJ   i   RELIGIJNEJ.

            Wrócę  jeszcze  do  „panów”  i  „chłopów”,  bo  nie  mogę  nie  wspomnieć  o  CZAPKOWANIU,  skoro  opwieścią  o  nim  byłem  karmiony  od  dziecka.  Otóż,  mój  Ojciec  twierdził,  że  ukraiński  chłop  musiał  na  odległość  30  m  „panu”  czapkować,  tzn  zrywać  czapkę  ze  łba  i  oddawać  pokłon  polskiemu  szlachcicowi.

            Przerwę  teraz,  bo  dostałem  dziś  tj  11.02.2011 r.,  dwie  wiadomości  dotyczące  moich  „guru”;  jedną  złą,  lecz  drugą  dobrą.  Zła  -  to,  że  umarł  w  wieku  62  lat,  na  zawał  serca  abp  Józef  ŻYCIŃSKI,  podpora  intelektualna  Kościoła  Krakowskiego,  czytaj  „otwartego”.  Z  niesmakiem  przyjąłem  kondolencje  jego  wroga,  szefa  Episkopatu,  dupka  Michalika,  które  pokazano  w  TVP.  Druga  wiadomość  -  wspaniała  -  wywiad  w  Tyg. Powszechnym  z  moim  ukochanym  ks.  Wacławem  HRYNIEWICZEM,  który  po  śmierci  klinicznej  wraca  do  zdrowia.  Byłem  przekonany,  że  umarł,  i  że  tego  NAJWYBITNIEJSZEGO  polskiego  EKUMENISTĘ   i  ORĘDOWNIKA   POROZUMIENIA   z   NARODEM   WYBRANYM,  pochowano  cichcem  i  z  ulgą.  ULGĄ,  bo  nienawiść  Kościoła  Warszawsko-Toruńskiego  do  Hryniewicza  stukrotnie  przewyższa  nienawiść  do  Życińskiego  i  Pieronka  wziętych  razem.

            Wracajmy  do  Janion.  Na  temat  „przedmurza  chrześcijaństwa”  muszę  jeszcze  przytoczyć  słowa  wielkiego  filozofa  francuskiego,  KATOLIKA,  twórcy  NEOTOMISTYCZNEGO  PERSONALIZMU   Jacquesa  MARITAINA,  wypowiedziane  do  naszego  kochanego  Józefa  CZAPSKIEGO  [przypominam  to:  malarz,  współpracownik  GIEDROYCIA,  autor  „Na  Nie  Ludzkiej  Ziemi”,  a  i  znamiennych  słów: „Nie  trzeba  mieszkać  w  Polsce,  by  być  polskim  patriotą”]:  „Twierdzisz,  że  jesteście  PRZEDMURZEM   CHRZEŚCIJAŃSTWA,  a  z  drugiej  strony  uważacie  Rosjan  za  PÓŁLUDZI,  macie  do  nich  głęboką  POGARDĘ”.  To  zdanie,  niestety,  pozostaje  aktualne.

             Omawiając  nasze  problemy  warto  przytoczyć  słowa  Imre  KERTESZA,  nota  bene,  węgierskiego  Żyda:  „....pogrążona  w  SADOMASOCHISTYCZNEJ   PERWERSJI  DUSZA  małego  narodu  wschodnioeuropejskiego  nie  potrafi  istnieć  BEZ   WIELKIEGO   CIEMIĘŻYCIELA,  na  którego  mogłaby  zrzucić  winę  za  swoje  historyczne  niepowodzenia, ani  BEZ  MNIEJSZOŚCI  NARODOWEJ,  tego  kozła  ofiarnego,  na  którym  mogłaby  się  wyżyć,  dając  upust  nagromadzonemu  w  trakcie  codziennych  porażek  nadmiarowi  nienawiści  i  resentymentów.  Jakąż  miałby  tożsamość  bez  ANTYSEMITYZMU  ten,  kto  nieustannie  jest  zajęty  swoją  specyficznie  [polską]  tożsamością”.   /Dopisek   z   marca   2012:    prześladowany   na   Węgrzech    /nacjonalistycznych,    ORBAN-owskich/   ŻYD   Kertesz   poprosił   o   azyl   władze   Kanady/.

