Sunday, 27 May 2018

Joanna CHMIELEWSKA - "Hazard"


BAEDEKER HAZARDOWY.
Chmielewska na hazardzie się znała i dlatego przewodnik napisała, w którym twierdzi, że to jedyna przyjemność, której koszt może się zwrócić. Niektórzy amatorzy mają po prostu szczęście, lecz cała reszta winna tajniki zgłębić. Wśród licznych anegdot Chmielewska opisuje zawiść „białych” wywołaną wygrywaniem przez Azjatów sporych sum na automacie pokerowym (s.57):

.....Zdenerwowani gracze rasy białej usiłują ich podglądać, także naśladować z rezultatem opłakanym.. ...Przemyśliwano, żeby się może do nich jakoś upodobnić. No owszem, zżółknąć dość łatwo, chociażby z samej zawiści, tylko z tymi oczkami nie bardzo...”

Czyli nawet w przewodniku po kasynach Chmielewska zachowuje swoje, tak lubiane, poczucie humoru. Żartuje z siebie, lecz i z czytelnika jak np. wygłaszając teorię złej passy przy ruletce (s.76):

...Wszystko zależy od tego, czy zła passa jest zwykła, czy eż jadowita. Na jadowitą jest tylko jeden sposób: przeczekać. Boże broń, nie przełamywać! Prędzej już sobie człowiek przełamie kręgosłup...”

Tylko kiedy i jak stwierdzić, że zła passa jest jadowita ?
Automaty, ruleta, black – jack, bingo, kości, brydż, poker i wyścigi - we wszystko można wygrać, a jak to zrobić Chmielewska prawdę ci powie.
Dwie godziny świetnej rozrywki ! Polecam 10/10

Saturday, 26 May 2018

Julian KORNHAUSER, Adam ZAGAJEWSKI - "Świat nieprzedstawiony"


WOLNE LEKTURY” REWELACYJNIE WYWIĄZUJĄ SIĘ Z EDUKACYJNEJ MISJI. DZIĘKUJĘ!

Stamtąd notka:
" 'Świat nieprzedstawiony'— wydana w 1974 roku książka krytycznoliteracka złożona z tekstów Juliana Kornhausera i Adama Zagajewskiego. Książka stanowi zapis światopoglądu oraz poglądów estetycznych twórców tzw. Nowej Fali. Apeluje o realizm i kontakt literatury ze współczesnością, a z niechęcią podchodzi do wszelkich literackich technik zapośredniczonego opisu. 'Świat nieprzedstawiony' stanowi unikatowe połączenie manifestu ze zbiorem szkiców krytycznoliterackich."

