Monday, 16 July 2018

Katarzyna ENERLICH - "Prowincja pełna złudzeń"


Enerlich ma na LC 22 książki, 102 fanów, a ta, ósma z cyklu, ma 6,99 (73 ocen i 23 opinie).
Czytałem jej "Oplątani Mazurami", dałem 4 gwiazdki i pisałem:

"...A poza tym wolność mamy i każdy może pisać co chce, a jak komuś nie pasuje, to przecież czytać nie musi...."

I to podtrzymuję. A że książka miła i sympatyczna, to mimo amatorszczyzny, nie będę psuł humoru autorce ani jej fanom i daję gwiazdek 6.



Laura LIPPMAN - "Co wiedzą zmarli"


Laura Lippman (ur.1959)- amerykańska autorka wielokrotnie nagradzana. O tej książce Wikipedia:

".....'What the Dead Know' is a crime thriller by Laura Lippman published in 2007. The story, set in Baltimore in 2005, is about an investigation into a woman who claims to be Heather Bethany, a girl who had gone missing thirty years before. The book was critically acclaimed. It won the 2007 Quill Award in the mystery/suspense/thriller category and 2008 Anthony Award for Best Novel.
Reviewers saw 'What the Dead Know' as a success both as a well-crafted mystery and as an emotionally powerful novel. 'The Guardian' called it a "realistic and poignant detailing of emotional hide-and-seek, ... an excellent mystery and a thoughtful exploration of the nature and effects of grief and loss.". The reader is kept guessing to the end as to the identity of the mystery woman."
Stary lis ze mnie więc zajrzałem na goodreads: https://www.goodreads.com/book/show/351648.What_the_Dead_Know
Rating 3.54, lecz czytam kolejne oceny: 1, 1, 4, 3, 3, 3, 2... A to koresponduje z ocenami na LC 5,62 (196 ocen i 29 opinii)
Tak więc nie dajmy się okłamywać, bo jak na książkę laureatkę DWÓCH PRESTIŻOWYCH NAGRÓD, to wynik żenujący. Przytoczyłem wynik z goodreads, by nie zwalać winy na tłumacza.
To kolej na mnie, znanego Państwu z radykalnych ocen. No cóż PAŁA, bo ten "mystery/suspense/thriller",tak mnie znudził, że nie doczytałem do końca. Odradzam.




Cixin Liu - "Koniec śmierci"


Długo przeze mnie oczekiwana trzecia część trylogii.
Z recenzji Mateusza Ucińskiego na:

".....Cixin Liu najlepiej udało się wyjść poza granice swoistego, gatunkowego getta, łącząc fantastykę, techno thriller z zagadnieniami naukowymi...."

Nie tylko naukowymi, bo poruszane liczne kwestie filozoficzne, psychologiczne, socjologiczne etc w dodatku nawiązujące do historii ludzkości podnoszą rangę książki do arcydzieła.
Cała recenzja warta przeczytania, a ja w końcu zdecydowałem się z niej ściągnąć bardzo dobre streszczenie, bo jest pomocne po miesiącach przerwy w lekturze (oczekiwanie na ten tom):

"....Trylogia "Wspomnienie o przeszłości Ziemi" rozpoczyna się w Chinach roku 1967. Szaleje rewolucja kulturalna uderzająca przede wszystkim w elity intelektualne tego kraju. Ye Wenjie, młoda astrofizyczka, jest świadkiem linczu na swoim ojcu, profesorze uniwersyteckim, a ona sama, jako element ideologicznie niepewny, trafia do reedukacyjnego obozu pracy. Leży on u stóp góry, na której znajduje się tajna baza naukowa chińskiej armii. Zadaniem ośrodka jest obsługa gigantycznej anteny skierowanej w niebo. Młoda dysydentka z czasem odkrywa, że nadajnik jest tylko kamuflażem dla misji, nad którą w rzeczywistości pracuje chińska Armia Narodowo Wyzwoleńcza, i która to misja może z Państwa Środka uczynić mocarstwo o skali dotąd niespotykanej. Chiński projekt z czasów Mao może przynieść przerażające konsekwencje. Z tych mrocznych i okrutnych czasów akcja powieści przenosi się do współczesnych Chin – kraju, w którym dynamicznie rozwijają się nowe technologie, a przed naukowcami otwierają się szerokie perspektywy rozwoju. Jednym z uczonych jest Wang Miao – wybitny specjalista z zakresu nanomateriałów, który pewnego dnia zostaje zaproszony na tajne posiedzenie wojskowej komisji śledczej. Jej członkowie składają się z reprezentantów wywiadu, policji oraz obserwatorów z ramienia NATO i CIA. Skąd ten dziwny skład? Otóż na całym świecie popełniają samobójstwa wybitni naukowcy. W pozostawionych listach pożegnalnych jako powód swojej decyzji często podają zawalenie się ich systemu wartości, w którym nauka i badania stanowiły o sensie życia. Ktoś pokazuje im, że prawa, którym dotąd ufali, nie istnieją. Tropy prowadzą do międzynarodowego klubu "Granice Nauki" zrzeszającego uczonych z całego świata, dywagujących nad tym, czy nauka i jej możliwości mogą mieć swój koniec. Niebagatelne znaczenie ma też wirtualna gra – "Trzy ciała", której uczestnicy, wspomagani przez komputerowo wygenerowanych geniuszy nauki, takich jak: Galileusz, Leonardo da Vinci czy Isaac Newton, mają uratować cywilizację i rozwiązać zagadkę chaotycznego ruchu słońca.
Kto zatem stoi za coraz większym chaosem ogarniającym Ziemię? Organizacja terrorystyczna, która z nihilizmu uczyniła nową religię, czy obca cywilizacja, która w subtelny sposób wpływa na losy naszej planety? A może to część o wiele większego spisku, zaplanowanego nawet nie na dekady, a całe stulecia?.."

