Monday, 18 November 2013

PLOTYN /205-70/

PLOTYN [205-70]
/8.06.2011/

UWAGA /17.11.2013/: Polecam ten tekst, gdyż jest bardziej przystępny, bardziej zrozumiały i brdziej zwięzły niż cokolwiek dostępne na internetowej wyszukiwarce. Nie, nie jestem próżny, bo ja tylko „wyszukałem”, a walorem jest umiejętność Kołakowskiego w wykładaniu „rzeczy trudnych” językiem przyswajalnym dla każdego.

W wielu opracowywanych przeze mnie tekstach potykamy się, a co gorsza kręcimy w kółko, wokół NEOPLATONIZMU, PLOTYNA, czy TEORII EMANACJI. Napotykamy też trudności w jednoznacznym tłumaczeniu z angielskiego, np pisząc ostatnio o KABALE, natknęliśmy się na zdanie: „Sednem kabalistycznego nauczania jest, że wszystko EMANATES od Boga”. Jak przetłumaczyć? „Emanuje z Boga” mnie nie satysfakcjonuje; „pochodzi od Boga” czy „wywodzi się z Boga” chyba, to nie to; mamy jeszcze wyłania się, przelewa się, wypływa, wydziela się, promieniuje. Wydaje mi się, że najbliższe jest „poczyna się z Boga”.

Szukałem, szukałem i znalazłem sformułowanie chyba najłatwiej przyswajalne przez zwykłego śmiertelnika: „wypromieniowuje wszystko, nic przy tym nie tracąc”.

Znajomość podstaw teorii emanacji jest niezbędna, żeby choć cokolwiek zrozumieć z doktryny chrześcijaństwa, bo przecież np św Augustyn wykorzystał Enneady Plotyna /a tak naprawdę ich tłumaczenie, bo sam greki nie znał/ do stworzenia swojej „nauki”.

Z powodu poczucia własnej małości, aby przybliżyć te pojęcia cytuję poniżej fragmenty artykułu o PLOTYNIE, pióra mego guru prof. Leszka KOŁAKOWSKIEGO, wg którego PLOTYN jest to „jeden z najtrwalszych filarów filozoficznych kultury europejskiej”
:
[Przeczytałem całe wypracowanie i wróciłem tu, by, dla jasności poniższego tekstu, podać, że to co Kołakowski nazywa UMYSŁEM, to ledwie zbliżone greckie NOUS, które istnieje w innych nowożytnych językach, np w angielskim i objaśniane jest jako „PURE INTELLECT”. Natomiast używane JEDNO, inni filozofowie zastępują JEDNIĄ, która i mnie bardziej przypada do smaku]. A teraz już tekst:

