Friday, 22 September 2017

Anita Halina JANOWSKA - "Krzyżówka"

Anita Halina JANOWSKA - "Krzyżówka"

Anita Halina Janowska (ur. 1933, pseud. Halina Sander) - artysta muzyk, socjolog, pisarka, córka Niemca i Żydówki wspomina swoje dzieciństwo i młodość. Niesamowita opowieść; lecz ja oceniam książkę, a nie jej życie. I tutaj zdziwienie, bo mimo doktoratu z nauk humanistycznych i mimo tak atrakcyjnego tematu wyszło to, co wyszło....
Trochę wspomnień, bez ładu i składu, aż dziw, że żaden redaktor czy znajomy nie zwrócił autorce uwagi'. Janowska wykształcona jest, język polski zna, tylko koncepcji zabrakło.
Jako, że, wskutek przeczytania entuzjastycznych opinii na temat tej książki, byłem pozytywnie nastawiony do niej, to czytałem uważnie i udało mnie się wyłowić 2 (słownie: dwa) cytaty. na

s. 76
"..strach, w porównaniu z miłością, jest uczuciem trwalszym i silniej motywującym do działania.."

Ciekawy i bardzo dojrzały jest ideologiczny bunt dwunastolatki, wychowanej w duchu ewangelickim, przebywającej w środowisku żydowskim, przypominający „zakład Pascala” (s. 118):
„..Były wśród nas i dzieci, które spędziły wojnę w Związku Radzieckim; krzyczały pogardliwie: „Boga nie ma”. „To też jest wiara - myślałam - one wierzą, że Boga nie ma”. I powiedziałam sobie uczciwie: „Nie wiem, czy Bóg jest. Jeśli Go nie ma, to nie ma. Jeśli jest, to i tak nie potrafię Go ani pojąć, ani zrozumieć. Żeby pojąć Boga, trzeba mu dorównać, a to, z założenia, niemożliwe. Dlatego tylko jeden może być rodzaj pychy wobec Boga próbować Go sobie wyobrazić...”

Końcowy wniosek z rozmyślań dorastającej panienki poraża logiką:
„... Jeśli wierzyć Biblii.. ..to na Sądzie Ostatecznym Bóg musiałby wszystkich uniewinnić, bo jeśli grzeszyli dlatego, że obdarzył ich lekkomyślnie Wolną Wolą, to kto tu zawinił ? Chyba On sam...”

Niestety, to za mało na ocenę dobrą. 4/10

Wednesday, 20 September 2017

Sergiusz PIASECKI - "Adam i Ewa"

Sergiusz PIASECKI - "Adam i Ewa"

Wybaczcie Państwo, że się powtarzam, lecz przekonany jestem, że warto przytoczyć, co pisałem o Piaseckim w recenzji "Mgły":

„Sergiusz Piasecki (1901 – 1964) to wielka, barwna, postać polskiej literatury, lecz nie miejsce tu, by dokładnie opisać jego życie. Zaczynam fragmentem życiorysu z Wikipedii:
"...Był nieślubnym dzieckiem zubożałego i zrusyfikowanego szlachcica Michała Piaseckiego i białoruskiej wieśniaczki Kławdii Kułakowicz (pochodziła z miejscowej schłopiałej szlachty). W dzieciństwie wychowywała go konkubina ojca Filomena Gruszewska, która maltretowała go fizycznie i psychicznie; ojciec niewiele się nim interesował. W domu rodziców rozmawiano wyłącznie po rosyjsku. Jako kilkunastoletni chłopak trafił do więzienia z powodu bójki w szkole. Uciekł z niego i trafił do Moskwy, gdzie był świadkiem wydarzeń rewolucyjnych i śmierci swoich przyjaciół.. ..W trakcie rewolucji przyjechał do Mińska, gdzie związał się z lokalnym światem przestępczym...."