             Wróćmy  jeszcze  do  Witkacego  [a  równie  dobrze  mógłby  to  powiedzieć  Gombrowicz]:  „... każdy  Polak  ma  tendencję  do  wspierania  się,  choćby  na  palcach,  aby  wydać  się  wyższym,  i  do  tworzenia  sobie  tego,  co  nazywam  KOŁPAKIEM  NAPUSZENIA,  sztucznej  nadbudówki  ponad  siebie,  pustej  a  dekoracyjnej,  mającej  omamić  drugich  co  do  istotnej  wartości  głowy,  która  się  pod  tym  kołpakiem  kryje...   Wieczne  niezadowolenie  i  wieczne  NADĘCIE  ponad  możność,  i  życie  ponad  stan,  fizyczne  i  poniekąd  duchowe,  jeśli  chodzi  o  poczucie  ważności  i  władzy,  stało  się  zasadniczym  rysem  psychicznym  każdego  niemal  Polaka”.  Żebyż  wreszcie  ten  „kołpak  napuszenia”  pękł  z  wielkim  hukiem!

             Odetchnijmy  chwilę  rozkoszując  się  żartobliwą  dykteryjką:  Dlaczego  polskie  oddziały  zdobiły  hełmy  słomianymi  grzebieniami  w  bitwie  pod  Wiedniem,  pod  dowództwem  Sobieskiego?  -  Aby  habsburscy  sojusznicy  nie  wzięli  Polaków  za  Turków.  A  wszystkiemu  winna  moda  na  SARMATYZM.  Polska  szlachta  mianując  plemię  naddunajskich  Sarmatów -  irańskich  koczowników  -  swoimi  przodkami,  stworzyła  orientalny  mit  dający  poczucie  sukcesu,  zwycięstwa  i  spełnienia.  Dostosowując  się  do  mitu  szlachcic-Sarmata  nosił  długi  i  obszerny  ubiór  wschodni,  walczył  za  pomocą  tureckiej  szabli,  w  swoim  dworze  rozkoszował  się  bogactwem  perskich  dywanów  i   makat  oraz  wyrobów  orientalnego  rzemiosła.  Tak  też  żupan  i  delia  narzucana  na  żupan,  stały  się  strojem  narodowym.  De  facto  żupan  to  arabska  DŻUBBA  -  spodnia  szata  bawełniana,  a  delia  to  turecka  DEGLE -  wierzchnia  narzuta.  Reasumując,  przez  modę  łby  mogli  stracić.

               Wprawdzie  jak  mówiła  Simon  WEIL  „religia  jako  żródło  pociechy  jest  przeszkodą  do  prawdziwej  wiary”,  to  Polacy  mają  „interesów   do  Boga”  wielką  obfitość.  Dzięki  temu  też  rozwinął  się  powszechny  kult  Matki  Boskiej – Pocieszycielki  strapionych,  mimo  doktryny  Kościoła  Rzymskiego,  że  jedynym  pośrednikiem  jest  Bóg-Człowiek,  Chrystus.  Najpopularniejszą  modlitwą  jest  ta:  „Pod  Twoją  obronę  uciekamy  się,  Święta  Boża  Rodzicielko”.  Jest  to  kompletna  niekonsekwencja,  gdyż  stworzyliśmy  jednocześnie  polską  teodyceę  narodową  głoszącą  POLSKA   CHRYSTUSEM  NARODÓW.  Przypominam:  teodycea  to  próby  usprawiedliwienia  Boga  z  zarzutu  istnienia  zła  i  niesprawiedliwości  na  świecie.  Mesjanizm  polski  tłumaczy,  że,  owszem  Polska  jest  narażona  na  szczególne  cierpienia  i  krzywdy,  na  wyjątkowy  ucisk  przez  zło,  ale  to  dlatego,  że  została  WYBRANA   PRZEZ  BOGA  na  ofiarę  -  za  inne  grzeszne  narody.  Aż  nadto  zrozumiała  staje  się  wówczas  ANGELIZACJA  Polski.  Adoracja  Polski  jako  niewinnej  ofiary  musi  prowadzić  do  SATANIZACJI  jej  prześladowców,  a  szczególnie  reaganowskiego  „imperium  zła”  tzn  ROSJI.

