Wednesday, 6 November 2013

CZY JESTEM ANTYKLERYKAŁEM ?

LUTY 2013


CZY JESTEM ANTYKLERYKAŁEM ?

Jeżeli klerykalizm jest dążnością do zapewnienia kościołowi, duchowieństwu /klerowi/ decydującego wpływu na życie publiczne, polityczne, społeczne bądż kulturalne, to, oczywiście, jestem antagonistą jej; przeto zasługuję na miano antyklerykała. Nie lubię kleru, podobnie jak żadnej grupy politycznej uważającej się za depozytariusza „jedynej prawdy”, uzurpującej sobie prawo, ba, nawet święty obowiązek, do indoktrynacji całej ludzkości. Nie przeszkadza mnie to „lubić, kochać, szanować” pojedynczych przedstawicieli stanu duchownego, jak i „nie chcieć, nie dbać, żartować” z innych przedstawicieli tego osobliwego gatunku. To jest tak, jak z gminem, pospólstwem, motłochem, którym się brzydzę i którego nienawidzę, mimo, że aprobuję zalecenia miłości bliżniego /nota bene żydowskie, bo to Kpl 19,17-18, przetłumaczona na grecki w III w. pne: „Nie będziesz żywił nienawiści... ...Nie będziesz szukał pomsty... ..ale będziesz miłował bliżniego jak siebie samego”/ i staram się je realizować w odniesieniu do pojedynczych osobników rodzaju ludzkiego.
Nie miejsce tu też na podważanie dewizy Kościoła Rzymskiego - COLUMBA CASTA /columba- gołąb, castus – czysty, nieskalany/, zauważam ino, że formuła „Kościół nieskalany grzesznych ludzi” interpretowana jest niesymetrycznie, gdyż /wg Kołakowskiego/ „skoro nikt przytomny nie powie, że to Kościół gwałci małe dziewczynki /bo de facto - grzeszni ludzie/, to czemu /pracę/ dzielnych misjonarzy i zakonnic przypisywać Kościołowi, a nie jednostkom..”.
Nie jestem katolikiem, nie uczestniczę w mszach świętych i absolutnie nie uznaję chrześcijańskich dogmatów, jednakże Biblię uważam za najwspanialsze dzieło, a tzw Ojcowie Kościoła, szczególnie św. Augustyn /354-430/ i Mistrz Eckhart /1260-1327/, są dla mnie niewątpliwymi autorytetami. Nie mogę też nie wspomnieć o Franciszku z Asyżu /1181-1226/, którego podejście do otaczającej przyrody odnajduję w wierszach ks. Twardowskiego. I właśnie jako antyklerykał, który jednak nie jest tak głupi i zaślepiony by w czambuł potępiać tout a fait /w całości/ kler, postanowiłem wymienić współczesnych polskich duchownych, szanowanych przeze mnie i lubianych. Ta alfabetycznie ułożona lista nie jest na pewno kompletna, lecz wystarczająco długa by stać się poważnym argumentem przeciw tendencji niektórych do wylewania dziecka z kapielą tj nienawiści do wszystkich „czarnych”.
Zainteresowanym poniższymi postaciami polecam internet lub encyklopedie, gdyż moje informacje są lapidarne i raczej anegdotyczne.
BADENI Joachim, dominikanin, /orig Kazimierz//1912-2011/ cieszył się, że stracił majątki, bo dzięki temu mógł poświęcić sie życiu duchowemu. A że miał co stracić wykażemy opowieścią zaczynającą się w pierwszych latach ubiegłego wieku. Ludwik Badeni, dyplomata austriacki, syn Kazimierza - namiestnika Galicji, przez dwa lata premiera rządu Austro-Węgier - poznaje podczas balu w Sztokholmie piękną Alicję Ancarcrona, córkę szwedzkiego koniuszego królewskiego. Wesele rodziców odbyło się na Zamku Królewskim w Sztokholmie, co podobno oburzyło królową szwedzką, bo to „nic przyjemnego przestawać z katolikami”. Przyszły dominikanin urodził się w 1912 r., w Brukseli, co wiele lat póżniej komentował stwierdzeniem: „Europejczykiem jestem od kołyski..”. Mimo przyjęcia przez Alicję wiary męża, medalik z Matką Boską, powieszony przez teściową nad kołyską, wywołał u niej szok, jako katolicki zabobon. Gdy miał 4 lata, umarł jego ojciec, a matka wyszła ponownie za mąz za Karola Olbrachta Habsburga z Żywca, polskiego patriotę. Karol, za lojalność wobec Polski, zapłacił podczas II w.św. internowaniem przez Niemców i utratą majatku. Matka Alicja działała w AK, a nasz bohater przeszedł przez Rumunię do Francji, potem służba w Podhalańczykach, Narwik, Afryka, Gibraltar i znów Anglia. Tu pod wpływem sławnego filozofa o. Innocentego Bocheńskiego, wówczas kapelana brygady spadochronowej, w lipcu 1943 wstępuje do dominikanów, a po 1945 wraca w habicie do kraju. Maria Krystyna Habsburg , co wróciła do Żywca, to jego przyrodnia siostra. Jego radość życia, mądrość i patriotyzm dają mu miejsce na mojej liście.