I dalej o całości strony w Wikipedii jemu poświęconej:
"..Panowie Redaktorzy Wikipedii i in.! Nie wybielajcie Piaseckiego, bo on tego nie potrzebuje. Początkowo nic go z Polską nie łączyło, w domu mówiono wyłącznie po rosyjsku, a potem został BANDZIOREM, złodziejem i narkomanem. Dostał wyrok śmierci jako kryminalista, odsiedział 11 lat, aż dzięki sukcesowi jego powieści pt „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”, ujęło się za nim grono literatów z Wańkowiczem na czele i wymusiło na prezydencie Mościckim zwolnienie go w 1937 z więzienia. W AK był potrzebny, do wykonywania wyroków śmierci, bo wśród „normalnych” ludzi trudno jest znaleźć chętnych do pociągania za cyngiel. Cały jego urok polega na połączeniu „barwnego” życia z wybitnym talentem literackim. Nie róbcie z niego grzecznego chłopca, dumnego patrioty etc bo to nijak do niego nie pasuje i szkodzi sympatii jaką czytelnicy czują do tego niesfornego awanturnika. Nie róbcie z prostackich „Zapisków oficera Armii Czerwonej” pozycji sztandarowej, bo to „wypadek przy pracy” inspirowany konkretną sytuacją polityczną na emigracji, a talent Piaseckiego ujawnił się bardziej we wszystkich pozostałych pozycjach...."

Aby go poznać polecam Państwu, poza jego książkami, wspaniały melodramat Marii Nurowskiej "Sergiusz, Czesław, Jadwiga" (Piasecki contra Miłosz), jak i jego recenzję pod adresem:
Grzegorz Eberhardt Miłość noblisty; 7.08.2013

No to wreszcie mogę przejść do książki z 1955 roku, pierwotnie drukowanej w odcinkach w londyńskim Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza w 1963 .

Na stronie wydawnictwa LTW czytam: http://www.ltw.com.pl/presta/glowna/510-adam-i-ewa.html

Jest to pierwsze wydanie książkowe oparte na maszynopisie autorskim.
W romansie, którego akcja rozgrywa się na Wileńszczyźnie w 1939 roku, autor ukazał, jak system polityczny zabija szczęście wartościowych jednostek.
Adam, utalentowany plastyk, przybywa do Wilna, gdzie jego akwarelami zainteresował się miejscowy antykwariusz i pasjonat sztuki. Na miejscu poznaje Ewę, studentkę pełną życzliwości i niespożytej energii. Między nimi szybko zawiązuje się silne uczucie, przerwane powrotem Ewy do rodzinnego domu na okres wakacji. Młodzi utrzymują kontakt listowy. Gdy do Polski wkraczają wojska sowiecke, Adam wyrusza w niebezpieczną podróż do Białegostoku, aby odnaleźć ukochaną.
Marian Hemar, wypowiadając się o powieści Adam i Ewa, stwierdził, że: „powieść «lepiła się» do czytelnika, coraz bardziej czymś urzekała, czytałem każdy odcinek skwapliwie, nie pominąłem żadnego, każdy utwierdzał mnie na nowo w zainteresowaniu i przyjemności”.
Pierwsze moje odczucie w trakcie lektury, to, że mamy do czynienia z romansidłem w stylu lubianej przeze mnie i sowicie obdarzanej gwiazdkami – Rodziewiczówny, a talent autora i tak objawia się w języku. Bo czyż nie jest piękna "ułuda" w zdaniu (s. 36):
"..W tajemniczych uliczkach i zaułkach migotały mgliste ognie tanich knajp, gdzie w chmurach dymu tytoniowego trzaskały kule bilardowe, krążyły karty do gry i snuła się ułuda alkoholowa..."
A rodem z najlepszego Harlequina wspomnienie romansu czyż nie zachwyca ? (s. 58):
„...Po.. ..romansie z kobietą, zimną i głupią, ale zarozumiałą, która zaśmieciła mu życie i pracę...”
A kiczowate poniższe nie zachwyca? (s. 92) :
„Zakochani, zwarci w pocałunku, płynęli w wieczną głębię miłości..”
Piasecki wykazuje najwyższy kunszt, bo umyślnie tak pisać to swoista sztuka. Najwspanialszy kicz!!
Dodam, że romansidło nabiera specyficznego smaczku wskutek nie tylko dwóch przygód seksualnych bohatera, lecz również dzięki bieganiu z obnażonym penisem wobec bogatej kochanki, jak i dwóch przypadkowych wczasowiczek.
Niestety, nie ma happy endu, bo wybucha wojna i …..nie powiem co dalej, bo nie wypada psuć Państwu lektury..
Rację miał Wańkowicz twierdząc, że Piasecki to wielki talent...
Lubię Piaseckiego, a i z tej lektury miałem frajdę. W tej kategorii 10/10

