Wednesday, 6 November 2013

CZY JESTEM ANTYKLERYKAŁEM ?



                                                                                                                                                                LUTY  2013


                   CZY  JESTEM   ANTYKLERYKAŁEM  ?


Jeżeli   klerykalizm   jest  dążnością  do  zapewnienia   kościołowi,  duchowieństwu  /klerowi/  decydującego  wpływu  na  życie  publiczne,  polityczne,  społeczne  bądż  kulturalne,  to,  oczywiście,  jestem   antagonistą  jej;  przeto  zasługuję  na  miano  antyklerykała.   Nie  lubię  kleru,   podobnie  jak  żadnej  grupy  politycznej   uważającej  się  za  depozytariusza   „jedynej  prawdy”,   uzurpującej  sobie  prawo,  ba,  nawet  święty  obowiązek,  do  indoktrynacji  całej  ludzkości. 

  Nie  przeszkadza  mnie  to  „lubić,  kochać,  szanować”  pojedynczych  przedstawicieli  stanu  duchownego,  jak  i   „nie  chcieć,  nie  dbać,  żartować”  z  innych  przedstawicieli  tego  osobliwego  gatunku.  To  jest  tak,  jak  z  gminem,  pospólstwem,  motłochem,  którym  się  brzydzę  i  którego  nienawidzę,  mimo,  że  aprobuję   zalecenia  miłości  bliżniego  /nota  bene  żydowskie,  bo  to  Kpl 19,17-18,  przetłumaczona  na  grecki  w III w. pne:  „Nie  będziesz  żywił  nienawiści...   ...Nie  będziesz  szukał  pomsty...   ..ale  będziesz  miłował  bliżniego  jak  siebie  samego”/  i  staram  się  je  realizować  w  odniesieniu  do  pojedynczych  osobników  rodzaju  ludzkiego.

Nie  miejsce  tu  też  na  podważanie  dewizy  Kościoła  Rzymskiego  -  COLUMBA  CASTA  /columba- gołąb,  castus – czysty, nieskalany/,  zauważam  ino,  że  formuła  „Kościół  nieskalany  grzesznych  ludzi”  interpretowana  jest  niesymetrycznie,  gdyż  /wg  Kołakowskiego/  „skoro  nikt  przytomny  nie  powie,  że  to  Kościół  gwałci  małe  dziewczynki   /bo  de  facto  -  grzeszni  ludzie/,    to  czemu  /pracę/  dzielnych  misjonarzy  i  zakonnic  przypisywać  Kościołowi,  a  nie  jednostkom..”.

Nie  jestem  katolikiem,  nie  uczestniczę  w  mszach  świętych  i  absolutnie  nie  uznaję  chrześcijańskich  dogmatów,  jednakże  Biblię  uważam  za  najwspanialsze   dzieło,  a   tzw  Ojcowie  Kościoła,  szczególnie  św. Augustyn /354-430/  i   Mistrz  Eckhart /1260-1327/,  są  dla  mnie  niewątpliwymi  autorytetami.  Nie  mogę  też  nie  wspomnieć  o  Franciszku  z  Asyżu /1181-1226/,  którego  podejście  do  otaczającej  przyrody  odnajduję  w  wierszach  ks. Twardowskiego.  I  właśnie  jako  antyklerykał,  który  jednak  nie  jest  tak  głupi  i  zaślepiony  by  w  czambuł  potępiać   tout a  fait  /w  całości/  kler,  postanowiłem  wymienić  współczesnych  polskich  duchownych,  szanowanych  przeze  mnie  i  lubianych.  Ta  alfabetycznie  ułożona  lista  nie  jest  na  pewno  kompletna,  lecz  wystarczająco  długa  by  stać  się  poważnym  argumentem  przeciw  tendencji  niektórych  do  wylewania  dziecka  z  kapielą   tj   nienawiści  do  wszystkich  „czarnych”.

