Monday, 18 November 2013

WORLD WAR II CHRONICLE

KRONIKA   II   WOJNY    ŚWIATOWEJ                                       styczeń  2011

            /z   cyklu:  „Z  AMERYKAŃSKIEJ   PERSPEKTYWY”/

UWAGA /17.11.2013/:  Czytając  poniższy  tekst,  po  prawie  trzech  latach  od  jego  napisania, jestem  ponownie  głęboko  poruszony  odmiennością  amerykańskiej  wersji  historii Polski  od  naszej,  niewątpliwie  megalomańskiej.  Oswojony  z  poglądem  naszego  niewątpliwie,  bohatera  narodowego -  Karskiego,  że  II  Wojna  Św.  bez  udziału  Polaków,  nie  trwałaby  ani  jednego  dnia  dłużej,  nie  mogę  jednak  znieść  pomniejszania  naszych  zasług  przez  Amerykanów,  nota  bene  tak  kochanych  przez  nas  bez  wzajemności.  Nie,  to  za  mało  powiedziane;  Jankesy  z  nas  szydzą  i  dlatego  stanowczo  zabraniam  wszelkim  polskim  nacjonalistom,  „prawdziwym  polakom”  i  inszym  megalomanom,    lektury  tak  tego  tekstu,  jak  i  żródłowej  „Chronicle..”.  Podobnie  zabraniam  czytania  mojej  recenzji  „Bloodlands” Snydera,  którą  niebawem  umieszczę  na  blogu.   

    Dostałem   od   zaprzyjażnionej,  inteligenckiej  rodziny  kanadyjskiej  piękny  album   WORLD   WAR   II   -   CHRONICLE,   wydany   przez   LOUIS   WEBER   CEO,   PUBLICATIONS   INTERNATIONAL   LTD,  z   przedmową   napisaną   przez   syna   prez.  DWIGHTA   EISENHOWERA   -  JOHNA,   generała   brygady,  uczestnika   II   Wojny   Światowej,   jak  i   Wojny   Koreańskiej.  Moi  darczyńcy  dbają  o  mnie  i  ofiarowali  mnie  przedtem  „Utwory  zebrane”  Conrada  oraz  „Bloodlands”  Timothy  Snydera.  Zaskoczyłem  ich  infomacją,  że  Conrad  to  Polak  Korzeniowski,  o  trzecim  imieniu  Konrad,  a  Snyder  to  „pupilek”   salonów  warszawskich.  Na  temat  tego  ostatniego  zapraszam  do  mojego  tekstu  pt  „Bloodlands”,  w  którym  wyrażam  zdziwienie  tej  niczym  nieuzasadnionej  polskiej  idolatrii,  wobec  człowieka,  który  swoimi  amerykańskimi  oczami   nie  dostrzegł  bohaterstwa  Polaków.

       Wracając  do  „Chronicle..”,  to  jest  reprezentatywna  dla  powszechnie  obowiązujących  poglądów  na  tym  kontynencie.   Przestudiowałem   ją   z   wielkim   zainteresowaniem   doznając   SZOKU,   szczególnie   w   kwestii   proporcji   działań   wojennych   w   Europie   a   w   reszcie   świata.   Otóż   mnie   -   Polakowi   wydawało   się,   że   II  w.św.   to   przede   wszystkim   napaść   na   Polskę   w   1939   roku,   potem   kapitulacja   Francji,   bitwa   o   Anglię,   a  póżniej   napaść   na   ZSRR,   przełomowa   obrona   Stalingradu   oraz   bitwa   pod   Kurskiem,   następnie   zwycięska   ofensywa   Armii   Czerwonej   i   oczywiście   D-Day,   czyli  lądowanie  aliantów  pod   dowództwem   Eisenhowera   w   Normandii   i   w  rezultacie  tego   bezwarunkowa   kapitulacja   Niemiec.   Oczywiście,  wiedziałem   „co-nieco”   o  Narwiku,  o   potężnej   armii  Rommela,   czy  też   wojnie   chińsko-japońskiej,   Pearl   Harbour,  aż  po   Hiroszimę   i   Nagasaki,   lecz   proporcje   przedstawione   w   „CHRONICLE”   uświadomiły   mnie   mój  dyletantyzm.   Skala   działań   na   Pacyfiku   i   Atlantyku   przyćmiewa   bowiem   nieco   wydarzenia   europejskie   i    dlatego   należy  mówić   o  dwóch   równoległych   przedstawieniach   w  teatrze   II   Wojny   Światowej.    W   pierwszym,   głównie  na   terenie   ZSRR   trwa   Ojczyżniana   Wojna   i   oczekiwanie   Stalina   na   pomoc   Roosevelta,   w  drugim,  na   terenie   Azji,   vice   versa   -   oczekiwanie   Roosevelta   na   uderzenie   Stalina.

