Friday, 21 July 2017

Katarzyna BONDA - "Lampiony"

Katarzyna BONDA - "Lampiony"

Katarzyna Bonda (ur. 1977) - to, (na podstawie Wikipedii) polska dziennikarka i scenarzystka białoruskiego, pisarka, autorka bestsellerowych powieści kryminalnych. Ma za sobą studia dziennikarskie na UW oraz scenopisarskie w PWSFTviT. Zadebiutowała w 2007 roku kryminałem "Sprawa Niny Frank". Wikipedia podaje jej 12 książek, w tym omawianą z 2016 r.

Na LC jest 13 pozycji, z których zaledwie cztery przekroczyły 7 gwiazdek. Omawiana ma najgorszą ocenę: 5,7 - 1568 głosami. Ilości czytelników można jej pozazdrościć, ale uwagi o "bestsellerowości", zarówno w Wikipedii, jak i w notkach redakcyjnych są mocno przesadzone.

Moje zastrzeżenia wyrażają fragmenty innych recenzentów z LC, które poniżej zamieszczam oraz objętość kryminału (640 stron !!!!!, wobec preferowane przeze mnie 250 – 300) oraz język (na paru stronach e-booka: 13,4 - "grzała jak skurwysyn"; 16,0 - "gdzie ty kurwa jesteś" oraz "obsikałam sobie kolana"; 18,5 - "gówniana sprawa", "szmaciarzu" oraz "zasrany bigamista".

Recenzenci pisali:
"veinyflower":
"...Szekspir to nie jest, to ma być rozrywka (chyba). Bonda przypomina w tej książce kobietę w supermarkecie chodzącą od stoiska do stoiska bez planu zakupów i kupującą na zasadzie: O! widzę to, kupię, O! tamto, przyda się, co tu jeszcze kupić, no muszę się przejść po całym sklepie, może o czymś zapominałam O! jeszcze to... A Powieść wygląda, jak koszyk z zakupami, a raczej wózek z zakupami, bo w koszyku zmieścić się tego nie da, może nawet przydałoby się wjechać do tego supermarketu od razu samochodem. przez zamknięte drzwi, z futryną i wrzucać to na chybił trafił te przypadkowe zakupy do bagażnika. Brrrrr!!!
Do tego ten język. Prosto ze śmietnika. Niby-śmieszny slang obszczymurków - pewnie rozśmieszył samą autorkę, ale mnie niespecjalnie. Bełkotliwość tego języka dodatkowo utrudnia śledzenie zabałaganionej fabuły.."

"emindflow":
"...Bardzo słabo wygląda ta powieść w warstwie fabularnej, a już naciągana historia o terrorystach czy płonącym mieście zupełnie mnie nie przekonuje. "Lampiony" to jeszcze jedna powieść Bondy kompletnie pozbawiona napięcia i emocji, przegadana, rozmieniona na drobne w dziesiątkach natrętnych niby-łodzianizmów oraz nieistotnych i mało wiarygodnych wątków...."

"Klotylda":
".....Książka reklamowana jako awanturnicza, z szybką akcją okazała się nudna, rozwleczona i praktycznie bez napięcia. Już się nie zastanawiam, dlaczego akurat tę Autorkę lansuje się, jako "Królową polskiego kryminału". Nie mam ochoty, zbyt mnie arcydzieła Pani Bondy wymęczyły. Kto chce niech czyta, ja pasuję. .."

"SzkockaKrata":
".....Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę Katarzyny Bondy zachodzę w głowę, kto ośmielił się przyznać jej zaszczytny tytuł "Królowej polskiego kryminału". Bezczelność. I jawne kłamstwo. Wnioskując po lekturze jej ostatniego dzieła, królowa może i nie jest do końca naga, ale na pewno niekompletnie ubrana. W "Lampionach" wszystkiego jest za dużo. Autorka upycha w 600 stronicową powieść tyle wątków i tylu bohaterów, że aż boli głowa. ..."

"natkuss":
".....postać głównej bohaterki jest zupełnie nijaka. Przede wszystkim znika w tłumie postaci. Gdyby nie notka na okładce, że jest to książka o Saszy, mogłabym mieć problem z tym kto tu powinien grać pierwsze skrzypce. Załuska jako profiler, też nie popisała się za bardzo. Być może w poprzednich książkach zarysy jej pracy są lepiej przedstawione. Tutaj wygląda to jakby bawiła się zgadywanki.
Jestem zupełnie zniechęcona do sięgnięcia po kolejne książki."

"Krzysztof" - najlepsza zwięzła opinia, z którą się w 100% identyfikuję:
"Że użyję słowa, które w książce pojawia się, jak na mój gust, zdecydowanie zbyt często - co to k...a jest?"

Może mój pech, że trafiłem na najsłabszą książkę Bondy, lecz na ponowną próbę nie wiem czy znajdę czas. A ocena , jak u "Krzysztofa" - 2.



Thursday, 20 July 2017

Maria Fredro-Boniecka, Wiktor Krajewski - "Łączniczki"

Maria Fredro-Boniecka, Wiktor Krajewski - "Łączniczki" Wspomnienia z powstania warszawskiego

Stawiam 10 gwiazdek, bo chylę czoło przed wszystkimi bohaterami, uczestnikami Powstania Warszawskiego, jak i innymi, walczącymi z niemieckim najeźdźcą, lecz ta najwyższa ocena ma się nijak do wartości tej książki.

Książka składa się z wspomnień 9 kobiet, które w okresie Powstania miały po kilkanaście lat. Wspominają:
Balbina Szymańska-Ignaczewska, pseudonim "Basia", batalion "Oaza", w 1944 - 18 lat. Łączniczka;
Jolanta Mirosława Zawadzka-Kolczyńska, pseudonim "Klara", łączniczka dowódcy 6. kompanii w Zgrupowaniu "Chrobry II"; w 1944 – 16 lat.
Wanda Traczyk-Stawska, pseudonim "Pączek", łączniczka-strzelec oddziału osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych, będącego oddziałem dyspozycyjnym gen. "Montera"; w 1944 – 17 lat (chyba);
Bronisława Romanowska-Mazur, pseudonim „Sosna”, Legionowo, łączniczka sanitariuszka, drużyna „Las”, „Ul-Puszcza”, „Rój Tom”, PW szpital powstańczy w Legionowie, I Rejon VII Obwodu „Obroża” Okręgu Warszawskiego AK; w 1944 – 18 lat; w Powstaniu Warszawskim nie uczestniczyła, bo przebywała w Legionowie;
Barbara Wilczyńska-Sekulska, pseudonim „Penelopa”, łączniczka i sanitariuszka, Batalion „Kiliński”, IV kompania „Watra”; w 1944 – 18 lat;
Teresa Kuklińska-Tyrajska, pseudonim „Basia”, sanitariuszka i łączniczka, Batalion AK „Oaza”; w 1944 – 17 lat; przebywała w lasach Kabackich, w samym Powstaniu nie brala udziału;
Krystyna Królikiewicz-Harasimowicz, pseudonim "Kryśka"; w 1944 – 23 lata; w Powstaniu nie brała udziału;
Maria Stypułkowska-Chojecka, pseudonim „Kama”, sanitariuszka i łączniczka batalionu „Parasol”; w 1944 – 18 lat;
Zofia Słojkowska-Krajewska, pseudonim "Nelly"; w 1944 – 16 lat; w Powstaniu udziału nie brała.