Wikipedia:
" 'Świat nie przedstawiony' – publikacja książkowa Adama Zagajewskiego i Juliana Kornhausera wydana w 1974 roku; stanowiąca próbę przekazania obrazu polskiej literatury lat 60. i 70. oraz będąca manifestem ideowym i estetycznym obu poetów.
Autorzy krytykowali utwory literackie i autorów (m.in. Stanisława Lema Wiesława Myśliwskiego, Zbigniewa Herberta i Tadeusza Konwickiego), którzy w opisie rzeczywistości posługiwali się alegorią, przenosnia, mityzacją oraz unikali opisywania wprost jej problemów i dokładnych realiów. Domagali się literatury, która dostarczałaby wnikliwej analizy współczesnej rzeczywistości oraz dokładnie opisywałaby jej realia. Takie postulaty wynikały z tego, jak autorzy rozumieli rolę literatury, którą postrzegali jako narzędzie budujące samoświadomość i samowiedzę społeczeństwa.
'Świat nie przedstawiony' wywołał ożywioną reakcję w świecie literackim (ok. 70 artykułów) i stanowił symptom pojawiania się nowych tendencji w polskiej literaturze powojennej."
W artykule o Zagajewskim, Mariusz Kubiki pisze na: http://gazeta.us.edu.pl/node/210981
".....W krakowskim klubie studenckim "Pod Jaszczurami", gdzie spotykali się młodzi krakowscy poeci, tworzący grupę (m.in. J. Kornhauser, J. Kronhold, S. Stabro), formułowano manifesty, w których postulowano większą aktywność literatury i jej wpływ na otaczającą rzeczywistość. Wszystkie te elementy, charakterystyczne dla twórców pokolenia Zagajewskiego, obecne w "Studencie", czy właśnie podczas cyklicznych spotkań klubowych, znalazły swój wyraz w głośnej książce - manifeście pokolenia Nowej Fali pt.: 'Świat nie przedstawiony', którą Zagajewski napisał wspólnie z Julianem Kornhauserem. Obaj autorzy dokonali przeglądu powojennej literatury polskiej, nawiązując do własnego spojrzenia na kwestię jej roli i znaczenia. Sam tytuł jednego z rozdziałów książki ("Rzeczywistość nie przedstawiona") oznaczał postulat powrotu do realizmu - "poziomu zerowego literatury - ukazania nowego świata i przyswojenia go kulturze". W Świecie nie przedstawionym zanalizowano twórczość czołowych przedstawicieli poezji "Pokolenia 56" (Herbert, Harasymowicz, Grochowiak). Zawarte w książce tezy odnowy literatury stały się przedmiotem kilkuletniej polemiki krytyków literackich, zamieszczanej w prasie. "Jakież tu [...] lekceważenie dla pisarstwa wyrażającego nieco bardziej uniwersalną problematykę. Jakie grymasy niechęci wobec poety, którego nie interesują grozy i lęki konkretnej sytuacji, lecz szeroko pojętej współczesności" - pisał o książce na łamach "Twórczości" Jerzy Kwiatkowski.
Komentując potrzebę swobody ekspresji twórczej, Kornhauser i Zagajewski przeciwstawiali się rozbudowanej metaforyce, obecnej w powojennej poezji lat wcześniejszych, czyniąc jednym z postulatów potrzebę bezpośredniego oddziaływania literatury na życie czytających ją ludzi, przekazywania treści bez pustosłowia i zbędnych, choć często narzucanych przez ówczesną historię frazesów. Podmiot liryczny w twórczości "nowofalowców" był umiejscowiony w konkretnej rzeczywistości, którą definiował sam sobą i zarazem z niej czerpał. Rzeczywistości często zafałszowanej przez okoliczności dziejowe, ale przez to autentycznej, nie dającej się zamknąć w mało znaczącej, upraszczającej frazie.
Intencją Pokolenia 68 stało się umiejscowienie (zdefiniowanie) konkretnej sytuacji, stanowiącej świat literackiego bohatera. To jednak, co wyznaczało punkt odniesienia, było jednocześnie jego zaprzeczeniem. "Nowa Fala - stąd bierze się jej siła i słabość - czerpała z emocji zbiorowych, przeczuwanych nieraz tylko czy hipotetycznych (nie codziennie społeczeństwo raczy się objawić w kościele czy w stoczni) - pisał po latach Zagajewski w tomie pt.: W cudzym pięknie. - Podobnie jak dobry kabaret polityczny, który karmi się tym, co czuje i myśli w danym tygodniu i miesiącu inteligentny everyman, poezja Nowej Fali była permanentnym, niebezpiecznym artystycznie dialogiem z domniemanym Krytycznym Obywatelem, pionierem rodzącego się dopiero, powoli i z trudem, społeczeństwa obywatelskiego". Czego by jednak nie mówić o manifeście Nowej Fali, dyskusje programowe trwały mniej więcej do 1976 roku, nie mógł być więc on zjawiskiem marginalnym Sytuacja polityczna, ograniczająca możliwość wypowiedzi czołowych jej przedstawicieli, w pewnym sensie osłabiła aktywność "nowofalowców" (choćby St. Barańczaka, ale i samego Zagajewskiego), zaczynających mieć problemy z oficjalnymi publikacjami. Co ciekawe, w ćwierćwiecze wydania 'Świata nie przedstawionego', jego autorzy, tłumacząc potrzebę powstania książki w określonym czasie i okolicznościach, pewne jej postulaty uznawali za wciąż aktualne (powołując się choćby na Miłoszowski postulat "poezji mającej przedstawiać świat"). Problem hermetyczności poezji europejskiej (czego skutki dało by się odczuć choćby we Francji) był tu z pewnością argumentem, broniącym wcześniejszych tez obu autorów..."