„...Skąd nam wiadomo, na jakiej podstawie twierdzimy, że wszystko, co nas otacza, wszelka rzeczywistość fizyczna czy duchowa, wszystko ma żródło w jednym, tylko jednym bycie /jeśli to właściwe słowo/, od którego wszystko zależy, a który nie zależy od niczego?
Szperając po nadzwyczaj zawiłych tekstach Plotyna, znajdujemy, jak nam się wydaje, dwie całkiem różne odpowiedzi na to pytanie fundamentalne.
Jedna odpowiedż jest wsparta na spekulacji metafizycznej. Jest po prostu oczywiste, że skoro w świecie widać wielość i rozmaitość, to jej żródłem musi być coś, w czym nie ma wielości, a więc JEDNO. Jest to przymus myśli, quasi-logiczna konieczność: rdzeń bytu jest jeden.
Rdzeń ów albo żródło opatrujemy licznymi nazwami, z których żadna w rzecz samą nie trafia. Mówimy „JEDNO”, mówimy „BÓG”, mówimy „BYT” albo „DOBRO”, naprawdę jednak nie ma dlań imienia. Nie można orzekać sensownie o „JEDNYM”, ono wymyka się słowu. Nie ma żadnych własności; możemy mówić, czym nie jest, ale nie czym jest, nie jest bowiem czymś; nawet że „jest” po prostu czy że „istnieje”, nie można o nim prawdziwie powiedzieć /jest to forma czasownikowa, oznaczająca terażniejszość, a „JEDNO” czasu nie zna/. Nawet „JEDNO” nie jest słowem właściwym, bo rozumiemy je przez kontrast z wielością, przez odniesienie do czegoś innego, a „JEDNO” nie jest do niczego odniesione. Nie możemy spojrzeć w twarz BOGA. Musimy wszakże, na przekór nieporadności naszej, o NIM mówić, bo gdybyśmy o NIM milczeli, nie moglibyśmy sensownie mówić o niczym, o czymkolwiek co się z JEDNEGO poczęło, a więc o czymkolwiek w ogóle.
Ale jest drugie żródło znajomości BOGA.....................to, co pózniej zwano doświadczeniem mistycznym.........Dusza musi odwrócić się od wszystkiego, co cielesne, i żywić wielkie, prawdziwe pragnienie „JEDNEGO”, bycia z „JEDNYM” czy wręcz bycia „JEDNYM”........Samo bycie w ciele może nie być złem, ale ciało i jego namiętności przyciągają duszę ku sobie i znieprawiają ją, trzeba więc czynić, co można, by się od niego oderwać, porzucić wszystko, co fizyczne. Gdy to się udaje, porzucamy też CZAS, niepotrzebna nam pamięć ani wyczekiwanie.
To zjednoczenie z Bogiem nie jest bynajmniej podróżą w obcą jakąś krainę; jest, przeciwnie, powrotem duszy do domu. JEDNO jest bowiem WIECZNOŚCIĄ. Nie znaczy to, że trwa nieskończenie, ale że nie trwa w ogóle: jest NIEOBECNOŚCIĄ CZASU, nie ma w nim tego, co przeszłe, i tego, co przyszłe, jest tylko wieczne, nieruchome „teraz”. Czas jest jak gdyby DEGRADACJĄ WIECZNOŚCI, wiecznością schorzałą, chociaż musiał się zjawić w procesie tworzenia, gdy dusze się zrodziły. To my sami jesteśmy twórcami czasu.
Wydaje się, że JEDNO jest od nas, ludzi, nieskończenie odległe. W rzeczywistości ONO jest wszechobecne........
JEDNO jest także DOBREM i dawcą wszelkiego dobra, jest też twórcą wszystkiego. Że jest twórcą, nie znaczy to, że potrzebowało czy pragnęło tego, co tworzy, to by bowiem zakładało, że cierpi brak jakiś. Ale nie ma potrzeb, NIE CZUJE NICZEGO, po prostu „przelało się” czy też wylało poza siebie swój nadmiar [co to znaczy, jak ów nadmiar rozumieć, tego się nie dowiemy]; gdy wyłania z siebie inne światy, nic MU nie ubywa.
W sumie, chociaż o JEDNYM nic nie możemy orzekać, okazuje się przecież, że niejedno o JEDNYM wiemy; że jest WIECZNOŚCIĄ, że jest DOBRE, że jest WSZECHOBECNE, że jest ŻRÓDŁEM WSZYSTKIEGO, co jest.
JEDNO nie jest wszelako inną nazwą dla BOGA tak pojętego, jak go pojmuje religia, w szczególności tradycja chrześcijańska. JEDNO nie ma świadomości samego siebie, inaczej bowiem musiałoby doznać rozdwojenia na siebie jako podmiot i siebie jako przedmiot. Z tego powodu JEDNO, choć jest twórcą wszystkiego, nie ma o niczym wiedzy. Chociaż jest dobrem samym, nie ma woli ani intencji skierowanej ku czemuś innemu. Jego twórczość nie jest natchniona wolą tworzenia, motywem jakimś, zamiarem czy planem. WYŁANIA z siebie UMYSŁ, ale ta EMANACJA jest procesem koniecznym, jakby naturalnym, nie sterowanym żadną potrzebą. Widać, jak bardzo jest to odległe od obrazu Boga chrześcijan, BOGA-OSOBY. JEDNO NIE JEST OSOBĄ W ŻADNYM SENSIE, NIE MOŻNA GO UTAŻSAMIAĆ Z BOGIEM BIBLII.