Pierwszy minus za tytuł, bo Powstanie Warszawskie piszemy dużymi literami. ("powstania warszawskiego" widzimy na str. 2 e-booka). Drugi minus za przekłamanie, bo z dziewięciu
wspominających, CZTERY nie uczestniczyły w Powstaniu Warszawskim. I największy trzeci minus to "nil novi sub sole" czyli książka nikomu, poza zainteresowanymi, nie potrzebna, bo obfitość literatury wspomnieniowej na temat Powstania Warszawskiego wymaga przemyślanej koncepcji i staranności, by nowa książka mogła kogokolwiek zainteresować. A tych cech zabrakło
Gdyby nie mój szacunek dla tamtej walczącej młodzieży, to samej książce dałbym PAŁĘ


Andrea CAMILLERI - "Kształt wody"

Andrea CAMILLERI - "Kształt wody"

Camilleri (ur, 1925) to wg Wikipedii:
".......reżyser teatralny oraz pisarz, autor powieści kryminalnych. Twórca postaci komisarza Salvo Montalbano... ... Jest autorem wierszy, opowiadań i eksperymentalnych powieści, sławę przyniósł mu cykl powieści kryminalnych rozgrywających się w fikcyjnym sycylijskim miasteczku Vigata. Swego głównego bohatera, miejscowego komisarza policji, obdarzył nazwiskiem będącym włoską wersją nazwiska katalońskiego pisarza Manuela Vazqueza Montalbana. Pierwsza powieść z Montalbano ukazała się w 1994.
Główny bohater powieści kryminalnych – Salvo Montalbano – jest smakoszem. W każdej książce trafimy na opisy jego posiłków, a czasem nawet na skrótowy przepis na wspaniałe (i często proste) danie kuchni południowo-włoskiej. Montalbano jest w stanie nadłożyć sporo drogi do celu jeśli przy okazji odwiedzi mało znaną, ale „powalającą”, lokalną restaurację..."
Tą wspomnianą pierwszą powieścią z 1994 roku jest właśnie omawiany "Kształt wody". Znalazłem, że serial aktualnie wyświetlany w ITVN (tj TVN z Chicago) to:
"..Since 1999, RAI has been producing a television series based on the novels, called "Il commisario Montalbano in Italian," Montalbano is played by Luca Zingaretti. The series is shot almost entirely in the Sicilian city of Ragusa and surrounding towns...."
Niestety, zostałem pozbawiony możliwości pisania recenzji, bo nie lubię po kimś powtarzać, a wszystko co mam do powiedzenia napisała "Meowth" na LC:
"Sycylijczyk, nie pierwszej młodości - w chwili wydania "Kształtu wody" liczył sobie 69 lat, a była to jego pierwsza powieść kryminalna - daje lekcję pisania kryminału, którą powinni wziąć sobie do serca wszelkiej maści młodsi autorzy, a szczególnie niektóre autorki, obwoływane kolejno, nie wiedzieć czemu, nowymi gwiazdami tego gatunku. Zamiast spłodzić cegłę liczącą 400-500 stron, nadmuchaną fabularnymi "wypełniaczami", zbędnymi dla przebiegu akcji, skonstruował zajmującą i inteligentną powieść kryminalną, która zajęła raptem 170 stron! W dodatku nie uciekając się do pseudo-psychologicznego bajdurzenia ani też - Camilla Läckberg, nie wierć się i słuchaj teraz! - nie męcząc czytelników i swoich bohaterów przeokropnymi przypadkami rodem z telenoweli. 

Na tle wielu innych powieści kryminalnych książka Camilleriego zdumiewa uporządkowaniem, przejrzystością fabuły i zwięzłością formy. I uderza oryginalną narracją: niemal wszystkiego, co się dzieje, dowiadujemy się z dialogów. Nadaje to akcji niesłychanego tempa, a równocześnie sprawia, że czytelnik znajduje się jakby bezpośrednio w centrum wydarzeń. Wszak nie podaje mu się niczego w opisach z drugiej reki, ale jest na miejscu i słyszy o wszystkim na własne uszy!

Książka jest może chwilami nieco wulgarna, ale wynika to z oddania żywego języka mieszkańców małej sycylijskiej miejscowości. Jest też zabawna - pomysł z telefonem od papieża ubawił mnie do łez.

Camilleri dodał energii moim szarym komórkom, chętnie poczytam dalsze powieści o komisarzu Montalbano, a i Wam polecam..."
A gwiazdek 7, jak "Meowth".


Lars KEPLER - "Kontrakt Paganiniego"

Lars KEPLER - "Kontrakt Paganiniego"

Wydawnictwo CZARNE informuje:
"Pod pseudonimem „Lars Kepler” kryje się para znanych szwedzkich pisarzy: Alexander Ahndoril (ur. 1967) i Alexandra Coelho Ahndoril (ur. 1966). Są oni autorami serii powieści kryminalnych z komisarzem Jooną Linną w roli głównej. Ich pierwsza książka "Hipnotyzer" odniosła w Szwecji ogromny sukces, prawa do niej zostały sprzedane do 32 krajów, a w 2012 roku powieść zekranizowano. Oprócz "Hipnotyzera" polskim czytelnikom znane są także cztery inne książki o komisarzu Linnie – "Kontrakt Paganiniego", "Świadek", "Piaskun" i "Stalker". Autorów trzykrotnie nominowano do Nagrody Szwedzkich Krytyków Kryminału."

Ta nominacja mnie nie wzrusza, bo nawet laureatom tej nagrody stawiałem pałę. No i jadę, nie wiem po co, aż na stronie 362,9 (e-book) cierpliwość moja się kończy.
Policjanci jadą do miejsca zamieszkania gosposi wisielca. Gdzieś na zadupiu (z autostrady droga 77, a dalej polna droga). I tam:
"...– Czy zdążyła już pani posortować dzisiejszą pocztę Palmcrony? – pyta Joona....
.......Kobieta kiwa głową, wchodzi do domu, zamykając za sobą drzwi, i po chwili wraca z niebieską, plastikową miednicą wypełnioną listami...."