       Tu   potrzebne   chyba   wyjaśnienie.   Stany   Zjednoczone,   w   ramach   the   LEND-LEASE   ACT   zaczęły   pomagać   Stalinowi   już   7   listopada   1941 r.,   śląc  do   1945   r.  towary   wartości    per   saldo   11   mld  $  /astronomiczna   wówczas   suma/.   Sam   Stalin,  pod  koniec   wojny,   podkreślił  wartość   tej   pomocy:

  „LEND-LEASE   is   one  of   Franklin   ROOSEVELT’s   most   remarkable   and   vital   achievements   in   the   formation   of   the   anti-Hitler   alliance”  /LEND-LEASE    to  życiowe   I  zasługujące  na   najwyższe   uznanie    osiągnięcie   FDR   w   tworzeniu   antyhitlerowskiej   koalicji/.

   Jednakże,   w   dniu   śmierci   Roosevelta   i   zaprzysiężeniu   Trumana   tj   12.04.1945   roku,   Waszyngton   zawiesił   pomoc   dla   ZSRR,   To   był   właściwie   początek   „zimnej   wojny”.   Co  do   pomocy   Stalina   w   walce   z   Japonią,   przyrzeczenie   potwierdzone   w   Jałcie  /4-11.02.45/   zostało   dotrzymane,   a   zobowiązywało  ono   Stalina   do   uderzenia   w   Japonię  w   ciągu   trzech   miesięcy   od   upadku   Niemiec,  i   już   23  sierpnia   cała   Mandżuria   znalazła   się   w   rękach   Sowietów.

         Jednakże   tematem   tej   pisaniny   miały   być  „sprawy   polskie”   z   perspektywy   amerykańskiej, więc   już   do   nich   przechodzę,   ino   dwie   impresje   dotyczące   Pearl   Harbour   oraz   Hiroszimy,   bo   nie   zamierzam   nimi   osobno   się   zajmować.

         Co  do   Pearl   Harbour,   „CHRONICLE”,    w   podejrzanie   szerokim   zakresie   przedstawia   walkę  Roosevelta   z   Kongresem,   Senatem   i   opinią   publiczną:
  
„On   bał   się,   że   jeśli   przedstawi   bardziej   agresywny   stosunek   do   wojny,   to   jedność   społeczeństwa,   która   jest   podstawową   wartością,   może   ulec   zniszczeniu”.

    Dzięki   obietnicom   danym   amerykańskim   mamusiom   i   tatusiom,   że   ich   synowie   nie   pójdą   na   wojnę,   przeforsował   the   LEND-LEASE   ACT   czyli   pomoc   finansową   dla  państw   walczących  z   członkami  „OSI”.   I   teraz   istotny   cytat  /str.119/:

  „Podczas   gdy   Amerykanie   wierzyli,   że   mogą   pozostać   neutralnymi   obserwatorami   wydarzeń   w   Europie   i   na   Pacyfiku,   Roosevelt   i   jego   doradcy,  w   tajemnicy,   dopracowywali   przerózne   strategie   na   wypadek    gdyby   Ameryka   była   zmuszona   do   wojny...”.
   A   dalej:
  „..możliwość   pozostawania   poza   wojną   skończyła   się   7.12.1941   roku   wraz   z   atakiem   na   Pearl   Harbor

.   Dziękuję,   nic   dodać,  nic   ująć.   Ja  nic  nie  wiem,  ja  nic  nie  sugeruję,  ja  wnioski   pozostawiam   czytelnikowi.   Mnie  ino  przypomniało   się   WTC   i   proces   Rosenbergów.   Co   do  tej  drugiej   sprawy   warto   zacytować  omawianą   „CHRONICLE”,   gdzie  na  str. 474   czytamy: 
 
„Lata   póżniej    DAVID   GREENGLASS   /brat   ETHEL   ROSENBERG   -   przyp. mój/    wyznał,   że   kłamał   o   udziale   ETHEL  /w   kradzieży   bomby   atomowej   -  przyp. mój/,   by   uchronić   życie   swoje   i   żony”. 
  