Wybrałem powyższą formę notatki o książce, bo nie czuję się kompetentny, by dyskutować czy oceniać manifest dwóch moich wprawdzie rówieśników (ja -1943, Kornhauser – 1946, Zagajewski – 1945), ale wybitnych poetów i profesorów, twórców Grupy "Teraz".
No wlaśnie, Wikipedia o Grupie "Teraz":
"Grupa „Teraz” – polska grupa poetycka istniejąca w latach 70. XX w., związana z "Nową Falą" 'N
Grupa „Teraz”, działająca w Krakowie, była najistotniejszą częścią Nowej Fali. Współtworzyli ją autorzy, tacy jak Julian Kornhauser, Adam Zagajewski, Stanisław Stabro, Jerzy Kronhold, Jerzy Piątkowski, Wit Jaworski.
Grupa akcentowała potrzebę ingerencji w życie społeczne, zwrócenia się literatury ku rzeczywistości, mówienia wprost, bez zbędnych metafor, odrzucała poezję nastrojową. Konwencje poetyckie powinny być dostosowane do wymogów epoki. Istotnymi pojęciami w twórczości grupy były nowoczesność i współczesność. Członkowie grupy krytycznie odekspresjonizmunosili się do 'Pokolenia "Współczesności"' ', zarzucając autorom z nim związanym tworzenie poezji bezpiecznej, uciekającej od trudnej współczesności.
Pod względem językowym grupa zbliżała się do . Zdaniem twórców grupy poezja winna pełnić funkcje perswazyjne i mobilizujące, stąd autorzy chętnie wykorzystywali lirykę apelu, odezwy, tryb rozkazujący. W wierszach istotniejszy okazywał się nie podmiot mówiący, ale adresat."
Dla laika takiego jak ja, to wszystko trochę zbyt górnolotne, jak wszystkie ideowe manifesty (i spory poetyckie, jak i pokoleniowe), lecz przeczytać warto, bo obaj autorzy na najwyższą atencję zasługują. 8/10



Friday, 25 May 2018

Dorota TERAKOWSKA - "Tam gdzie spadają anioły"


Jako piątą w ogóle, a bezpośrednio po "Poczwarce" (2001), czytam o dwa lata wcześniejszą (1999) piękną baśń o aniołach, nadziei i wierze, której lektura jest, bo musi, frajdą dla każdego.
Jest Dobro - domena Anioła Ave i Zło - domena Czarnego Vea. Przyjrzyjmy się ich rozmowie (s.96,9 – e-book):

"......Ave cały czas starał się przekazać jej tę najważniejszą myśl: 
 „C i e r p i e n i e   n a l e ż y   d o   ż y c i a . J e ś l i    c i e r p i s z,  w c i ą ż   ż y j e s z   P o g ó d ź    s i ę   z   t y m,   m a ł a   d z i e w c z y n k o..."

Cierpienie jest Złem i przynależy do Krainy Mroku”, Vea wtargnął w jego myśli... "A nagromadzenie cierpienia może być groźne. Niektórzy myślą, że cierpiąc, człowiek staje się lepszy, ale najczęściej bywa odwrotnie. Zdarza się wprawdzie, że cierpiąc, dochodzi się do rozumu, lecz rozum, Ave, nie należy do kategorii moralnych. Nie jest nierozłącznie związany z Dobrem. Przeciwnie, zdarza się, że Dobro urąga rozumowi, Zło zaś o wiele częściej bywa rozumne. Niekiedy trzeba wybierać między Dobrem a rozumem. Światłość strąciła nas z Drabiny, abyśmy stanowili przeciwwagę dla bezrozumnego Dobra i nierozumnej Miłości. To dzięki nam ludzkie Istoty uczą się trudnej sztuki wyboru. I Dobro, i Zło potrafią bowiem zniewolić człowieka, dopiero wybór pomiędzy nimi prowadzi do wolności. Jeśli zatem nie ma wyboru bez Zła, to czy nie mógłbyś mnie polubić, Ave?”