Zainteresowanym  poniższymi  postaciami   polecam  internet  lub  encyklopedie,  gdyż  moje  informacje  są  lapidarne  i  raczej  anegdotyczne:
.
BADENI  Joachim,  dominikanin, /orig Kazimierz//1912-2011/  cieszył  się,  że  stracił  majątki,  bo  dzięki  temu  mógł  poświęcić  sie  życiu  duchowemu.   A  że  miał  co  stracić  wykażemy  opowieścią  zaczynającą  się  w  pierwszych  latach  ubiegłego  wieku.  Ludwik  Badeni,  dyplomata  austriacki,  syn  Kazimierza -  namiestnika  Galicji,  przez  dwa  lata  premiera  rządu  Austro-Węgier  -  poznaje  podczas  balu  w  Sztokholmie  piękną  Alicję  Ancarcrona,  córkę  szwedzkiego  koniuszego   królewskiego.  Wesele  rodziców  odbyło  się  na  Zamku  Królewskim  w  Sztokholmie,  co  podobno  :oburzyło  królową   szwedzką,  bo  to  „nic  przyjemnego  przestawać  z  katolikami”.  Przyszły  dominikanin  urodził  się  w  1912 r., w  Brukseli,  co  wiele  lat  póżniej  komentował  stwierdzeniem:  „Europejczykiem  jestem  od  kołyski..”.   Mimo  przyjęcia  przez  Alicję  wiary  męża,  medalik  z  Matką  Boską,  powieszony  przez  teściową  nad   kołyską,   wywołał  u  niej  szok,  jako  katolicki  zabobon.  Gdy  miał  4  lata,  umarł  jego  ojciec,  a  matka  wyszła  ponownie  za  mąz  za  Karola  Olbrachta  Habsburga  z  Żywca,  polskiego  patriotę.   Karol,  za  lojalność  wobec  Polski,  zapłacił  podczas  II w.św.  internowaniem  przez  Niemców  i  utratą  majatku.  Matka  Alicja  działała  w  AK,  a  nasz  bohater   przeszedł  przez  Rumunię  do  Francji,  potem  służba  w  Podhalańczykach,  Narwik,  Afryka,  Gibraltar  i  znów  Anglia.  Tu  pod   wpływem  sławnego  filozofa  o. Innocentego  Bocheńskiego,  wówczas  kapelana  brygady  spadochronowej,  w  lipcu  1943  wstępuje  do  dominikanów,  a  po  1945  wraca  w  habicie  do  kraju.  Maria  Krystyna  Habsburg , co  wróciła  do  Żywca,  to  jego  przyrodnia  siostra.   Jego  radość  życia,  mądrość  i  patriotyzm   dają  mu  miejsce  na  mojej  liście.

BARDECKI  Andrzej, ks./  -2001/,  skromny  człowiek,  WIELKI  KAPŁAN,  przez  40  lat  asystent  kościelny  „Tygodnika  Powszechnego”,  pionier  ekumenizmu  i  przyjaciel  Karola  Wojtyły.  Polecam  swój  esej  z  2011 r.,  a  tu  tylko  przypominam  znamienną  wizytę   Grzegorza  Piotrowskiego  w  pażdzierniku  1994 r.  Otóż  Piotrowski,  po  wyjściu  na  pierwszą  przepustkę,  pośpieszył  do  Krakowa,  do  księdza  Bardeckiego.  O  czym  rozmawiali  nie  wiem,  odnotowuję  tylko,  że  następnego   dnia  ksiądz  odprawił  mszę  św.  za  „zbrodniarza”.  Nie  wiem  również  kto  po  śmierci  JP II  i  Ks.  Bardeckiego  jest  depozytariuszem  „tajemnicy”  zabójstwa  ks. Jerzego.  Przypomnę   również,  że   w  grudniu  1977  roku  Bardeckiego  pobito  i  złamano  nos,  co  Wojtyła  skomentował  „Dostałeś  za  mnie”;  póżniej  gdy  już  Wojtyła  został   papieżem,  do  mieszkania  Bardeckiego  podrzucono  sfabrykowany  pamiętnik  domniemanej   kochanki   JP II   - Ireny  Kinaszewskiej,  by  UB   mogło  znależć  ów  kompromitujący  dokument  w  czasie  rewizji.  I  o  dziwo!  Bardecki  znalazł  memuar  przed  rewizją  i  go  spalił,  a  rewizja  została  odwołana,  bo  „as  wywiadu”,  właśnie  tenże  Piotrowski  upił  się  i  rozwalił  samochód /??!!/.  Ks.  Bardecki  był  WIEKIM  WSPANIAŁYM  CZŁOWIEKIEM,  a  wg  „Ziuty”  Hennelowej  miał  tylko  jedną  wadę:   ...bardzo   lubił  odprawiać  Msze  śpiewane,  a  śpiewał   niedobrze..”.