Po co i jakim prawem gosposia przetransportowała całą "miednicę wypełnioną listami" z miasta na wspomniane zadupie? I w ten sposób clue thrillera znajduje rozwiązanie. Możemy odetchnąć, bo w pogoni za zdjęciem znajdującym się w tej korespondencji zabito juz dwie osoby i spalono dwa mieszkania. A Penelope i Bjorn dalej przez knieje gnają....
Kto chce niech dalej czyta; ja nie chcę... Wolę gnać... ..po następną książkę

"Labirynt Human" pisze słusznie na LC:
""W jego krystalicznie szarych oczach, tkwiących w przyjemnej, symetrycznej twarzy pojawił się błysk". - Opisy wydarzeń sa jeszcze gorsze. Tak jakby ktoś niezbyt utalentowany, ale gadatliwy, streszczał niewidomemu film. - Ratunkuuu! Co to za narracja! Cóz z tego że fabuła jest atrakcyjna i nawet poparta realiami. Ta narracja (=brak talentu literackiego) psuje wszystko! Niestety (dla autorów) czasy sa takie, ze nawet po literaturze kryminalnej oczekujemy dobrego warsztatu literackiego."

Jeszcze ogólna uwaga: rynek zalany jest kryminałami, a więc przy takiej obfitości możemy pozwolić sobie na więcej krytycyzmu. To nie czasy mojej młodości, gdy wydawano dwóch polskich dyżurnych tzw pisarzy Edigeya i Zeydler – Zborowskiego.

Tuesday, 18 July 2017

Sergiusz PIASECKI - "Mgła"

Sergiusz PIASECKI - "Mgła"

Sergiusz Piasecki (1901 – 1964) to wielka, barwna, postać polskiej literatury, lecz nie miejsce tu, by dokładnie opisać jego życie. Zaczynam fragmentem życiorysu z Wikipedii:
"...Był nieślubnym dzieckiem zubożałego i zrusyfikowanego szlachcica Michała Piaseckiego i białoruskiej wieśniaczki Kławdii Kułakowicz (pochodziła z miejscowej schłopiałej szlachty). W dzieciństwie wychowywała go konkubina ojca Filomena Gruszewska, która maltretowała go fizycznie i psychicznie; ojciec niewiele się nim interesował. W domu rodziców rozmawiano wyłącznie po rosyjsku. Jako kilkunastoletni chłopak trafił do więzienia z powodu bójki w szkole. Uciekł z niego i trafił do Moskwy, gdzie był świadkiem wydarzeń rewolucyjnych i śmierci swoich przyjaciół.. ..W trakcie rewolucji przyjechał do Mińska, gdzie związał się z lokalnym światem przestępczym...."
Recenzowałem jego trzy książki, w tym "siedem pigułek Lucyfera" (10 gwiazdek). Obecnie omawiana pozycja to skrócona wersja tzw "Trylogii złodziejskiej", której trzecią część pt "Nikt nie da nam zbawienia" recenzowałem i poniżej przytaczam:
"..Panowie Redaktorzy Wikipedii i in.! Nie wybielajcie Piaseckiego, bo on tego nie potrzebuje. Początkowo nic go z Polską nie łączyło, w domu mówiono wyłącznie po rosyjsku, a potem został BANDZIOREM, złodziejem i narkomanem. Dostał wyrok śmierci jako kryminalista, odsiedział 11 lat, aż dzięki sukcesowi jego powieści pt „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”, ujęło się za nim grono literatów z Wańkowiczem na czele i wymusiło na prezydencie Mościckim zwolnienie go w 1937 z więzienia. W AK był potrzebny, do wykonywania wyroków śmierci, bo wśród „normalnych” ludzi trudno jest znaleźć chętnych do pociągania za cyngiel. Cały jego urok polega na połączeniu „barwnego” życia z wybitnym talentem literackim. Nie róbcie z niego grzecznego chłopca, dumnego patrioty etc bo to nijak do niego nie pasuje i szkodzi sympatii jaką czytelnicy czują do tego niesfornego awanturnika. Nie róbcie z prostackich „Zapisków oficera Armii Czerwonej” pozycji sztandarowej, bo to „wypadek przy pracy” inspirowany konkretną sytuacją polityczną na emigracji, a talent Piaseckiego ujawnił się bardziej we wszystkich pozostałych pozycjach.
To teraz mogę już przejść do tej „fajnej” książki, która podobno jest trzecią częścią trylogii opisującej „środowisko mińskiego półświatka” /okładka/. I właśnie powyższa „przemowa” nabiera sensu, bo człowiek z „zewnątrz”, nigdy, w żaden sposób, nie byłby w stanie tak wiarygodnie przedstawić „kodeksu honorowego” przestępców, ani nakreślić psychologicznych rysów poszczególnych postaci.
Przejęcie władzy przez spragnionych władzy bolszewików stwarza konkurencję w złodziejskim fachu między funkcjonariuszami nowej władzy, dotychczasową ferajną, lecz i zwykłymi ludźmi zepchniętymi do skrajnej nędzy. Sama opowieść jest banalna, rodem z piosenek Grzesiuka, gdzie kochanka bandyty zdradza go i wydaje katom na śmierć. Samo zaś zakończenie, że niby białoruska ludność czeka na wyzwolenie przez Polaków śmierdzi fałszem.
Niemniej, książka jest świetnie napisana i nie ma możliwości oderwania się od lektury”
To winno wystarczyć, by Państwa zainteresować tą pozycją. Całość 8 gwiazdek

Max BILSKI - "Zła krew"

Max BILSKI - "Zła krew"

Max Bilski (ur. 1970), reporter z Bielsko - Białej, ma 7 książek na LC a jego strona fb odsyła na blog "Magiczny świat książki". Ta dostała 6,36 (25 ocen i 11 opinii).
Czytam ją bezpośrednio po Bolton "Karuzela samobójczyń", a obie dotyczą szeregu samobójstw kobiet.
No i odetchnąłem. „Cudze chwalicie swego nie znacie”. Zamiast 416 stron Bolton, 270 – Bilskiego. Jest też pies i miłość A walory: realizm prowincjonalny, nutka ironii i tragikomiczna postać glisty Kierepki, a wszystko w formie reporterskiej.
Nic więcej nie powiem, zachęcam do lektury, bo to 3 godziny lektury „lekkiej, łatwej i przyjemnej”
A gwiazdek 7, na przekór zwolennikom Bolton, której postawiłem pałę. Howgh!

Sharon BOLTON - "Karuzela samobójczyń"

S. J. BOLTON - "Karuzela samobójczyń"

S J Bolton to pseudonim Sharon Bolton (ur. 1960) - brytyjskiej autorki kryminałów i thrillerów. W 2012 wydała "Dead Scared" ("Karuzela samobójczyń"), która na LC ma notowania: 7,8 (901 ocen i 170 opinii)

Ktoś kiedyś powiedział, że autor, by uzyskać akceptacje, winien dać czytelnikowi szansę uwierzenia w stworzoną przez niego fikcję. Bolton tej szansy mnie nie dała. Niewiarygodne bzdury, brak logiki, a w ogóle brak ciekawego pomysłu. Do tego farmazony na temat leków, narkotyków i ich synergizmu. A przede wszystkim: niewspółmierny wysiłek i nakłady do efektu tj doprowadzenia do samobójstwa.

