Saturday, 9 November 2013

ks Tischner czyta katechizm

                              „TISCHNER   CZYTA  KATECHIZM”           maj,2011
                               Ks.J.Tischner,J.Żakowski, Wyd.ZNAK, Kraków 2000

Nie  mam  zamiaru pisać  recenzji,  ino  żem  ukontentowany  potwierdzeniem  moich  myśli,  tom  parę  mądrych  cytatów  przytoczyć  muszę.  Hasłem  przewodnim  jest:

                               FIDES  QUAERENS  INTELLECTUM

które  Tischner  słusznie  tłumaczy:

 „WIARA  [ściśle  mówiąc  ufność]  SZUKA  ROZUMIENIA.  Dopiero  kiedy  jest  wiara,  przychodzi  czas  rozumienia.  Tak:  rozum  budzi  się,  gdy  zaufasz...”

 Zacytowawszy  Tischnera  cytującego  św.Augustyna,  aby  uzupełnić  powyższe,  cytuję  bezpośrednio  tegoż  ostatniego:

                                INTELLECTUS  MERCES  EST  FIDEI

co  znaczy  -  ZROZUMIENIE  JEST  NAGRODĄ  WIARY.    Nie  miejsce tu  na omawianie  św.Augustyna,  przypomnę  więc  tylko  dwie  prawdy  jakie  wyniosłem   z  „DIALOGÓW   FILOZOFICZNYCH”  św.Augustyna.  Pierwsza  dotyczy  WIARY  przez  duże  W,  dostępnej  nielicznym  obdarzonym  ROZUMEM.  Bo  kolejność  u  św. Augustyna  jest  następująca:
                             wiara  -  rozum  -  WIARA.

Ubóstwo  języka  polskiego  zmusza  do  stosowania  formy  opisowej, gdyż  niezastąpialne  słowo  WIARA  i  pochodne  od  niego  wierzyć,  zawierzyć  nie oddaje  niuansów  myśli  filozoficznej.  Zauważmy  na  marginesie,  że  np  w  języku  angielskim  mamy conajmniej pięć  podstawowych  określeń  zbliżonych  semantycznie  do  naszej  „wiary”:  TRUST,  FAITH,  BELIEF,  CREED  i  CREDENCE.

Wg  św.Augustyna  /jak  również  Tischnera  i  Gołębiewskiego/  konieczna  jest  wiara  podstawowa  w  sensie  zawierzenia,  np  w  formie  „pobożności  ludowej”,  aby  zainspirować  rozum  /nota bene  posiadany  przez  nielicznych/  do  zrozumienia  TREŚCI  WIARY.  Bo  dopiero  poznanie  rozumowe  prowadzi  do  WIARY  przez  duże  W.

Św.Augustyn  mówi:

  „Wiara  w  AUTORYTET  skraca  drogę  poznania  i  uwalnia  nas  od  wysiłku....Jest  to  zbawienne  dla  ludzi,  którym  BRAK  BYSTROŚCI  UMYSŁU  utrudnia  poznanie rozumowe...Ludzie  ci  -  a  jest  ich  z  pewnością  większość -  dają  się  łatwo  zwieść  dowodom  pozornym.....Toteż  dla  nich  najpożyteczniejsze  jest  wierzyć  powadze  wybitnych  ludzi...”
             
Tischner  bezpardonowo  wyjaśnia:
„Bóg  mówi  do  każdego  wedle  jego  CAPACITAS,  wedle  tego  co  potrafi  zrozumieć....CAPAX  DEI  /otwartość  na  Boga/  to  przede  wszystkim  zdolność  wsłuchania  się  w  SŁOWO...”.

 A,  że  rozum  mają  nieliczni  radzi:  „SKORO  I  TAK  NIE  ROZUMIESZ,  DOSTOSUJ  SIĘ  DO  TEGO  CO  WIEDZĄ  INNI”

                  
„SŁOWO  STAJE  SIĘ  CIAŁEM,  przychodzi  do  człowieka,  aby w  ten  sposób  jakoś  oswoić  go  z  Bogiem.  Bo  człowiek  to  DZIKUS..... A  Bóg,  patrząc  na  tego  dzikusa  ma  problem:  jak go  ze sobą,  ze  swoją  potęgą,  ze  swoim  majestatem  oswoić....”