Nie czuję się na siłach recenzować to dzieło, więc zamieszczam jedynie sprawozdanie z lektury.
Zaczynam od ciekawego porównania (s.39 – e-book):
"........Świat, w którym toczy się nasze codzienne życie, jest tylko pianą unoszącą się na powierzchni oceanu doskonałej rzeczywistości....."

No i parę stron dalej zaczynamy podróż filozoficzną pytaniem (s.51):
"....Czy Natura jest rzeczywiście naturalna ?"

poprzedzone pytaniem o Boga (s.43):
"– Wierzy pan w Boga?.. – Jakiego „Boga” ma pani na myśli? – Po prostu Boga... - Nie..."

Bo Człowiek Myślący jeśli w Boga wierzy, to nie w osobowego Boga trzech popularnych religii monoteistycznych. Ale nie o to chodzi, a o ogrom wymaganej pracy czytelnika, skoro już te dwa pierwsze z brzegu cytaty, wywołują lawinę myśli czy komentarzy. A to zaledwie początek.
Poprzednie tomy przeleciałem w euforii, obiecując sobie, że do nich wrócę, lecz czy na pewno będę miał czas, siły i ochotę ?? Dlatego ten tom postanowiłem kontemplować, a próbkę zapisać, póki miejsca starczy. No i znowu mam piękną myśl (s.71):

....Lekarz może wyleczyć tylko te choroby, które mają być wyleczone, a Budda może zbawić tylko tych, którzy mają być zbawieni”.

A tymczasem czytam o eutanazji, kupnie gwiazdki z nieba dla ukochanej i pięknej miłości Tianminga i Cheng Xin. Dalej: hibernacja jako forma eskapizmu, nanotechnika i neuroscience.
Zdanie z przyszłości, lecz wydaje mnie się trafne (s.254):

.... sumienie i obowiązek nie są ideałami: nadmiar któregokolwiek z nich postrzegany jest jako choroba psychiczna, zaburzenie osobowości spowodowane presją społeczną....”

