Saturday, 21 October 2017

Mariusz URBANEK - "Kisielewscy. Jan August, Zygmunt, Stefan i Wacek"

Mariusz URBANEK - "Kisielewscy"

Urbanek jest świetny, więc ma u mnie 10 za Tuwima, 10 za "genialnych" i 9 za Waldorfa, a teraz muszę pamiętać, że oceniam jego dzieło, a nie osobę Kisiela. Bo cały ambaras, że do uwielbianego przez dziesiątki lat felietonisty TP, straciłem sympatię po lekturze jego "Dzienników", nota bene wydanych pośmiertnie. W recenzji ich pisałem:

„...Kisielewski wyznaczył pięcioletni okres kwarantanny dla "Dzienników", bo zdawał sobie sprawę, że zszokuje i zawiedzie wielu znajomych, a część z nich oceni jego postępowanie jako WREDNE..."

Tak więc, pamięć o "Dziennikach" psuje mnie lekturę, a szkoda, tym bardziej, że byłem wiernym fanem duetu Kisielewski - Tomaszewski. (Gdy nagrywali w auli PW, nie poszedłem na zajęcia, bo musiałem im kibicować).

Ad rem. Zaczynam od mało znanej wiadomości o matce Kisiela, czyli żonie Zygmunta (s.128), który w Monachium:
„... Włóczył się i pił, a po powrocie skierował wzrok na niepozorną studentkę pedagogiki, Salomeę. Pochodziła ze zasymilowanej rodziny żydowskiej Szapirów, z której wywodziła się także znana działaczka komunistyczna, założycielka i pierwsza przewodnicząca Związku Walki Młodych, zamordowana w marcu 1943 roku na Pawiaku Hanka Szapiro (pseudonim Sawicka). Salomea i ojciec Hanki, działacz socjalistyczny i członek PPS Bernard Szapiro, byli rodzeństwem...”.

Teraz zobaczmy, jak działała cenzura w 1911 i co traktowano za pornografię. Zygmuntowi usunięto fragment (s.203):
„..zagarniała go w siebie jak rosiczka, oczepiająca rzęsami pełzającego po niej owada. Znieczulała go pocałunkami rozkoszy, jak pająk, bijący muchę uderzeniami swych łapek, aż do omdlenia, by potem krew z niej wyssać. Świrski, zdrętwiały od tych słodkich ukąszeń, nie opierał się. (...) Pogrążał się w jaskinię, grodzoną stalaktytami z rubinów, zarosłą potwornemi roślinami, których liście gęste, ciepłe i gładkie wydają woń trującą, których łodygi mżą muzyką, niby fujarki żywe. A pośród kwiatów, między krwawemi kolumnami pląsają nagie, wątłe, pijane dziewuszki...”.

Paradoksalnie nie zaszkodziło to autorowi, a nawet wprost przeciwnie, bo wybitny ówczesny krytyk Irzykowski....:
„.....Umieścił Kisielewskiego, razem z Żeromskim, Kadenem-Bandrowskim i Daniłowskim wśród pisarzy najlepiej radzących sobie z tematyką erotyczną, szczególnie w typowo polskim połączeniu seksu i działalności patriotycznej....”

Urbanek na 300 stronach (e-booka) przedstawił historię rodziny do narodzin Stefana. Wiele się dowiedziałem, z zainteresowaniem czytałem, lecz to co mnie interesuje zawarte jest na pozostałych 400 stronach. Bo dotyczy Kisiela, którego wszechstronnymi felietonami karmiłem się przez ponad 40 lat, a z czasem, i w poruszanych wydarzeniach uczestniczyłem. Oceniałem na LC pięć jego pozycji, a teraz mogłem skonfrontować swoją wiedzę z opracowaniem Urbanka.