            Co   do   Hiroszimy,   „CHRONICLE”   sugeruje,   że   gdyby   żył   Roosevelt,   to   do   zrzucenia   bomb   atomowych   by   nie   doszło,   a   niestety   Truman   był   głupi   i   „niewtajemniczony”.   Jako   „safe”   /tzn   niegrożny/,   został   wybrany   przez   Roosevelta   na   kandydata   na   vice-prezydenta   i   został   nim   83   dni   przed   śmiercią   FDR.   Truman   nie   wiedział   o   pracach   nad   bombą   atomową,   /ani   o   sowieckich   szpiegach/   aż   do   zaprzysiężenia   tj   12.04.1945  r.  /Przypominam,   że   bomby   zostały   zrzucone   6  i  8  sierpnia   tegoż   roku/.   Ten   „ordinary   man”    /przeciętniaczek,  człowieczek/   podjął    „NAJDONIOŚLEJSZĄ     DECYZJĘ    W   HISTORII   ŚWIATA”.   Dodajmy,   że   Truman    powiadomił   „sojusznika”  Stalina   o   zamiarze   użycia   „nowej”   broni   w   trakcie   konferencji   w   Poczdamie    /17.07-2.08.45/,   tylko,   że   w   rzeczywistości    nie   była   to  lojalna   informacja  dla  „alianta”,   lecz   „WARNING”   /ostrzeżenie/    dla    nowego   wroga  /p. poprzednia  str.  „zimna   wojna”/.

             No  to   wreszcie   o   Polsce.   Zaczynamy   od   genezy,  tj   powstania,  po   123  latach,   niepodległej    Polski.    Po   pierwszej   wojnie   światowej   tj

   „po   upadku   Rosyjskiego   imperium,   znikły   także   imperia   Niemieckie,   Austriackie   i   Otomańsko-Tureckie.   Na    ich   terenach   powstały   nowe,   małe   państwa   od   Morza   Bałtyckiego   po   Kanał   Sueski”.

   Koniec   cytatu.   Kropka.   Żadnego    PIŁSUDSKIEGO,   czy     WOJNY   POLSKO-BOLSZEWICKIEJ   20  r.,   która  niby  to   miała   uchronić   Europę   przed   zalewem   bolszewickim    nie   odnotowano.   Trzeba   tu,  na  początku,  jasno   powiedzieć,   że   wszystkie   nasze   narodowe   mity  jak   „cud  nad   Wisłą”,   „państwo   podziemne”    czy   „Powstanie   Warszawskie”,   nikogo  na  świecie   nie  obchodzą,   a   bohaterstwa    Polaków   nikt   nie   chce   zauważyć,    bo,   jak   powiedział   nasz   narodowy   bohater   Jan   KARSKI,   „BEZ   POLAKÓW   WOJNA   NIE   TRWAŁABY   ANI   O   JEDEN   DZIEŃ   DŁUŻEJ”.

           Następną    wzmiankę   o   Polsce   znajduję   we  fragmencie  dotyczącym    ŚLĄSKA: 

  „Zgodnie   z   traktatem   z   28.06.1919  roku    restaurowanej   Polsce   przyznano   region   Śląska   bogaty   w   węgiel    i   stal”.

   I   znów   koniec-kropka;   ani   słowa   o   Powstaniach   Śląskich   czy   plebiscycie.   Dalej   Wolne   Miasto   Gdańsk:    „Polacy   stanowili   6%   mieszkańców”   tzn   24  tys.   Mówiąc   prawdę   jestem   zaskoczony,   bo   polska   propaganda   zrobiła   mi   z   głowy   siano  i   wyobrażałem  sobie,  ze   Polaków   i   Niemców   było   „po  połam”,   a    skoro   tak,   to   wydaje   mi   się   groteskowa  cała  ta   Polska   Poczta   obsługująca    CZĘŚCIOWO    CZĘŚĆ   z   dwudziestotysięcznej   populacji    w  pół  milionowym   dystrykcie.