BARDECKI Andrzej, ks./ -2001/, skromny człowiek, WIELKI KAPŁAN, przez 40 lat asystent kościelny „Tygodnika Powszechnego”, pionier ekumenizmu i przyjaciel Karola Wojtyły. Polecam swój esej z 2011 r., a tu tylko przypominam znamienną wizytę Grzegorza Piotrowskiego w pażdzierniku 1994 r. Otóż Piotrowski, po wyjściu na pierwszą przepustkę, pośpieszył do Krakowa, do księdza Bardeckiego. O czym rozmawiali nie wiem, odnotowuję tylko, że następnego dnia ksiądz odprawił mszę św. za „zbrodniarza”. Nie wiem również kto po śmierci JP II i Ks. Bardeckiego jest depozytariuszem „tajemnicy” zabójstwa ks. Jerzego. Przypomnę również, że w grudniu 1977 roku Bardeckiego pobito i złamano nos, co Wojtyła skomentował „Dostałeś za mnie”; póżniej gdy już Wojtyła został papieżem, do mieszkania Bardeckiego podrzucono sfabrykowany pamiętnik domniemanej kochanki JP II - Ireny Kinaszewskiej, by UB mogło znależć ów kompromitujący dokument w czasie rewizji. I o dziwo! Bardecki znalazł memuar przed rewizją i go spalił, a rewizja została odwołana, bo „as wywiadu”, właśnie tenże Piotrowski upił się i rozwalił samochód /??!!/. Ks. Bardecki był WIEKIM WSPANIAŁYM CZŁOWIEKIEM, a wg „Ziuty” Hennelowej miał tylko jedną wadę: „...bardzo lubił odprawiać Msze śpiewane, a śpiewał niedobrze..”.
BEREZA Jan /orig. Mirosław/, /1956-2011/, kolega „Kory” Jackowskiej, hippies, potem asceta, samotnik; odkrywał podobieństwo między medytacją ZEN a modlitwą chrześcijańską. Założył Ośrodek Medytacji Chrześcijańskiej w klasztorze Benedyktynów w Lubiniu, i za to mu chwała. Obecnie Ośrodek prowadzi o. Maksymilian Nawara.
BOCHEŃSKI Innocenty Maria /orig.Józef Franciszek/ /1902-95/, dominikanin, logik, filozof, badacz ideologii komunistycznej i jako taki opisał szczegółowo gatunek homo sovieticus. Założyciel Instytutu Europy Wschodniej Uniwersytetu we Fryburgu. W sprawach wiary nie uznawał wątpliwości, usuwać je miało kluczowe słowo CHCĘ. To akt woli nadawał wierze sens /zgodnie z dewizą św. Augustyna, głoszącą, że „człowiek nie może wierzyć, jesli nie ma ku temu woli”/. W wieku 69 lat nauczył się latać samolotem. Chwała mu za świetne opracowania realsocjalizmu. Jego brat, Aleksander, napisał popularne przed wojną „Dzieje głupoty w Polsce”.
BONIECKI Adam - ciągnął /jak umiał/ dzieło Turowicza tj „Tygodnik Powszechny”.
BORKOWSKA Małgorzata, mądra zakonnica, mówi m.in.: „Wiara.. ..jest jedną z możliwych postaw rozumu..”.
CHMIELEWSKA Małgorzata, jw, organizatorka wspólnoty „Chleb Życia”. Jej najtrafniejsza uwaga to: „Cała tajemnica polega na życiu chwilą obecną. Ciągle marzymy o tym, żeby było lepiej, tracąc okazję na radowanie się z tego, co już mamy”.