BEREZA  Jan  /orig. Mirosław/,  /1956-2011/,  kolega  „Kory”  Jackowskiej,  hippies,  potem  asceta,  samotnik;  odkrywał  podobieństwo  między   medytacją  ZEN  a  modlitwą  chrześcijańską.   Założył  Ośrodek   Medytacji  Chrześcijańskiej  w  klasztorze  Benedyktynów  w  Lubiniu,  i  za  to  mu  chwała.  Obecnie  Ośrodek  prowadzi  o. Maksymilian  Nawara.

BOCHEŃSKI  Innocenty  Maria /orig.Józef  Franciszek/ /1902-95/, dominikanin,  logik,  filozof,  badacz   ideologii   komunistycznej  i  jako  taki  opisał  szczegółowo  gatunek  homo  sovieticus.  Założyciel  Instytutu  Europy  Wschodniej  Uniwersytetu  we  Fryburgu.   W  sprawach   wiary  nie  uznawał  wątpliwości,  usuwać  je  miało  kluczowe  słowo  CHCĘ.  To  akt  woli  nadawał  wierze  sens /zgodnie  z  dewizą  św. Augustyna,  głoszącą,  że   „człowiek  nie  może  wierzyć,   jesli  nie  ma  ku  temu  woli”/.  W  wieku   69  lat  nauczył  się  latać  samolotem.   Chwała  mu  za  świetne  opracowania  realsocjalizmu.  Jego  brat, Aleksander,  napisał  popularne  przed  wojną  „Dzieje  głupoty  w  Polsce”.

BONIECKI  Adam  -  ciągnął  /jak  umiał/  dzieło  Turowicza tj  „Tygodnik  Powszechny”.

BORKOWSKA   Małgorzata,  mądra  zakonnica,  mówi  m.in.:  „Wiara..  ..jest  jedną  z  możliwych  postaw  rozumu..”.

CHMIELEWSKA  Małgorzata,  jw,  organizatorka  wspólnoty  „Chleb  Życia”.  Jej  najtrafniejsza  uwaga  to:  „Cała  tajemnica  polega  na  życiu  chwilą  obecną.  Ciągle  marzymy  o  tym,  żeby  było  lepiej,  tracąc  okazję  na  radowanie  się  z  tego,  co  już  mamy”.

DRAGUŁA  Andrzej,  ks., prof.  Wg  niego  są  powody  do  niepokoju  z  powodu  „odradzania  się  kataryzmu,  a  więc  przekonania,  że  grupa,  do  której  się  należy,  jest  Kościołem  bardziej  niż  inne”.  /jak  prawdziwi  rydzykowi  Polacy/.  Wyjaśniam,  że  „katarowie”  to  ogólna  nazwa  grup  religijnych,  takich  jak  albigenesi,  bohomilcy,  zniszczonych  przez  inkwizycję  i  wyprawy  krzyżowe  w  XI-XII  w  na  polecenie  Innocentego  III.

GIERTYCH   Wojciech /ur.27.09.1951 r.  w  Londynie/,  syn „endeka”  Jędrzeja,  brat  europosła  Macieja,  stryjek  Romana.  Wstąpił  do  dominikanów  po  skończeniu  historii  na  Uniwersytecie  Poznańskim;  święcenia  w  1981;  w  grudniu  2005 r.  został   Teologiem  Domu  Papieskiego  w  Rzymie.  Niby  Giertych,  a  normalny.  I  za  to  go  cenię/

HELLER  Michał, ksiądz  astronom  -  jak  belgijski  Lemaitre   /autor  teorii  rozszerzającego  się  Wszechświata/.    Heller  jest  moim  GURU  /obok  Tischnera  i  Wojtyły/szczególnie  w  pojmowaniu   współegzystencji   rozumu  i  wiary,  jak  też  kreacjonizmu  i  ewolucji   etc,  przeto  nie  jestem   w  stanie  zwiężle  opisać  jego  genialności  Wspomnę  ino,  że  był  pierwszym  /i  do  dziś  jedynym/  polskim  laureatem  Nagrody  TEMPLETONA  /w  2008 r  ok  1,4 mln $/  przyznawanej  za   „Progress   Toward  Research  or  Discoveries  about  Spiritual  Realities”  /”Postęp  w  Badaniach  lub  Odkryciach  w  zakresie  Duchowych  Wartości”/ .  Jest  również  profesorem  Wydziału  Filozofii  PAT  w  Krakowie,  pracownikiem  Obserwaorium  Watykańskiego  i  członkiem  PAN.  Niech  żyje !!!