Tuesday, 19 September 2017

Wojciech ORLIŃSKI - "Lem. Życie nie z tej ziemi"

Wojciech ORLIŃSKI - "Lem - życie nie z tej ziemi"

Z Wojciechem Orlińskim spotkałem się raz, w zbiorze 12 utworów zatytułowanych „Głos Lema”, w którego recenzji pisałem:
„....Wojciech Orliński (ur. 1969), dziennikarz GW, autor książki „Co to są sepulki?”. Wiążę nadzieje z jego opowiadaniem bo sam jestem zwolennikiem sepulenia. No i za wytrwałość zostałem wynagrodzony; pierwsze opowiadanie spełniające wymogi tytułu, a do tego świetne, z „lemowskim” poczuciem humoru, z elementami groteski. Zasłużone 10 gwiazdek!! ...”

Powyższe uzasadnia nadzieję, z jaką zabierałem się do tej biografii, tym bardziej, że Lema czytam od ponad 60 lat i zaliczam go do piątki moich ulubionych polskich autorów, którą współtworzą Parandowski oraz trójca WGS czyli Witkacy, Gombrowicz i Schulz.

Nim przystąpię do oceny tej książki zacytuję ciekawą notkę z mojej recenzji „Głosu Lema” na temat twórczości Lema, w której w dodatku pada nazwisko autora biografii (cytat z Wikipedii):

„....Krytyk i historyk literatury Małgorzata Szpakowska uważa Lema za późnego spadkobiercę postpozytywistycznego naturalizmu, z czego wynika jego charakterystyczna mizantropia, wykazująca wspólne korzenie z twórczością Przybyszewskiego i Witkacego. W dziedzinie filozofii nauki Lem często odwoływał się do prac filozofa i logika Bertranda Russella oraz filozofa nauki Karla R. Poppera. Epistemologiczne poglądy Lema można zaliczyć do szkoły krytycznych uczniów Poppera, takich jak filozof nauki Imre Lakatos. Przekonania Lema w zakresie antropologii publicysta i dziennikarz Wojciech Orliński określa jako mizantropijny humanizm - człowiek znajduje się w centrum zainteresowań Lema, nie wzbudza on jednak jego sympatii jako przypadkowy produkt ewolucji, zniewolony przez atawistyczne instynkty. W domenie metafizyki Lem prezentował stanowisko agnostyka, wyraźnie różne jednak od oficjalnego ateizmu państwowego, np. radzieckiego. Filozofia społeczna Lema przejawiała się w wielu dziełach poprzez krytykę ustroju totalitarnego z pozycji humanistycznych, w późniejszych utworach pojawiła się również krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego i skrajnie permisywnego. W publicystyce dotyczącej filozofii języka Lem odrzucał strukturalizm i semiotykę, stojąc na stanowisku, iż nie można analizować dzieła literackiego samego w sobie, abstrahując od kontekstu odczytania go przez odbiorcę...."
Zwracam uwagę na przywołane tu nazwisko mistrza paradoksu - Bertranda Russella, bo w twórczości Lema wiele paradoksów znajdujemy. Podkreślam, że dla mnie fantastyka jest dla Lema środkiem, a nie celem, natomiast uprawianie przez niego filozofii z wyrafinowanym poczuciem humoru przypomina ks. J. Tischnera.”

Wspomniany ks. J. Tischner mawiał: „..są trzy prawdy: moja prawda, twoja prawda i g.... prawda”. Objawię, o biografii Orlińskiego tylko dwie prawdy, w dodatku obie moje: pozytywną i negatywną, co oznacza, ze jestem „za, a nawet przeciw”.

Negatywną wspieram dwiema recenzjami z LC, z którymi zgadzam się w 120%, jako, że jestem stary, więc Lema i o Lemie dłużej czytam niż cytowani recenzenci. Obie recenzje przytaczam w całości bez jakichkolwiek poprawek.

