Tuesday, 12 November 2013

SENS ŻYCIA

                       SENS      ŻYCIA

                                                                         /MARZEC   2005, korekta   GRUDZIEŃ   2011/

Czy   życie   ma   SENS,   skoro   musimy   umrzeć ?    Po   co   żyjemy ?   Po   to,   by   przekazać   pałeczkę     w   sztafecie   jaką   jest   życie.   Zachowujemy   przez   to   ciągłość   życia,   kontynuację   bytu.   A   więc:

                    CELEM   ŻYCIA   JEST   PRZEKAZANIE   GO   NASTĘPNEMU   POKOLENIU.

Dotyczy   to   całej   fauny,   a   więc   i   ludzi.   Oczywiście   istnieją   „gatunkowe”   różnice,   jednakże   nie   podważają   one   słuszności   powyższego    stwierdzenia.  Np   z   „Życia   Pszczół”   MAETERLINCKA   wiemy    jak   samice   mordują   trutnie,   a   z   mitologii   greckiej   o   Amazonkach   unicestwiających   nowonarodzone   potomstwo   płci   męskiej   i   gwałcących   biednych   sąsiadów   dla   podtrzymania   gatunku.   I   tu,   i   tu   samce   potrzebne   są   tylko   do   zapłodnienia.   Ewidentne   udokumentowanie   naszej   tezy   znajdujemy   u   JĘTEK,   u   których   samiec   ginie   natychmiast   po   kopulacji,   a   samica  -  po   złożeniu   jajek.   Dla   jasności   podaję,   że   jętki,   inaczej   efemerydy,   to   owady   obdarzone   przez   naturę   dwiema   parami   skrzydeł,   występujące   w  ok.  1000   gatunkach,   z   czego   w  30   w   Polsce.

U   organizmów   wyższych,   samiec   bywa   czasem   dłużej   przydatny,   jak   np   do  wysiadywania   jaj   czy   też   do   karmienia   i   kształcenia   potomstwa.   Rola   jego,   jak   również    samicy,   kończy   się   definitywnie   z   osiągnięciem   przez   potomstwo   samodzielności.  Bywa   też,   że  samce   są   zestresowane   i   poniewierane,   jak   choćby   u   pingwinów,   u   których   nie   dość,   że   cały   ciężar   wysiadywania   jaj   spada   na   nie,   to   strach   przed   „starą”   jest   tak   silny,   że  samiec  przypadkową   stratę   jaja   stara   się   ukryć   wysiadując   owalny   kamień.

Odejście   ludzi   od   natury   skutkuje   poważnym   pogwałceniem    PRAWA   NATURALNEGO,   co  wprawdzie   nie   podważa   omawianej   tezy,   lecz   sensowność   ludzkiego   postępowania.    I   tak,   ludzie   NAOGÓŁ:

1.    Przekazują   życie   wskutek   PRZYPADKOWEJ   KOPULACJI,   zamiast   świadomej,    mającej  na   celu   jedyny   słuszny   cel.    Podkreślmy   tu,   że,   poza   ludżmi,    wszystkie   akty   kopulacyjne   odbywają   się   w   odpowiednim   miejscu   i   czasie,   by   maksymalnie   zwiększyć   szansę   przekazania   życia   /patrz:   tarło,   toki,  rykowisko,   cieczkę   etc/,   podczas   gdy   u   ludzi,   nawet   superkonserwatywny   KOŚCIÓŁ   KATOLICKI    nie   tylko   dopuszcza,   a   wręcz   zaleca   KOPULACJĘ      W    DNI   NIEPŁODNE !!!.

2.    Rodzą   potomstwo   NIEPRZYGOTOWANI    TAK   PSYCHICZNIE   JAK   I   FIZYCZNIE.   Bardzo   często   bez   rozwiniętego   instynktu   macierzyńskiego,   stąd   paradoksalne   pojęcie   „DZIECKA   NIECHCIANEGO”;   jeszcze   częściej   bez   niezbędnych   warunków   materialnych,   jak   w   przypadku  głodujących,   pozostających   w   skrajnej    nędzy   rodzin   wielodzietnych.   Przecież   „nawet”   ŚWINIA   zostawia   z   miotu   tylko   tyle   prosiąt,   ile   ma   cycków,   a   resztę   zjada;   w   innym   przypadku   zagrożona   by   była   egzystencja   całego   miotu.   A   przecież   książka   polskiego  idola  -  WOJTYŁY,  ma   mądry   tytuł:  „MIŁOŚĆ   I    ODPOWIEDZIALNOŚĆ
.
3.    POZOSTAJĄ    W    NIEDOJRZAŁOŚCI    /p.   u  GOMBROWICZA/   przez   całe   życie.   Niedojrzali,   licznie   nie   osiągają   SAMODZIELNOŚCI,   jak   ten   50-letni   młodzieniec,   pozostający   na   utrzymaniu   mamusi   emerytki.    I   do   tego   pretensjonalne,   roszczeniowe   stwierdzenie   potomka,   podważające    esencjonalną    rację   „DARU   ŻYCIA”:   „Ja   się   na   świat   nie   prosiłem”.   Ręce   opadają!!!