DRAGUŁA Andrzej, ks., prof. Wg niego są powody do niepokoju z powodu „odradzania się kataryzmu, a więc przekonania, że grupa, do której się należy, jest Kościołem bardziej niż inne”. /jak prawdziwi rydzykowi Polacy/. Wyjaśniam, że „katarowie” to ogólna nazwa grup religijnych, takich jak albigenesi, bohomilcy, zniszczonych przez inkwizycję i wyprawy krzyżowe w XI-XII w na polecenie Innocentego III.
GIERTYCH Wojciech /ur.27.09.1951 r. w Londynie/, syn „endeka” Jędrzeja, brat europosła Macieja, stryjek Romana. Wstąpił do dominikanów po skończeniu historii na Uniwersytecie Poznańskim; święcenia w 1981; w grudniu 2005 r. został Teologiem Domu Papieskiego w Rzymie. Niby Giertych, a normalny. I za to go cenię/
HELLER Michał, ksiądz astronom - jak belgijski Lemaitre /autor teorii rozszerzającego się Wszechświata/. Heller jest moim GURU /obok Tischnera i Wojtyły/, szczególnie w pojmowaniu współegzystencji rozumu i wiary, jak też kreacjonizmu i ewolucji etc, przeto nie jestem w stanie zwiężle opisać jego genialności Wspomnę ino, że był pierwszym /i do dziś jedynym/ polskim laureatem Nagrody TEMPLETONA /w 2008 r ok 1,4 mln $/ przyznawanej za „Progress Toward Research or Discoveries about Spiritual Realities” /”Postęp w Badaniach lub Odkryciach w zakresie Duchowych Wartości”/ . Jest również profesorem Wydziału Filozofii PAT w Krakowie, pracownikiem Obserwaorium Watykańskiego i członkiem PAN. Niech żyje !!!
HRYNIEWICZ Wacław /ur.23.07.1936/, oblata, propagator tolerancji i ekumenizmu. Wspaniały, szlachetny MĘDRZEC nieustannie atakowany za swoje wypowiedzi przez „prawdziwych Polaków”. Poznajmy próbkę jego mądrości na przykładzie jego oceny stosunków miedzy Moskwą a Watykanem, czy jak kto woli - katolicyzmem a prawosławiem: „POLSKOŚĆ JP II zaważyła na perypetiach dialoru Watykanu z Patriarchatem Moskiewskim. Na jego pontyfikacie ciążyły polsko-rosyjskie zaszłości historyczne.. ...ekspansja katolicyzmu trwa od 1204 r., zdobycia i złupienia Konstantynopola podczas IV wyprawy krzyżowej.. ..wyprawy Władysława IV Wazy do Moskwy /1612, 1617/ widziane tam jako zagrożenie dla całej kultury prawosławnej.. ..wg jezuity Philipa Regisa /1897-1955/: - kiedy w Rosji wybije godzina wolności, kościół katolicki zostanie uznany za wroga wiary narodu rosyjskiego..”. No i faktycznie, putinowsko-sołżenicynowska wizja Wielkiej Rosji realizowana jest przez nadanie prawosławiu roli czynnika integrującego naród. Nie mogę nie przytoczyć też fragmentu rozważan Hryniewicza o cierpieniu: „Cierpienie ma sens ? - Nie można na siłę go nadawać, narzucać motywów religijnych, wspominać od razu o męce Chrystusa. Samo w sobie cierpienie jest nieszczęściem... ..Cierpienie może.. zdruzgotać, odebrać resztki człowieczeństwa.. To co sie przecierpiało, odkłada się w człowieku na trwałe.. .Chrystus nie uczy cierpiętnictwa, lecz zmagania z cierpieniem - niesienia krzyża swojego istnienia „za NIM” w taki sposób, żeby nie zabrakło w nim światła.. ...Więc nie hasło DD - despair and die /rozpaczaj i umieraj/, ale HD - hope and die /miej nadzieję i odchodż/. Każda wypowiedż Hryniewicza jest dla mnie perełką mądrości, mógłbym więc cytować go długo, a skoro założenia niniejszego przeglądu ograniczają mnie zakończę uwagą o milczeniu Boga: „Milczenie Boga podważa często wiarę w jego obecność i zmaganie z nieszczęściem razem z człowiekiem.. ..Na konto Pana Boga zapisujemy nasze błędy i zaniedbania.. ...wołamy: „jeżeli istniejesz, to ocal moje dziecko”, „wyzwól mnie z choroby” etc. Gdy Bóg milczy, załamujemy się w swojej wierze... ...Żeby zapobiec nieszczęściom naszej bezmyślności ON musiałby nieustannie czynić cuda i ingerować w ludzką wolność. Stykamy się tu z tajemnicą ludzkiej woli i swawoli”.