Godło „ramachadran”:
„Jako fan Lema jestem szczerze rozczarowany tą biografią. Przede wszystkim autor nie wykazał się ani dociekliwością, ani pracowitością. Większość zaprezentowanych informacji zaczerpnięta została z już wydanych i każdemu czytelnikowi dostępnych źródeł - 2 wywiadów rzek przeprowadzonych kolejno przez:Fiałkowskiego i Beresia; z autobiograficznej książki Lema Wysoki Zamek; z dziennika przyjaciela Lema - Szczepańskiego. Biografia jest niejako kompilacją powyższych publikacji ze sporą domieszką sugestii gdzie i jakie wątki biograficzne w powieściach Lema dostrzega Orliński. Gdzie praca dziennikarska, nowe dokumenty, nowi rozmówcy, świadkowie, cokolwiek do tej pory niewydanego?
Z powyższych powodów książka przyjmuje formę ciągnących się całymi stronami cytatów z każdemu fanowi Lema dobrze książek, głównie wyżej wymienionych.
Autor streszcza w bardzo obszerny sposób wiele książek Lema, co również jest zbędne, bo nie zawsze są tam wątki autobiograficzne.
Te dwie kwestie powodują, że książka puchnie do ponad 400 stron, ale nie dowiemy się z niej o takich smaczkach, z życia codziennego, jakie każdego fana ciekawią: jakie filmy Lem lubił, jaką muzykę, jakie powieści czytał, jak poznał swoją żonę i jak ich związek się kształtował itd.
Orlińśki żartobliwie mówi o lemologach, z pewnością z ich publikacji korzystał i obszernie ich dzieła cytował, ale go do lemologów zaliczać nie mogę - brak pogłębionych własnych badań.”

Godło „Rick Deckard”:
„I to jest ta szeroko reklamowana biografia Mistrza S-fiction ? Wolne żarty :D Co jak co, ale taki geniusz zasługuje na równie godną biografię a to są jakieś popłuczyny. Niech Pan Orliński pójdzie na praktyki do Grzebałkowskiej ona go nauczy jak się robi resercz do pisania biografii. Trzeba być leniem patentowanym żeby na zasadzie zatkajdziury kopiować teksty w wcześniejszych publikacji, to juz wszystko było napisane, nie ma tu nic nowego, ciekawego odkrywczego. Ten czytelniczy "lep na muchy" jest dobry dla kogoś kto mało zna S.Lema lub nie zna go wcale, z pewnością nie da prawdziwych fanów S.Lema.”

Konkluzja jedna: biografia niedopracowana, bez znaczącego własnego wkładu twórczego, zasługująca najwyżej na 3 gwiazdki. I jest ona jak najbardziej słuszna dla grona ludzi interesujących się Lemem.

Tylko, że nas jest garstka, co natychmiast przekonująco udowadniam. Autobiograficzny „Wysoki Zamek” ma na LC zaledwie 16 opinii, praca Smuszkiewicza pt „Stanisław Lem” - jedną, Beresia „Rozmowy ze Stanisławem Lemem” też jedną, a Szpakowskiej „Dyskusje ze Stanisławem Lemem” - zero. Jest jeszcze Leś na LC z „Stanisław Lem wobec utopii”- opinii 0. Jego syna, Tomasza Lema biograficzne „Awantury na tle powszechnego ciążenia” - 37 opinii, podczas gdy ujawnionych na LC czytelników Lema jest 20 514. A ilu nieujętych tą statystyką?? Miliony!!!!

Zachodzi wielka dysproporcja między ilością czytelników dzieł Lema, a niewielką grupą znających jego życie, jego inspiracje, jego wątpliwości, jak i jego wzloty i upadki'.

Filozofowie już dawno temu udowodnili, że lepsze jest „cuś” niż „nic”. Orlińskiego opracowanie, mimo, że wtórne, daje niezwykłą wręcz okazję poznania szerokim rzeszom czytelników arcyciekawej biografii wielkiego pisarza, bo innej nikt nie napisał. I za to pionierskie dzieło należy się 9 gwiazdek, co daje finalną średnią 6.

Kto nie zna, niech czyta, a kto zna niech przekartkuje - dla przypomnienia.