HRYNIEWICZ  Wacław  /ur.23.07.1936/,  oblata,  propagator  tolerancji  i  ekumenizmu.  Wspaniały,  szlachetny   MĘDRZEC   nieustannie  atakowany  za  swoje  wypowiedzi  przez   „prawdziwych  Polaków”.  Poznajmy  próbkę  jego  mądrości  na   przykładzie  jego  oceny  stosunków  miedzy  Moskwą  a  Watykanem,  czy  jak  kto  woli  -  katolicyzmem  a  prawosławiemPOLSKOŚĆ  JP II  zaważyła  na  perypetiach  dialoru  Watykanu  z  Patriarchatem  Moskiewskim.  Na  jego  pontyfikacie  ciążyły  polsko-rosyjskie  zaszłości  historyczne..   ...ekspansja  katolicyzmu  trwa  od  1204  r.,  zdobycia  i  złupienia  Konstantynopola  podczas  IV  wyprawy  krzyżowej..    ..wyprawy  Władysława  IV  Wazy  do  Moskwy  /1612, 1617/  widziane  tam  jako  zagrożenie  dla  całej  kultury  prawosławnej..   ..wg  jezuity  Philipa  Regisa  /1897-1955/:  -  kiedy  w  Rosji  wybije  godzina  wolności,  kościół  katolicki  zostanie   uznany  za  wroga  wiary  narodu  rosyjskiego..”.   No  i  faktycznie, putinowsko-sołżenicynowska   wizja  Wielkiej  Rosji  realizowana  jest  przez  nadanie  prawosławiu  roli   czynnika  integrującego  naród.  Nie  mogę  nie  przytoczyć  też  fragmentu  rozważan  Hryniewicza  o  cierpieniu:   „Cierpienie  ma  sens ?  - Nie  można  na  siłę  go  nadawać,  narzucać  motywów  religijnych,  wspominać  od  razu  o  męce  Chrystusa.  Samo  w  sobie   cierpienie  jest  nieszczęściem...   ..Cierpienie  może..  zdruzgotać,  odebrać  resztki  człowieczeństwa..   To  co  sie  przecierpiało,  odkłada  się  w  człowieku  na  trwałe..  .Chrystus  nie  uczy  cierpiętnictwa,  lecz  zmagania  z  cierpieniem  -  niesienia  krzyża  swojego  istnienia  „za  NIM”  w  taki  sposób,  żeby  nie  zabrakło  w  nim  światła..   ...Więc  nie  hasło  DD -  despair  and  die  /rozpaczaj  i  umieraj/,  ale  HD -  hope  and  die  /miej  nadzieję  i  odchodż/.  Każda  wypowiedż  Hryniewicza  jest  dla  mnie  perełką  mądrości,  mógłbym  więc  cytować  go  długo,  a  skoro  założenia  niniejszego  przeglądu  ograniczają  mnie  zakończę  uwagą  o  milczeniu  Boga„Milczenie  Boga  podważa  często  wiarę  w  jego  obecność  i  zmaganie  z  nieszczęściem  razem  z  człowiekiem..   ..Na  konto  Pana  Boga  zapisujemy  nasze  błędy  i  zaniedbania..  ...wołamy:  „jeżeli  istniejesz,  to  ocal  moje  dziecko”, „wyzwól  mnie  z  choroby”  etc.  Gdy  Bóg  milczy,  załamujemy  się  w  swojej  wierze...   ...Żeby  zapobiec  nieszczęściom  naszej  bezmyślności  ON  musiałby  nieustannie  czynić  cuda  i  ingerować  w  ludzką  wolność.  Stykamy  się  tu  z  tajemnicą  ludzkiej  woli  i  swawoli”.