Mimo   powyższe,   nawet   w   przypadku   ludzi,   prawdziwe   pozostaje   początkowe   stwierdzenie,   że    CELEM   ŻYCIA   JEST   PRZEKAZANIE   GO    POTOMSTWU.   Oczywiście,  ten  aksjomat  został  zapisany  w  manierze    tzw  „minimalizmu  literackiego”,  z  którego   ostatnio  drwiłem,  lecz  liczę  na  inteligencję  czytelnika  w  zrozumieniu  „co  poeta  /czyli  ja/  miał  na  myśli”;  a  jakby  jej  zabrakło,  to  i  tak  dalsza  lektura   pozwoli  wszystko  zrozumieć.
     
To,  co   napisałem   brzmi   pesymistycznie,   lecz   szczęśliwie,   my   -   LUDZIE,   wspinamy   się   coraz   wyżej   po   drabinie   ewolucyjnej   i   dzięki   temu   naszemu   życiu   nadaje   sens   jeszcze   „COŚ”.        A   co ?   Hurra-optymista   krzyknie   w   porywie   entuzjazmu:

   „Rozwijamy   i   przekazujemy   ROZUM,   doskonalimy   MYŚL   LUDZKĄ,    wzbogacamy   WARTOŚCI   MORALNE   I   ETYCZNE”

Proszę   Państwa,   to   wierutna   BZDURA!!   Przykazań   DEKALOGU   jak   nie   przestrzegaliśmy,   tak   i   nie   przestrzegamy,   a   ROZUM   by   przekazać,    trzeba   najpierw   mieć.

 Wspomnę   tu   tylko  HERAKLITA   oraz   św.  AUGUSTYNA,   którzy   do   znudzenia   powtarzali,   że   rozum   mają   nieliczni.   Cóż   więc   przekazujemy   jako   MASA   LUDZKA ?   Ano    - tylko   i   wyłącznie  -  zdobycze   POSTĘPU   TECHNICZNEGO,   zdobycze   CYWILIZACJI.   Jako   12-letni   chłopak,   podobnie   jak   liczni   dorośli,   zachodziłem   telewizor   od   tyłu,   by   odkryć   jego   tajemnicę,   a   studia   politechniczne   skończyłem   posługując   się,   zapomnianym   dziś,   suwakiem   logarytmicznym.    A   która   dziś   sklepowa   umie   liczyć   na   liczydle?   W   SENECA   COLLEGE   na   egzaminie   ze   statystyki   wykonałem   obliczenia   w   pół   godziny,   które   45   lat   temu   zajęły   mi   tydzień,   a   zespołowi   asystentów   mego   Ojca  -   pół   roku.   Mój   rozum,   w   tej   dziedzinie,   nie   poszerzył   horyzontów,   ino   postęp   techniczny   spowodował   skrócenie   niezbędnego   czasu.   Co   więcej,   należy   podkreślić,   że   ten    postęp   sprzyja    REGRESJI   W   ROZWOJU   INTELEKTUALNYM   człowieka,   gdyż    bez   zdobyczy   cywilizacyjnych   staje   się   on   całkowicie    BEZRADNY. 

 Dodajmy   jeszcze,   że   niemowlę   przeniesione   z   innej   cywilizacji   czy   /teoretycznie/    z   innej   epoki   będzie   absolutnie  na   równi   z   innymi   korzystało   ze   zdobyczy   cywilizacji.  Cały   ten   wywód   potwierdza   słuszność   aksjomatu  o    niedziedziczeniu   cech   nabytych.   By   skończyć   z   umiejętnością   korzystania   ze   zdobyczy   cywilizacyjnych,   przypomnę,   że   PIKUŚ,   pies   Jadżki   K,   gdy   czuł   się   zmęczony,   cierpliwie   czekał   na   windę,   by   dostać   się   do   mieszkania   na   ostatnim,   czwartym   piętrze.    Zabierając   się   z   głównym   pasażerem   miał   33%   szans   dojechania   dokładnie   do   celu,   lecz   w   praktyce   prawie   zawsze   dojeżdżał,   bo   lokatorzy   go   znali   i   najwyższy  „guzik”   naciskali.