JEDNO tworzy UMYSŁ, pierwszy twór EMANACJI. Umysł, świat idei, zawiera w sobie wielość, choć nie żyje w czasie. Zna on JEDNO, ale zna także samego siebie i to, co sam tworzy, czyli DUSZE. DUSZE WYŁANIAJĄ SIĘ Z UMYSŁU i chociaż łącza się z ciałem, a więc z tym, co ruchome i czasowi podległe, mają przecież jakiś udział, jakiś związek z nieskończonością JEDNEGO. W odróżnieniu od UMYSŁU są one częścią świata. Świat, przez UMYSŁ stworzony, jest wieczny w sensie „wiecznotrwały”, nie mający początku ani końca w czasie. Cały proces EMANACJI, wyłaniania się niższych form rzeczywistości z wyższych, nie odbywa się w czasie. Jest to jakby logiczne, nie czasowe następstwo.

Proces tworzenia jak ma ów logiczny początek, tak musi mieć logiczny koniec. Kolejne fazy są stopniami słabnącego DOBRA. Jest więc konieczne, by była też ostatnia, końcowa faza, gdzie nie ma już nic z dobra. Ta OSTATNIA faza to MATERIA, KTÓRA JEST ŻRÓDŁEM ZŁA. Materia nie jest tym samym, co ukształtowane, z duszami ludzkimi czy zwierzęcymi zespolone kształty lub ich zbiór, W ciałach obecne jest zarówno dobro, jak i zło. Materia jest to czysta bierność, nieobecność twórczości czy czy dobra, byt, o którym w ścisłym sensie nie można nawet powiedzieć, że istnieje, nicość właściwie; jest ona naszemu poznaniu równie niedostępna, jak najwyższe DOBRO.

Chociaż Plotyn mówi o złem i materię ma za żródło zła, wyrażnie powiada, że pojęcie zła jest czysto negatywne, ZŁO nie jest realnością jakąś, ale czystym BRAKIEM, NIEOBECNOŚCIĄ BYTU. Plotyn jest nieustępliwie przeciwny doktrynie gnostyków, którzy wierzyli, że cały świat fizyczny jest dziełem złego boga, wroga dobrego boga. Wedle gnostyków, skoro cały świat materialny jest tworem zła, nasze jedyne i właściwe zadanie polega na tym, by się od świata cielesnego uwolnić. Inaczej Plotyn. Chociaż chce, byśmy się uwolnili od ciążenia ku materii i cielesnych pokus, nie potępia świata. Niektóre jego wyrażenia mogą wprawdzie wykazywać jakieś podobieństwo do mitologii gnostyków, nie powiada jednak, że świat rzeczy od zła pochodzi ani że istnieje bóg zła. Owszem, żyjemy w świecie, który UPADŁ W PROCESIE EMANACJI i nie mógł nie upaść, bo to proces nieuchronny, którego materia jest nieuchronnym zakończeniem, upadłością zupełną, ale proces, którego ŻRÓDŁEM JEST DOBRO, dobro pełne bez żadnej przymieszki zła, czyli braku. DOBRO niezwyciężone. BÓG jest powołaniem człowieka.

Chociaż Plotyn nie znał oczywiście żadnych wierzeń chrześcijańskich - Boga osobowego, wcielenia, odkupienia, zbawienia przez Chrystusa, Trójcy - a sam uważał się tylko za tłumacza i komentatora PLATONA, odnajdujemy jego myśl w różnych nurtach chrześcijaństwa: idea teologii negatywnej [o Bogu wiemy tylko czym nie jest, nie zaś, kim jest], pojęcie zła jako czystej negacji, wiara w TWÓRCĘ, KTÓRY JEST DOBREM SAMYM, pojęcie WIECZNOŚCI przeciwstawione WIECZNEMU CZASOWI..........”

Jeśli nie wszystko zrozumiałe, to proszę przeczytać jeszcze dwa razy, a jeśli wszystko jasne - to raz.