I przede wszystkim wyrażam zachwyt, bo biografię Kisiela i jego rodziny Urbanek przedstawił wyczerpująco i niezwykle obiektywnie, a że postać nietuzinkowa to trud duży, a wynik rewelacyjny. Styl Urbanka wzbudza zainteresowanie każdego czytelnika, a opis ludzi i wydarzeń w poszczególnych okresach tej sagi, jest źródłem wiedzy i wielu anegdot. Nie chcąc powtarzać swoich uwag ze wspomnianych recenzji, kończę i zapraszam Państwa do tej fascynującej lektury, a Urbankowi dodaje następną „dziesiątkę”

Friday, 20 October 2017

Jaume CABRE - "Wyznaję"

Jaume CABRE - "Wyznaję"

Recenzowałem Cabre "Głosy Pamano" (10) z 2004, a teraz przyszedł czas na jego największe arcydzieło, o 7 lat późniejsze. Niestety, muszę zacząć od bardzo poważnego mankamentu tj braku tłumaczeń cytatów z języków obcych, zwłaszcza z łaciny. Tłumaczka Anna Sawicka zdaje sobie sprawę z tej fanaberii i podkreśla:
„...Zgodnie z wolą Autora cytaty i wypowiedzi w języku obcym nie zostały przetłumaczone ani wyróżnione kursywą...”

Panie Cabre! Akurat mnie nauczano łaciny bardzo solidnie w liceum przez cztery lata, jednakże mój wiek i brak słowników, nie pozwalają na zrozumienie wszystkich cytatów. I właśnie wspomniane wiek i znajomość łaciny dają mnie prawo do wyrażenia oburzenia z takiego traktowania czytelnika. Próżność nad próżnościami!!

Przeczytałem uważnie książkę, lecz stosunek autora do czytelników zniechęcił mnie do recenzowania i dlatego ograniczam się do polecenia recenzji Jarosława Czechowicza na:
http://krytycznymokiem.blogspot.ca/2013/03/wyznaje-jaume-cabre.html

….z której cytuję najistotniejsze zdanie:
„....Cabré napisał misterną opowieść o roli przeznaczenia w życiu, o wychodzeniu temu przeznaczeniu naprzeciw, o małości ludzkich działań i o tym, że w konfrontacji z szeroko rozumianym złem wciąż jesteśmy bezsilni i biernie się mu poddajemy....”

Zwyczajowo wynotowałem trochę ciekawych stwierdzeń, lecz będąc wściekły na autora pozostawiam jeden symboliczny cytat.
Młody kleryk (s.29)
„...Nie chcę usprawiedliwiać Boga. Trudno mi się pogodzić z tym, że dopuszcza zło...”

Z dużą przykrością, jestem konsekwentny w swoim niezadowoleniu i stawiam gwiazdek 4

Thursday, 19 October 2017

Natasza SOCHA, Magdalena WITKIEWICZ - "Awaria małżeńska"

Natasza SOCHA, Magdalena WITKIEWICZ - "Awaria małżeńska"

Dwie poczytne autorki: Socha (ur. 1973) i Witkiewicz (u. 1976) zrobiły psikusa i połączyły siły, aby utrudnić mnie ocenę tej książki. Nie udało się, bo je obie znam. Pierwszej dałem 8 gwiazdek za „Rosół z kury domowej”, a recenzję kończyłem słowami:
„.....Miła, lekka i przyjemna z licznymi elementami satyry i groteski, a finał najzabawniejszy. .."

Witkiewicz tak polubiłem, że oceniałem aż pięciokrotnie: 10, 7, 6, 6, 3. Dziesięć gwiazdek dałem książce wydanej w 2016 ("Pracownia dobrych myśli") i opinię kończyłem słowami:
".....Na wszystkie smutki... - Witkiewicz!"

Logiczna konsekwencja tego wywodu to przyznanie co najmniej 9 gwiazdek w klasie książek rozrywkowo – pogodnych i gorące polecenie Państwu. Oczywiście, nie jest to literatura z najwyższej półki, lecz to jest dla mnie bez znaczenia, co wykazywałem dając „dziesiątki” „Trędowatej”, „Znachorowi” czy całej twórczości Joanny Chmielewskiej. Dlaczego więc tym razem 9, a nie 10? Bo czekam na więcej finezji....