Nie wiem dlaczego dojechałem do końca, który zresztą okazał się przewidywalny, a wątek miłosny wyjątkowo tani.

Bezpowrotnie stracony czas, wyjątkowe nieudacznictwo, oczywiście PAŁA, a ja biorę się za ten sam wątek tj masowych samobójstw kobiet w "Złej krwi" Bilskiego. Będzie porównanie.

PS wg SJP: kościany - wykonany ze zwierzęcych kości

Sunday, 16 July 2017

Stefan CHWIN - "Żona prezydenta"

Stefan CHWIN - "Żona Prezydenta"

Do swojej dotychczasowej super krótkiej notki:
"Najlepsza książka Chwina. W formie thrillera umieścił bardzo poważne rozważania, w tym o chrześcijaństwie"
......postanowiłem dodać fragment recenzji Dariusza Nowackiego, kończącego ją słowami:

"......Stefan Chwin poważnie zmodyfikował zastaną konwencję gatunkową (tj. political fiction). Wzbogacił ją o treści filozoficzne i spowodował, że do głosu doszło to, na czym bodaj najbardziej mu zależy: dyskurs moralizatorski....."
Całość na:
http://www.instytutksiazki.pl/ksiazki-detal,literatura-polska,1452,zona-prezydenta.html

Johanna LINDSEY - "Jesteś całym światem"

Johanna LINDSEY - "Jesteś całym światem"

Gratulacje dla piszących na LC. Mimo zachwalania autorki w redakcyjnej "stopce":

".....Johanna Lindsey, z domu Helen Johanna Howard (ur. 10 marca 1952 w Niemczech ), jest jedną z najpopularniejszych pisarek historycznych romansów na całym świecie. Wszystkie jej książki znalazły się w New York Times na liście bestsellerów...."

....ilość opinii jej 32 książek jest wyjątkowo niska (raz 30, raz 20, reszta po kilka), co znaczy, że czytelnicy nie dali się oszukać, a oceny w miarę dobre, bo czyta się te dyrdymały lekko, łatwo i przyjemnie.
Romansidło, z ogranym przebraniem dziewczyny za chłopa, które jest nic nie warte wobec "Trędowatej" czy Rodziewiczównej. Dla świętego spokoju daję 5 gwiazdek.

Saturday, 15 July 2017

Remigiusz MRÓZ - "Kasacja"

Remigiusz MRÓZ - "Kasacja"

Czytam w LC:
"...Remigiusz Mróz (ur. 15 stycznia 1987 w Opolu) - polski pisarz, autor powieści oraz cyklu publicystycznego "Kurs pisania". Ukończył z wyróżnieniem Akademię Leona Koźmińskiego w Warszawie, gdzie uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych. .."

A w notce redakcyjnej:
"...Dwoje prawników zostaje wciągniętych w wir manipulacji, który sięga dalej, niż mogliby przypuszczać.."

Dwoje prawników... - temat dla doktora praw wyśmienity. Podchodzę z rezerwą po nieudanej przygodzie z "Ekspozycją". (Do próby weryfikacji Mroza skłonił mnie plugawy język w "Kamiennej nocy" Grzegorzewskiej).

Po prostu jestem genialny, że postanowiłem ponownie czytać Mroza. Dzięki temu nie przespałem nocy, a w tej chwili, w samo południe, chcę natychmiast podzielić się z Państwem zachwytem nad tą książką. Zaczynam od sprawy najbardziej kontrowersyjnej czyli rynsztokowego języka: w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej książek, jedyne przerywniki typu „kurwa” wypowiada adwokatka, ale jest to poniekąd nieodzowne do stworzenia jej „krwistego” wizerunku. A całość napisana została dobrą polszczyzną, zgodnie z uzasadnionymi oczekiwaniami wobec doktora prawa, który to tytuł zobligował autora do profesjonalnego przedstawienia problematyki sądowniczej.

Wszystko logiczne, czyta się świetnie; uważam, że to jeden z najlepszych kryminałów jakie ostatnio czytałem i z wielką przyjemnością stawiam 10 gwiazdek, aby zapomnieć o moim pechu, że znajomość z Mrozem zacząłem od „Ekspozycji”. Czyli weryfikacja udana.

Friday, 14 July 2017

Gaja GRZEGORZEWSKA - "Kamienna noc"

Gaja GRZEGORZEWSKA - "Kamienna noc"

Gaja Grzegorzewska (ur. 1980) publikuje od 2006, ta, z 2016 roku jest jej siódmą. Na LC ma 6,61 (158 ocen i 37 opinii). Granicę 7 gwiazdek przekroczyła raz (za "Grób").

Pierwsze wrażenie w trakcie lektury: mimo, że klnę od 70 lat, a jednym z pierwszych słów jakie wypowiedziałem było "kulwa", to nie gustuję w literaturze obfitej w słowa typu - uwaga! to cytat! - "kurwa, pizda". A tutaj autorka przewyższa przysłowiowego szewca. Z innej beczki: kazirodztwo to chwyt oklepany, co wytknąłem Łukaszowi G. po lekturze "Bandyci Rodriguez".

Rezygnuję z recenzji oraz dalszej lektury, bo na 35 stronach e-booka (s.65 - 100) zostałem zniesmaczony kolejno frazami:
„pierdolony limbus”, „starożytne gówna”, „onanista w sutannie”, „bezkarnie pierdolić”, „pierdolenia warte”, „pierdolisz się z kim innym”, „do wujka chujka”, „chuj mnie to interesuje”, „pieprzymy się”, „wkurwia”' „wkurwię”, „w dupie”, „kurwa”, „ile ksiądz daje zdrowasiek za loda”, „zajebałeś telefon”, „przejebaną naturę”, „pojebani”, „kurwa”, w jednym zdaniu - „ciebie pojebało, gówno, rozpierdolić”, „skurwysyny”, „wyciągam chuja”....