Pozostaje   omówić   przekazywanie   MYŚLI,   zdobyczy   ROZUMU.   Zjawisko  to,   mimo   swojej   wyjątkowości,   ma   oczywiście   wielkie   znaczenie   dla   całej   ludzkości.   Z   reguły   przekaz   odbywa   się   na   drodze   MISTRZ   -   UCZEŃ,   a   nie   Rodzice – Dzieci.   Niestety   MISTRZÓW     mało,  a  i   pojętnych   uczniów   też    nie   za   wielu.

Prawdopodobnie    i   ja   należę   do   tych   niepojętnych    uczniów,   gdyż   po   starannym   przeczytaniu   co   w   tym   eseju   napisałem   zrodziła   się   we   mnie   poważna   wątpliwość   czy    rzeczywiście   MĘDRCY    mają    CO   mi   przekazać;   czy   poza   mądrościami   zawartymi   w  BIBLII   oraz   w   filozofii   greckiej    istnieje   COŚ    warte    przekazania?    Pomijam   inne   żródła   ożywcze   dla   mego   rozumu,   gdyż   vita   brevis  /życie   krótkie/,   więc   te   dwa  to   aż   za   dużo.  Reasumujac,   sens   życia   ludzi   polega   na:

               1.   PRZEKAZANIU   PALECZKI   W   SZTAFECIE   ŻYCIA
               2.    UMOŻLIWIENIU   NASTĘPNYM   POKOLENIOM   KORZYSTANIA    NA   STARCIE    ZE   ZDOBYCZY      CYWILIZACYJNYCH   POPRZEDNIKÓW
               3.    PRZEKAZANIU    ZDOBYCZY    ROZUMU    PRZEZ   NIELICZNYCH   MĘDRCÓW   NIELICZNYM   UCZNIOM.

Ostatni   punkt   odróżnia   nas   od   reszty   fauny,   której   życie   bez   rozmnażania    pozbawione   jest   SENSU.

Nim   zajmę   się   motywacją   naszego   postępowania    muszę   podkreślić,   iż  ograniczenie   lektury  do   tego   eseju   bez   uzupełnienia   tematem   EPIKUREIZM    uniemożliwi   czytelnikowi   zrozumienie   moich   poglądów.    Przeto   zezwalam   na   dalsze   czytanie   pod   warunkiem   spełnienia   mojej   prośby.

Motywacja   osiągnięcia   omawianych   celów   jest   przede   wszystkim   EGOISTYCZNA   lub   EGOCENTRYCZNA,   choć   do   prawdy   mało   kto   ma   odwagę   się   przyznać.   Zacznijmy  od  pktu 1   czyli  od  potomstwa.
  
Prawo  natury   powoduje,   iż   skarłowaciały   osobnik   ma   liczniejsze   potomstwo   niż   dorodny,   aby   pokryć   JAKOŚĆ   ILOŚCIĄ,  a  odejście  rodzaju  ludzkiego  od  tego  prawa  skutkuje  wydłużonym  okresem  braku  samodzielności  potomstwa,  w  granicznych  przypadkach  przez  całe  życie.      Hodujemy   więc  te   pasożyty,   i   wszem   i   wobec   głosimy,   jak   je   kochamy,   nie   zważając,   że   od   dawna   są   DOROSŁE   i   winny   przyzwoicie   żyć   na   własny   rachunek;   a   jeśli   nie   potrafią   ze   względu   na   swoją   NIEDOJRZAŁOŚĆ,   to   tylko   i   wyłącznie   winien  to  być   ich  problem.   W   świecie   zwierząt,    w   którym   jak   wiemy   panuje   wzorowe   macierzyństwo,    DOROSŁY   osobnik   jest   równoprawnym   członkiem   bez   żadnych   przywilejów   wynikających   z   pochodzenia.   Dlaczego   więc   je   „kochamy”?    Z   czystego   egoizmu,   bo   to   NASZE.   Bo   spieprzyliśmy   własne   życie   i   pokładamy   nadzieję,   że   rozpacz   z   powodu  naszych   niezaspokojonych   ambicji,   niespełnionych   marzeń,   niezdobytych   szczytów   zostanie   poniekąd   ukojona   sukcesami   naszych   dzieci   i   wnuków.   Szczególnie   jest   to   wyraziste   w   relacjach   z   wnukami   i   objawia   się   „małpią   miłością”,   bo   ze   względu   na   wiek   mrzonki   o   swoich   sukcesach   są   aż   niesmaczne.