Douglas ADAMS - "Restauracja...." II i III cz

Douglas ADAMS – "Restauracja na końcu Wszechświata", "Życie, Wszechświat i cała reszta"

To jest tak głupie, że aż śmieszne. To Monty Python w wydaniu SF. Skoro tak twierdzimy, to przypomnijmy (Wikipedia)
"Monty Python (also known as "The Pythons") were a British surreal comedy group who created their sketch comedy show "Monthy Python's Flying Circus, which first aired on the BBC in 1969. Forty-five episodes were made over four series. The Python phenomenon developed from the television series into something larger in scope and impact, including touring stage shows, films, numerous albums, several books, and musicals. The Pythons' influence on comedy has been compared to the Beatles' influence on music. Their sketch show has been referred to as "not only one of the more enduring icons of 1970s British popular culture, but also an important moment in the evolution of television comedy."

Od prawie pół wieku ubóstwiam surrealistyczne skecze Monty Pythona i jego naśladowców, lecz w formie pisanej tracą, według mnie, 90% śmieszności. Aby przekonać Państwa do moich herezji podaję adres sztandarowego skeczu pt "Ministerstwo głupich kroków":
https://www.youtube.com/watch?v=OgV4iBQVNyU

Czytam, czytam i nagle jakieś światełko w moim łbie zaświeciło: TO JEST ŚWIETNE, a ja muszę zweryfikować swoją ocenę pierwszej części.

Bo skoro jestem wielbicielem Teatru Absurdu, to powinienem te same kryteria zastosować wobec Adamsa. Mój błąd polega na tym, że utwory Becketta, Ionesco, Geneta, Pintera, Albee, jak i Jarry'ego "Ubu Król" znam przede wszystkim z teatru, a Adamsa oceniam na podstawie lektury. Również na moją miłość do Mrożka czy Różewicza zasadniczy wpływ miały przedstawienia teatralne.

W związku z tym do lektury pobudziłem i zaprzągłem swoją plastyczną wyobraźnię, dzięki czemu surrealistyczne pomysły zaczęły mnie zachwycać. No i śmiałem się do rozpuku.

Reasumując, całość Adamsa jest świetna w swoim gatunku. Czemu więc nie daję jej 10 gwiazdek, jak np "Trędowatej" wśród kiczowatych melodramatów? Bo oceniam formę literacką, a genialność osiąga forma widowiskowa. Czy skecze porównywanego w większości recenzji Cyrku Monty Pythona przeniesione na papier bawiłyby? No właśnie, dlatego 8/10

Monday, 18 September 2017

Douglas ADAMS - "Autostopem przez galaktykę"

Douglas ADAMS - "Autostopem przez galaktykę"

UWAGA!! POD WPŁYWEM LEKTURY DALSZYCH CZĘŚCI POSTANOWIŁEM ZMIENIĆ OCENĘ TEJ Z 4 GWIAZDEK NA 8, MIMO 18 PLUSÓW ZDOBYTYCH DOTYCHCZAS OD PAŃSTWA. UZASADNIENIE PODAM W RECENZJI WSPOMNIANYCH CZĘŚCI, NANOSZĄC TUTAJ TYLKO DWIE POPRAWKI
Douglas Adams (1952 – 2001) - angielski pisarz, twórca scenariuszy, eseista, humorysta, satyryk i dramaturg. Jego fani celebrują Dzień Ręcznika (Wikipedia):
"Dzień Ręcznika, ang. Towel Day – nieformalne święto obchodzone 25 maja jako hołd składany Douglasowi Adamsowi... ...Ręcznik jest nawiązaniem do popularnego cyklu powieści Adamsa "Autostopem przez Galaktykę". Najmodniejszy model ma na sobie napis: "Don't panic!".. ..oraz liczbę 42, czyli dwa znane motywy z twórczości Adamsa...."

Fabuła (Wikipedia):
"...Artur pewnego dnia dowiaduje się, że jego dom ma być zburzony, a na jego miejscu ma powstać obwodnica. Wkrótce okazuje się, że dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie ma zostać zniszczona cała Ziemia, gdyż wymagają tego plany budowy hiperprzestrzennej obwodnicy galaktycznej. Jednak Ford zabiera go w szaloną wycieczkę po Galaktyce, w czasie której poznają inne kluczowe postaci cyklu i którą wieńczy wizyta w kosmicznej wytwórni planet...."

Anglojęzyczna Wikipedia:
".....The Hitchhiker's Guide to the Galaxy... ..is a comedy science fiction series created by Douglas Adams..."

