Sunday, 10 December 2017

Cody McFadyen - "Cień"

Cody McFadyen - "Cień"

UWAGA!! Nie wiem czym różnią się książki „Cień” a „Cień bestii”; obie są podobno I tomem serii; ja czytam e-book „Cień”, 724 strony, w przekładzie Berezy, Wyd. AMBER

Cody McFadyen (ur. 1968) - amerykański autor 6 kryminałów, a karierę zaczął od tej tj "Shadow Man" (2005), która rozpoczyna 5 – tomową serię z agentką FBI Smoky Barrett.
Wikipedia:
„...Sein erster Thriller 'Die Blutlinie' um die Protagonistin Smoky Barrett fand internationale Anerkennung. Ihm folgten vier weitere Romane mit der gleichen Protagonistin..."

Zaczynam od ładnego truizmu (s.144 e-book):
"...- Optymistyczna wiara, że butelka jest jeszcze pełna do połowy....."

No i sprawa się rypła. A przecież BRAK autora w anglojęzycznej Wikipedii (jak i w polskiej) dawał do myślenia. Zamiast wyciągnąć z tego wnioski zapalczywie czytałem. Ale przerwałem i teraz krzyczę: TO JEST CHORE !!!! Autor, Wydawnictwo i propagatorzy winni być skierowani na badania psychiatryczne, a czytelników, którzy wysoko te idiotyzmy oceniają, namawiam do poważnej refleksji.

Czyż za mało okrucieństwa i dewiacji występuje w realnym świecie ? Komu potrzebne są takie chore, nieprawdopodobne wymysły, które poznajemy już na początku książki ? Oceńcie Państwo sami:

Główna bohaterka zostaje zgwałcona i porżnięta na oczach męża i córki, po czym sama musi patrzeć na straszną ich śmierć. Jeszcze nie wyleczyła się z traumy, a już bierze udział w śledztwie gwałtu, wypatroszenia i śmierci przyjaciółki, do której przywiązano jej córkę i w takim stanie pozostawiono na trzy doby, w trakcie których ciało matki się rozkładało i wcinały je muchy.!!

A ja jak głupi, bez zastanowienia czytałem dalej, przez dobre dwie godziny. Aż wreszcie stanąłem jak biegnący Forrest Gump, stuknąłem się w łeb i się przeraziłem, że uczestniczę w tym idiotyzmie.

Protestuję przeciwko wydawaniu takich chorych bzdur i wzywam do omijania tego chorego grafomana. Pała.!!!

Saturday, 9 December 2017

Jürgen THORWALD - "Ginekolodzy"

Jürgen THORWALD - "Ginekolodzy"

Jürgen Thorwald (1915 – 2006, wł. Heinz Bongartz); Wikipedia: "...niemiecki pisarz, dziennikarz i historyk, szczególnie znany z książek opisujących historię medycyny sądowej i II wojny światowej.."
"Ginekolodzy" z 1982 roku (polskie wydanie 2016) ma na LC 7,63 (1197 ocen i 197 opinii) i obszerną notkę Wydawnictwa. To co ja będę się wymądrzał ?

Zaczynam więc i konczę końcowym zdaniem z mojej recenzji "Stulecia chirurgów":

".. I dlatego delikatnym, wrażliwym osobom, tej książki polecić nie mogę, co jednak nie ma wpływu na jej wysoką ocenę. (10 gwiazdek)."

Jarosław GRZEDOWICZ - "Azyl"

Jarosław GRZĘDOWICZ - "Azyl"

Grzędowicza (ur. 1965) znam tylko z "Hel 3", któremu dałem aż 6 gwiazdek, trochę dlatego, by nie odstawać od średniej (6,64). Ta ma średnią 7,59 i 8 opinii, które przeczytałem przed lekturą uważnie, a mimo to jedyne, poza peanami na cześć autora, co wyczytałem, to, że jest to zbiór 9 kawałków z różnych okresów twórczości; za to oceny zachwyconych opiniodawców imponujące: 10, 3x9, 4x8. To nawet na Nobla za dużo.