Ryszard SPRINGER - "Skazany za niewinność"

Ryszard SPRINGER - "Skazany za niewinność"
Z ZASOBÓW BIBLIOTEKI W TORONTO
Mój rówieśnik Springer (1943) wybrał tytuł nieciekawy, bo przecież w s z y s c y "garują" za niewinność, a w dodatku temat śliski, na którym nawet Jeffrey Archer się pośliznął i dostał ode mnie pałę. Jeśli nawet Springer miał pecha, to mogę mu prywatnie współczuć, lecz czytac to wolę 5 tomów Spadło.
Springer posiedział trochę w luksusowych warunkach, "michę" miał dobrą, to nie ma o czym pisać. A skoro uparł się i napisał, a ja przeczytałem, to oceniam wartość literacką, a nie jego "niefart". Ergo PAŁA

Wednesday, 18 October 2017

Manuela GRETKOWSKA - "Światowidz"

Manuela GRETKOWSKA - „Światowidz”

„La donna Gretkowska e mobile”, toteż ma u mnie dwie siódemki i dwie pały, ale w ogóle lubię ją i doceniam jej błyskotliwość. Nie tracę więc czasu, ani Państwa cierpliwości i przechodzę do tekstu.
Lubię Stasiuka za „refleksje w drodze”; chciałem powiedzieć, że Manuelę też, lecz u niej to raczej refleksyjne prowokacje. Jeszcze nie wsiadła do samolotu, a już przyrównała świętą Trójcę chrześcijańską do hinduskiej, a jak wylądowała - to nas bawi grą słów hinduskiego taksówkarza (s.9):
„ - It's good. Im więcej bogów (gods), tym więcej dóbr (goods)..”

Oczywiście, gdy zwiedza sklepik w Katmandu z obrazkami trójcy Brahma – Wisznu – Sziwa, nie może się powstrzymać od prowokacji wobec katopolaka, wypowiadanej (niby) przez sprzedawcę - hinduistę (s.17):
„...Ponieważ Wisznu nie jest bogiem należącym do jednej religii, lecz uniwersalną zasadą, musi pojawić się we wszystkich wierzeniach... ...chrześcijanie wielbią jeden z aspektów Wisznu, nazywany Chrystusem...”

Niestety, im dalej tym gorzej. Gretkowska grzeszy pychą, nie dbając o czytelnika; zasuwa banialuki i żenujące „mądrości”, zaczynam się nudzić, aż do „odkrycia” (s.64):
„...Chrześcijański Bóg jest zarazem miłosierdziem Syna, surowością Ojca i łagodną obecnością Ducha. Jest niszczącym żywiołem kary i wybaczającą , stwórczą miłością..”

No cóż, szaleju się najadła. I pisze, co jej do głowy przyjdzie jak np. (s.70)
„....Vermeer wycofał się jak Wisznu ze stworzonego świata...”

Mimo próby tłumaczenia „złotej myśli” w tym samym akapicie, pozostaję zszokowany. Jeszcze nie ochłonąłem, a już na następnej stronie czytam (s.71):
„...Obrazy Bacona są kapliczkami wielorękiego Sziwy...”

….itd itp. Zaskoczony tym bełkotem dopiero teraz zainteresowałem się datą wydania; rok 1998 czyli początek jej kariery, tłumaczy wszystko. Traktuję to jako etap pośredni między wspomnianymi w pierwszym zdaniu pałami a siódemkami, co uzasadnia moją decyzję przyznającą 3 gwiazdki. A taki entuzjazm mnie towarzyszył.....

Łukasz ORBITOWSKI - "Widma"

Łukasz ORBITOWSKI - "Widma" Historia Polski bez Powstania Warszawskiego

Po uhonorowaniu Orbitowskiego dwukrotnie dziewięcioma gwiazdkami („Inna dusza”, „Szczęśliwa ziemia”) i mojej sugestii wyrażonej w recenzji "Szczęśliwej ziemi":
"...uważam, że jego miejsce jest w REALIZMIE i liczę na to, że w tym kierunku będzie tworzyć ..."

.....zostałem częściowo usatysfakcjonowany, bo w tej jego właśnie omawianej alternatywnej historii Polski zdecydowanie przeważa realizm, w oryginalnej formie, ale realizm.