                 Pisałem  na  pierwszej  stronie,  że  Janion  jest  au  courant  z  najnowszą  beletrystyką.  I  to  wśród  niej  wyróżnia  MASŁOWSKIEJ  „Wojnę  polsko-ruską  pod  flagą  biało-czerwoną”.  Przyznaję,  że  sam  nią  byłem  zachwycony  i  napewno  uplasowałbym  ją  na  pierwszym  miejscu  wśród  współczesnych  polskich  moich  lektur.  W  każdym  razie,  w  tej  chwili,  tak  mi  się  wydaje.  W  „Wojnie...”  Masłowska  pokazuje,  że  język  nienawiści  i  przemocy  konstytuuje  się  przede  wszystkim  wobec  „ruskich”.  Rusek-wróg  to  SPOIWO   POLSKIEJ  KSENOFOBICZNEJ  TOŻSAMOŚCI.  Kompleks  polskiej  wtórności  wobec  Zachodu  wyładowuje  się  w  przekonaniu,  że  Ruski  są  jeszcze  wtórniejsi  i  jeszcze  gorsi  od  nas.  Świetnie  uchwycony  został  -  będąc  dojrzałą  kreacją  literacką  -  strumień  języka,  przeważnie  bełkotu,  ustanawiający  współczesną  tożsamość  polską,  groteskową,  zazwyczaj  sprzeczną,  gdzie  stapiają  się  [do  pewnego  stopnia]  przeciwstawne  zjawiska  [np  anarchizm  z  kapitalizmem],  fantazmaty  idei  się  zlewają  i  można  z  tym  żyć.  MESJANIZM   LUMPÓW  -  to  coś  absurdalnego,  ale  jednak  on  istnieje.  Marek  ZALESKI  pisał,  że  „siła  śmiesząca  tego  języka  ma  w  sobie  energię  karnawału  LUMPENNIHILISTÓW,  i  że  to  „kolejna  karykatura  polskiej  FORMY  i  udana  na  nią  satyra”.   A  więc  Gombrowicz  w  spódnicy.
                  Masłowska  dokonała  demistyfikacji  polskiej  ksenofobicznej  mentalności.  Jak  pisze  Kinga  DUNIN,  spór  o  naszą  tożsamość  narodową  „nie  może  się  jasno  wyartykułować,  dlatego,  że  wciąż  jesteśmy  odpytywani  z  naszego  patriotyzmu,  ZMUSZANI  do  słusznych  antyruskich  deklaracji.  Konstruowanie  zbiorowej  tożsamości  wciąż  wokół  osi,  którą  stanowi  „WOJNA  POLSKO-RUSKA  POD  FLAGĄ  BIAŁO-CZERWONĄ”  utrudnia  pojawienie  się  innych  języków..”.  Dodajmy,  że  w  książce,  idziemy  do  boju  „pod  flagą  biało-czerwoną”,  kupioną  na  „DZIEŃ   BEZ   RUSKA”,  od  Ruskich,  bo  tańsza  i  ekologiczna.  „Harcerze  też  sprzedają.  Ale  drożej.  I  z  tworzyw  sztucznych”
                   „Wojnę...”  Masłowskiej  nobilituje  też  nagroda  dla  najgorszej  książki  roku  tzw  SŁOMIANEGO  KNOTA  nadawana  przez  szmatławiec  „WPROST”,  należący   do  sekretarza  PZPR,  b. tow.  Króla.

                   Janion  poleca  uwadze  również  Mariusza  SIENIEWICZA  „Czwarte  Niebo”  i  Wojciecha  KUCZOKA  „Gnój”  -  książkę  wymierzoną  w  TOKSYCZNY   „POLO-KATOLICYZM”.


                   Dalej  czytając  Janion  znalazłem  zdanie:  „METAFORĄ  SŁYNNEJ   ANARCHII   POLSKIEJ   BYŁ   KOŁTUN  -  PLICA  POLONICA”,  a  że  niedawno  swój tekst  na  ten  temat  przepisywałem,  to  kończę  z  Panią  Profesor,  a  potencjalnemu  memu  czytelnikowi  gorąco  polecam  zajrzeć  pod  hasło  „PLICA  POLONICA   A  ŻYDZI”./blog wgwg1943.blogspot.ca/