           No  i  mamy   ów   1939   rok.   Łączą   nas   pakty   o   nieagresji,   oba   z   1934  r.,   z   Rosją   i   Niemcami.   W   dniu   3   kwietnia    Niemcy   mają   przygotowany   plan   ataku   na   Polskę,   który   wcielą   w   życie   pierwszego   września,   a   28   kwietnia   Hitler   zrywa   pakt   z   Polską,   żądając   jednocześnie   Gdańska   i   „korytarza”.   Drugiego   czerwca   Sowieci   przystępują   do   stworzenia   paktu   o   wzajemnej   pomocy   z   Francją   i   Wielką   Brytanią.   Na   przeszkodzie   staje   POLSKA,   gdyż   do   sensownej   realizacji   porozumienia   NIEZBĘDNE   jest   umieszczenie   sowieckich   oddziałów   na   naszym   terytorium.   Należy   podkreślić,   że   to   nie   jest   inicjatywa   sowiecka,   lecz   OSOBISTE   uwarunkowanie   ze   strony   CHURCHILLA,   który   skrajnie   negatywnie   ocenia   przygotowanie   Polski   do   starcia   z   Niemcami   /trafność   jego   oceny,  niestety,   szybko   się   potwierdziła/.   Marszałek   Rydz-Śmigły   oświadcza,   że   pozwolenie   na   przemarsz   i   pobyt   Sowietów   w   Polsce   byłoby   błędem,   gdyż   Czerwona   Armia   raz   wpuszczona,   nigdy   Polski   nie   opuści.   Coś   się   Rydzowi    popieprzyło   z   Krzyżakami. 

  W  każdym    razie   POLSKA   UNIEMOŻLIWIŁA   ZAWARCIE    PAKTU    ANTYHITLEROWSKIEGO     i    na   własne   życzenie   pozostała   sama,   bo   trudno   poważnie   traktować   pakt   z   Wlk. Brytanią    podpisany   25   sierpnia   tj   2  dni   po   ratyfikacji   paktu   Mołotow-Ribbentrop.   Czytamy   bowiem  /na   str. 56/:  „Ich   /tj  Francji   i   Wlk.Brytanii  -  mój  przyp./   wojskowe   dowództwa   opracowały   WAR   PLAN   w   lecie  1939 r.,  w  którym   NIEUNIKNIONA    zagłada   Polski   zostanie   przez   nich   zaakceptowana”.   Zreasumujmy:

WIELKA   BRYTANIA   I   FRANCJA,   PO   UNIEMOŻLIWIENIU    PRZEZ   POLSKĘ    ZAWARCIA   SOJUSZU        Z     ZSRR,   NIE   ZAMIERZAŁY   W   NAJMNIEJSZYM   STOPNIU   INGEROWAĆ    W   SPRAWY    POLSKI,     tym   bardziej,   że   negatywnie   oceniały   poziom   polskich   przygotowań    do   wojny.   Na  stronie  53   czytamy:
  
„Polska    nie   przygotowana.    Chociaż   Polska   miała   PIĄTĄ   pod   względem   liczebności  armię   w   Europie,   w   tym   milion   żołnierzy   i   prawie   500   czołgów,   pozostawała   nieprzygotowana   na   nowoczesną   wojnę   wymagającą    manewrów.   Mimo   nieuchronności   wojny  Polska    OPÓŻNIAŁA    MOBILIZACJĘ,    aby   uniknąć   oskarżenia   za   jej   wybuch.   Tylko   17   z   30   mobilizowanych   dywizji    było   w   pełni    gotowych    do   walki   w   dniu   31   sierpnia.  W   rezultacie,   mimo   posiadania   dobrze   przygotowanych    pozycji   obronnych,   oddziały   zostały   rozmieszczone   w   rozproszeniu,   za   szeroko   aby   stanowić   spoistą   i   efektywną   obronę   przeciw   Wermachtowi.  Ponadto   siłą   polskiej   armii   pozostawały   wciąż   liczne   oddziały   kawalerii   niezdolne   do   walki   z   nowoczesnymi   czołgami”.