A to jest właśnie mądrość Terakowskiej: z baśni dla dzieci zrobiła traktat filozoficzny dla bardzo dorosłych i dojrzałych. A to dopiero początek....
Nie będę Państwu zabierał czasu, bo książka na Was czeka... 10/10

Kornel FILIPOWICZ - "Modlitwa za odjeżdżających"


Kornel FILIPOWICZ - "Modlitwa za odjeżdżających"

Kornel Filipowicz (1913 – 1990) - pisarz, nowelista, scenarzysta, poeta. Autor 37 książek, znany głównie z krótkich form literackich. Przez moje długie życie nigdy nie spotkałem się z jego twórczością, natomiast jego znam ze związku z Wisławą Szymborską.
Wikipedia:
".....Od października 1967 roku do śmierci był związany z poetką Wisławą Szymborską, nie łączył ich jednak nigdy związek małżeński ani wspólne mieszkanie. W 2016 roku opublikowano ich korespondencję – zbiór pt. 'Listy. Najlepiej w życiu ma twój kot'..... ...Pierwszy z listów Filipowicz wysłał 4 kwietnia 1966 roku.... ....W następnych latach niemal codziennie pisali do siebie listy, cechujące się jednakowo dużym poczuciem humoru i czułością... .. Po jego śmieci napisała wiersz 'Kot w pustym mieszkaniu'....."

Na LC 8,79 (19 ocen i 2 opinie). Za najciekawszą uznaję recenzję Katarzyny Rakowskiej na:

Oto drobny fragment:
"...Filipowicz uchodził za mistrza krótkiej formy - przede wszystkim opowiadań, których wydał kilkanaście tomów. Te drobne teksty z różnych etapów twórczości pisarza znalazły się w zbiorze "Modlitwa za odjeżdżających". Mimo że pisane były na przestrzeni kilku dziesięcioleci, wybór jest zadziwiająco spójny. Wydawca popełnił jednak niewybaczalny błąd - nie opatrzył opowiadań informacjami o dacie ich powstania ani o kluczu, według którego zostały umieszczone w tomie. Bohaterem większości z nich jest człowiek dojrzały, którego pisarz obdarza rysami swojego charakteru i biografii...."

Z wypowiedzi zacytowanych na okładce najbliższa moim odczuciom jest opinia Pilcha:
"Kornel Filipowicz był na dobrą sprawę jedynym w polskiej prozie współczesnej twórczym kontynuatorem czechowowskiego sposobu pisania. Ta sama ostrość, ironia, współczucie, podobne widzenie Świata. I to samo mistrzostwo".

Nie sposób omówić wszystkich 25 opowiadań umieszczonych w tym zbiorze, natomiast proponuję Państwu zacząć lekturę od tytułowego o polsko-katolickiej nietolerancji wobec wszelkich mniejszości, czytaj - inności, gdzie padają znamienne ironiczne słowa (s.338):
"..Żydzi to przynajmniej wiadomo, ukrzyżowali Chrystusa..."

Zaraz po tym, proponuję "Kota w mokrej trawie" (s.231) i „Prawo łaski” (s.191), a potem już w ugruntowanym ponurym nastroju "jak leci". A końcowe „Spotkanie i rozstanie” (s.415) też humoru nie poprawi. Mimo to zachwycony jestem, że mimo starości, ciągle odkrywam perełki polskiej literatury, więc 10/10



Edward ZYMAN - "Przeznaczenie jest wyborem"


Edward ZYMAN - "Przeznaczenie jest wyborem"
Henryk Słaby czyli filozofia skutecznego działania

Książka nie tylko dla Polonii Kanadyjskiej

Książka jest z 2005 roku, a więc grzecznie czekała 13 lat aż ja ją wprowadzę na LC. Akurat się złożyło, że bohater biografii (Henryk Słaby 1925 – 2009) działał w "moim" Toronto, autor (Edward Zyman ur.1943) też, więc nie wypada ich nie uhonorować.