Z zasady czytam dla przyjemności, a taki słownik jej mnie nie sprawia, przeto odkładam książkę i stawiam pałę, która nie ma nic wspólnego z ewentualnymi wartościami literackimi. Po prostu to nie moja bajka

Tuesday, 11 July 2017

Tomasz Jastrun - "Kolonia karna. Sceny z życia małżeńskiego"

Tomasz JASTRUN - "Kolonia karna. Sceny z życia małżeńskiego"

Tomasz Jastrun (ur.1950) - syn Jastruna (1903-1983) i Mieczysławy Buczkówny (1924-2015), znany mnie ze słyszenia wydał omawianą książkę w 2015. Zabrałem się do czytania z zaciekawieniem, które w trakcie lektury systematycznie malało, by zakończyć ją z wrażeniami, w których przedstawieniu wyręczył mnie szczęśliwie Jarosław Czechowicz na:
http://krytycznymokiem.blogspot.ca/2015/08/kolonia-karna-tomasz-jastrun.html

Polecam gorąco całość recenzji, której przedstawiam mały fragment:

"...."Kolonia karna" nie oferuje nam niczego, czego już by nie napisano o toksycznym związku. Nie daje także możliwości, by na swych cierpiętników spojrzeć z innej niż stereotypowa perspektywy. Zachowują się bowiem podręcznikowo i przewidywalnie. Stąd też nuda wkradająca się do lektury. Podobna do tej ze związku. Z połączenia ludzi, którym nie chciało się zainwestować w tego drugiego człowieka, czyniąc bycie z nim nieznośnie opresyjnym..... ......Odkłada się książkę Jastruna z przekonaniem, że nie ma w autorze empatii, bo zastąpiło ją granie w oczywiste rozwiązania fabularne. Widzenie spraw, uczuć i świata zawirowań trudnego związku zdaje się uproszczone i chwilami nieznośne w odbiorze. Jeśli tak miało być w zamierzeniu, naprawdę nie wiem, czemu miało to służyć....."

Monday, 10 July 2017

Stephen KING - "Joyland"

Stephen KING - "Joyland"

Po dwóch nieudanych kontaktach („Historia Lisey” - pała, „Lśnienie – 3 gwiazdki) z twórczością Kinga (ur.1947), miałem go więcej nie czytać, lecz dostałem e-booka, to przekartkowałem. Nawet wśród jego entuzjastów wielu ocenia książkę za słabszą od innych, co nie przeszkadza że na LC ma 6,94 (7524 ocen i 933 opinie), przeto moja niska ocena nie wpłynie na pozytywny wynik. Dodatkowym minusem jest że to nie thriller, a „obyczajówka” o niepokojach „prawiczka”. Do tej pory w dorosłych „prawiczkach” specjalizował się Ian McEwan.

Zadałem sobie trud i wyliczyłem, że w spisie podanym przez Wikipedię „Joyland” (2013) jest 47 pozycją, a po niej wymienione jest jeszcze siedem. Do tego dochodzi siedem książek napisanych pod pseudonimem Richard Bachman, zbiory opowiadań i nowel, książki non-fiction, komiksy i scenariusze filmowe. Niezwykła płodność. Ilość kosztem jakości.

Akcja tej rozgrywa się latem 1973 roku w małym miasteczku w Karolinie Północnej. Bohater,Devin Jones, (1,90 wzrostu, 21 lat, „prawiczek”), uczeń college'u, podejmuje sezonowe zatrudnienie w parku rozrywki gdzie „staje twarzą w twarz ze zbrodnią i musi zmierzyć się z fatum umierającego dziecka” (Wikipedia)

Devin „chodził” dwa lata z Wendy i nic z tych rzeczy, a teraz zaskoczony, że dziewczyna go porzuciła. Może w 1973 roku Ameryka była taka purytańska, szczęśliwie to się zmieniło. Najlepsze, że po 40 latach dalej on uważa (s.10 - e-book)):
„Boże drogi, byłem dżentelmenem. Później często się zastanawiałem, co by się zmieniło (na dobre lub na złe), gdybym nim nie był..”

No to fajnego bohatera nam King zafundował, kompletnego idiotę. Moją diagnozę potwierdza bohater pięć stron dalej:
„...dlaczego dziewczyna, którą kochałeś całym sercem, tobie uparcie odmawiała, ale z tym drugim poszła do łóżka praktycznie przy pierwszej okazji... ...Gdzieś w głębi ducha wciąż się zastanawiam, co ze mną było nie tak. Czego mi brakowało. Jestem po sześćdziesiątce, mam siwe włosy i przeżyłem raka prostaty, ale wciąż chcę wiedzieć, dlaczego nie byłem wystarczająco dobry dla Wendy.....”

Rokowania kiepskie, skoro dotąd nie pojął. A w ogóle nie był taki niewinny, bo Wendy doprowadzała go masażem do orgazmu (s.78,6):
„....–Uśmiechałem się, ale poniżej pasa czułem znajome pulsowanie. Wendy czasem je rozładowywała (nabrała sporej wprawy w, jak to nazywaliśmy, „masażu przez spodnie”).......”

Nasz bohater jest rozbrajający, wspominając wieczór spędzony z ojcem (s.85):
„.... męski wieczór ma swoje zalety, na przykład można bez ceregieli bekać i pierdzieć...”

Rozdział 29 King tak zaczyna:
„W miarę jak mijały kolejne dni czerwca, zaczęło do mnie docierać, że mój związek z Wendy jest chory jak róża Williama Blake’a.....”

Kto to Blake, można się dowiedzieć z „Ziemi Ulro” Miłosza, a wspomniany wiersz przytaczam w tłumaczeniu Barańczaka:
Różo, tyś chora:
Czerw niewidoczny,
Niesiony nocą
Przez wicher mroczny,

Znalazł łoże w szczęśliwym
Szkarłacie twego serca
I ciemną, potajemną
Miłością cię uśmierca.
No to już wszystko jasne, więc jeszcze dodajmy odkrywcze mrowienie bohatera (s.227):
„....udo Erin napierało na moje, a jej pierś ocierała się o moje ramię. Poczułem nagłe i wcale nie nieprzyjemne mrowienie w niżej położonych rejonach ciała. Moim zdaniem – pomijając fantazje – większość mężczyzn to monogamiści od brody wzwyż. Poniżej pasa czyha znarowiony buhaj, który nie dba o to, kogo weźmie na rogi...”
….by oświadczyć, ze szkoda mojego czasu na takie dyrdymały. Ale, że obiecałem sobie solennie doczytanie do połowy, to brnę dalej. Tom ujrzał nieboszczkę Lindę Gray, a „nasz” Jonesy kontynuuje pracę w „joyland” po sezonie i do strony 283 z 564 całości nic więcej się nie dzieje. Nawet cnoty nasz prawiczek nie stracił.
Dumny ze swojej wytrwałości kończę znajomość z Kingiem definitywnie stawiając po raz trzeci niską ocenę, teraz 3. Niepowetowana strata czasu, gdy tyle arcydzieł czeka na mnie. A jeszcze jedno prowokacyjne stwierdzenie: lepiej nic nie czytać, nic czytać takie ogłupiające bzdety. Howgh!

Sunday, 9 July 2017

Amos OZ - "Judasz"

Amos OZ - "Judasz"

UWAGA! To dzieło wymaga od czytelnika zdolności percepcji trzech koncepcji Jezusa: historycznego, apologetycznego - chrześcijańskiego oraz żydowskiego.