Wydawnictwo Albatros na:
http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,724,1096,autostopem-przez-galaktyke-trylogia.html
"Pięciotomowa saga „Autostopem przez galaktykę” to połączenie fantasy i zwariowanego humoru w stylu Monty Pythona i Terry'ego Pratchetta. Kultowa opowieść dla wszystkich - nie tylko miłośników fantastyki i specyficznego angielskiego humoru! Sprzedana w milionach egzemplarzy, przetłumaczona na kilkadziesiąt języków, zaadaptowana jako słuchowisko radiowe i z sukcesem zekranizowana.
Nie sposób nie polubić jej bohaterów - Ziemianina Artura Denta, kilku kosmitów (o zupełnie ludzkim wyglądzie i zachowaniach!) oraz cierpiącego na depresję robota Marvina. Całe to mocno surrealistyczne towarzystwo podróżuje po Galaktyce, próbując odnaleźć sens życia, rozwiązując zagadki kosmosu, a przy okazji uratować wszechświat..."

No i wreszcie ja! Rozczarowany pierwszymi 52 stronami z 312 (e-book), postanowiłem spisywać swoje odczucia na bieżąco. I tak, odnośnie dotychczas przeczytanych stron oświadczam, że położenie się w błocie, przed buldożerem urzędnika zarządu miasta odpowiedzialnego za wykonanie pracy przez ten buldożer, w celu zastąpienia protestującego, naszego bohatera Artura Denta, nie jest ani komiczne, ani absurdalne, lecz po prostu głupie. Ergo, 17% lektury nie wywołało u mnie nawet najskromniejszego uśmiechu.
POPRAWKA: ZABRAKŁO MNIE WYOBRAŻNI. ZAPEWNE JAKO SKECZ ŚMIESZYŁOBY.

Nie rozumiem zdania o statkach kosmitów (s. 55,6):
"....Ogromne statki wisiały bez ruchu na niebie, nad każdym krajem na Ziemi. Wisiały bez drgnienia, olbrzymie, ciężkie, niewzruszone. Były obrazą natury. Wielu ludzi, próbując objąć rozumem to, co widzą, doznało szoku. Statki wisiały na niebie w sposób, w jaki nie robią tego cegły..."
Skoro "wisiały bez ruchu" to były pewnie "niewzruszone", pies je trącał, ale co do nich mają cegły?? Czy cegły w ogóle coś "robią"??

Niezbyt odkrywczy, a na pewno nie zabawny, przypis 1 do strony 62,9:
".....Prezydent jest właściwie figurantem — nie piastuje władzy. Jest wprawdzie pozornie wybierany przez rząd, lecz cechy, którymi musi się wykazać, mają niewiele wspólnego z umiejętnościami przywódczymi, a dużo z umiejętnością subtelnego dozowania bezczelności. Z tego powodu prezydent jest osobistością pełną sprzeczności...."

Zaczynam wyczuwać, że ten rodzaj humoru nie dla mnie (s. 63,3):
"...Wygodnie się rozparł i leniwie ułożył dwie ręce na oparciu fotela. Sterował dodatkową ręką, którą kazał sobie niedawno dorobić pod prawą pachą..."

Wymazuję dalszą część recenzji i kwituję książkę dwoma słowami: WIELKIE ROZCZAROWANIE i kopiuję recenzję z LC oznaczoną godłem "Shimik", pod którą się podpisuję:
"Najpierw widziałem film i twierdzę, że był durny ale mimo wszystko momentami był tak głupi, że aż śmieszny:) I teraz jeszcze powiem, że książka wcale się w tym względzie nie różni:) Momentami można się pośmiać, a przez resztę czasu człowiek czuje się zażenowany...
Myślę, że dobra jest na otępienie się! Przy lekturze nie można myśleć logicznie, a i po lekturze jeszcze przez jakiś czas ten stan rzeczy się utrzyma:)"
4/10 POPRAWKA 8/10


Sunday, 17 September 2017

Liu Cixin - "Ciemny las"

CIXIN LIU - "Ciemny las"

Recenzowałem Liu "Problem trzech ciał" (10), a teraz mam drugi tom trylogii. Nim przejdę do fantastyki wyciągam bardzo trafne realistyczne stwierdzenie (s. 46,7 - e-book):

".... sześćdziesiąt lat.. ...to najlepszy okres w życiu, wiek, w którym człowiek pozbywa się ciężarów noszonych po czterdziestce i pięćdziesiątce, a nie pojawiają się jeszcze niedomagania i spowolnienie siedemdziesiątki i osiemdziesiątki. Wiek, w którym można cieszyć się życiem...."