            Aby   przybliżyć   atmosferę   jaka   panowała   wokół   Polski   przypomnę,   że   Mołotow   nazwał   Polskę   „potwornym   bękartem    traktatu   wersalskiego”;   Stalin   mówił   o   niej   jako   o   przepraszam   za   wyrażenie,   państwie.    Dla   Johna   Maynarda   Keynesa,  /1883-1946/,  wielkiego   brytyjskiego   ekonomisty,   Polska   była   „ekonomiczną   niemożliwością,   której    jedynym   przemysłem    jest    ŻYDOŻERSTWO,    a   dla   E.H. Carra   -   farsą.   Z   kolei   brytyjski   premier   David   Lloyd   George   mówił   o   Polsce   jako   o   defekcie   historii   i    że   „jest   pijana   młodym   winem   wolności,   które   jej   podarowali   alianci   i    że   uważa   się   za   nieodparcie   uroczą   kochankę   środkowej   Europy”.   Piszę   to   po  to,  by   pokazać   otchłań   między   opinią   światową,   a   naszymi   megalomańskimi    mitami   o   naszej    potędze,   znaczeniu   i   naszym   bohaterstwie.

             No   i   mamy   1   września.   Niemcy   uderzają   i   już   5   września   mają   Kraków,   9   września   są   na   przedmieściach   Warszawy,   16-go  -   „efektywnie   zneutralizowane”   zostaje   polskie   lotnictwo   a    27-go   pada   Warszawa.   W   rezultacie   już   5   pażdziernika   mamy   koniec   wojny,   a  „WIĘKSZOŚĆ   Z    PÓŁ    MILIONOWEJ    ARMII    PODDAJE   SIĘ    I   IDZIE   DO   NIEWOLI”.    Gwoli   ścisłości   dodajmy,   że   Armia   Czerwona    wchodzi   do   Polski   17   września   i   bez   żadnego   oporu   zajmuje   pół   Polski.

             W   opinii   „CHRONICLE”   Polska,   dysponując   silną   armią,   została   rozbita   w   pył,   NIE   STAWIAJĄC    ŻADNEGO    POWAŻNEGO   OPORU.   Autorzy   przeciwstawiają   postawie   Polaków   BOHATERSKĄ    POSTAWĘ   FINÓW,    którzy   słabo   wyposażeni    stawiali   opór   przez   CZTERY   MIESIĄCE    i   wybili   125 000   sowieckich    agresorów.   To   dopiero   początek,   przed  dalszym   czytaniem   zalecam   sole   trzeżwiące   i   krople   nasercowe.

             Abyś   czytelniku   nie   podejrzewał   mnie   o   manipulacje    podaję   w   originale: 
     
                        „...UNLIKE    the   invasion   of   Poland,   the   attacks   on   Denmark   and   Norway   launched   a   permanent   state   of   fighting   in   Europe   that   lasted   right   down   to   German   defeat   in   May  1945”.     /NIE   TAK   JAK   w   przypadku   Polski,   atak   na   Danię   I   Norwegię   URUCHOMIŁ   PERMANENTNY     STAN   WALKI   W   EUROPIE ,   który   trwał  do   klęski   Niemiec   w  maju  1945 r./. 

No   cóż   „CHRONICLE”   pisze   dużo   o   partyzantce   czeskiej,   w   tym  o  zabiciu   zastępcy   Hitlera  -   Reinharda   HEYDRICHA,   za   co   130   czeskich   cywili   zostało   rozstrzelanych,   o   partyzantce   rosyjskiej,   ukraińskiej,   korsykańskiej,   dwóch   francuskich   i   oczywiście   jugosłowiańskiej,   w   której  brały   udział    DWA   MILIONY   KOBIET.     O   polskiej   -   JEDNO   ZDANIE,   z   datą   2.02.1944 r.,    informujące,   że   „100   polskich   cywilów   zostało   zabitych   w   odwecie   za   zamach   na   szefa   warszawskiego   SS  -   Franza   KUTSCHERĘ”.