Przyjmuję strategię jak przy Twardocha „Balladzie o pewnej panience”, tzn oceniam sukcesywnie w trakcie lektury. Oczywiście zaczynam od Posłowia, w którym znajduję kuriozalne stwierdzenie:

„...Twórczość nie zawiodła twórcy. Jak on sam, ma tę cechę prawdziwego mężczyzny, że im jest starsza, tym lepsza...”

Myślałem więc, że będzie rzeczowo i dowcipnie, niestety czekał na mnie bełkot, w dodatku pisany fatalną polszczyzną. Nie będę wymieniał nazwiska autora, lecz radzę Grzędowiczowi i Wydawnictwu poszukać lepszego. No to zaczynam:

„Lista zaginionych” - to nie opowiadanie, a krotki, sympatyczny, z lekka kokieteryjny, list autora do swoich czytelników.

„Azyl dla starych pilotów” - wg dopisku autora, opowiadanie debiutanckie, napisane w III klasie liceum, a więc około 1982 roku; krótkie, świetne o pilocie i latającym gadzie klepaczu. 10/10

„Ruleta” - krotka etiuda, wyczuwam, że też młodzieńcza i dlatego „świeża”, a mądra. Fajne ! 10/10

„Twierdza Trzech Studni” - podobno to pierwsze polskie opowiadanie „fantasy”. Nie przepadam za „fantasy” samym w sobie, a opowiadanie oceniam jako naiwną, przewidywalną baśń, snutą w celach edukacyjnych dzieci i młodzieży zniewolonych narodów, ku pokrzepieniu serc. 5/10

„Śmierć szczurołapa” - lektura przypomniała mnie „Inwazję jaszczurów” Capka, lecz Grzędowicz poszedł w inną stronę. Szkoda, że tak szybko się skończyło 10/10

„Przespać piekło” - słabizna przerażająca. Grzędowiczowi zabrakło fantazji, by opisać piekło, i to w czasie gdy Spadło wydał pięć tomów „Skazańca”, w czasie gdy dostępne są książki wspomnieniowe o gułagach i łagrach, w czasie gdy w dziesiątkach wspomnień pojawia się udawany tyfus w celu wyprowadzenia w pole niemieckiego okupanta, w czasie gdy wspomina się „żołnierzy wyklętych” torturowanych przez polską i sowiecką ubecję, a również w czasie gdy żyją jeszcze świadkowie tych strasznych wydarzeń, w czasie gdy niedawna rzeczywistość była wielokroć gorsza od Grzędowicza „fantasy”. Do tego autorem kieruje buta czy niewiedza, skoro w dopisku pisze takie dyrdymały:

„....Pamiątka z historii. Z innej epoki. Dzieciństwa i młodości spędzonych w świecie godziny policyjnej, przesłuchań, ubecji, ZOMO, więzień, całego tego szarobetonowego totalitarnego syfu. Codziennością komunizmu były jednak nie strajki, zamieszki ani tajni agenci, tylko nędza i nuda...”

Drogi Autorze urodzony w 1965 roku, czyli okresie gierkowskiej wolności i dobrobytu!!! Nie wypada pluć w twarz starszym od siebie, którzy nie znali nudy, bo odbudowali i zbudowali ten kraj mimo zwierzchności Moskwy, mimo wojny domowej, mimo więzień pełnych więźniów politycznych, mimo nędzy i prześladowań. Ten koszmar skończył się bezpowrotnie w 1956 roku, a ostatni przejaw totalitaryzmu - zniewolenia jednostki, jakim był brak paszportu przestał istnieć za „wczesnego Gierka”, a więc na długo przed datą urodzenia autora. Podsumowując samo opowiadanie - w każdym aspekcie nieudane, więc najwięcej, co mogę dać, to gwiazdek trzy. 3/10