Amos Oz (ur.1939), jeden z trzech wielkich bezczelnie ewidentnie pomijanych przez Komitet Noblowski, którego działanie deprecjonuje nagrodę, a Kundera (ur.1929), Murakami (1945) i Oz - i tak się mają dobrze. Korzenie żydowskie ma z Polski: ojciec Klausner był z Wilna, a matka z: Równego i co warto podkreślić rodzice rozmawiali z sobą głównie po polsku. Nazwisko zmienił na Oz, znaczące po hebrajsku "odwaga", po ucieczce z domu rodzinnego do kibucu w wieku 15 lat. Spędził tam ponad 30 lat.
Jestem jego gorącym fanem, ale recenzowałem tylko cztery pozycje: "Rymy życia i śmierci" (10 gwiazdek), "Nagle w głębi lasu" (10 gw.), "Pantera w piwnicy" (9) oraz "Czarownik swojego plemienia" (9). Czytelnikom nie znającym jego twórczości, polecam na początek piękną baśń o "rżycy" tzn byciu innym - "Nagle w głębi lasu".
Charakterystyczną cechą jego pisarstwa jest "oz" (odwaga) i tym się wielu naraził i naraża również w tej, swojej najnowszej książce wydanej w 2014 r. (polskie wydanie w 2015), po okresie długiego milczenia. „Naraża”, bo jak można kwestionować sens stworzenia państwa Izrael??

Lubiana przeze mnie Justyna Sobolewska pisze na:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1624955,1,recenzja-ksiazki-amos-oz-judasz.read

"..Judasz według Szmuela był najwierniejszym uczniem Jezusa, który chciał sprawić, żeby Żydzi w niego uwierzyli. Judaszem został nazwany też ojciec Atalii, bliski współpracownik Ben Guriona, który jako jedyny sprzeciwiał się powstaniu Państwa Izrael. Był przekonany, że w ten sposób rozpocznie się krwawa wojna między światem arabskim i żydowskim, która nie będzie mieć końca. Powieść Oza jest gorzkim rozrachunkiem z ideą państwa, pokoleniem budowniczych, z krzywdą i przelaną krwią. Ścierają się w niej równoważne racje, tragizm polega na tym, że dobrego wyjścia nie było i nie ma. Oz napisał jedną z ciemniejszych swoich powieści, ale też jedną z najlepszych. A cień nadziei jest w tym, że bohaterowi udaje się z tego domu wyjść, żeby zacząć żyć..."

Przypominam, że wspomniany Dawid Ben Gurion (1886 -1973), pierwszy premier Izraela, urodził się w Płońsku jako Dawid Grün, a z Polski wyjechał w wieku 20 lat.

Nim przejdę do tej książki, polecam Państwu niedocenioną książkę Archera pt "Ewangelia wg Judasza", w której również przedstawiono odmienny wizerunek Judasza, częściowo zbieżny z Oza.

Temat Państwo znają z notki redakcyjnej, licznych recenzji czy też fragmentu recenzji Sobolewskiej zacytowanego powyżej. Ja natomiast dzielę się swoimi wrażeniami z tego arcydzieła. Przede wszystkim chciałbym podkreślić poczucie humoru autora, który opowiadając o grupie młodych marksistów ironizuje, że straciła rację istnienia, gdy jedyne dwie uczestniczki przeniosły się do innej grupy czy też gdy przytacza napis na wejściowych drzwiach (s.34 e-book):

„Dom Jehojachina Abrabanela, niech Pan go strzeże, aby obwieszczał, że Pan jest prawy”

Pod napisem karteczka z nazwiskami, a pod nią uwaga:
„Uwaga – wyłamany stopień za drzwiami”.

Ważniejsze od humoru jest przemycanie filozoficznych rozważań do barwnej akcji. I tak w chwili przybycia po raz pierwszy Szmuela do Gerszoma Walda, ten wygłasza przez telefon długą tyradę o podejrzliwości, którą po przerwie na powitanie kontynuuje przez telefon, a po odłożeniu słuchawki bezpośrednio do Szmuela. Podaję myśl wyłuskaną z wielostronicowego tekstu: (s.39 i n.):

„... – Człowiek prześladowany, czy to dlatego, że na własne życzenie dorobił się prześladowców, czy dlatego, że w jego nieszczęsnej wyobraźni roi się od wrogów i intrygantów, tak czy inaczej nosi w sobie, oprócz niedoli, również pewną moralną skazę: przecież w radości z bycia prześladowanym tkwi jakaś elementarna niesprawiedliwość. Nawiasem mówiąc, z natury rzeczy, cierpienie i samotność, wypadki i choroby są u takiego człowieka znacznie bardziej prawdopodobne niż u innych – czyli nas wszystkich. Człowiek podejrzliwy z natury wystawiony jest na nieszczęście. Podejrzliwość jest jak kwas, trawi naczynie, w którym się znajduje, pożera tego, kto ją żywi: dniem i nocą strzec się całego rodzaju ludzkiego, nieustannie głowić się nad tym, jak uniknąć intryg i udaremnić spiski, jakiego użyć fortelu, żeby z daleka dostrzec zastawioną na niego sieć – to wszystko są korzenie wszelkiej szkody. To one nie dają człowiekowi żyć... ...– ...chociaż w gruncie rzeczy podejrzliwość, radość z prześladowań, a nawet nienawiść do całej ludzkości, wszystkie one są o wiele mniej zabójcze niż miłość do całego rodzaju ludzkiego: za umiłowaniem całej ludzkości ciągnie się od wieków zapach potoków krwi. Bezpodstawna nienawiść jest dla mnie mniejszym złem niż bezpodstawna miłość: miłośnicy całej ludzkości, rycerze naprawy świata, ci, co w każdych czasach śpieszą nam na ratunek, a nie ma nikogo, kto by nas wyratował z ich ręki, przecież oni są właściwie... …. I duchowy świat kapłanów i faryzeuszy, którzy odrzucili Jezusa, i to, że akurat w oczach Żydów Nazarejczyk bardzo szybko z osoby prześladowanej stał się symbolem prześladowań i ucisku... A to w jakiś sposób kojarzy mu się z losem największych reformatorów społecznych w czasach najnowszych...”

Ten przydługi cytat podałem jako przykład trudności tej lektury, bo tylko uważny czytelnik przyswoi spójność i logikę poprzerywanej myśli autora. Nie brak też poetyckich porównań jak: (s. 56):
„Zdarza się, że bieg życia zwalnia, blokuje się, jak struga wody wypływająca z rynny i żłobiąca sobie koryto w ziemi na podwórzu. Strumyk napotyka wzgórek, wyhamowuje, zbiera się na chwilę w małą kałużę i z wahaniem, po omacku wgryza się w zagradzające mu drogę wzniesienie albo stara się je podmyć od spodu. Natrafiając na przeszkodę, woda niekiedy rozdziela się i płynie dalej trzema albo czterema cienkimi nitkami. Albo daje za wygraną i wsiąka w ziemię. Szmuel Asz, którego rodzice stracili w jednej chwili oszczędności całego życia, którego praca badawcza upadła, studia uniwersyteckie zostały przerwane, a ukochana wyszła za mąż za swojego poprzedniego chłopaka, postanowił wobec tego przyjąć tę ofertę pracy w domu w zaułku Rabina Elbaza....”