              Aby   być   boleśnie   dokładnym   podaję,   że  znalazłem   wzmiankę   o   jeszcze   jednej   akcji   na   terenach   Polski.   Otóż   22  grudnia  1942  r.   grupa   ŻYDOWSKICH    partyzantów   rzuciła   bomby   w   dwóch   kawiarniach   krakowskich   zabijając   20   niemieckich   oficerów.

              A   skoro   jesteśmy    przy   Żydach,  to   jest   oczywiście    JEDWABNE:   „W  ciemnym    przypadku    „ETNICZNEGO     SAMOOCZYSZCZENIA”   około   1600   żydowskich   wieśniaków   zostało   poddanych   torturom   i   zamordowanych   przez   miejscowych   Polaków”

              No  to   teraz   zobaczmy,   jak   walecznie   walczyliśmy   poza   granicami   kraju.   Wzmianki   są   aż   dwie,   obie   z  1944 r.   Jedna,   że   w   bitwie   o   FALAISE    POCKET  /12-21.08.44/,  uciekających   Niemców    zaciekle   goniła   I  Polska   Zmechanizowana   Dywizja,   a   druga,   że   „Polacy,   którzy   uniknęli    niemieckiej   bądż   rosyjskiej   okupacji   sformowali,   pod   dowództwem    Władysława   Andersa,    II  Polski   Korpus,   który    17.05.44   zaatakował   i   w   końcu   zdobył    Klasztorne   Ruiny   na   Monte   Cassino......     Jednakże    gen   CLERK   „niemądrze”   pozwolił   głównym   siłom   niemieckim   wycofać   się,   aby   walczyć   z   Aliantami   w   płn   Włoszech”.   Czyli   20   tysięcy   żołnierzy    zginęło   bezsensownie.

              W   tymże   44  r   miało   miejsce   Powstanie   Warszawskie,    które   kato-Polaków    napawa   dumą,    dla   min.   Radka   Sikorskiego   było   katastrofą,   a   dla   mnie  -  nierozliczoną   zbrodnią   Rządu   Londyńskiego,   która   poprzez   masowe   samobójstwo    doprowadziła   do   wyniszczenia   „kwiata”   narodu.   Oddajmy   głos   „CHRONICLE”:

  „W  Polsce,   Armia   Krajowa   miała   nadzieję   wyzwolić   swój   kraj  nim   siły   Sowieckie   utworzyłyby    komunistyczny   rząd.   Pierwszego   sierpnia  /a   więc   10   dni   po   22  lipcu   tj   ogłoszeniu   Manifestu   PKWN   i   utworzeniu   rządu  -   przyp. mój/   POLSKIE    NACJONALISTYCZNE    SIŁY    /NATIONALIST,   a   nie   NATIONAL  - narodowe   -  przyp. mój/   zorganizowały   powstanie   przeciw   niemieckim   okupantom.   Rezultatem   była   dzika   odpowiedż   sił   niemieckich,   które   zniszczyły   doszczętnie   miasto”.  

I   na   innej   stronie:

  „Chociaż   Polacy   zdobyli   magazyny   SS   z   żywnością   i   mundurami,   HIMMLER   szybko   wzmocnił   siły   i   zdławił  powstanie.   18  tysięcy   polskich   żołnierzy   i   150  tysięcy    cywilów    zginęło   w   czasie   powstania,  które   szalało   63   dni.   Armia   Krajowa   poddała   się   drugiego   pażdziernika,   po   zapewnieniu   o   przestrzeganiu   konwencji   genewskiej”.

   Nastroje   powstańców   oddaje   wiersz   poety-powstańca: „Czekamy   na   ciebie,   czerwona   zarazo,   byś   uwolniła   nas   od   czarnej   śmierci”.

  I   tak   17.01.1945  r.   Rosjanie   weszli   do   Warszawy   bez    jednego   strzału.