„Dom na Krawędzi Światła” - nie wiem czy dobrze zrozumiałem; wydaje mnie się, ze to impresja na temat oczekiwania na paruzję. Jakby nie było - ciekawe, wywiera wrażenie 7/10

„Enter i jesteś martwy” - sympatyczny żarcik o skutkach komputeryzacji 7/10

„Rozkaz kochać !” - sympatyczna, nieszkodliwa fantazja o wpływie środków chemicznych na stan emocjonalny. Nil novi sub sole. 6/10

„Chwila przed deszczem” - nowa Arka Noego, nawiedzony z siekierą, upadłe anioły. Może być, choć to nic specjalnego 6/10

Arytmetyczna średnia wyszła 6,4, jednakże najwyższe oceny dotyczą pierwszych króciutkich etiud, więc całości stawiam 6. Mimo peanów mojego znajomego, które skłoniły mnie do lektury, zawiodłem się.

Friday, 8 December 2017

Georgij WŁADIMOW - "Generał i jego armia"

Georgij WŁADIMOW - "Generał i jego armia"

Nie mogę zrozumieć dlaczego rewelacyjna książka Władimowa (1931 - 2003), porównywana z arcydziełami: "Mistrzem i Małgorzatą", "Dr Żywago" czy "Archipelagiem Gułag", wydana w Polsce w 1999 roku doczekała się na LC jednej jedynej bardzo króciutkiej opinii. Tym bardziej, że jego wcześniejszy „Wierny Rusłan” (1975) ma jednak 164 czytelników.

Aby wprowadzić Państwa w temat cytuję Wikipedię na temat omawianej książki:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Genera%C5%82_i_jego_armia

„....Jest to klasyczna powieść wojenna, według krytyków osadzona w najlepszych, tołstojowskich tradycjach rosyjskiej batalistyki. Jej akcja rozgrywa się w ostatnich dniach listopada 1943 - podczas forsowania Dniepru i poprzez wspomnienia głównego bohatera – w czasie bitwy o Moskwę w grudniu 1941.... ....Jest to również wielka panorama frontu wschodniego z jego realnymi bohaterami – Żukowem, Stalinem, Guderianem i Własowem, których przywołanie jest dla autora pretekstem do poruszenia kwestii do tej pory w literaturze rosyjskiej przemilczanych – sposobu prowadzenia wojny przez ZSRR bez względu na ofiary, łatwości z jaką armia "hitlerowskich najeźdźców" odnosiła sukcesy w pierwszych latach wojny, nie uznającej kompromisów dyktatury Stalina i jego wszechwładnych "organów" oraz poprzez armię gen. Własowa problemu zdrady (?) blisko miliona obywateli ZSRR, którzy przewinęli się przez jej szeregi...."

Tam też wypowiedź tłumacza Rene Śliwowskiego:

"....Władimow najwyraźniej pragnie aby jego czytelnik nie tylko pochłaniał fascynującą powieść, ale jednocześnie musiał cały czas myśleć, zastanawiać się nad tym [...] czy wszystko, co się wówczas wydarzyło – poza bezmierną ilością ofiar i krzywd – godne jest czci i chwały? Jak dziś ocenić obrońcę Moskwy i twórcę ROA, generała Andrieja Własowa? A jak uhonorowanych ponad miarę marszałków – dowódców poszczególnych frontów, dla których ilość ponoszonych ofiar nie miała żadnego znaczenia, a liczył się tylko efekt ostateczny, aprobata Naczelnego i własna kariera?.."
Jako uzupelnienie tych wiadomości przypominam, że ZSRR straciło w II w. św. 20 mln obywateli, a może więcej, jak podaje np: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,17844725,Ile_milionow_zginelo__Ofiary_II_wojny_swiatowej.html
"......Podczas II wojny światowej mogło zginąć nawet 27 mln obywateli radzieckich, co oznacza, że ZSRR stracił najwięcej ludzi spośród wszystkich krajów zaangażowanych w wojnę...."
Był to skutek polityki oszczędzania własnych ludzi, przede wszystkim lansowanej przez Churchilla oraz Lend - Lease Act, z którego ZSRR dostała (Wikipedia):
"...Według aktualnych szacunków rosyjskich historyków, w ramach pomocy ZSRR otrzymał 427 tys. samochodów, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, 9 tys. traktorów, 2 tys. lokomotyw, 11 tys. wagonów, 3 mln t benzyny lotniczej, 350 tys. t materiałów wybuchowych, 15 mln par butów, 70 mln m² tkanin ubraniowych, 4 mln opon oraz 200 tys. km drutu telefonicznego...."
Wg. anglojęzycznej Wikipedii - "..$11.3 billion (equivalent to $150 billion today) to the Soviet Union..". Oczywiście chodzi o miliardy. Coś za coś. Jest to przerażająca, lecz niestety prawdziwa riposta na ostatnie zdanie tłumacza cytowane powyżej. Sołdat (w tym polski, zwolniony z łagru czy gułagu), który zawahał się na chwilę w marszu "wpieriod", zostawał zastrzelony przez podążającego za nim politruka.
Przed lekturą radzę przeczytać ciekawy wywiad Przebindy i Świeżego z Władimowem na: http://www.rubl.uj.edu.pl/pracownicy/fiszka.php?os=01_przebinda&jed=KKSW&opis=przeb_rzp21&w=1
Postanowiłem skrótowo zapisywać swoje odczucia po każdym rozdziale i tak po pierwszym rozdziale (s. 146 e-book): n u d a, wprowadzanie czytelnika w zależności i fobie panujące w ZSRR, szczególnie w Armii Czerwonej, znane doskonale nawet mało wytrawnemu czytelnikowi...
Jest wreszcie zdanie, które mnie się spodobało (s. 160):
„...Ordynans ten strugał z siebie idiotę, to znaczy nie był głupi z natury, lecz dla własnej przyjemności...”
Szczęśliwie drugi rozdział jest już wielce ciekawy, autor umieszcza rozmyślającego Guderiana na tołstojowskiej Jasnej Polanie i porównuje realizację Planu Barbarossa z kampanią napoleońską, cytując obficie „Wojnę i Pokój”. Tu też pada zasadnicze stwierdzenie, że Hitler nie zauważył, że Stalinowi udało się zjednoczyć naród i … (s. 262):
„....miał już przeciwko sobie nie Sowdepię z jej wzmagającą się bezustannie walką klasową, miał przeciwko sobie – Rosję."
Wątek Guderiana, który spowodował oderwanie mnie od lektury i szperanie w internecie w celu pomniejszenia mojej niewiedzy, jest tylko jednym z trzech tego rozdziału pt "Trzej dowódcy armii i ordynans Szestierikow". Mamy w tym rozdziale również element groteskowy: wyprawę rosyjskiego generała 6 km przez zaspy na popijawę.
Lecz co najważniejsze odkryłem "Posłowie" Krystyny Pietrzyckiej – Bohosiewicz (s. 1091), od którego proponuję Państwu lekturę rozpocząć, mimo, że trochę przydługie i miejscami nudnawe. Pisze ona:
„....Władimow nie skrywa więc w przepastnych archiwach pamięci przerażających doświadczeń rosyjskiej przeszłości. Wraca też po raz kolejny w swej twórczości do przeklętych pytań o rosyjską historię, o losy i kondycję moralną jednostki i narodu, którego życie przecięła na dwoje i krańcowo zdeformowała fatalna zmiana epok. Ale Generał i jego armia, jedna z najgłębszych i najpoważniejszych w historii literatury rosyjskiej historiozoficznych i etycznych interpretacji czasów wojny i pokoju, zachwyca czytelnika subtelnym, ascetycznym pięknem – cechą dzieł sztuki najwyższego formatu... ...Ogrom klęsk armii sowieckiej był nieuniknionym następstwem najbardziej chyba przerażającego eksperymentu w dziejach ludzkości – brutalnej wiwisekcji dokonywanej od 1917 roku przez władze bolszewicką na własnym narodzie. Metodami, doprowadzonymi w swym okrucieństwie do perfekcji wyhodowano wiele odmian człowieka nowych czasów, koszmarnego mutanta, nazwanego później homo sovieticus. Proces modelowania ludzkich osobowości trwał, mimo wojny nieprzerwanie. W bogatej strukturze ideowej utworu ten problem wydaje się najważniejszy. Przepełnia atmosferę całej powieści, pulsuje pod powierzchnią zdarzeń, łączy tamte czasy z dzisiejszymi. Wnikliwa analiza i sugestywny opis metod łamania ludzkiej osobowości, niwelowania w człowieku ostatnich śladów indywidualności, ma w powieści większą wagę niż pytanie o cenę zwycięstwa, bowiem odpowiedź nań jest już powszechnie znana....”
Znowu ta moja pisanina robi się za długa, więc przerywam zaznaczając jedynie, że dla mnie najciekawsze były rozmyślania Guderiana i historia Własowa i jego ocena przez autora. Wyszła Władimowowi epopeja na wzór „Wojny i Pokoju”, wysoko oceniana przez intelektualistów rosyjskich, również przez Sołżenicyna. Niewątpliwie jest to bliskie „duszy rosyjskiej”, której zresztą autor poświęca dużo uwagi, a że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, to mnie – Polakowi, trochę zmęczonemu lekturą, przyszło postawić gwiazdek 8, bo niektóre partie mnie nudziły.
PS Jeszcze przypis odnośnie wszędzie obecnego "smierszu":
".. „Smiersz” – skrót od ros. smiert’ szpionam – był organizacją kontrwywiadu wojskowego, wyposażoną w czasie wojny w ogromne uprawnienia, wykorzystywane przede wszystkim do walki z tak zwanym „wewnętrznym wrogiem”. „Smiersz” powstał przez wydzielenie specjalnych oddziałów z KGB."