KNABIT  Leon, o. OSB,  mnich  tyniecki /benedyktyński/,  autor  uroczego  wspomnienia  o  WOJTYLE  pt  „Spotkania  z  Wujkiem  Karolem”.

KORNIŁOWICZ   Władysław  -  Tu  wystarczy  jedno  słowo  LASKI.   Obok  ojca  Korniłowicza  należy  wymienić   Matkę  Elżbietę  Czacką,  ks. Antoniego  Marylskiego  oraz  s. Zofię  Morawską /córkę  rektora   UJ,  pierwszą  kobietę  odznaczoną  Orderem  Orła  Białego/.

KRACIK   Jan,  ks,  autor  książeczki  pt  „Trwogi  i  Nadzieje  Końca  Wieków”,  w  której  w  sposób  barwny  opisuje  apokaliptyczne  wizje  i  proroctwa,  analizuje  postawy  ludzi  wobec  mitu  końca  świata  i   przybliża  intrygujace  zjawiska  jak  procesje  flagelantow  czy  fanatyzm  taborytów.  Polecam.

MALIŃSKI  Mieczysław,  ks.,  polecam  jego  „Zamyślenia”   i   „Kazania  najkrótsze”.   Dla  zachęty  do  czytania  cytat  z  tej  pierwszej:  „Nie  trzeba  się  pchać  na  krzyż.  Jezus  też  się  na  krzyż  nie  pchał.  Ideałem  chrześcijańskim  jest  życie,  nie  śmierć  męczeńska.  Ale  czasem  przyjdzie  chwila,  kiedy  zabrzmi  dla  ciebie  dzwon.  Kiedy  w  imię  uczciwości,  twojej  godności  człowieczej,  w  imię  prawdy  wybierzesz  krzyż.  To  może  być  krzyż  utraty  stanowiska,  pieniędzy,  a  czasem  tylko  krzyż  pogardy,  lekceważenia,  ironii”.  A  z  tej  drugiej:   „Trudne  życie  to  nie  kara,  tylko  zadanie”;  „Pacierz  czy  różaniec  to  jeszcze  nie  modlitwa,  to  tylko  narzędzie”;  oraz  najważniejsze  dla  mnie,  /czyli  „nie-katolika”/:   „Kontakt  z  Bogiem   masz  ty  sam,  albo  nie  masz  wcale.  Ksiądz  niczego  za  ciebie  nie  załatwia.  Nie  zrobi  również  za  ciebie  niczego  społeczność,  do  której  należysz”;  a  na  koniec  „pociecha”:  Jeżeli  uważasz,  że   jesteś  niewierzący,  a  żyjesz  uczciwie,  starasz  się  sprostać  swoim  obowiązkom,  dajesz  z  siebie  wszystko,  aby  podołać  zadaniom,  króre  pietrzą  się  przed  tobą,  gdy  ochraniasz  słabszych,  stajesz  w  obronie  słusznej  sprawy,  gdy  podtrzymujesz  otoczenie  swoim  optymizmem,  choć  nieraz  sam  jesteś  rozdarty,  niesiesz  odwagę,  choć  sam  się  boisz,  budzisz  nadzieję,  choć  samemu  ci  jej  brakuje,  gdy  upadasz,  ale  się  prostujesz,  powstajesz,  dżwigasz  sie  ze  swojej  słabosci  -  to  jesteś  z  Bogiem  złączony,  masz  Go  w  sobie”.

OSZAJCA  Wacław,  o. SJ:  ostrzega  przed  szerzeniem  nienawiści: „...kapłani  zbiorą  to  co  zasieli”,  a  o  Bogu  zauważa:  „..jeśli  chce  być  wieczny,  nie  może   być  zmienny,  bo  zmiennością  cechuje  się  to  wszystko,  co  czasowe,  nietrwałe”

POPIEŁUSZKO  Jerzy.   Po  spotkaniu  z  Glempem  zanotował:  „Zarzuty  mi  postawione  zwaliły  mnie  z  nóg.  SB  na  przesłuchaniu  szanowało  mnie  bardziej”,  a  znamienne  jest,  że  po  śmierci  Glempa   ks. Boniecki    w  „nekrologu”,  w  „TP”,   o  tej  niechęci  Prymasa  do  ks. Jerzego  wspominał.  Wielokrotnie  o  tym  pisałem  odsyłam  m.in  do  eseju  „ks.Bardecki”
.
PRUSAK  Jacek,  ks.,  b.  zdolny  publicysta,  odważny.