Podaję te przykłady, by podkreślić walory książki, a największym z nich wydaje się „żydowski” sposób filozofowania, przypominający Isaaca Bashevisa Singera odwołującego się do Barucha Spinozy.

Nie chcę rozciągać recenzji tego a r c y d z i e ł a i sprytnie zakończę końcowym fragmentem recenzji Patrycji Wołyńczuk z UMCS znalezionym na: http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/amos_oz/judasz/recenzja
„......Amos Oz napisał bardzo mądrą i refleksyjną powieść o ogromnym ładunku intelektualnym. Na próżno szukać tu typowej akcji. To książka filozoficzna, poruszająca kontrowersyjne, wręcz rewolucyjne dla kultury żydowskiej tematy. Formą zbliżona jest do Mannowej "Czarodziejskiej Góry" czy Proustowego "W poszukiwaniu straconego czasu". Zachwyca konserwatywnym kształtem i bogatą treścią. Judasz to przykład literatury wysokiej klasy, najlepsze dzieło izraelskiego pisarza. Oz po raz kolejny udowadnia, że nie bez przyczyny co roku wymieniany jest jako jeden z potencjalnych kandydatów do nagrody Nobla. I chociaż opinia części izraelskich czytelników i krytyków nie pozostawia suchej nitki na Judaszu (różne inwektywy trafiają pod adresem autora: od zdrajcy i lewaka, poprzez czołowego dżihadystę i antysemitę ), to nie ulega wątpliwości, iż dzieło to w pełni odzwierciedla aktualność i ponadczasowość poruszonego problemu. Gorąco polecamy."

Ja też polecam i oczywiście daję 10 gwiazdek.

PS Nie bacząc na objętość recenzji, muszę ją uzupełnić poniższym cytatem (s. 77):
"....Chaim Weizmann powiedział kiedyś, zniechęcony, że państwo żydowskie nigdy nie może powstać, bo tkwi w nim wewnętrzna sprzeczność: jeśli będzie państwem – nie będzie żydowskie, a jeśli będzie żydowskie – to na pewno nie będzie państwem. Jak to jest napisane w Talmudzie: „Naród osłu podobny”....."

Friday, 7 July 2017

Wojciech MANN, Krzysztof MATERNA - "Podróże duże i małe, czyli jak zostaliśmy światowcami"

Wojciech MANN, Krzysztof MATERNA -
"Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami"

Mann i Materna (obaj urodzeni w 1948) znają wszyscy, więc tylko powiem, że wolę ich czytać niż słuchać. I to chyba jest najlepsza pochwała ich książki. Non-stop ironia, satyra i luz. Aby ten styl uprawiać, trzeba być inteligentnym i błyskotliwym, a oni tacy są. Szczególnie zabawna lektura dla starszych od nich, jak ja (1943), dla ich rówieśników oraz dla niewiele młodszych, bo dobra znajomość paradoksów życia w Polsce czyli najweselszym baraku tego obozu i jego konfrontacji z Zachodem, ułatwia odbiór.
Rozweselająca chałtura odpowiednia na wakacje, A, że leniwi są, to słychać, widać i czuć, więc tylko 6.

Thursday, 6 July 2017

Majgull AXELSSON - "Ja nie jestem Miriam"

Majgull AXELSSON - "Ja nie jestem Miriam"

Axelsson (ur.1947) - popularna szwedzka pisarka, (nigdy o niej nie słyszałem) wydała omawianą książkę w 2014 roku. Z notki wydawcy:
"...Kiedy członkowie rodziny zbierają się przy łóżku Miriam, żeby uczcić jej osiemdziesiąte piąte urodziny, odnoszą wrażenie, że jubilatka zapadła na demencję. Bo dlaczego mówi, że nazywa się inaczej, niż się nazywa? O jej przeszłości świadczy przecież numer wytatuowany na lewym przedramieniu. Ale prawda jest inna. Najwyższy czas, żeby ją poznała wnuczka Camilla. Prawdę o Auschwitz i Ravensbrück. O ludziach najbardziej pogardzanych. O Anuszy i Didim. I o tym, jak mieszkańcy spokojnego Jönköpingu dziesięć lat po nocy kryształowej wyszli na ulice, żeby przepędzić z miasta przybłędów...."
Na LC 7,84 (329 ocen i 67 opinii). Wypisuję na wyszukiwarce "tematyka obozowa" i wybieram dla Państwa uznane arcydzieła:
Tadeusz Borowski "Pożegnanie z Marią i inne opowiadania" 6,57 (28 opinii); Primo Levi "Czy to jest człowiek" 7,67 (10 opinii); Miklos Nyiszli "Byłem asystentem doktora Mengele" 8,06 (163); Seweryna Szmaglewska "Dymy nad Birkenau" 7,55 (35); Shlomo Venezia "Sonderkomando. W piekle komór gazowych" 8,02 (13); Yehi'el Dinur "Dom lalek" 7,11 (10); Imre Kertesz "Los utracony" 7,18 (93) oraz "Kadysz za nienarodzone dziecko" 6,52 (16); Zofia Posmysz "Pasażerka" 7,19 (11), Stanisław Pigoń "Wspominki z obozu w Sachsenhausen" 9,25 (1) i wiele innych.
Po co to podałem? Aby wykazać, że literatura na ten temat jest bardzo bogata i napisać coś oryginalnego jest niezmiernie trudno. Podane wyniki jednoznacznie wskazują, że ta książka zdobyła szerokie uznanie na skutek słabej znajomości obozowej "klasyki". Przyznaję, że książka jest niezła, lecz n i e w n o s i n i c n o w e g o. Ponadto należy pamiętać, że nieopisane, ale znane z ustnego przekazu, indywidualne doświadczenia obywateli Polski, przewyższają każdą literaturę.
Nic też nie poradzę, że kanwa opowieści tj zmiana Cyganki w Żydówkę na terenie Auschwitz nie przemawia do mnie i budzi wątpliwości.
Aby nie odstręczyć czytelników nie znających wymienionych wyżej pozycji daję gwiazdek 7, bo to lektura atrakcyjna przede wszystkim dla nich. Warto ją też przeczytać ze względu (per analogiam) na obecne nastawienie Polaków do „ciapatych”.


Wednesday, 5 July 2017

Jo NESBO - "Karaluchy"

Jo NESBO - "Karaluchy"

To już czwarta książka Nesbo po "Człowieku Nietoperzu" z 1997 roku (5 gwiazdek), "Synu" (2014 – 8 gwiazdek) i "Krwi na śniegu" (2015 – 7). Ta jest z 1998 i jest poniekąd kontynuacją "Człowieka Nietoperza".
Typowy problem początkujących pisarzy, że inwencji starcza na ciekawy początek, rozwinięcie akcji, a im bliżej końca, tym gorzej. Niezniszczalny, mający problemy alkoholowe Harry Hole, którego kule się nie imają, noże nie zabijają, a żadne tortury nie łamią, staje się w końcu niewiarygodny, wskutek czego happy end nie satysfakcjonuje.
Trochę lepsze od pierwszego tomu z sympatycznym sierżantem (tj od "Człowieka Nietoperza"), lecz zachwytu nie wzbudza. Nie widzę też powodu, by go oceniać wyżej od "naszego" Miłoszewskiego, któremu za "Bezcennego" dałem 6 gwiazdek.