Wednesday, 6 December 2017

Szczepan TWARDOCH - "Ballada o pewnej panience"

Szczepan TWARDOCH - "Ballada o pewnej panience"

To zbiór 11 opowiadań wydany w 2017, z których 5 wchodziło w skład "Tak jest dobrze" z 2011 roku. "Tak jest dobrze" (6 opowiadań) ma na LC 6,86 (223 ocen i 33 opinie), a "Ballada..." 6,53 (161 ocen i 36 opinii). Z kolei u mnie książki Twardocha nagrodziłem 2x10, 2x9, 8, 2x7 i pała

"Ballada o pewnej panience" z 2016, zabawne lecz poniżej poziomu "mojego" Twardocha 7/10

„Ballada o Jakubie Bieli” z 2012, groteskowy obrazek historii rodziny śląskiej, z kapitalnym wykorzystaniem gwary śląskiej, jak w 2 lata późniejszym „Drachu” 10/10

"Ewa i duchy" z 2014. W tekście pojawia się zdanie: "Kurwa, jaka ty jesteś głupia, śmieją się duchy." Nie sposób zaprzeczyć. To o Ewie, 37 – letniej, która postanowiła sobie "rozpierdolić życie", bo nuda i hormony rozsadzają. Humoreska 7/10

"Moje życie z Kim" z 2012. 57 – letni Jarek to kuzyn pana Leona z „Kosmosu” Gombrowicza”, który ma „swój intymny mały świat”, „swój mikrokosmos” i wspomnienia upojnego, incydentalnego seksu, bo „gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma” 10/10

„W piwnicy” z 2015. Horror z przymrużeniem oka. Zabawne. 7/10

„Gerd” z 2010. Bomba! Ślązak Gerd, sfrustrowany, przeżywający dualizm, dzwoni do Radia Maryja, udając różnych ludzi. Dariusz Nowacki słusznie pisze na:
http://www.instytutksiazki.pl/ksiazki-detal,literatura-polska,3167,tak-jest-dobrze.html

„...Nadrzędnym tematem jest tu życiowa porażka, egzystencjalna katastrofa, która przydarza się pospolitym bohaterom... ..Gerd to Ślązak, który we wczesnej młodości był żołnierzem Hitlera. Po wielu latach spędzonych w sowieckiej niewoli wraca do domu jako człowiek do cna wydrążony. Ten żywy trup, który na froncie robił rzeczy straszne, popełnił jeszcze jedną „zbrodnię” – spłodził syna. A ponieważ był człowiekiem, w którym umarły jakiekolwiek uczucia, uczynił swego potomka emocjonalnym kaleką...."

