Monday, 11 November 2013

HUXLEY Aldous

     HUXLEY    Aldous   /1894-1963/                      z  cyklu:   powrót   do   młodzieńczych   lektur                                            styczeń  2011

 Po  udanym   powrocie   do   Dostojewskiego,    przypadkowo,   szwendając   się  po  Bibliotece  przy  ul.  Roncesvalles   trafiłem   na   Huxleya.   Fascynowałem   się   nim  ponad   50   lat   temu,   w   końcu   lat   pięćdziesiątych.   Pochłonięty   wówczas   byłem   studiowaniem   twórczości   LEMA,  a  uzupełniającymi  lekturami   były   „Fahrenheit  451”  i  „Kroniki  Marsjańskie”  Bradbury’ego,   „Inwazja   Jaszczurów”  Capka   oraz   „Człowiek,  Który   Był   Czwartkiem”  Chestertona.  Jako  ciekawostkę   podam,  że  język  angielski   wzbogacił  się  o  słowo    ROBOT,  dzięki   popularności   melodramatu    Capka  „R.U.R”  co  oznacza   „Rossum’s   Universal   Robots”;   natomiast  amerykański  „LEM” [Lunar   Excursion  Module]  jest  przypadkowo  zbieżny   z   naszym   Stanisławem   LEMem.   

  Wracając  do  lat  pięćdziesiątych  i  moich   ówczesnych   lektur,  wydaje   się   zrozumiałe,   że   nie   mogłem   przeoczyć   futurystycznego  „Nowego   Wspaniałego   Świata” [„Brave  New  World”]  Huxleya.   Oczywistością  było  też   sięgnięcie  po  następne  jego  książki:  „Kontrapunkt”   i   „Niewidomy  w  Ghazie”.   I  teraz   znów,  po  pół  wieku,   zabrałem  się  do  czytania   „Nowego   Wspaniałego   Świata”.  Do   rana   czytałem,   wyłem   i   tupałem   z   zachwytu   podziwiając    aktualność   wizji   po   80  latach.  A   więc,   brawo   Huxley,  ząb   czasu   cię   nie   ruszył!    Mądrości   w  tym   dziele   tyle,   że   trzeba   samemu   przeczytac,  a  ja   zacytuję   Huxleya  tylko  raz  i  to   właściwie  nie  jego,  bo  cytującego  innego,   lecz   temat    jest   dla   mnie   najważniejszy,  bo   jest   nim  STAROŚĆ.   Otóż   Huxley   cytuje   bliżej   mi   nieznanego   filozofa   francuskiego  -  Maine   de   BIRANA   /1766-1824/,   twórcy   woluntarystycznej   i   spirytualistycznej   metafizyki,   który   głosił   koncepcję   doświadczenia   jako   mistycznego   aktu   wewnętrznego;  i   ten   filozof   mówi:

     „Człowiek   się  starzeje;   odczuwa   w   sobie   owe   doznania   słabości,   apatii,   niewygody,   jakie   towarzyszą   posuwa niu   się   w   latach;   czując   zaś   to   wszystko,   sądzi   że   jest   po   prostu   chory,  i   tłumi   lęk   przekonaniem,   że   ten   przykry   stan   zrodziła   jakaś   szczególna   przyczyna,   z   której,  jak   z   choroby,   ma   nadzieje   się   wyleczyć.   DAREMNE    ZŁUDZENIA !!   Ta   choroba  to  STAROŚĆ;    a   jest   to   CHOROBA    STRASZNA.   Mówi   się,  że  to   lęk   przed   śmiercią   i   tym,   co   po   niej   nadejdzie,   zwraca   starzejących   się   ludzi   ku   religii.   Jednakże   na   podstawie   moich   własnych   doświadczeń    nabrałem   przekonania,   że   niezależnie   od   wszystkich   takich   lęków   i   wyobrażeń  uczucia   natury   religijnej   rozwijają   się   w   nas   z   wiekiem   same   w   sobie;   rozwijają   się,   gdyż   w   chwili   kiedy   słabną   namiętności,   fantazja   zaś   i   zmysły   mniej   są   pobudzane   i   mniej   skłonne   do   pobudzeń,   umysł   nasz   napotyka   w   swej   pracy   mniej   przeszkód,  w   mniejszym   stopniu   zamącają   go   obrazy,   pragnienia   i   rozrywki,   które   dawniej   go   wciągały.   I   wówczas   BÓG   wynurza   się   niczym   spoza   chmury;   dusza   nasza   czuje,   widzi,   zwraca   się   ku   żródłu   wszelkiego   światła;   zwraca   się  w   sposób   naturalny   i   NIEUCHRONNY.   Teraz   bowiem,   gdy   wszystko   to,   co   światu   wrażeń   przydawało   życia   i   uroku,   zaczyna   nas   opuszczać,   gdy   egzystencji   zjawisk   nie   podtrzymują   już   wrażenia   z   zewnątrz   lub   z   wewnątrz,   odczuwamy   potrzebę   wsparcia   na   czymś   trwałym,   na   czymś   co   nas   nigdy   nie   zwiedzie   -   na  rzeczywistości,   prawdzie   absolutnej   i   wiecznej.   Tak,   nieuchronnie   zwracamy   się  ku   BOGU;   to  bowiem    uczucie   religijne   jest   ze   swej   natury   tak   czyste,   tak   miłe   dla   doświadczającej    go   duszy,   że   wynagradza   nam   wszystkie   inne   straty.”                                                                                
 Toć  pięknie   gada,  jakbym   ja   sam   mówił. 
 

 Na  koniec,  jako  ciekawostkę   podam,   że   dziadek   Aldousa,   Thomas   Henry   Huxley  /1825-95/  był    propagatorem   teorii   ewolucji    Darwina,  a   brat   Sir   Julian  Sorell  /1887-1975/  -  pierwszym  sekretarzem    generalnym    UNESCO.