Za 400 lat dolecą Trisolarianie, którzy zniszczą Ziemian, jak Europejczycy w Ameryce - Indian. W związku z tym powstaje idea eskapizmu tj ucieczki z Ziemi. ONZ uchwala zakaz eskapizmu, jak w XX – XXI wieku rozprzestrzeniania broni jądrowej, szczególnie w Płn Korei i Iranie czyli niedopuszczania innych do grupy mocarstw, które takową posiadają. Propaganda fałszu o wszechświatowej solidarności, przy jednoczesnym dalszym zbrojeniu się przez mocarstwa czy kontynuacji budowy statków - miast dla uprzywilejowanych. I właśnie partykularne interesy, szczególnie w konfrontacji mocarstw z pozostałymi, są groźniejsze niż obca inwazja.

Ponieważ ludzki rozum jest jedynym niedostępnym miejscem dla Trisolarian, ONZ wybiera czterech mężczyzn na "Wallfacers" ("Wpatrujących się w ścianę"), którzy przechowają tajne plany obrony. Trisolarianie wyznaczają "Wallbreakers" ("Burzycieli ścian") z zadaniem rozpracowania każdego z czwórki uczonych.

Wallfacer Bill Hines, brytyjski neurolog, pracuje nad stworzeniem rasy nadludzi drogą genetycznych modyfikacji; Frederick Tyler, wcześniej Sekretarz Obrony USA, zamierza zbudować flotę "Mosquito" - statków kosmicznych pilotowanych przez samobójców; a Rey Diaz, uprzednio przywódca Wenezueli, sławny z odparcia inwazji USA, zamierza skonstruować super bombę wodorową.....
Plan Tylera zostaje ujawniony, a on - zdesperowany, popełnia samobójstwo...
Najsympatyczniejszy jest Luo Ji, prowadzący hedonistyczny tryb życia, ale go hibernują i budzą po 200 latach, co mu pozwala, po dalszych trzech latach, wpaść w alkoholizm. Bo on jest najbardziej "ludzki". A w ogóle dzieje się wiele i samemu trzeba to przeczytać...

Jeszcze istotny, choćby w wyjaśnieniu tytułu, paradoks Fermiego (Wikipedia):
"...Wielkość i wiek Wszechświata sugerują, że powinno istnieć wiele zaawansowanych technicznie pozaziemskich cywilizacji. Jednak takiemu rozumowaniu przeczy brak obserwacyjnych dowodów ich istnienia. Zatem albo początkowe założenia są nieprawidłowe i zaawansowane technicznie życie jest znacznie rzadsze niż się sądzi, albo metody obserwacji są niekompletne i ludzkość jeszcze ich nie wykryła, albo metody są błędne i cywilizacja ludzka poszukuje niewłaściwych śladów..."

Związek paradoksu z tytułem pięknie opisał na LC "Hrosskar":
".....Autor zaczerpnął go bowiem z paradoksu Fermiego, wedle którego istnieje duże prawdopodobieństwo powstania życia w kosmosie, ale którego nie obserwujemy. Dlaczego? Otóż Cixin Li przyrównuje wszechświat do ciemnego lasu, w którym każda cywilizacja to uzbrojony łowca, który skrada się i poluje na swoje ofiary. Co więcej musi on być ostrożny, ponieważ nie jest on jedynym myśliwym i w każdej chwili może go ktoś zaatakować. Każda więc mądra cywilizacja stara się siedzieć cicho, nie dać się zobaczyć i tym samym unicestwić. Ludzkość wysyłając sygnał w kosmos zapaliła ogromne ognisko, oznajmiając wszem i wobec, gdzie jest. Po tych stosunkowo krótkich rozważaniach cała książka nabiera zdecydowanie innego wydźwięku i zupełnie inaczej spojrzałem na jej zakończenie. .."