I tu mamy dużo gwary śląskiej, co mnie akurat odpowiada, bo powiększa autentyczność myśli i zdarzeń. Wydaje mnie się, że zbyt zawikłane psychologicznie i dlatego daje 8/10

"Masara" z 2010. Autor wyjaśnia w tekście tytuł:
"...To śląskie słowo... ...Masara. Chodzi o wielką, obrzydliwą muchę, tłustą muchę z zielonym połyskiem, która żre gówno i buczy jak mały bąk. I mówią tak, podobno, na grube baby: ale masara!..."
Bohaterką jest dziewczyna zakompleksiała z powodu otyłości, co powoduje brak akceptacji jej nie tylko przez rówieśników, a nawet przez rodziców... .....Po co najmniej 13 lat, odmieniona, rewanżuje się za swoje upokorzenia... Niezłe, fikuśne 7/10

„Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka” z 2009 to wyrafinowany żart z próby przemiany bohatera – frustrata, z upadłymi aniołami w tle. Twardoch igra z czytelnikiem opisując scenę lektury Księgi Henocha:
„.... „Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki. Ujrzeli je synowie nieba, aniołowie, i zapragnęli ich. (...) Wzięli sobie żony, każdy po jednej. (...) Zaszły one w ciążę i zrodziły wielkich gigantów. Ich wysokość wynosiła trzy tysiące łokci”

...by w końcowej frazie napisać:
„... One, dzieci jednego z tych, którzy zeszli po stokach góry Hermon. Mogą być tobą, a mogą być mną. Teraz są czystą potencjalnością, czystą, niezrealizowaną wolą. Prawie jak Bóg. Kiedyś byliśmy tacy sami. Tacy sami jak one? Tak. I ty byłeś taki sam jak ja. Miałeś tyle samo krwi tych, którzy patrzą, tyle samo co ja, połowę. Tyle samo, co matka i wszyscy przed nią, wszystkie pokolenia bliźniąt. Nasza krew pozostała czysta...”

Kto nie przyswaja niech przeczyta wyjaśnienie na:
http://detektywprawdy.pl/2014/03/24/znaczenie-gory-hermon/
Tam m.in.:

„...Encyklopedia Britannica stwierdza, że Hermon oznacza “Zakazane miejsce.” 4-wieczny tłumacz łacińskiej Wulgaty, Jerome, interpretuje Hermon jako “klątwę”. Hermon był portem wejścia dla grupy złych aniołów, którzy skazili rodzaj ludzki za dni Noego....”

Banalna historia ubarwiona przemyślnym nawiązaniem do Biblii. 8/10

„Uderz mnie” z 2010 - to historia architekta - obsesjonisty na punkcie własnego „ego”, czyli zakłamanego dupka. Miało być śmiesznie, wyszło żałośnie. Odbiega i poziomem, i językiem. Z łaski 3/10

„Tak jest dobrze” z 2010 - piękna opowieść o miłości; polarnik spotyka zmarłego syna.... 10/10

„Fade to: Black” z 2012 - egocentryzm w obliczu śmierci. Nie za bardzo - 6/10

Matematycznie wychodzi 7, lecz ogólne wrażenie powoduje podniesienie do 8/10. Polecam.

