Wednesday, 29 March 2017

Daniek KEYES - "Kwiaty dla Algernona"

Daniel KEYES - "Kwiaty dla Algernona"

Daniel Keyes (1927 – 2014) debiutował trzema opowiadaniami w 1952, w 1959 opublikował swoje najsłynniejsze opowiadanie "Kwiaty dla Algernona", nagrodzone w 1960 Nagrodą Hugo za najlepszą miniaturę literacką. W 1966 otrzymał nagrodę Nebula za tę samą historię przerobioną na powieść. Sukcesu tej kreacji już nie powtórzył, chociaż wydał jeszcze cztery powieści sci-fi. Na LC 8,24 (517 ocen i 57 opinii).

Przy tak dużej liczbie opinii, nie wypada się rozpisywać, więc tworzę najkrótszą recenzję świata:
ECCE HOMO!!

Dla cierpliwych szerzej: jest to studium nad człowieczym losem. Keyes przemawia do każdego zrozumiale, gdyż życie człowieka poniekąd ekstrapolował. A przecież możemy wyobrazić sobie historię dziecka - ofiary już w grupie przedszkolaków, jak i rodzeństwa, poniżanego w szkole i wyśmiewanego w pracy, która np. szuka ucieczki w książkach, dzięki czemu przerasta innych i w końcu zostaje obwieszczona geniuszem. Niestety dopada ją np. Alzheimer, który prowadzi do wtórnej bezradności.

Lektura, szczególnie pierwsza część, przypomniała mnie Martina Edena, który zdobywszy szczyty brzydzi się ludzkością. Tutaj Charlie staje się paskudnym wyśmiewcą krytykującym wszystkich, bo wszyscy intelektualnie stoją poniżej niego. W obu przypadkach aktualne są cytaty:

s.101 Zrozumiałem teraz, że głównym celem wykształcenia jest uświadomienie sobie, iż rzeczy, w które wierzyło się całe życie, nie są prawdą i nic nie jest takie, jakie się wydaje.

s.281,6. ....tak jak znienawidzili mnie przyjaciele z piekarni, bo to, że urosłem, ich pomniejszyło. A tego nie chciałem....

Całość przypomniała mnie film "Awakenings" z Robertem De Niro, oparty na książce Olivera Sacksa pt "Przebudzeni". Koniec przykry. Dodajmy jeszcze truizm:
s. 378,2 ..inteligencja i wykształcenie nie wzbogacone ludzkimi uczuciami nie mają żadnego znaczenia..

oraz cytat dotyczący nie tylko upośledzonych, bo świat większości z nas nie potrzebuje, więc z podwiniętym ogonem chowamy się, jeśli mamy gdzie:
s. 385 ...upośledzeni.. .. Po tygodniu, spędzonym na wolności, zazwyczaj wracają. Orientują się, że nie ma tam dla nich miejsca. Świat ich nie potrzebuje.

Do tego miłość, niedojrzałość emocjonalna i nieporadność bohatera, i mamy sentymentalną opowieść wyciskającą w finale łzy.
Wielka literatura to nie jest, natomiast na pewno warta przeczytania, bo temat odrzucanych i poniżanych jest w jakimś sensie bliski i poruszający dla każdego. Dodatkowe uznanie dla tłumacza, który z hecą ortograficzną świetnie sobie poradził.

Skoro już użyłem słowa „heca”, to największa jest z kwalifikacją książki do sci-fi. Kto to wymyślił w XXI, gdy w tajnych laboratoriach odważnie eksperymentuje się na komórkach macierzystych, a może nawet klonuje człowieka?
Polecam, jako książkę interesującą i świetnie czytaną, a gwiazdek 7.