Zyman ma na LC 3 książki, łącznie 4 opinie, a pierwszym fanem ja zostałem. Brak natomiast danych o nim. No to od niego zaczynam, tym bardziej, że jest moim rówieśnikiem, choć przywędrował do Kanady siedem lat wcześniej (1983). Kopiuję z http://www.polskifunduszwydawniczy.ca/sections.php?b=27&id=3

Poeta, prozaik, krytyk literacki, publicysta, wydawca. Ur. 20 maja 1943 r. w Dobromierzu (woj. kieleckie). Ukończył studia socjologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Początkowo wiąże się z przemysłem, by następnie przejść do pracy w dziennikarstwie. Zastępca kierownika Redakcji Literackiej Polskiego Radia w Katowicach, kierownik literacki Zespołu Filmowego „Silesia”, redaktor wydawanego poza cenzurą „Tygodnika Katowickiego”, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”katowickiej Rozgłośni PR. Aresztowany z chwilą wprowadzenia stanu wojennego. Po rocznej izolacji w więzieniach i ośrodkach odosobnienia, usunięty z pracy w trybie specjalnym. W marcu 1983 r. emigruje do Kanady, gdzie kontynuuje działalność dziennikarską. Jest m.in. redaktorem miesięcznika „Dialogi” (1984) oraz „Głosu Polskiego” (1984 –1988) i „Gazety”(1988 – 1989). Wiersze, prozę i prace krytyczno-literackie publikował m.in. na łamach „Akcentu”, „Frazy”, „Nowego Wyrazu”, „Nowych Książek”, „Odry”, „Opola”, „Poezji”, „Poglądów”, „Tygodnika Kulturalnego”, „Twórczości”, „Współczesności”, londyńskiego „Pulsu” i nowojorskiego „Przeglądu Polskiego”. Wydał kilka tomów wierszy m.in.: Dzień jak co dzień (1978), Co za radość żyć (1979), W czyim obcym domu (1981), Jak noc, jak sen (1987), Kim Stwórca mądre te eseje pisze (Vancouver 2004), Z podręcznego leksykonu (Toronto 2006), zbiór felietonów U Boga każdy błazen (1987), tom pamfletów krytyczno-literackich Metamorfozy głębin Twoich. Polonijny parnas literacki (Toronto 2003), dwie książki biograficzne: Widzieć dalej niż dziś. Rozmowa z Jerzym Korey-Krzeczowskim ( Toronto-Katowice 2003) i Przeznaczenie jest wyborem. Henryk Słaby czyli filozofia skutecznego działania (Katowice 2005). Współredaktor almanachu poezji i prozy Młody Śląsk Literacki (1975) i tomu Podróż w głąb pamięci. O Wacławie Iwaniuku szkice, wspomnienia, wiersze (Toronto 2005). Redaktor kilkudziesięciu tomików poezji, tomów prozy i wspomnień. Ostatnio opublikował Scalić oddalone, tom monograficzny o Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich (Toronto 2008), Mosty z papieru. O życiu literackim, sytuacji pisarza i jego dzieła na obczyźnie (Toronto-Rzeszów 2010) oraz powieść Ściana pełna jerzyków, wyróżnioną w III edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Wydawnictwa Telbit (Warszawa 2011). Jeden z członków-założycieli\ Fundacji Wł. i N. Turzańskich, obecnie jej wiceprzewodniczący. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich "

Natomiast życiorys Henryka Słabego kopiuję z notki na rok przed jego smiercią, z:

"Henryk Słaby urodził się w 1925 r. W momencie rozpoczęcia II wojny światowej miał zaledwie 14 lat. Pomimo to podczas okupacji służył w szeregach Armii Krajowej jako kurier. Został aresztowany przez gestapo i kolejno przebywał w więzieniach w Busku – Zdroju, Pińczowie i Kielcach. W grudniu 1941 r. przeniesiony do Oświęcimia, a następnie (w 1944 r.) do Brzezinki. W styczniu 1945 r. przetransportowany do Flossenburga (Bawaria), skąd zbiegł. Udało mu się wówczas dotrzeć do oddziałów alianckich zajmujących okolice Monachium. Stamtąd dotarł do II Korpusu Polskiego gen. Andersa.
Po zakończeniu wojny wznowił naukę. Odbył studia administracyjno handlowe w Glasgow, a później w Londynie. Następnie pracował w Departamencie Finansów brytyjskiego Ministerstwa Przemysłu. W 1955 r. wyjechał do Kanady i na stałe osiadł w Toronto. Tam najpierw uzyskał uprawnienia biegłego księgowego, a następnie (w 1961 r.) otworzył własny biznes. Sukcesy na tym polu pozwoliły mu w latach siedemdziesiątych na aktywne zaangażowanie się w działalność społeczną, przede wszystkim na rzecz Polonii oraz Polaków, którzy pozostali w kraju za „żelazną kurtyną”.
Owocem jego działalności na terenie Kanady stało się założenie polskiego teatru, uruchomienie polskiego programu telewizyjnego „Panorama”, a także powstanie Copernicus Lodge – domu spokojnej starości dla Polaków w Toronto. Jest współtwórcą czterech fundacji działających w Kanadzie: Fundacji im. M. Kolbego, Fundacji im. M. Kopernika, Fundacji im. S. Reymonta (popieranie kultury i nauki polskiej) oraz Fundacji im. Turzyńskich (popieranie działalności wydawniczej w Polsce i na emigracji). Wspierał ponadto powstanie Polskiego Centrum Kulturalnego Jana Pawła II w Mississauga i jest współtwórcą Funduszu na rzecz Programu Polskiej Literatury i Języka (Slaby and Ungar Fund for the Polish Language and Literature) na Uniwersytecie w Toronto.
W trudnych latach komunizmu Henryk Słaby aktywnie i niezwykle szczodrze wspierał także rozwój KUL, a jego zasługi w Komitecie Budowy Collegium Jana Pawła II są trudne do przecenienia. Z pomocy Henryka Słabego korzystał również Uniwersytet Jagielloński przy powstawaniu Programu Studiów Kanadyjskich.
Za swoją działalność społeczną Henryk Słaby został uhonorowany polskim Orderem Zasługi z Gwiazdą, watykańskim Orderem św. Grzegorza, a także Medalem Narodzin Kanady i Srebrnym Medalem 25 – lecia Królowania Elżbiety II. Uznanie dla ogromnych zasług Henryka Słabego w pracy nad rozwojem naszej Uczelni znalazło wyraz w odznaczeniu jego osoby Medalem za Zasługi dla KUL oraz przyznaniu tytułów doktora honoris causa i Protectori Universitatis."

Zyman pisze we Wstępie:
"......Żyjąca poza krajem.. ..polska diaspora.. ..tworzy ogromne, choć nie wykorzystane, możliwości dla zbudowania nowego wizerunku polskiej grupy. Tylko zwielokrotnienie działań podobnych tym, których inicjatorem i wykonawcą jest Henryk Słaby, może sprawić, że kultura polska w wieloetnicznej Kanadzie.. ..wyzwoli się z negatywnych, zdominowanych przez krzywdzące stereotypy, ocen..”

Niestety to prawda, a książka przedstawiając siłę Słabego, ukazuje tym samym słabość Polonii, bo ilość nazwisk przy tak licznych przedsięwzięciach jest nader skromna. Gdyby było chociaż z dziesięciu Słabych to...... Ale ja nie narzekam, to Zyman..