KNABIT Leon, o. OSB, mnich tyniecki /benedyktyński/, autor uroczego wspomnienia o WOJTYLE pt „Spotkania z Wujkiem Karolem”.
KORNIŁOWICZ Władysław - Tu wystarczy jedno słowo LASKI. Obok ojca Korniłowicza należy wymienić Matkę Elżbietę Czacką, ks. Antoniego Marylskiego oraz s. Zofię Morawską /córkę rektora UJ, pierwszą kobietę odznaczoną Orderem Orła Białego/.
KRACIK Jan, ks, autor książeczki pt „Trwogi i Nadzieje Końca Wieków”, w której w sposób barwny opisuje apokaliptyczne wizje i proroctwa, analizuje postawy ludzi wobec mitu końca świata i przybliża intrygujace zjawiska jak procesje flagelantow czy fanatyzm taborytów. Polecam.
MALIŃSKI Mieczysław, ks., polecam jego „Zamyślenia” i „Kazania najkrótsze”. Dla zachęty do czytania cytat z tej pierwszej: „Nie trzeba się pchać na krzyż. Jezus też się na krzyż nie pchał. Ideałem chrześcijańskim jest życie, nie śmierć męczeńska. Ale czasem przyjdzie chwila, kiedy zabrzmi dla ciebie dzwon. Kiedy w imię uczciwości, twojej godności człowieczej, w imię prawdy wybierzesz krzyż. To może być krzyż utraty stanowiska, pieniędzy, a czasem tylko krzyż pogardy, lekceważenia, ironii”. A z tej drugiej: „Trudne życie to nie kara, tylko zadanie”; „Pacierz czy różaniec to jeszcze nie modlitwa, to tylko narzędzie”; oraz najważniejsze dla mnie, /czyli „nie-katolika”/: „Kontakt z Bogiem masz ty sam, albo nie masz wcale. Ksiądz niczego za ciebie nie załatwia. Nie zrobi również za ciebie niczego społeczność, do której należysz”; a na koniec „pociecha”: „Jeżeli uważasz, że jesteś niewierzący, a żyjesz uczciwie, starasz się sprostać swoim obowiązkom, dajesz z siebie wszystko, aby podołać zadaniom, króre pietrzą się przed tobą, gdy ochraniasz słabszych, stajesz w obronie słusznej sprawy, gdy podtrzymujesz otoczenie swoim optymizmem, choć nieraz sam jesteś rozdarty, niesiesz odwagę, choć sam się boisz, budzisz nadzieję, choć samemu ci jej brakuje, gdy upadasz, ale się prostujesz, powstajesz, dżwigasz sie ze swojej słabosci - to jesteś z Bogiem złączony, masz Go w sobie”.
OSZAJCA Wacław, o. SJ: ostrzega przed szerzeniem nienawiści: „...kapłani zbiorą to co zasieli”, a o Bogu zauważa: „..jeśli chce być wieczny, nie może być zmienny, bo zmiennością cechuje się to wszystko, co czasowe, nietrwałe”
POPIEŁUSZKO Jerzy. Po spotkaniu z Glempem zanotował: „Zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej”, a znamienne jest, że po śmierci Glempa ks. Boniecki w „nekrologu”, w „TP”, o tej niechęci Prymasa do ks. Jerzego wspominał. Wielokrotnie o tym pisałem odsyłam m.in do eseju „ks.Bardecki”.
PRUSAK Jacek, ks., b. zdolny publicysta, odważny.
PUDER Tadeusz /1908-45/. Jedyny przed wojną ksiądz karolicki - ŻYD. Tuwim opisuje, jak w Kościele św Jacka, gdy ks. Puder, nota bene rektor tegoż Kościoła, szedł na ambonę, doskoczył gorliwy Polak /dziś powiedzieliśmy by „prawdziwy polak”/ i dał mu w twarz, krzycząc: „TO JEST ŻYD”. /Uwaga: od tej chwili wprowadzam pisownię „ prawdziwego polaka” przez małe „p”, bo na duże nie zasługuje !/.
ROSTWOROWSKI Tomasz /1904-74/, jezuita, kaznodzieja, b. mądry facet; jako kapelan KG AK brał udział w stopniu ppłk-a w Powstaniu Warszawskim, przyjął pseudonim Ksiądz Marek. Siedział we Wronkach do 1956; duszpasterz akademicki na KUL-u. Po wyjeżdzie z Polski w 1963 pełnił funkcję kierownika polskiej sekcji Radia Watykan; był korespondentem Soboru Watykańskiego II; człowiek wielkiej kultury i wiedzy.