No i zaczęły się schody (s.354), bo o ile o teorii strun czytałem np. u laureata Templetona, ks. prof. Michała Hellera, to M-teorię unifikującą wszystkie wersje teorii superstrun poznaję z Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/M-teoria
Przyznam szczerze, że przeczytanie tego artykułu wraz z odsyłaczami i ułożenie zdobytych wiadomości w mojej starczej głowie zajęło mnie dwa dni, a i tak chyba wszystkiego nie zrozumiałem.
Mój nawyk rozumienia tego, co czytam, często komp likuje lekturę, a i życie też.
Ze względu na 8 lat jakie upłynęły od wydania tego tomu podaję aktualną wzmiankę na temat fal grawitacyjnych, tak istotnych w książce (Wikipedia):
".......Fale grawitacyjne – przemieszczająca się z prędkością światła w próżni zmarszczka w czasoprzestrzeni. W mechanice nierelatywistycznej fala ta objawia się jako rozchodzące się drgania pola grawitacyjnego. Źródłem fal grawitacyjnych jest ciało poruszające się z przyspieszeniem. Do uzyskania obserwowalnych efektów ciało musi mieć bardzo duże przyspieszenie i ogromną masę. Obiekt emitujący fale traci energię, która unoszona jest w postaci promieniowanai. Kwantem promieniowania grawitacyjnego może być grawiton, hipotetyczna cząstka. Fale grawitacyjne zaobserwowano po raz pierwszy w 14 września 2015 r. 3 października 2017 r. Rainer Weiss, Barry C. Barish i Kip S Thorne otrzymali Nagrodę Nobla z dziedziny fizyki za 'za decydujący wkład w stworzenie detektora LIGO i obserwację fal grawitacyjnych."
Występujące w książce równolegle z falami grawitacyjnymi neutrina poruszają się też z prędkością światła (a może nawet ją przekraczają).
Wracając do treści dowiaduję się, że kohabitacja Trisolarian z ludźmi przyniosła efekty (s.367)”
....Umysły Trisolarian nie były już przejrzyste. W ciągu poprzednich dwóch stuleci nauczyli się myśleć strategicznie: kłamać, oszukiwać, używać podstępów. Była to prawdopodobnie największa korzyść, jaką odnieśli z badania ludzkiej kultury.”
Nie tłumaczy natomiast autor, czy Trisolarianie sami z siebie wpadli na pomysł przesiedlania ludzi, czy też małpują Stalina bądź polski ONR krzyczący przed wojną „Żydzi na Madagaskar” (s.420):
...Trisolarianie... ...stworzą rezerwaty dla ludzi w Układzie Słonecznym, a konkretnie w Australii i na jednej trzeciej powierzchni Marsa...."
Przedstawiony plan uzupełniony został przepisem wykonawczym (s.424), skądinąd dobrze nam znanym:
.....Po roku od rozpoczęcia akcji przesiedleńczej wszyscy, którzy znajdą się poza rezerwatami, zostaną.... ...zlikwidowani..."
Niestety, zmuszony jestem do przerwania publikacji moich notatek, gdyż zdradziłbym rozwój akcji, a tego przecież nie wypada Państwu zrobić. Ale pierwsze hasła rzucę:
skończyła się era zdegenerowanej ludzkiej wolności”, „eksterminacja”, ”teokracja”, „totalitaryzm” i „kanibalizm”.A dalej.....
Podkreślam więc jeszcze raz, że to ARCYDZIEŁO i polecam do powolnej lektury
PS s. 638 „sfera Dysona” - https://pl.wikipedia.org/wiki/Sfera_Dysona
s. 821 „punkty libracyjne” - https://pl.wikipedia.org/wiki/Punkt_libracyjny
s.874 „promień Schwarzschilda” - https://pl.wikipedia.org/wiki/Promie%C5%84_Schwarzschilda
s.1335 „antymateria” - https://pl.wikipedia.org/wiki/Antymateria
s.1375 „Supermembrana” - https://en.wikipedia.org/wiki/Supermembranes



Tuesday, 10 July 2018

Zuzanna GŁOWACKA - "Manhattan pod wodą"


Okładka:
".....zbiór felietonów, pisanych w latach 2008 – 2012, dla miesięcznika 'Bluszcz'..."

Zuzanna Głowacka (ur.1980) - córka Janusza, w NY od czwartego roku życia. Więcej o niej i o tym zbiorze w wywiadzie z ojcem na

..... i z autorką na:

Felietony niezłe, tylko tytuł fałszywy, bo mało o mieście, a więcej o życiu autorki w NY. Poziom miesięcznika "Bluszcz", bardziej wyrafinowanym czytelnikom polecam w zamian Magdalenę Rittenhouse, której książce dałem 10 gwiazdek; recenzja na\

A Głowackiej, uwzgledniając pochodzenie i że to debiut, proponuje gwiazdek 6



George ORWELL - "Anglicy i inne eseje"


George ORWELL - "Anglicy i inne eseje"

Eric Arthur Blair (1903-1950), lepiej znany pod pseudonimem George Orwell, uprawiał wszelkie gatunki pisarstwa z poezją włącznie, a światową popularność zdobył genialną, alegoryczną powieścią "Folwark Zwierzęcy" (1945) oraz dystopijną, antytotalitarną, uważaną powszechnie za genialną - "Rok 1984" (1949). (Choć sam nie uważam jej za "genialną", podziwiam, że autor wyprzedził o 2 lata Hannah Arendt "The Origins of Totalitarianism" )

Ten zbiór zawiera 15 jego esejów z bardzo różnych lat i o bardzo różnej wartości literackiej. Nie zanudzając Państwa, stwierdzam, że mnie wyszła średnia około 6 gwiazdek, na co wpłynęła nie tylko jakość, lecz również tematyka niektórych esejów - zupełnie mnie nie interesująca. Nie mam natomiast żadnej wątpliwości, że książka zasługuje na 10 gwiazdek ze względu na wartość poznawczą, w głównej mierze dzięki przypisom, o których pisze Michał Komar w swojej recenzji na:

"...Edycja Muzy opatrzona jest przypisami, dzięki którym współczesny polski czytelnik może lepiej zrozumieć sens starań pisarskich Orwella. Większość z nich jest dziełem Petera Davidsona, wydawcy "The Complete Works of George Orwell", niektóre napisał sam Orwell, inne zaś wyszły spod pióra Bartłomieja Zborskiego...."