Tuesday, 5 December 2017

Adam SZUSTAK - "Plaster miodu"

Adam SZUSTAK OP - "Plaster miodu"

Adam Szustak (ur. 1978) - dominikanin, wędrowny kaznodzieja; wg Wikipedii:
".....Jest jednym z najpopularniejszych polskich rekolekcjonistów. We wrześniu 2017 roku uruchomił profil na portalu Patronite, przez który kaznodzieja wspiera co miesiąc ponad 3500 osób. Profil ten jest obecnie głównym źródłem finansowania jego działalności...."

Ta książka z 2015 roku ma na LC 8,03 (146 ocen i 24 opinii), co przy "Zielonej Mili" Kinga, która ma czytelników 35481, opinii 1241 i ocenę 8,43 budzi zgrozę. Gdybym wyraził zdziwienie, że Szustaka katecheza ma zaledwie 24 opinii wobec 90% Polaków deklarujących wiarę katolicką, to bym usłyszał, że Polacy książek nie czytają, a tak powyższa konfrontacja jest smutnym świadectwem jakości tej wiary.

Nie chodzę do kościoła, a mimo to znam problem z autopsji, bo przez lata zaprzyjaźniona, bardzo katolicka rodzina przychodziła do mnie po niedzielnej Mszy Świętej w celach towarzyskich, a korzystając z okazji, prosiła bym im wyjaśnił o czym ksiądz mówił w kościele. Brałem więc ewangeliarz, najczęściej o. Salija i czytałem słowa przeznaczone na daną niedzielę. Padały też pytania w rodzaju: "Dlaczego dziękujemy Bogu, za wyprowadzenie z ziemi egipskiej, skoro to byli Żydzi, którzy n a m Pana Jezusa zamordowali ?"

Sam wybrałem za guru ks. prof. Józefa Tischnera, którego książki, jeśli nie wszystkie, to większość przestudiowałem, dlatego też usłyszawszy o o. Szustaku jako „jednym z najpopularniejszych polskich rekolekcjonistów” z zainteresowaniem jego książkę przeczytałem.

Niestety, zaczęło się źle, bo pozostając pod wrażeniem historii i widoku małych dzieci cierpiących potwornie w nieuleczalnych chorobach, trafiłem na myśl przewodnią książki nawiązującą do tytułu:

„Bóg każdego dnia chce osłodzić ludzkie cierpienia przykładając do naszych ran plaster miodu”

Nie muszę myśleć o ofiarach Holocaustu, o torturowanych przez NKWD i UB, o śmierci w bunkrze o. Kolbego czy o obecnie torturowanych na Guantanamo, bo sam od paru lat nie zaznałem snu powyżej jednej godziny, mimo najsilniejszych środków przeciwbólowych. Nie dla mnie więc takie kazanie, bo złudnej nadziei nie dam się zwieść, podobnie jak mój kochany Tischner, umierający w strasznych cierpieniach na wyjątkowo wredną odmianę raka krtani.

Jak uczył mnie św. Augustyn i ks. Tischner:
„ŁASKA BOŻA UDZIELANA JEST ARBITRALNIE” więc żadne modły i zabiegi o nią nie pomogą.

No cóż, o. Szustak ma charyzmę, ludzie go słuchają, przynosi im pocieszenie i złudną, bo złudną, ale nadzieję i za to można go, a może nawet należy go cenić, lecz ja oceniam jego katechezę w porównaniu z nauczaniem „czarnych” mnie bliskich takich jak Tischner, Heller, Życiński, Bradecki, Hryniewicz i inni, a wtedy wychodzi ona naiwnie i słabiutko.

Recenzowałem jego rozmowę z Friedrichem pt „Wilki dwa. Męska przeprawa przez życie”, podsumowując ją, że są to „niedojrzałe wariacje” i dając 3 gwiazdki. Doceniam dobre chęci, lecz i tym razem daję tyle samo, radząc autorowi, by wzbogacił się intelektualnie. Disce, puer...