PUDER   Tadeusz /1908-45/.  Jedyny  przed  wojną  ksiądz  karolicki  -  ŻYD.     Tuwim  opisuje,  jak  w  Kościele  św  Jacka,  gdy   ks. Puder,  nota  bene  rektor  tegoż  Kościoła,  szedł  na  ambonę,  doskoczył  gorliwy  Polak  /dziś  powiedzieliśmy by  „prawdziwy  polak”/  i  dał  mu  w  twarz,  krzycząc:  „TO  JEST  ŻYD”. /Uwaga:  od  tej  chwili  wprowadzam  pisownię  „ prawdziwego  polaka”  przez  małe  „p”,  bo  na  duże  nie  zasługuje !/.

ROSTWOROWSKI  Tomasz  /1904-74/jezuita,  kaznodzieja,  b. mądry  facet;  jako  kapelan  KG AK  brał  udział  w  stopniu  ppłk-a  w  Powstaniu  Warszawskim,  przyjął  pseudonim  Ksiądz  Marek.  Siedział  we  Wronkach  do  1956;  duszpasterz  akademicki  na  KUL-u.  Po  wyjeżdzie  z  Polski  w  1963  pełnił  funkcję  kierownika  polskiej  sekcji  Radia  Watykan;  był  korespondentem  Soboru  Watykańskiego  II;  człowiek  wielkiej  kultury  i  wiedzy
.
SALIJ  Jacek, o. OP.   Dzięki  jego  „Ewangeliarz”-owi   tłumaczyłem  uczęstniczącym  w  mszy  św.,  co  usłyszeli.  Uważam  jego  opracowanie  za  jedno  z  najlepszych.

STASZIC   Stanisław   /1755-1826/,  ks., filozof.  Robię  tu  wyjątek  dla  „niewspółczesnego”  czarnego,  ze  względu  na  superaktualną  myśl  wyrażoną  w  „Przestrogach  dla  Polski”:   „...naród,..   ..który  nie  rozumie,  co  jest  wolność,  a  co  swawola,  naród  tak  zakochany  w  anarchii,  który  tak  ceni  zasługi,  a  zasłużonych  prześladuje,  istnieć  nie  może  i  losy  swoje..   ..na  szwank  wystawia  i  zgubę..”.

TISCHNER   Józef /1931 – 28.06.2000/.  Mój  GURU,  MÓJ  NAUCZYCIEL;   dzięki  niemu  wdepnąłem  w  świat  filozofii  i  teologii;  czytałem  jego  książki  i  niewiele  rozumiałem,  a  że  pisał  tak  ciekawie,  to  czytałem  dalej  i  po  pewnym,  dość  długim  czasie,  odkryłem,  że  oswoiłem  się  z  pojęciami  filozoficznymi  i  że  coraz  więcej  rozumiem;  otworzył  mnie  furtkę  do  świata  ludzi  mądrych.  Chwała  mu  za  to !   Popełniłem  kiedyś  esej  „Tischner  czyta  katechizm”,  więc  tam  odsyłam  zainteresowanych,  a  dziś  półżartobliwie:  np.  wielu  filozofów  stwierdziło,  że  lepsze  „COŚ”  niż  „NIC”;  w  porządku,  ale  co  to  jest  to  „NIC”.  Tischner  wyjaśnia:  „Chłopi  przy  gorzołce  medytowali,  co  by  to  miało  być,  to  „NIC”.  Leon  im  pedzioł:   „to  jest  pół  litra  na  dwóch”.   Będąc  niesfornym  naraził  się  Episkopatowi  stwierdzeniem:  „Nie  spotkałem  w  moim  życiu  nikogo,  kto  by  stracił  wiarę  po  przeczytaniu  Marksa  i  Lenina,  natomiast  spotkałem  wielu,  którzy  ją  stracili  po  spotkaniu  ze  swoim  proboszczem”.  Kpił  też  ze  „znaku  pokoju”:  „Kiedy  w  kościele  mówię;  „przekażcie  sobie  znak  pokoju”,  jestem  w  uprzywilejowanej  sytuacji,  bo  stoję  za  ołtarzem  i  nie   muszę  każdemu  podać  dłoni.  Ale  gdybym  stał  w  tłumie,  miałbym  problemy”.  cierpiętnictwie  „na  pokaz”   mówił:  „Można  tak  pokochac  krzyż,  że  się  zrezygnuje  z  zejścia  z   krzyża  w  dniu  zmartwychwstania”.  A  najtrafniej  ujął  problem  „polskości”  tzw  „prawdziwych  polaków”:   „ ... myślenie  przedstawiające  się  jako  NARODOWE,  stało  sie  rzadkim  przykładem  bezmyślności.  Ono  też  -  przedstawiające  się  jako  „polska  myśl  narodowa” – znalazło  się  pośród  tych  „automatów”,  co  to  stoją   przy  drodze  i....     „myślą,  że  myślą”...   „polskość”  jest  główną  racją  legitymizacji  negacji.  Każde  bowiem  „nie”  jest  wypowiadane  w  imię  polskości”.    Zakończę  jego  dobrotliwym  żartem  na  temat  Mazowieckiego:  „Lenin  przed  rewolucją  napisał  „Czto  djełat’”,  a  Mazowiecki  napisał  tylko  „Internowanie”,  czyli  zapis  doświadczeń   człowieka  izolowanego”.