Komar wskazuje błędy w przypisach (o czym proszę samemu przeczytać), lecz nieznacznie one zmniejszają korzyści płynące z ich lektury. Tematyka esejów jest tak bogata, iż każdy domaga się osobnego, szczegółowego komentarza, a to jest tu przecież niemożliwe.

Mimo, że czytam je ponownie po 16 latach, to ze względu na tematykę, jak i przypisy, raczej studiuję te eseje niż czytam i dlatego ostrzegam Państwa przed powierzchowną lekturą, gdyż będzie to czas stracony. Proszę również zapomnieć o szumie wobec jego dwóch najpopularniejszych dzieł, bo wtedy tendencyjnie pozytywnie oceniamy każde słowo Orwella, nawet kiedy jest kontrowersyjne lub niesłuszne. Przypominam, że jego wczesne "Na dnie w Paryżu i Londynie" (1933) oceniłem na 1 gwiazdkę, a "Bez tchu" (1939) na 7.

Kończę, powtarzając, że wartość poznawcza jest nie do przecenienia i gratuluję sukcesu Wydawnictwu "Muza" 10/10




Sunday, 8 July 2018

Elena FERRANTE - "Genialna przyjaciółka"


Elena Ferrante (wg Wikipedii):
"......pseudonim włoskiej powieściopisarki lub włoskiego powieściopisarza o nieznanej oficjalnie tożsamości. Międzynarodową popularność Ferrante przyniósł tak zwany cykl neapolitański (powieści 'Genialna przyjaciółka', 'Historia nowego nazwiska', 'Historia ucieczki' i 'Historia zaginionej dziewczynki'), cieszący się uznaniem krytyków i czytelników...."

Anglojęzyczna Wikipedia podaje jej przypuszczalną datę urodzenia 1943, a dociekania jej tożsamości najciekawiej przedstawia Claudio Gatti na:

Przypuszczenia, czy autorką jest tłumaczka z niemieckiego na włoski Anita Raja, której korzenie sięgają papieskich Wadowic, czy też ona wespół z mężem Domenico Starnone, pozostawiam Państwu do zgłębienia samemu, a ja powtarzam cytat z tego artykułu, który uprzednio zamieściłem przy tomie drugim, dawno temu czytanym:

"...Raja’s mother was a teacher, not a seamstress, and she wasn’t Neapolitan. She was born in Worms, Germany, into a family of Polish Jews who emigrated from Wadowice, a town west of Krakow...."

Kwestię tożsamości autorki rozważa również Juliusz Kurkiewicz na:

"......Plotka trzecia. Elena Ferrante istnieje i jest kobietą. Nazywa się Anita Raja, jest tłumaczką z niemieckiego i konsultantką rzymskiego wydawnictwa E/O. Tak się składa, że właśnie ono wydaje powieści Ferrante. I tak się składa, że Raja jest żoną Starnonego...."

Polecam cały artykuł, a ja przytaczam następny cytat z niego:

"....W tym momencie, gdyby ta historia była powieścią, książka powinna się natychmiast stać sensacją. Ale stało się inaczej - wprawdzie przebiła się na rynku, jednak recenzje były mieszane. Ferrante opublikowała dwie kolejne powieści. Dopiero ukazanie się przekładów jej książek w USA - ponad dekadę od debiutu - otworzyło Ferrante drogę do światowej kariery.
Po publikacji w 2012 roku angielskiego tłumaczenia "Genialnej przyjaciółki" - pierwszej części tego, co krytyka będzie nazywać "neapolitańską tetralogią" - o anonimowej pisarce z Neapolu robi się głośno....
.....W Ameryce, w której literatura nieanglojęzyczna przebija się z ogromnym trudem, to wyjątkowa nobilitacja. Nie doświadczył jej nawet Norweg Karl Ove Knausgard, którego sześciotomowy cykl powieści "Moja walka" zdobył światowy rozgłos właśnie dzięki sukcesowi w USA.
Zresztą Knausgarda coraz częściej porównuje się z Ferrante. Są autorami wielotomowych powieściowych cegieł, nazywa się ich odnowicielami realizmu, piszą w pierwszej osobie, zacierając różnice między narratorem a autorem, i opowiadają o stawaniu się pisarzem. Mówiąc krótko - ich powieściowe przedsięwzięcia to w jakiejś mierze współczesne wcielenia "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta..."