A w ogóle jest to arcydzieło nieporównywalne z niczym, które ja połknąłem za szybko, bo sensatem z natury jestem. Powrócę do książki niebawem, dokładnie przestudiuję, bo tego ona wymaga i wtedy mądrzejszą recenzję napiszę. Proszę nie czekać, tylko brać się do czytania!!


Saturday, 16 September 2017

Katarzyna TUBYLEWICZ - "Ostatnia powieść Marcela"

Katarzyna TUBYLEWICZ - "Ostatnia powieść Marcela"

UWAGA! Z zasobów Biblioteki w Toronto
Tubylewicz (ur. 1974) - polska pisarka, publicystka, tłumaczka literatury szwedzkiej, joginka. Omawianą książkę wydała w 2016 roku, a czytelnicy dali jej szczodrze gwiazdek 5,7 (40 ocen i 15 opinii). Jedni piszą, drudzy oceniają, a ja jestem stary i dlatego rzadko się dziwię. A tym razem się dziwię i to bardzo, bo mój ulubiony recenzent, którego często cytuję Jarosław Czechowicz poświęcił tej książce dużo słów, a recenzję swoją zakończył słowami:

"...„Ostatnia powieść Marcela” to rzecz w dużej mierze ironiczna i na tyle wieloznaczna, że może być odczytana także jako proza o feministycznym charakterze. Czy to wszystko o tym? Czy starcie płci naprawdę determinuje odbiór tej książki? Cieszę się, że zdarzają się tak niejednoznaczne opowieści, w konfrontacji z którymi pozostajemy w pewnej czytelniczej niepewności. W tej książce jest niepokój, wyraziste emocje, czytelne motywacje bohaterów i dwuznaczne ich działania. Tubylewicz rozprawia o tym, że prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem, które odmieni nasze życie, może mieć miejsce w każdej chwili. "

Nie rozumiem nic z podanego fragmentu, podaję więc adres całości recenzji:
http://krytycznymokiem.blogspot.ca/2016/03/ostatnia-powiesc-marcela-katarzyna.html

Nie wiem czy słusznie, lecz przypuszczam, że Czechowicz miał powody by akurat napisać to, co napisał. Bo dla mnie twór Tubylewicz w ogóle literaturą nie jest, a bełkotem bez ładu i składu.
A, że po raz pierwszy aż tak nie podzielam opinii cenionego recenzenta, to wpadlem w glęboką zadumę. Wsparcie dostałem czytając recenzje na LC:

"Dotka76": "Szkoda mi czasu. Przerwałam czytanie po kilku stronach. "
"gośka": "Zdumiewająco słabe czytadło ....."
a szczególnie recenzję oznaczoną godlem "czytankianki", którą w calości przepisuję"

"To jakoś nie brzmi. Nie jest dobre. Prawdę mówiąc, kawałki były tak banalne i napuszone, że chciało mi się wyć. (…) W tym tekście nie ma autentyczności. (s. 162)

Cytat idealnie pasuje do powieści Tubylewicz o pisarzu w średnim wieku i urokliwej dwudziestolatki. W zapowiedziach podkreślano, że autorka odeszła od utartych schematów – cóż, próbowała tak bardzo, że fabuła razi sztucznością, zwłaszcza główny bohater. Książka niespójna i naiwna, ale sądząc po cytowanych utworach z pretensjami do prozy ambitnej. Nie przy takim warsztacie, a w szczególności stylu. Tybylewicz bardzo stara się być oryginalna i co rusz serwuje pseudopoetyckie frazy. Zdecydowanie celuje w porównaniach (średnio jedno co dwie strony, choć zdarzają się cztery na jednej), kilka przykładów:

gotowy do startu i zwycięstwa jak Kusociński w Los Angeles (s. 51)
wwierca się w ciszę jak głowica transrektalna w odbyt (s. 56)
lądowanie jak Dzierżyński na placu dziś Bankowym (s. 58)
zamknięcie laptopa jak odłączanie od aparatury podtrzymującej życie (s. 70)
głowę miałem ciężką jak jacuzzi mego przyjaciela (s. 138)
wgryzałem się w tekst jak wkurwiony labrador (s. 163)
piła łapczywie jak spragniony wody Tuareg (s. 230)

Nie i jeszcze raz nie. To jest po prostu słaba powieść."