               A   na   koniec   o   jeszcze   jednym   micie,  o   naszej   chwale  tj   złamaniu   ENIGMY.   Czytamy:
   Alan   TURING,    pionier   na   polu   obliczeniowym,   był   szefem   grupy   odnoszącej   same   sukcesy   w   analizach   i   łamaniach   kodów,   mieszczącej   się   w   Bletchey   Park,   w   Anglii.   Z   pomocą   materiałów   dostarczonych   przez   polski   wywiad,   JEGO   ZESPÓŁ    ZŁAMAŁ    niemiecki   operacyjny   i   strategiczny   system   „ENIGMA”.    Ci   łamacze   kodów   pracowali   wyjątkowo    długie   godziny    w   ponurych   biurowych   kwaterach   i   nadmiernie   gorących   i   hałaśliwych   halach   cyfrowych.   Grupa   obejmowała    naukowców,   matematyków,   lingwistów   i   innych   z   różnymi   analitycznymi   zdolnościami”
 
O   Polakach   jest   jeszcze    wzmianka,   że   mogli   „ENIGMĄ”   się   zajmować   dzięki   Francuzom,   którzy   materiały,   kupione   od   Niemców   przez   wywiad   francuski,   przekazali   Polakom.  
             
                A   jeszcze   o   V – I.    Jak   byłem   młody,   to   zwykło   się   mówić,   że   to   Polacy   ostrzegli   Angoli   o   nowych   wyrzutniach   V-I.   A   tu   stoi:

 „Michel   HOWARD,   przywódca   FRENCH   RESISTANCE   ostrzegł   Brytyjczyków   o   V-bombie”

               Na   koniec    jeszcze   dodam,   że   wyczytałem,   iż   „w   1939  roku   Związek   Radziecki   był   TRZECIĄ   światową    potęgą   przemysłową”,   a   czołg   T-34   był   najlepszym   wśród   wszystkich   użytych   w   II  w, św.

               No   i   zapomniałem,   że   nie   napisałem,   co   po   wojnie.   O   Polsce   niewiele.   Jest   pogrom   kielecki:
   „4.07.1946.   Uruchomiony,   przez   plotkę   o   rzekomym   porwaniu   dziecka,      pogrom   w   Kielcach   kosztował   życie   około   40   Żydów”.

    A   potem   to  o   rozmontowywaniu   systemu   totalitarnego.   I   tak:

    „W   1953  r.   strajki   i   protesty   we   Wschodnich   NIEMCZECH   były   pierwszymi   wewnętrznymi   działaniami   przeciw   SOWIETYZACJI   Wschodniej    Europy”.   Następnie   na   WĘGRZECH:   „Węgierscy   nacjonaliści   i   inteligenci   podnieśli   antykomunistyczny   bunt   w   1956    roku”.    Dalej   rok   1968:  „Kiedy   żądania   reform   i    otwartości   rozwinęły   się   w   1968 r.  w   CZECHOSŁOWACJI,   ZSRR   i   inni   członkowie   Układu   Warszawskiego   interweniowali”.

  A  póżniej   cisza,   żadnej   „Solidarności”   czy   „Walesy”,   od   razu   przeskok   do   1985  r.

„W   1985   roku,   nowy   sowiecki   lider,   Michaił   GORBACZOW   postawił   na   nowy   kierunek   polityki   tj    szczerości   i   przebudowy   /glasnost   i   pieriestroika/   mający   na   celu   zreformowanie   komunizmu    w   kierunku   większej   wolności   gospodarczej.   Reformy   w   ZSRR   dały   odwagę   narodom   bloku   sowieckiego   do   kwestionowania   systemu   komunistycznego.   Kiedy   w   1989 r.  GORBACZOW   nakłonił   inne   komunistyczne   reżymy   do   AKCEPTACJI   ZMIAN,   przewroty   szeroko   się   rozprzestrzeniły.   Nie-komunistyczny   ustrój   wyłonił   się   w   POLSCE   w   sierpniu   89 r.  i   w   ciągu   CZTERECH   miesięcy   blok   sowiecki   upadł.   Tej   jesieni   upadł   mur   berliński,  a   NIEMCY   zostały   zjednoczone   w   1990  r.”.

          Koniec,   kropka,   TAK    NAS    ŚWIAT    WIDZI,   a   my   ze   swoim   megalomańskim mitomaństwem    pozostajemy  pośmiewiskiem,   czy   też,   jak   delikatnie   Norman   Davies   zatytułowal   swą   pracę  o   Polsce                                                                                          


                                 BOŻYM        IGRZYSKIEM



PS.   Jego  też  lepiej  nie  czytać /bo  boli/