Monday, 27 March 2017

Kurt VONNEGUT - "Recydywista"

Kurt VONNEGUT - "Recydywista"

Tradycyjnie przypomnę porównanie moich ocen dzieł Vonneguta z jego samoocenami:
1959 - „Syreny z Tytana” A (dziewięć gwiazdek)
1961- „Matka noc” A+ (dziesięć gwiazdek)
1963 - „Kocia kołyska” A+ (dziesięć gwiazdek)
1965 - „Niech... ..Rosewater” A (dziewięć gwiazdek)
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ (dziesięć gwiazdek)
1973 - „Śniadanie mistrzów” C (jedna gwiazdka
1979 - „Recydywista” („Jailbird”) A ???????
1981- „Niedziela Palmowa” C (jedna gwiazdka)
1987 – "Sinobrody" (brak samooceny) (jedna gwiazdka)
1991 - „Losy gorsze od śmierci” (brak samooceny), (jedna gwiazdka)

Omawiana powieść jest wyjątkowo trudna ze względu na niuanse polityki i stosunków wewnątrz amerykańskich, jak również na bardzo liczne dykteryjki i dygresje. Dla nas najłatwiejszy jest główny bohater, Polak żydowskiego pochodzenia, Starbuck, oryginalnie Stankiewicz, bo to amerykańskie wydanie Piszczyka. Książka jest szeroko omawiana (na LC 6,9; 431 ocen i 24 opinie), postaram się więc pisać to, czego w innych recenzjach nie spotkałem. Aby jednak jasne było o czym piszę przytaczam ocenę z anglojęzycznej Wikipedii:
„..'Jailbird'.. ...is regarded as Kurt Vonnegut's 'Watergate novel'. The plot involves elements that include the U.S. labor movement of the late 19th and early 20th centuries, the dialectical back-and-forth of labor and management, Marxism and capitalism in the 1930s and 1940s, even up to the imperiousness of the Nixon administration. Jailbird revolves around Walter F. Starbuck, a man recently released from a minimum-security prison in Georgia after serving time for his comically small role in the Watergate Scandal. Jailbird is written as a standard memoir, revealing Starbuck's present situation, then coming full circle to tell the story of his first two days after being released from prison... ...The New York Times Book Review called "Jailbird" Vonnegut;s 'Sermon on the Mount;..."
Czyli tematyka obejmuje amerykańskie ruchy robotnicze, problematykę związków zawodowych, marksizm, kapitalizm, czyli wszystko, aż po aferę Watergate w latach 1972 -74. Wyjaśnijmy jeszcze nazwanie tej książki "Kazaniem na Górze". Vonnegut o "Kazaniu na Górze" ("Sermon on the Mount") pisze dwa razy w książce (s. 16):
"...-Panie Hapgood - zapytał - czym wytłumaczy pan fakt, że człowiek pochodzący z tak dobrej rodziny, obdarzony tak wspaniałym wykształceniem jak pan, obiera taką właśnie drogę życia?
- Czym?.. ..- Kazaniem na Górze, proszę wysokiego sądu...”
Powtarza taką obronę Starbuck w sekwencji kończącej książkę (s. 255):
„..Sędzia.. ..spytał, dlaczego taki wykształcony młody człowiek, z takiej dobrej rodziny, pcha się tak strasznie w klasę robotniczą.
Oto kradziona odpowiedź, której udzieliłem Nixonowi:
- Dlaczego? A Kazanie na Górze, wysoka komisjo?..”
To jest tak ważne, że autor poświęca „Kazaniu na Gorze” cały akapit (s. 16):
„Czego dokładnie dotyczyło Kazanie na Górze?
Była to przepowiednia Jezusa Chrystusa, że ubodzy duchem dostąpią Królestwa Niebieskiego; że ci, którzy płaczą, będą pocieszeni; że cisi posiądą ziemię; że ci, którzy łakną sprawiedliwości, będą nasyceni; że miłosierni potraktowani będą miłosiernie; że ludzie czystego serca oglądać będą Boga; że ci, którzy cierpią prześladowanie za sprawiedliwość, także dostąpią Królestwa Niebieskiego, i tak dalej, i tak dalej....”
Vonnegut tak to zaakcentował, by jasno zadeklarować, że cała książka jest kpiną, właściwie ze wszystkiego. Ironia, ironia i jeszcze raz ironia, plus szyderstwo. Do tego wtrącone liczne humorystyczne dykteryjki, z których najbardziej mnie się podobała o płd. koreańskiej agentce Izumi (s. 91), która szukała w kwaterze amerykańskiego oficera bomby atomowej. Kończę tekstem pioseneczki ujawniającej się w mózgu bohatera, jako samoobrona organizmu w sytuacjach krytycznych:
„Sally w ogródeczku / Węgiel przebierała. / Wtem zadarła nogę - hop! / I pierdnęła niczym chłop..”
Minusem książki jest „Prolog” zaliczenie którego jest katorgą i za nią obniżam ocenę do 7 gwiazdek