A   teraz   zdobycze   rozumu.   Przecież   głównym   motywem   jest   rywalizacja,   wyścig   szczurów   i   chęć   zabłyśnięcia.   Masowym   zjawiskiem   w   nauce,   technice   czy   myśli   filozoficznej,  jak  i  historii  jest  przypisywanie  sobie  nieudokumentowanych   zasług,   i   to   bardzo   często   nie   z   przyczyn   finansowych   lecz   ambicjonalnych.  Ambicje   takie   nie   tylko   są   indywidualne,   lecz   obejmują   całe   społeczności,   tak   szkoły  jak  i   narody.   Połowa   odkryć   i   wynalazków   przypisywana    jest   różnym   osobom   według   „widzimisię”   autora   publikacji,   a   w   dziedzinach   mniej   precyzyjnych   panuje   całkowity   galimatias.   Nawet   „nasz”   Gombrowicz   przez   całe   życie   twierdził,   ze   w   egzystencjalizmie   wyprzedził   Sartre’a   /nie   bacząc   na   Jaspersa,   Heideggera,   nie   mówiąc   już   o   Kirkegaardzie/.   A   zalanie   bolszewizmem   Europy   w   1920 r.  kto   powstrzymał?   A   komunizm   i   ZSRR   kto   obalił?   A   Turków   pod   Wiedniem   kto   pobił?   A   Mesjaszem   Europy   kto   jest?    My,   POLACY.

Tak   czy   inaczej   motorem   w    płodzeniu   dzieci,   jak   i   osiąganiu   zdobyczy   rozumu   jest   EGOIZM,   jak    również    chęć   UWIECZNIENIA   SIĘ   tj  wyjścia  poza  kres  swego  życia   /bądż  choć  chwilowego  ZAISTNIENIA  w  sferze  publicznej/.    Ten   egoistyczny   lęk    przed   zapomnieniem,   może   doprowadzać   do   prób   zgoła   patologicznych   jak   ustanawianie   idiotycznych   rekordów   Guinessa   czy   popełniania   masowych   morderstw.

Zostawiam   na   inną   okazję  bezsensowne  zalecenia  typu   „Czyń   Dobro”,  „Zło   Dobrem   Zwyciężaj”,   /bo  PO  CO?/   i   przechodzę   do   ostatniego   akapitu,   który   w   pewnym   stopniu   jest   też   odpowiedzią   na   te   hasła.

Chodzi  o  „samarytanizm”,   czy   też   sakryfikowanie   się,    poświęcanie   komuś   lub   czemuś.   Naumyślnie   samarytanizm   umieścilem   w   nawiasach,   gdyż   chodzi   mi   o   szerszy   aspekt,   mianowicie   poświęcanie   się   idei,  bo   tylko   IDEA   może   nas   skłonić   do   przekraczania   granic   rozsądku,   czyli   PRAWA   NATURY.   Przede   wszystkim   przychodzi   mi   na   myśl   EGZALTACJA  -  vide:   M. KOLBE,   Rycerz   Niepokalanej,   skrajny   ANTYSEMITA,   umierający   za   „bliżniego”   w   bunkrze   głodowym.   Dalej,   trudno  mnie   pojąć   przebywanie   wśród   trędowatych,   czy   dobrowolną   pracę   w   hospicjach.   Sądzę,   że   jeśli   nie   świadomie,   to   podświadomie   sprzyja   temu   EGOISTYCZNY    ZACHWYT   nad   samym   sobą:   „Jaki   ja   jestem   DOBRY”,  „Jak   ja   się   poświęcam?”.   Zrealizuję   się   choćby   w   ten   sposób.   Jakie   to   niebezpieczne   wiedziała   Matka   Teresa,   rezygnując   z   pokusy   wygodnych   łóżek,   a   jednocześnie   borykając   się   z   wiarą   i   walcząc   z   wątpliwościami   przez   wiele   lat.    Przecież   takie   POŚWIĘCENIE   jest   WBREW   PRAWU   NATURALNEMU.   A   cóż   dopiero    mówić   o   rewolucjonistach,   bojownikach   o   idee,   które   historia   zweryfikowała   negatywnie.
Reasumując,   sam   też   egoistycznie   boleję,   iż   czasu   mi   niewiele   zostało,   a   osiągnięć   jak   dotąd   brakowało,   przeto   w    myśl   powyższego  chwalić   się   potomstwem   pozostało.   Oby   było   czym.


Proszę   teraz  przeczytać ,  jako  antidotum,  wypracowanie   pt   „EPIKUREIZM”.