TWARDOWSKI  Jan,  ks., /1915-2006/,  wspaniały,  mądry  człowiek;  poświęciłem  mu    b.  udany  esej  w  2011 r.  Polecam.  Teraz  dodam  tylko  ciekawostkę,  której  pisząc  esej  nie  znałem.  Otóż  swój  najpopularniejszy  wiersz  pt  „Śpieszmy  się  kochać  ludzi..”    zadedykował  poetce  Annie  Kamieńskiej /1920-86/,  matce  Pawła  Śpiewaka,  na  krótko  przed  jej  śmiercią.  Również  udzielił  ostatniego  namaszczenia  ojcu  Pawła  -  Janowi  /1908-67/,  red.  „Twórczości”,  zmarłemu  na  raka,  który  szczęśliwie  nie  doczekał  „czystek”  1968-ego  roku.  Jeszcze  ładne  jego  zdanie:  „Ten,  który  umiera,  odchodzi  przez  grzeczność  i  ustępuje  miejsca  drugim”.   Chciałbym  też   przypomnieć,  że  „za  młodu”  podkochiwał  się  w  Żydówce,  Wandzie  Zieleńczyk,  siostrze  ciotecznej  Kamila  Baczyńskiego,  rozstrzelanej,  wraz  z  siostrą  i  ojcem - /Adamem, filozofem, prof. UW/, przez  Gestapo,  po  zadenuncjowaniu  przez  „prawdziwych  polaków”.

WEKSLER-WASZKINEL  Romuald -  ksiądz,  który  dowiedział  się,  że  jest  ŻYDEM  /por. ks.Puder/,  jako  dorosły  człowiek.   Atakowany   przez  „prawdziwych  polaków”  tłumaczy:    „...w  jednym  z  portali  internetowych  przeczytałem  o  sobie:  „temu   żydowi  tak  ciężko  się  nawrócić”.  Toteż  wciąż  przypominam,  jestem  Żydem,  i  że  JEZUS  JEST  ŻYDEM.    Jestem  bliżej  Jezusa  od  tych,  którzy  się  jeszcze  nie  nawrócili  i  jeszcze  w  NIM   Żyda  nie  zobaczyli”.   W  2006  r.  chciano  z  niego  zrobić  b.  TW,  lecz  się  nie  udało.  Kanadyjska  Polonia  mało  co  Żyda  nie  zlinczowała.

WĘCŁAWSKI  -  ks., prof.  chrystologii,  parę  lat  temu  porzucił  stan   kapłański.