Sandor MARAI - "Żar"

Sandor MARAI - "Żar"

Sandor Marai (1900 – 1989) węgierski pisarz, dotychczas recenzowałem, i to krótką notką, tylko "Dziennik"), opublikował "Żar" w 1942. Zastanawiający jest brak zainteresowania jego twórczością przez ponad pół wieku. Zwracam uwagę, że omawiany "Żar" został wydany zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii dopiero w 2000 roku. Dzisiaj czytam go dzięki "Lilian", znajomej z LC, która mnie przesłała e-booka. Ciekawa wydaje mnie się notka w anglojęzycznej Wikipedii:

"....'Embers' is a 1942 novel by the Hungarian writer Sandor Marai. Its original Hungarian title is 'A gyertyák csonkig égnek', which means "Candles burn until the end". The narrative revolves around an elderly general who invites an old friend from military school for dinner; the friend had disappeared mysteriously for 41 years, and the dinner begins to resemble a trial where the friend is prosecuted for his character traits. The book was published in English in 2000....
.....Anna Shapiro reviewed the book for "The Observer" in 2002, and wrote: "Elegiac, sombre, musical, and gripping, Embers is a brilliant disquisition on friendship, one of the most ambitious in literature." Shapiro continued: "About a milieu and values that were already dying before the outbreak of World War II, it has the grandeur and sharpness of Jean Renoir's 1937 movie masterpiece "La Grande Illusion", with which it shares, in both oblique and pronounced ways, some of its substance...."

Na LC 7,74 (662 ocen i 98 opinii) plus moje 10 gwiazdek. Polscy recenzenci piszą o męskiej przyjaźni, o miłosnym trójkącie bądź poszukiwaniu prawdy. Np na www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,60579,Zar czytam:
".....ta niewielka powieść w swej zewnętrznej warstwie mówi o męskiej przyjaźni, zburzonej przez miłosny trójkąt, przede wszystkim jednak jest refleksją nad potrzebą poznania prawdy, ale także nad niemożnością dotarcia do sedna minionych zdarzeń..."
Akurat jestem w wieku bohaterów tj gdy człowieka nachodzą starcze refleksje i chęci pozytywnego podsumowania własnego życia. A prawda? Często wspominam twierdzenie Tischnera, że są trzy prawdy: twoja, moja i g.... prawda. Mamy oskarżyciela bogatego Węgra i oskarżonego biednego Polaka. Węgier jest sam dla siebie ideałem i nie widzi w sobie żadnych wad. Oskarża Polaka o wszystko, by w końcu dojść do truizmu, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Bo cała ich przyjaźń była udawana, gdyż uczucia Polaka zdominowała materialna zawiść

Oskarżając po 41 latach Polaka, zdradzony mąż - Generał podkreśla zarówno biedę Polaka, jak i swojej żony Krystyny, powtarzając jak mantrę:
"...Wszystko jej dałem, majątek i pozycję towarzyską.."
Najbardziej go boli, że udręczona, czego nie jest w stanie pojąć, żona, zdradziła go z takim zerem jak Konrad:
"..I to zdradziła z tobą, cóż to za żałosny bunt"

A więc fabułka banalna, a na plus można zaliczyć trochę truizmów wygłaszanych przez Generała bufona. Ze względu na jego "Dziennik" warto przeczytać też jego jakąś książkę. Może być "Żar". Bo na jeden wieczór. Gwiazdek, ze względu na powyższe – 7.

Saturday, 25 March 2017

Paulo COELHO - "Brida"

Paulo COELHO - "Brida"

Paulo Coelho (ur. 1947) sprawiał rodzinie problem, więc trzykrotnie umieszczali go w zakładzie psychiatrycznym (1966, 1967, 1968). Po kilku latach po raz czwarty i wtedy psychiatrzy wydali werdykt, że w sensie psychiatrycznym jest normalny. Czyli normalny i wyjątkowo zdolny, bo zdobyć tak wielką popularność będąc grafomanem to wyjątkowy talent. Oceniałem jego pięć książek:
„Demon i panna Prym” 2002 dałem 5 gwiazdek
„Weronika postanawia umrzeć” 2000 5 gwiazdek
„Alchemik” 1988 4
„Jedenaście minut” 2003 1
„Alef” 2011 1

Na usprawiedliwienie swoich wysokich ocen, przyznaję, że uległem powszechnej famie o genialności pisarza, bo dzisiaj postawiłbym same pały. Dlaczego więc sięgnąłem po „Bridę” (1990) ? Bo na obczyźnie każdą polskojęzyczną książkę trzeba cenić, a ona znalazła się w nowym pakiecie od „Jonasza”.