Tuesday, 4 July 2017

Erich Maria Remarque - "Trzej towarzysze"

Erich Maria REMARQUE - "Trzej towarzysze"

Klasyka, której aktualność nie zmienia się, bo ludzie dalej toczą wojny. Przypadłość bohaterów tej książki ma teraz nazwę: PTSD (Posttraumatic stress disorder).
Napisana w 1936 roku pomiędzy dwiema Światowymi Wojnami, a w dorobku pisarza po "Na Zachodzie bez zmian" (1929) a przed "Łukiem Triumfalnym" (1945). Cieszą mnie jej wysokie notowania na LC: 7,7 (560 ocen i 45 opinii), a szczególnie duża ilość czytelników. Niewiele mam od siebie do dodania, więc przytaczam Wikipedię:

„Powieść o pięknej i głębokiej prawdziwej męskiej przyjaźni, rozgrywająca się w latach dwudziestych w Niemczech. Lohkamp, Lenz i Koster należą do straconego pokolenia - pokolenia tych, którzy w poczuciu bezsensu wojny powrócili z frontu i nie umieli już ułożyć sobie życia. Trwają bez celu, bez złudzeń co do przyszłości i nawet gdy jeden z nich się zakocha, wszystko zakończy się tak, jakby życie w istocie nie miało już sensu. Tymczasem znów czuć nadciągające zło - po niemieckich miastach już krążą nazistowskie bojówki."

Dodaję, że w 1938 roku na podstawie książki rok później wytwórnia MGM wyprodukowała film "Three Comrades" w reżyserii Franka Borzage.
A moje wrażenia z ponownej lektury po 60 latach?? Próbę czasu na pewno to dzieło przeszło, czyta się dobrze, lecz wzruszenie średnie. Stawiam wyżej "Czas życia i czas śmierci", "Łuk triumfalny", a nawet "Noc w Lizbonie".

Zygmunt MIŁOSZEWSKI - "Bezcenny"

Zygmunt MIŁOSZEWSKI - "Bezcenny"

Miłoszewskiego znam z serii z inspektorem Szackim (kolejno 6 gwiazdek, 8, 6). Biorąc pod uwagę daty wydań, dochodzę do wniosku w 2017 roku że Miłoszewski "szczytował" w 2011 roku ("Ziarno prawdy"), by w dalszych latach przejść na stabilną niższą półkę, bo wg mnie "Bezcenny" (2013) i "Gniew" (2014) zasługują na taką samą ocenę. Lubię Miłoszewskiego i czekam niecierpliwie na coś lepszego. Przeciętny kryminał nie zasługuje na dłuższy komentarz.

Monday, 3 July 2017

Daniel GALERA - "Broda zalana krwią"

Daniel GALERA - "Broda zalana krwią"

Daniel Galera (ur. 1979) - brazylijski pisarz, tłumacz i wydawca. Wikipedia wymienia siedem jego pozycji począwszy od 2001. a ta wydana została w 2012 i że dostał za nią 2013 São Paulo Prize for Literature
Jarosław Czechowicz słusznie pisze na:
http://krytycznymokiem.blogspot.ca/2016/03/broda-zalana-krwia-daniel-galera.html
".......Daniel Galera kontrastuje opisy przepełnione spokojem i harmonią z dynamiką przemian we wnętrzu swego bohatera. On sam fantazjuje na temat własnej przeszłości oraz momentu śmierci. Z mglistych śladów czasu przeszłego stara się stworzyć wizję tego, co go czeka. Jest w swych działaniach osamotniony i rozpaczliwie osobny..."

Do wspomnianego osamotnienia przyczynia się poniższy pogląd, korespondujący z twierdzeniem ks. Józefa Tischnera, że są "trzy prawdy: moja, twoja i g...o prawda" (s. 45 – e-book):
"... Nie ma nic bardziej żałosnego, niż starać się przekonać innego człowieka... ...Nikt nigdy nie powinien być do niczego przekonywany. Ludzie wiedzą, czego chcą, i wiedzą, czego potrzebują... ...Przekonywanie człowieka, żeby nie podążał za głosem serca, jest nieprzyzwoite, perswadowanie jest nieprzyzwoite, wiem, czego potrzebuję, i nikt nie może mi niczego doradzić. To, co zrobię, zostało postanowione dawno temu, zanim sam na to wpadłem..."

Taka postawa prowadzi nieuchronnie do finałowej konfrontacji między bohaterem a jego byłą żoną Viv, toczącego się wokół Wittgensteina (1889 – 1951), którego filozofii nie sposób tu omawiać, natomiast przypominam siódmą tezę jego "Traktatu logiczno – filozoficznego", z której niewątpliwie autor nakazuje bohaterom korzystać
"O czy nie można mówić, o tym trzeba milczeć"

Nim zaprezentuję słowa ze wspomnianej konfrontacji pozwalam sobie wynotować dwa cytaty:

s. 354.4
„.. Ciało jest swoją własną kapsułą czasu i jego podróż zawsze jest trochę publiczna, bez względu na to, jak bardzo chcemy ją ukryć albo przykryć makijażem...”.

s. 694.8
„..Istnieją tylko dwa miejsca dla człowieka. Rodzina jest jednym z nich. Drugim jest cały świat. Czasem trudno stwierdzić, w którym z nich się znajdujemy...”

Z finałowej sceny podaję dwa cytaty, które akurat mnie odpowiadają, ale takie moje prawo
s. 728,8
"...Wybaczyć to jakby udawać, że coś nie istnieje. Ale życie jest wynikiem tego, co człowiek zrobił. Nie ma sensu żyć, jakby nic się nie wydarzyło.."

s. 730,0
"... Albo istnieje wolna wola, albo nie. Jeśli istota ludzka ma wolność działania, jeśli mamy wybór, można nas czynić odpowiedzialnymi. Jeśli wolna wola nie istnieje, jeśli wszechświat jest z góry zdeterminowany prawami natury i wszystko jest jedynie wynikiem tego, co wydarzyło się zaraz przedtem, nikt nie ponosi winy za to, co robi. Ani żal, ani wybaczenie nie mają sensu..."

Reasumując, miłe zaskoczenie brazylijskim autorem, który niebanalną historię uatrakcyjnił dodatkowo przyjaźnią bohatera z suką. Może trochę na wyrost, lecz by nań zwrócić Państwa uwagę stawiam 9 gwiazdek