Orbitowski uniemożliwił mnie napisanie poważnej recenzji, gdyż cynicznie i złośliwie skatował starego człowieka tj mnie, rozciągając swoją opowieść z pożądanych (góra!) 200 stron do 615. Wprawdzie Orbitowski nie pisze "short stories", ale przydałby mu się taki przyjaciel jak Lisz, o którym pisałem w eseju na temat Raymonda Carvera: (http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=Carver)

"...Otóż, okazuje się, że formę "short stories" zawdzięczamy przyjacielowi i wydawcy autora, Gordonowi Lish, który skracał opowiadania średnio z pięciu tysięcy słów do dwóch..." .

Orbitowski odważny jest, bo d e m i t o l o g i z u j e historię Polski, co szczególnie dzisiaj wobec powszechnej tromtadracji bazującej na ksobności i ksenofobii, jest szczególnie niebezpieczne.
Zmęczony, lecz zadowolony, wyręczam się po raz któryś Jarosławem Czechowiczem, którego recenzję w całości polecam, sam przytaczając jej zakończenie:
http://krytycznymokiem.blogspot.ca/2012/03/widma-ukasz-orbitowski.html

"......„Widma” to batalistyczna wizyjność na wysokim, literackim poziomie. To w sferze symboliki opowieść zapierająca dech w piersiach. Książka, która kwestionuje polskie mity narodowe, ale także wchodzi z nimi w dialog. Tu dość istotna jest postać Janka, nieznośnego romantycznego cierpiętnika, który wdziera się do Belwederu i chce zabić polskiego króla jak niegdyś Kordian chciał pozbawić życia cara. Janek jest wytrzymały na cierpienie, ale jednocześnie słaby. To jemu widmo króla mówi o tym, czym jest nasz kraj. „Polska jest krwawym teatrem. Jaka jest nadzieja dla krwawego teatru? Nie można zmienić go w dom, w sklep, w łąkę. On może stać się tylko burdelem. To jedyny ratunek”. I niezły burdel opisuje Orbitowski, ale to książka nie tylko o pomieszaniu i konsekwencjach ingerencji w bieg historii. To panoramiczna i wielowątkowa opowieść o niespełnieniu oraz goryczy. I trudno doprawdy orzec, czy więcej w niej fantastyki czy realizmu. Lepiej byłoby się postrzegać „Widma” jako totalne zmyślenie, ale wtedy nie można już zadawać pytań o istotę polskości, której – niestety – często musimy się wstydzić."

Dość trudna to lektura, lecz na pewno nie gorsza niż dwie poprzednie wspomniane na wstępie, więc tradycyjne 9/10

Tuesday, 17 October 2017

Jeffrey ARCHER - "Za grzechy ojca"

Jeffrey ARCHER - „Za grzechy ojca” Kronika Cliftonów t. II

Niestety, Archer przestał grać z czytelnikiem w „kotka i myszkę”, opisaną w recenzji I tomu, a polegającą na stopniowym udostępnianiu przebiegu zdarzeń z różnych punktów widzenia. - Rozbudował natomiast „kino akcji” wykorzystując II w. św. i rozszerzając teren zdarzeń na Europę kontynentalną, Afrykę i przede wszystkim Stany Zjednoczone. W efekcie dzieje się więcej i jeszcze trudniej przerwać lekturę. Czyżby więc ponowny sukces ??

Według mnie - n i e. Bo: po pierwsze - zbyt łatwo zwycięża dobro i sprawiedliwość, po drugie - schematyczny podział na „dobrych” i „złych”, po trzecie - niewiarygodne przeskoki z beznadziei materialnej do bogactwa i vice versa, po czwarte - przewidywalna niezniszczalność głównych bohaterów, niczym z peerelowskiego mitu o „gen. Walterze, co kulom się nie kłaniał” oraz po piąte - infantylne porównywanie obyczajowości amerykańskiej z angielską. Do tego przesłodzony, tani sentymentalizm i nadmiar szlachetnych postaci i zdarzeń, a nadto „szczęśliwych zbiegów okoliczności”.

Reasumując c z y t a d ł o wpisujące się w kanon lektur „ku pokrzepieniu serc”, wyciskające łzy wzruszenia i skłaniające do sięgnięcia po następne tomy. Tak więc, mimo krytycznych uwag daję gwiazdek 7, a po trzeci tom niewątpliwie sięgnę, lecz po przerwie na „Widma” Orbitowskiego.