Warto przeczytać te niewiele ponad sto stron o niezwykłym człowieku, a i poznać kanadyjską Polonię. 7/10


Antoni Ferdynand OSSENDOWSKI - "Cień ponurego Wschodu"


Antoni Ferdynand OSSENDOWSKI - "Cień ponurego Wschodu" (za kulisami życia rosyjskiego)

Ossendowski (1876 – 1945) - polski pisarz, dziennikarz, podróżnik, antykomunista, nauczyciel akademicki, działacz polityczny, naukowy i społeczny. W PRL był na indeksie, więc tak się złożyło, że jego "Lenina" przeczytałem dopiero dwa lata temu (10 gwiazdek), a teraz mam radochę poczytać te reportaże. Znalazłem je na:

Clou poznajemy już na pierwszej stronie tekstu dzięki charakterystyce rosyjskiej wsi:

....W tych zbiorowiskach naprędce skleconych chat o dachach ze słomy, albo grubo ociosanych desek czy krąglaków, naczelne miejsce zajmuje dom Boży — cerkiew lub kaplica wyznania prawosławnego; czasami też obok, w jakiejś już opuszczonej chacie mieści się szkoła ludowa, prawie przez dzieci włościańskie nie uczęszczana. Istnieje duchowny, istnieje nauczyciel, z których pierwszy bywa zajęty wyciskaniem z chłopów darów na plebanję i pijaństwem, drugi rewolucyjną propagandą i też pijaństwem. Lecz obok, tych przodowników religji i oświaty, tuż obok, w jednej z takich samych brudnych, cuchnących izb, mieszkają i działają czarownicy, wróżbiarze i wiedźmy... tu też, gdzieś w pobliżu gnieździ się prastare pogaństwo...."

Powiem krótko: te sto parę stron trzeba koniecznie przeczytać, by poznać rosyjską mentalność i "rosyjską duszę", bo Ossendowski jest świetnym obserwatorem i cholernie zdolnym komentatorem, a przede wszystkim prekursorem współczesnego reportażu.

Ponadto zapewniam, że pokochacie jego język od pierwszego zdania, mimo, że sprzed stu lat. A łatwo przyswajalny, jak np:
"....Helena... ...mieszkała w Petersburgu bez zajęcia jako kobieta przedajna. Dwóch synów Sokołowa pracowało w fabrykach, lecz zbrzydła im ta praca, więc popełnili jakieś zabójstwo..."

Milej zabawy 10/10


Jerzy ANDRZEJEWSKI - "Idzie skacząc po górach.."


Najpierw oniemiałem, gdy na LC ujrzałem 6,67 (3 ocen i 1 opinia), zacząłem więc pisać notkę i nagle sobie przypomniałem (skleroza), że ten utwór recenzowałem w ramach "Trzech opowieści", które mają ciut lepiej, bo 7,24 (25 ocen i 2 opinie). Nim ją przytoczę wyjaśniąm:

Uważam go za najważniejsze dzieło Andrzejewskiego, bo stało się zaczątkiem jego nowej pięknej, opozycyjnej postawy wobec PRL. Stary endek, a później czołowy członek peerelowskich elit, do tego pijak i pedał, stał się odważnym, konsekwentnym, zdecydowanym opozycjonistą, inicjatorem wselkich akcji antyustrojowych (np list 34). O naśmiewaniu się z megalomanii piszę w recenzji, o popaździernikowej odwilży 1956 sądzę, że wszyscy słyszeli, lecz o zaciskaniu pasa i kształtowaniu się obywatelskiego oporu raczej nie, więc przypominam. Społeczeństwo miało już po dziurki w nosie "komunistów" czy "sowieckich agentów" takich jak Picasso, Gerard Philipe, Dolores Ibarruri, Hemingway (po opadnięciu fali fascynacji) czy Paul Robeson. Warszawska ulica żartowala; co to jest? Białe, siedzi na białych jajach i jest symbolem pokoju? - Picassowski gołąbek pokoju. - A czarne, siedzi na czarnych jajach i śpiewa o pokoju? Paul Robeson. Nie ma więc co się dziwic, że ta książka będąc kpiną z Picassa stała się bestsellerem.