SALIJ Jacek, o. OP. Dzięki jego „Ewangeliarz”-owi tłumaczyłem uczęstniczącym w mszy św., co usłyszeli. Uważam jego opracowanie za jedno z najlepszych.
STASZIC Stanisław /1755-1826/, ks., filozof. Robię tu wyjątek dla „niewspółczesnego” czarnego, ze względu na superaktualną myśl wyrażoną w „Przestrogach dla Polski”: „...naród,.. ..który nie rozumie, co jest wolność, a co swawola, naród tak zakochany w anarchii, który tak ceni zasługi, a zasłużonych prześladuje, istnieć nie może i losy swoje.. ..na szwank wystawia i zgubę..”.
TISCHNER Józef /1931 – 28.06.2000/. Mój GURU, MÓJ NAUCZYCIEL; dzięki niemu wdepnąłem w świat filozofii i teologii; czytałem jego książki i niewiele rozumiałem, a że pisał tak ciekawie, to czytałem dalej i po pewnym, dość długim czasie, odkryłem, że oswoiłem się z pojęciami filozoficznymi i że coraz więcej rozumiem; otworzył mnie furtkę do świata ludzi mądrych. Chwała mu za to ! Popełniłem kiedyś esej „Tischner czyta katechizm”, więc tam odsyłam zainteresowanych, a dziś półżartobliwie: np. wielu filozofów stwierdziło, że lepsze „COŚ” niż „NIC”; w porządku, ale co to jest to „NIC”. Tischner wyjaśnia: „Chłopi przy gorzołce medytowali, co by to miało być, to „NIC”. Leon im pedzioł: „to jest pół litra na dwóch”. Będąc niesfornym naraził się Episkopatowi stwierdzeniem: „Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Lenina, natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem”. Kpił też ze „znaku pokoju”: „Kiedy w kościele mówię; „przekażcie sobie znak pokoju”, jestem w uprzywilejowanej sytuacji, bo stoję za ołtarzem i nie muszę każdemu podać dłoni. Ale gdybym stał w tłumie, miałbym problemy”. O cierpiętnictwie „na pokaz” mówił: „Można tak pokochac krzyż, że się zrezygnuje z zejścia z krzyża w dniu zmartwychwstania”. A najtrafniej ujął problem „polskości” tzw „prawdziwych polaków”: „ ... myślenie przedstawiające się jako NARODOWE, stało sie rzadkim przykładem bezmyślności. Ono też - przedstawiające się jako „polska myśl narodowa” – znalazło się pośród tych „automatów”, co to stoją przy drodze i.... „myślą, że myślą”... „polskość” jest główną racją legitymizacji negacji. Każde bowiem „nie” jest wypowiadane w imię polskości”. Zakończę jego dobrotliwym żartem na temat Mazowieckiego: „Lenin przed rewolucją napisał „Czto djełat’”, a Mazowiecki napisał tylko „Internowanie”, czyli zapis doświadczeń człowieka izolowanego”.
TWARDOWSKI Jan, ks., /1915-2006/, wspaniały, mądry człowiek; poświęciłem mu b. udany esej w 2011 r. Polecam. Teraz dodam tylko ciekawostkę, której pisząc esej nie znałem. Otóż swój najpopularniejszy wiersz pt „Śpieszmy się kochać ludzi..” zadedykował poetce Annie Kamieńskiej /1920-86/, matce Pawła Śpiewaka, na krótko przed jej śmiercią. Również udzielił ostatniego namaszczenia ojcu Pawła - Janowi /1908-67/, red. „Twórczości”, zmarłemu na raka, który szczęśliwie nie doczekał „czystek” 1968-ego roku. Jeszcze ładne jego zdanie: „Ten, który umiera, odchodzi przez grzeczność i ustępuje miejsca drugim”. Chciałbym też przypomnieć, że „za młodu” podkochiwał się w Żydówce, Wandzie Zieleńczyk, siostrze ciotecznej Kamila Baczyńskiego, rozstrzelanej, wraz z siostrą i ojcem - /Adamem, filozofem, prof. UW/, przez Gestapo, po zadenuncjowaniu przez „prawdziwych polaków”.