I o o ostatni akapit mnie chodziło, bo całe siedem tomów arcydzieła Marcela Prousta męczyłem i podziwiałem pod wpływem starszej siostry prawie 60 lat temu, a teraz na pewno bym nie zmógł, a co do Knausgarda, pozostanę profanem i matołem, który zmęczył jego jeden tom i dał pałę:

Tak więc nobilitowanie autorki przez porównanie z Proustem i Knausgardem, w moim przypadku nic pozytywnego nie przyniosło, więc przypomnę, że jej drugiemu tomowi czytanemu bez znajomości tego, dałem 6 gwiazdek, a ocenę wyrażę słowami moich znajomych z LC:
"jolasia"
"No i stało się! Nie zostałam fanką Eleny Ferrante. Wymęczyłam się z "Genialną przyjaciółką" ok-rop-nie. Konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy na czym polega fenomen tej pisarki. Jakoś nie byłam w stanie dogrzebać się do tej perły, która jest tam ukryta, o czym przekonywali mnie i krytycy i tutejsi czytelnicy. Przezroczysta, szczegółowa narracja, portret banalnych postaci, kobieca przyjaźń, dojrzewanie młodych dziewcząt - mam wrażenie, że to wszystko już czytałam. I to w dużo ciekawszej formie."

"Izabela"
"Z czystej ciekawości zdecydowałam się sięgnąć po „Genialną przyjaciółkę” i już wiem, że był to czas, który mogłam poświęcić znacznie bardziej wartościowej literaturze. Nie rozumiem skąd się biorą takie super pozytywne opinie na jej temat. Cóż… Pierwsze 10 stron tej książki w sposób wręcz doskonały podsyca w czytelniku „apetyt” na ciąg dalszy… Skoro jest intryga to wydawać by się mogło, że o wartką akcję nie ma co się raczej obawiać. A tu co? Zwyczajnie nic ciekawego. Jak dla mnie wyjątkowo mało interesująca obyczajówka. Perypetie dwóch przyjaciółek, których życie od maleńkości po wiek dojrzały streszcza jedna z nich. W zasadzie nie przeżyły niczego nadzwyczajnego......"

"Melocoton"
"Skoro do 200 strony nie dzieje się NIC (dwie dziewczynki mieszkają sobie w kamienicy we Włoszech i chodzą do szkoły, i tak przez kilkanaście lat przez 200 stron), to moim zdaniem szkoda czasu."

"Labirynt Human"
"Ważne sprawy (emancypacja, seksizm, przemoc) opisane wyjątkowo drętwym (szkolnym) językiem. A do tego niewiele akcji....."

"Allie"
"Wszystkich, którzy - wskutek hałasu, jaki wokół tej książki panuje - spodziewają się po jej lekturze wielkich przeżyć, pragnę uspokoić: naprawdę nie stracicie zbyt wiele, jeśli odpuścicie sobie jej czytanie. To jest naprawdę sprawnie napisane, to się niezwykle łatwo czyta, ale to jest czytadło plasujące się w najlepszym razie o poziom wyżej niż "Ania z Zielonego Wzgórza". TYLKO tyle i AŻ tyle. Być może kolejne części cyklu niosą ze sobą większy ciężar gatunkowy, ale nie czuję nieodpartej chęci przekonania się o tym na własnym organizmie."

itd itp. A ja dodam, że nie lubię jak autor robi mnie w bambuko tj po lekturze 480 stron nakłania mnie do przeczytania dalszych trzech tomów, bym ewentualnie poznał rozwiązanie zagadki z pierwszej strony. Pierwszy tom słabszy od drugiego, więc 5/10




Peggy WAIDE - "Potęga uroku"


O autorce znalazłem wzmiankę na Amazon:

"She lives in Colorado with her husband, eight dogs, three cats and two horses. When not writing, you can find her Jazzercising, gardening, hanging with her family or wishing for the magic house fairy to come wash her dishes."
Tytułowy urok rzuciła Cyganka, lecz miłość go pokona... Banialuki, dyrdymały. Nudne i przewidywalne romansidło, tylko dla bardzo niewybrednych czytelników. Innym polecam "Trędowatą"
3/10