Porównam tylko „Weronikę....” i „Bridę”. Gdyby tej pierwszej dać 10 gwiazdek, to obecnie oceniana i tak winna znaleźć się poniżej skali. Super grafomania, którą Państwu stanowczo odradzam.

Nie omawiam szczegółowo tego „dzieła”, bo są jednak pewne granice mego poświęcenia, a na LC są już liczne opinie z „pałą”. Cieszę się natomiast, że moi Koledzy z LC wykazują dobre rozeznanie, dzięki czemu „Brida” ma średnią zaledwie 5,79.

Tomasz LEM - "Awantury na tle powszechnego ciążenia"

Tomasz LEM - "Awantury na tle powszechnego ciążenia"

Syn wielkiego pisarza wspomina ojca. Ciekawe jako literatura uzupełniająca, gdy czytelnik jest zorientowany tak w życiorysie Lema, jak i jego przyjaciół Błońskiego i Mrożka. Tym z Państwa, którzy są mniej zorientowani, postaram się pomóc.

Zacznę od słów, które napisałem w recenzji jego zbioru felietonów pt "Lube czasy":
"....Lem - jeden z pięciu polskich najważniejszych dla mnie pisarzy (obok Parandowskiego i "trójcy" WGS - Witkacy, Gombrowicz, Schulz) był wyjątkowo spostrzegawczy, co jest szczególnie istotne przy pisaniu aktualnych felietonów. Do tego miał dar zwięzłego wyrażania myśli. To on powiedział, że dzięki internetowi dowiedział się jak dużo jest na świecie głupich ludzi. Trudno się nie uśmiechnąć...”

Natomiast w recenzji jego felietonów pt „Rasa drapieżców” zwracałem uwagę na pewne aspekty jego życiorysu:
„...LEM, należy do grona „nawróconych” takich jak Mrożek, Szymborska, Błoński etc, którzy w okresie komunizmu byli nim „zauroczeni”, by w odpowiednim czasie się z niego „otrząsnąć” i stanąć w pierwszym szeregu PLWACZY PRL-u.
Lem zaczął karierę publikując, wraz z Husarskim, w „Czytelniku” - powieść „Jacht Paradise” , piętnującą amerykański imperializm, co mu otworzyło bramy wydawnictwa i w okresie stalinowskim wydał „Astronautów”, „Sezam i inne opowiadania”, „Dzienniki gwiazdowe”, „Obłok Magellana” i in., jak również doszedł w 1958 r do własnego domku i rewelacji tamtych czasów P-70. Natomiast jego sentyment do Lwowa jest zrozumiały, gdyż jego rodzina należała do żydowskiej elity, a ojciec, laryngolog, był właścicielem dwóch kamienic....”

W Wikipedii o wczesnym etapie jego twórczości czytam:
„...Niewątpliwie utwory te były jednakże świadectwem zarówno pewnego zauroczenia młodego Lema ideą komunizmu, jak i przejawem naiwności politycznej pisarza, który doświadczył realiów sowieckiej okupacji we Lwowie. Z tego stanu pisarz szybko się otrząsnął ...”

Co oznaczają „realia sowieckiej okupacji” ja wiem, więc tym bardziej nie rozumiem tej notatki, wiedząc, że rodzinie Lema dobrze się powodziło, a Stanisław beztrosko studiował medycynę. Ponadto „szybko” jest pojęciem względnym, gdy zauważymy, że w 1958 roku Lem miał 37 lat, własny domek i „rakietę” P-70. Obecne „wybielanie” Lema, Mrożka, Błońskiego czy Szymborskiej jest nieuczciwe i niepotrzebne, szczególnie, gdy stosując zasadę Giedroycia, oceniamy dzieło niezależnie od życiorysu. Skoro jestem przy Wikipedii, to ujawnię następną, delikatnie mówiąc, nieścisłość. Wikipedia mija się z prawdą podając, że:
„...W kontaktach bezpośrednich Stanisław Lem okazywał się być człowiekiem pogodnym, dowcipnym i czarującym, co zaskakiwało osoby znające go wyłącznie poprzez jego twórczość. Lubił żartować z otaczającej go rzeczywistości i ludzi, aczkolwiek niekoniecznie z samego siebie..”