WEKSLER-WASZKINEL Romuald - ksiądz, który dowiedział się, że jest ŻYDEM /por. ks.Puder/, jako dorosły człowiek. Atakowany przez „prawdziwych polaków” tłumaczy: „...w jednym z portali internetowych przeczytałem o sobie: „temu żydowi tak ciężko się nawrócić”. Toteż wciąż przypominam, jestem Żydem, i że JEZUS JEST ŻYDEM. Jestem bliżej Jezusa od tych, którzy się jeszcze nie nawrócili i jeszcze w NIM Żyda nie zobaczyli”. W 2006 r. chciano z niego zrobić b. TW, lecz się nie udało. Kanadyjska Polonia mało co Żyda nie zlinczowała.
WĘCŁAWSKI - ks., prof. chrystologii, parę lat temu porzucił stan kapłański.
WOJTYŁA Karol /1920-2005/, na tej liście współuczestnik mojej wielkiej TRÓJCY /Heller i Tischner/. Ukoronowaniem jego wielkości jest treść testamentu, w którym kierując się dobrem ogólu, ukrywa prawdę i wskazuje na swego nieprzejednanego wroga – Wyszyńskiego, jako na współtwórcę swoich sukcesów. Ponadto pragnę podkreślić, mało gdzieindziej eksponowaną, jego genialną zdolność słuchania, dzięki ktorej, sam nie będąc stricte naukowcem, wznosił się na szczyty intelektu; a że o naprawdę WIELKIM CZŁOWIEKU trudno coś originalnego dodać, to na tym kończę.
WYSZYŃSKI Stefan /1901-1981/, kardynał, nazywany przez „prawdziwych polaków” - „Prymasem Tysiąclecia”, w 1950 r. orędownik „lojalki” tj zobowiązania współpracy z UB wszystkich „czarnych”, ideolog dyskusyjnej „teorii przetrwania”. Jego zwolennicy eksponują jego wystąpienie „non possumus”, pomijając jego zachowanie w czasie procesu biskupów krakowskim, jak i Kominka. Na mojej liście „chwały” znalazł się dzięki trafnej argumentacji sprzeciwu reformom Soboru Watykańskiego II, o czym pisał żartobliwie Kisiel: „Wyszyński ma rację bo: „Reformy SW II bardzo potrzebne i słuszne są w krajach cywilizowanych, a zakuty polski ciemnogród nie dorósł do tego i wszelkie próby mogą osłabić polską pseudoreligijność, a wtedy motłoch wyrwie się spod silnej ręki episkopatu..”. O jego poziomie intelektualnym niech świadczy fakt, że nawet po nominacji biskupiej stale wierzył w mord rytualny tzn, że Żydzi przerabiają chrześcijańskie dzieci na macę.
ZIEJA Jan, ks./1897-1991/, do 1959 r duszpasterz w kościele Wizytek w Warszawie /jego następcą został ks. Twardowski/, sygnatariusz „listów” do władz PRL /m.in. „listu 59-ciu” w 1975, który podpisali rownież ks.Małkowski i o. Salij/, legenda KOR-u i „Solidarności”.
ŻYCIŃSKI Józef Mirosław, abp, prof. KUL-u; co roku przybywał do Mariazell /Austria/, „by w dniu urodzin kardynała Franza Koeniga odprawić Mszę świętą w jego intencji”. /To właśnie Koenig był wysłannikiem Watykanu do Polski, by wysondować opinię Episkopatu w sprawie kandydatury Wojtyły na papieża i to on przeprowadził słynną, żenującą rozmowę z Wyszyńskim/. Po śmierci Życiński został dokumentnie opluty przez sektę Rydzyka i „prawdziwych polaków”.
W swojej liście nie umieściłem wielu wspaniałych ludzi, takich jak Adam Sapieha, Eugeniusz Baziak, Franciszek Macharski, Ferdynand Machay /poznałem osobiście/, Tadeusz Pieronek, Grzegorz Ryś, Jan Pietraszko oraz chwilowo zapomnianych /skleroza/ innych. Przypomniałem natomiast sobie księdza bodajże Gniewniaka, wspaniałego kapłana w parafii na Saskiej Kępie, przeniesionego póżniej na pl. Narutowicza, który pierwszy organizował wyjazdy młodzieży na Jaszczurówkę i rock’n-rollowe potańcówki, i to już w końcu lat pięćdziesiątych.
Reasumując uważam, że mój szacunek do w/w, a stanowią oni bądż co bądż całkiem liczną grupę, pozwala na podważenie mojej własnej opinii o sobie, żem antyklerykał.