To teraz przedruk z recenzji "Trzech opowieści":

"Idzie skacząc po górach" (1963)
Ale to był bestseller 53 lata temu!! Picasso - genialny cap. To z pierwszego zdania książki:
"A więc stary Antonio Ortiz raz jeszcze zadziwił świat, stary staruch, genialny cap !"
Bo osiemdziesięcioletni knur Ortiz to Picasso (1881 – 1973), a 22 – letnia Francoise Piller to Francoise Gilot. Artysta - geniusz Ortiz przypisał sobie prawo ignorowania wszelkich praw moralnych, bo wszystko jest tylko tworzywem dla jego twórczości. Tytuł zaczerpnięty z „Pieśni nad pieśniami” ma podkreślać jego niezależność:
....idzie skacząc po górach, przeskakując pagórki...”
Interpretacji tytułu, jak i rozważań o „człowieku suwerennym” nie będę powielał, bo to temat wyczerpany. Zacznę z innej beczki, bo według mnie....
JEST TO BEZWZGLĘDNIE NAJLEPSZA KSIĄŻKA ANDRZEJEWSKIEGO,
w której najpierw stworzył postać super MEGALOMANA, by następnie go OŚMIESZYĆ. Właśnie dlatego książka jest genialna, bo nie chodzi o jednego megalomana Picassa, w dodatku ufajdanego komunizmem, lecz też o rodzimych bohaterów, w tym Miłosza, Iwaszkiewicza i oczywiście samego Andrzejewskiego. A książka jest genialna dlatego, że Andrzejewski wzniósł się ponad własną megalomanię i wszystko wyszydził. Ironizując strywializował wzniosłość tworzenia. Bo historia o wenie pochodzącej od Francoise jest prymitywna blagą, „ściemą” stworzoną na potrzeby wernisażu.
Kwestię ironii świetnie ujął autor opracowania dla Wikipedii:
..Ważną rolę w utworze pełni ironia, zawarta przede wszystkim w sposobie kształtowania wypowiedzi przez narratora. Ironia ta wyraża się w ukazywaniu trywialności ukrytej za wzniosłą twórczością Ortiza. Ironia ta jest przez badaczy postrzegana jako wyraz kryzysu światopoglądowego, dotykającego Andrzejewskiego, a także jako środek zabezpieczający autora przed wpadnięciem w konwencję wzniosłego pisania o twórczości artystycznej. Ma również wskazywać na ironiczne połączenie w człowieku wartości duchowych z cielesnością...."
Odbieram to jako krytyczną refleksję nad dotychczasowym łajdactwem tak politycznym, jak i erotycznym. Ze względu na stosunkowo skromne opracowanie tej opowieści w porównaniu z „Ciemnościami..” i „Bramami raju”, przepisuję bardzo trafne słowa z:
Zabawna, dowcipna, ostra książka. Dzieło naszego nieżyjącego już wielkiego pisarza dziś dopiero zyskuje pełnię swej wymowy. Kpina ze środowiska intelektualistów i artystów. Kpina z wielkich postaci kultury. Bohaterowie tej książki mają pierwowzory w wielkich i sławnych, jak Pablo Picasso i opromienionych legendą, jak Marek Hłasko. "W powojennej Polsce Jerzy Andrzejewski budził kontrowersje zarówno swoim pisarstwem, jak i swoim zachowaniem. Umarł potępiony przez jednych, adorowany przez innych, ale zawsze z tego samego powodu: że radykalnie zmieniał nie tylko poglądy, ale cały swój światopogląd, a już szczególnie opcje polityczne. Ożywiały go bowiem i dręczyły ambicje najwyższe." - Jerzy Adamski”
Skoro już padło nazwisko Hłaski, wypada dopowiedzieć, że największą miłością pisarza był Kamil Baczyński, o którego rywalizował z Iwaszkiewiczem. Z „Trzech opowieści” tylko ta odbywa się współcześnie i to jest według mnie jej dodatkowym plusem.
TO WARTO PRZECZYTAĆ!!!! 10/10