W rzeczywistości był obrażalskim samolubem, irytującym ekscentrykiem, uparciuchem i nerwusem. Mam nadzieję, że powyższe uwagi pomogą Państwu w odbiorze książki.

A sama książka? „Lekka, łatwa i przyjemna”. Prawo syna, by powspominać sławnego ojca, więc ze zrozumieniem stawiam gwiazdek 6.




Friday, 24 March 2017

Wojciech MŁYNARSKI - "Od oddechu do oddechu"

Wojciech MŁYNARSKI - "Od oddechu do oddechu"

Wojciech Młynarski (1941 – 2017) to przede wszystkim inteligent z "dobrej rodziny". To było widać, to było słychać, to było czuć. Po napisaniu tekstów kilku piosenek przygotował show, który był jego wielkim entree. Był to program pt "Radosna gęba stabilizacji" wystawiony w starych "Hybrydach" przy ul. Mokotowskiej w listopadzie w 1962 r. Na plakacie widniało: reżyseria Wojciech Młynarski, scenariusz Wojciech Młynarski, aktorzy - na pierwszym miejscu – Wojciech Młynarski, muzyka Chubby Checker, Wojciech Młynarski. Były w tym programie piosenki o „inteligencie „Przekrojowym”, któremu ciasno w głowie”, o królu półświatka Jesiotrdarskim (w realu Andrzej Rzeszotarski, cinkciarz, defenestrowany w 1971, a nie rotmistrz jak podają w internecie), czy też „Ulica Żabia”, którą można usłyszeć w nowym wykonaniu na:
https://www.youtube.com/watch?v=794BibKmJTE

Kończąc ten etap muszę przypomnieć że równocześnie drugim dyżurnym poetą „Hybryd” w tamtych latach był Jonasz Kofta (1942 – 1988). Wojtek wkrótce odszedł do „Dudka”, a Jonasz pozostał aż do zamknięcia „Hybryd”. W trakcie pobytu z kabaretem „Hybrydy” w Paryżu, Młynarski, spokrewniony z Nelą Rubinstein de domo Młynarska, przedłużył sobie pobyt we Francji i bezpośrednio po powrocie, z „Hybryd” odszedł, a do „Dudka” trafił w 1965.

Nazywaliśmy go Pszczół, chyba z powodu pracowitości, bo on wszystkie ciekawe frazy, odzywki, powiedzenia natychmiast notował, szczególnie w barze „Przechodnim” mieszczącym się na przeciw „Hybryd”, gdzie oczekiwało się na ich otwarcie. Najelokwentniejszym przedstawicielem folkloru ul. Mokotowskiej był Zdzisio, którego odzywki Wojtek notował, a Andrzej Zaorski wziął, w ramach eksperymentu psychologicznego, do kina na „Ojca Chrzestnego”, gdzie Zdzisio zasnął już w trakcie „Kroniki Filmowej”

Od najwcześniejszych tekstów do ostatnich zachwycają mnie inteligencja autora, skojarzenia, bogactwo języka i subtelność. Czytając ten zbiór odkrywam perełki co chwilę, których słuchając nie wyłowiłem. Aby nie pozbawić Państwa samodzielnych odkryć podam tylko jeden przykład - przerywniki w „Kupletach Papkina” (s. 313):
„...Jan Kott, pani matko, Jan Kott
mógłby o tym tęgi esej dać w lot..”

„...Sierp, młot, pani matko, sierp, młot,
jak się urwie, straszny będzie łoskot!...”

„..Przez płot, pani matko, przez płot,
straszny przez to się narobił łoskot!..”

„..Oj, SKOT, pani matko, SKOT, SKOT,
straszny nam pod teatrem łoskot!..”

„..Bojkot, pani matko, bojkot,
narobił im w Telewizji łoskot!...” itd.