Monday, 4 December 2017

Andrzej RODAN - "Historia głupoty w Polsce"

Andrzej RODAN - "Historia głupoty w Polsce" t. I-II

UWAGA! Mimo zapowiedzi dwóch tomów w tytule, pod podanym adresem jest jedynie jeden, liczący 175 stron i składający się z 7 rozdziałów

Jestem zaskoczony, bo nigdy o tym autorze nie słyszałem, a ponoć jest sławny. No to czuję się zaszczycony, że jego najnowszą książkę wprowadzam na LC i jako pierwszy recenzuję.

Jestem tym bardziej zainteresowany, że wysoko cenię (10 gwiazdek) „Dzieje głupoty w Polsce” Aleksandra Bocheńskiego, które gorąco Państwu polecam.

Andrzej Rodan (ur.1945) - Wikipedia:
„..polski pisarz, publicysta, filozof, z wykształcenia historyk kultury...."

Na LC 13 książek, łącznie 18 opinii, dwie pozycje ocenione powyżej 6. No to nie wesoło!!!

No i stało się, dorwałem się, nie jadłem, nie piłem, tylko paliłem, a na siusiu wyszedłem tylko dwa razy, póki nie doczytałem do ostatniej strony, bo Rodan mnie okradł z moich myśli i zamiarów napisania właśnie czegoś takiego !!

Wybaczam mu, bo wykazał się dużą wiedzą i pracowitością, cytując wielu klasyków piszących o głupocie, w tym wspomnianego wyżej Bocheńskiego. Te walory pozwoliły mu stworzyć TRZEŹWY OPIS PIJANEJ POLSKIEJ RZECZYWISTOŚCI połączony z ALTERNATYWNĄ HISTORIĄ POLSKI, łatwą do przyswojenia przez licealistów, bo ciekawą, pikantną z najważniejszymi przesłaniami wyróżnionymi tłustym drukiem.

Miałem zamiar zacząć recenzję od ostrzeżenia: „Lektura niewskazana dla katopolaków i elektoratu PiS”, lecz po namyśle przyznałem rację Mariuszowi Przybyle, którego Rodan cytuje:

„....„Obawiam się, że »Dzieje głupoty w Polsce« Rodana, to taka niekończąca się opowieść. Ktoś, kto się za to zabrał, będzie miał zajęcie do końca życia, a i dla wnuków coś zostanie. Tym razem odpowiem na serio, bez dowcipkowania. Ich przekaz nie jest skierowany do nas, do ludzi, którzy doskonale sobie zdają sprawę, że dzisiejsze rządy w Polsce, to piramidalna głupota, dyletanctwo, indolencja, a rządzący to marionetki w rękach człowieka oszalałego z nienawiści, który u schyłku swojego życia mści się na wszystkich. Za całe swoje nieudane życie i za »zamordowanie« mu brata. Pikuś, że do tego »mordu« sam przyłożył swoją rączkę. Wracając do przekazu PiS w mediach. Jest on skierowany do sekty smoleńskiej, twardego elektoratu któremu otumaniono mózgi z wielkim udziałem Kościoła, Telewizji PiS-owskiej i zatkano mordy ochłapem »500+«. To im Jarosław wmawia, że tylko PiS jest w stanie uratować Polskę z łap Unii sterowanej przez krwiożerczych Niemców. Śmieszne? Nie za bardzo. Bo Jarosław został upokorzony. Jego reakcje zaś będą niekontrolowane i niebezpieczne”

Z kolei Bogdan J. Hilczer, poeta, działacz społeczny, publicysta kończy swoją wypowiedź tak:
"...Przystąp więc do lektury »Historii głupoty w Polsce«… satysfakcja gwarantowana”.

To co ja mam dodać ? Że całe życie się uczę, że od dzisiaj „miłuję bliźniego (Rodana), jak siebie samego”, że książka jest potrzebna i że Państwo musicie ją przeczytać... 10/10, mimo, że pod względem literackim arcydziełem nie jest. (Publicystyka nie musi).

UWAGA!! Książka dostępna na:
file:///C:/Users/user/Downloads/Andrzej-Rodan-Historia-glupoty-w-Polsce-ebook%20-%20kopia.pdf