WOJTYŁA   Karol  /1920-2005/, na  tej  liście  współuczestnik  mojej  wielkiej  TRÓJCY  /Heller  i  Tischner/.  Ukoronowaniem  jego  wielkości  jest  treść  testamentu,  w  którym  kierując  się  dobrem  ogólu,  ukrywa  prawdę   i  wskazuje na swego  nieprzejednanego  wroga – Wyszyńskiego,  jako  na  współtwórcę  swoich  sukcesów.  Ponadto  pragnę  podkreślić,  mało  gdzieindziej  eksponowaną,  jego  genialną   zdolność  słuchania,   dzięki  ktorej,  sam  nie  będąc  stricte  naukowcem,  wznosił  się  na  szczyty  intelektu;  a  że  o  naprawdę  WIELKIM  CZŁOWIEKU  trudno  coś  originalnego  dodać,  to  na  tym  kończę.

WYSZYŃSKI   Stefan /1901-1981/,  kardynał,  nazywany  przez  „prawdziwych  polaków”  -  „Prymasem  Tysiąclecia”,  w  1950 r.  orędownik  „lojalki”  tj  zobowiązania  współpracy  z  UB  wszystkich  „czarnych”,  ideolog   dyskusyjnej  „teorii  przetrwania”.   Jego  zwolennicy  eksponują  jego  wystąpienie  „non  possumus”,  pomijając  jego  zachowanie  w  czasie  procesu  biskupów  krakowskim,  jak  i  Kominka.  Na  mojej  liście  „chwały”   znalazł   się  dzięki  trafnej  argumentacji   sprzeciwu  reformom  Soboru  Watykańskiego  II,  o  czym  pisał  żartobliwie  Kisiel:    „Wyszyński  ma   rację  bo:  „Reformy  SW II  bardzo  potrzebne  i  słuszne  są  w  krajach  cywilizowanych,  a  zakuty  polski  ciemnogród  nie  dorósł  do  tego  i  wszelkie  próby  mogą  osłabić  polską  pseudoreligijność,  a  wtedy  motłoch  wyrwie  się  spod  silnej  ręki  episkopatu..”.   O  jego  poziomie  intelektualnym  niech  świadczy  fakt,  że  nawet  po  nominacji  biskupiej   stale  wierzył  w  mord  rytualny  tzn,  że  Żydzi  przerabiają  chrześcijańskie  dzieci  na  macę.

ZIEJA  Jan,  ks./1897-1991/,  do  1959 r  duszpasterz  w  kościele  Wizytek  w  Warszawie /jego  następcą  został  ks. Twardowski/,  sygnatariusz  „listów”  do  władz  PRL /m.in.  „listu  59-ciu”  w  1975,  który  podpisali  rownież  ks.Małkowski  i   o. Salij/,   legenda  KOR-u  i  „Solidarności”.

ŻYCIŃSKI  Józef  Mirosław,  abp,  prof. KUL-u;  co  roku  przybywał  do  Mariazell /Austria/,  „by  w  dniu  urodzin  kardynała  Franza  Koeniga  odprawić  Mszę  świętą  w  jego  intencji”.  /To  właśnie  Koenig  był  wysłannikiem   Watykanu  do  Polski,  by  wysondować  opinię  Episkopatu  w  sprawie  kandydatury  Wojtyły  na  papieża  i  to  on  przeprowadził  słynną,  żenującą  rozmowę  z  Wyszyńskim/.  Po  śmierci  Życiński  został  dokumentnie  opluty  przez  sektę  Rydzyka  i  „prawdziwych  polaków”.
W  swojej  liście  nie  umieściłem  wielu  wspaniałych  ludzi,  takich  jak  Adam  Sapieha,  Eugeniusz  Baziak,  Franciszek  Macharski,  Ferdynand  Machay  /poznałem  osobiście/,  Tadeusz  Pieronek,  Grzegorz  Ryś,   Jan  Pietraszko  oraz  chwilowo  zapomnianych  /skleroza/  innych.  Przypomniałem  natomiast  sobie  księdza  bodajże  Gniewniaka,  wspaniałego  kapłana  w  parafii  na   Saskiej  Kępie,  przeniesionego  póżniej  na  pl.  Narutowicza,  który  pierwszy  organizował  wyjazdy  młodzieży  na  Jaszczurówkę   i  rock’n-rollowe  potańcówki,  i  to  już  w  końcu  lat  pięćdziesiątych.

Reasumując  uważam,  że  mój  szacunek  do  w/w,  a  stanowią  oni  bądż  co  bądż  całkiem  liczną  grupę,  pozwala  na   podważenie  mojej  własnej  opinii  o  sobie,  żem   antyklerykał.