Aluzje zrozumiałe. Nie ma co główkować, tylko samemu poczytać

Teresa TORAŃSKA - "Dalej"

Teresa TORAŃSKA - "Dalej"

Trzy lata po śmierci Teresy Torańskiej (1944 – 2013) otrzymaliśmy piękny prezent: zbiór wywiadów prowadzonych przez nią wzbogacony sławnymi "Sądami" realizowanymi kiedyś w "Gazecie Wyborczej".
Wychwalać Torańskiej nie zamierzam, bo wystarczą moje dotychczasowe oceny jej książek: trzy razy 10 gwiazdek i raz 9. Absolutny szczyt; żaden pisarz jej nie dorówna. Przekonany jestem, że tak różnorodny zbiór równie mnie zachwyci. Jedyny problem, że będąc w połowie lektury nie mam pomysłu na recenzję. Do cytowania jest za dużo, a powtarzać notki redakcyjnej i innych recenzentów nie zamierzam. Zdecydowałem się tylko przepisać słowa Haliny Bortnowskiej z okładki:

"Teresa docierała do uniwersalnych prawd i wartości, doraźność nie interesowała jej bardziej niż jako pretekst, punkt wyjścia do pokazania tego, co jest głębiej. I to zostaje".

Po lekturze smutny jestem, bo rzeczywistość skłania do refleksji : to nie tak miało być. Dlaczego mając tylu mądrych ludzi - m. in. rozmówców Torańskiej, doprowadziliśmy do tragedii, której nawet autorka nie przewidziała. Mazowiecki proponował:
"Przeszłość odkreślamy grubą kreską"
Odrzuciliśmy propozycję nie bacząc, że w PRL konformizm był powszechny, że w PZPR było do 3 mln członków plus ponad pół miliona w satelickich ZSL i SD, stwarzając możliwość wybiórczego oskarżania niewygodnych konkurentów politycznych. Pierwszą ofiarą stał się rząd Olszewskiego, dający największe nadzieje na zapewnienie stabilności Państwa. A potem zaczęło się piekiełko, które po 28 latach wolnej Polski trwa nadal, a nawet przybiera na sile. Powstały podziały, a priorytetem jest wojna polsko-polska.

Ilość ciekawych rozmówców duża, różnorodność tematów też, postanowiłem więc skreślić parę uwag, bardziej dla siebie „ku pamięci”, niż dla Państwa, bo mój odbiór i wybór jest nadzwyczaj subiektywny.

Nie ulega wątpliwości, że perełką jest rozmowa z Mazowieckim, stanowiąca cenny materiał poznawczy. I ją każdy winien nadzwyczaj uważnie przeczytać i przemyśleć, przeto moje uwagi są zbędne. Niestety, więcej takich perełek nie zauważyłem. Są natomiast rozdziały najbardziej szokujące. Myślę tu o „Sądzie nad gabinetem” (s. 199), którego tematem jest aborcja oraz „Sąd nad obrazem” (s. 239) o obrazie eksponowanym w katedrze w Sandomierzu, zatytułowanym „Infanticiada”, przedstawiający fałszywy do absurdu żydowski mord rytualny chrześcijańskiego dziecka w celu uzyskania krwi na macę. W obu dyskusjach padają słowa rodem z najciemniejszego Średniowiecza, tak głupie, że nie będę ich powtarzał. Dodajmy, ze do Sandomierza przyjeżdżają wycieczki zagraniczne specjalnie w celu obejrzenia tego fenomenu zacofania w XXI wieku.

Ostatnie moje uwagi dotyczą oświadczeń, z których jedno wzbudza empatyczny uśmiech, a drugie - krytyczny rechot. Tak nieprzyjazną reakcję wzbudza uporczywe, permanentne powtarzanie przez Kieresa (s. 226), że „antysemityzm jest w Polsce zjawiskiem marginalnym”, natomiast prawdę pozytywnie przeze mnie przyjętą i wielokrotnie przeze mnie głoszoną, wypowiada tu Cimoszewicz (s. 301): „Ja w ogóle żadnego opozycjonisty do 1989 roku nie znałem”, mimo, że przeżyłem w PRL 45 lat. To ja, bo Cimoszewicz o siedem lat mniej.