 Narzędziem  oswojenia  jest  rozum,  bo  tylko  HOMO  SAPIENS  może  stać  się  prawdziwym  HOMO  RELIGIOSUS.  Jeśli  więc  należysz  do  większości nie  dysponującej  tym  narzędziem,  pozostaje  ci  wyżej  wspomniana  wiara  w  autorytet.  Takim  autorytetem  /słusznie  lub  nie,  lecz  niewątpliwie/   jest  KOŚCIÓŁ.  Dlatego  też  wg  doktryny  trydenckiej  „KOŚCIÓŁ  ma  czytać  PISMO  i  OPOWIADAĆ  je  WIERNYM”.  Bo  „Ojcowie  Kościoła  pewność  mają  z  WIARY,  KTÓRA  SZUKA  ROZUMIENIA”.  Aczkolwiek  jest  to  „PEWNOŚĆ  NA  MIARĘ  DZISIEJSZYCH  CZASÓW”.   Do  tego  sformułowania  niebawem  wrócimy.  Jeśli  nie  pójdziesz  tą  drogą, to  nie  trafisz  do  Boga,  bo 

PAN  BÓG  MA  PRAWO  NIE  CHCIEĆ  MIEĆ  ZA  SWOICH  WYZNAWCÓW  LUDZI  GŁUPICH”.

Religia  jest  dla  MĄDRYCH.  A  jak  ktoś  jest  głupi  i  jak  chce  być  głupi,  nie  powinien  do  tego  używać  religii,  nie  powinien  religią  swojej  głupoty  zasłaniać.  Bo  religia  to  fides,  która  quaerens  intellectum”.

Ortodoksyjny  TOMISTA  WOJTYŁA,  przyzwalając  na  głoszenie poglądów  augystyniańskich,  m.in. zaprzyjażnionemu  Tischnerowi,  wymyślił  genialną  ugodową  formułę,  którą  umieścił  w  encyklice  „FIDES  ET  RATIO”  /Wiara  i  Rozum/:

„WIARA  POZBAWIONA  ROZUMU,  PODOBNIE  JAK  ROZUM  POZBAWIONY  WIARY  SĄ  JEDNOSTRONNE  I  MOGĄ  BYĆ  NIEBEZPIECZNE”

Nie  mogę  odmówić  sobie  zacytowania  PASCALA  na  koniec  tego  akapitu:

„WIARA  JEST  DAREM  BOGA,  KTÓRĄ  DAJE  WEDŁUG  WŁASNEGO UPODOBANIA.  WIARA  JEST  DZIEŁEM  ŁASKI,  A  ŁASKA  NA  MOCY  SAMEGO POJĘCIA  JEST  ROZDZIELANA  ARBITRALNIE”

Przeczytałem  to,  co  dotąd  napisałem  i  postanowiłem tu  wstawić  uwagę,  aby  czytelnikowi  tj  mojej  kochanej żonie  ułatwić  poruszanie się  po  śliskich  ścieżkach  teologii.  Otóż  św.AUGUSTYN  twiedził, że  tylko  ROZUM  może  doprowadzić  do  prawdziwej  WIARY;  natomiast  św.TOMASZ  -  ROZUM  podporządkował  WIERZE.

Tomizm  najtrafniej  podsumował  Immanuel  KANT  szydząc, że: „Trzeba  obalić  ROZUM,  by  zrobić  miejsce  dla  WIARY”.  Obecnie  w  Katolickiej  Myśli  Filozoficznej  dominuje  NEOTOMIZM  -  łagodniejsza forma  tomizmu,  którego  najsławniejszym propagatorem  jest  Jacques  MARITAIN.  Próby  obalenia  go /pełne  uzasadnionej  nadziei  po  II  Soborze  Watykańskim/    spełzły w  rzeczywistości  na  niczym.

 Przejdżmy  teraz do  drugiej  prawdy  jaką  nabyłem  czytając  św.Augustyna,  prawdy  dotyczącej  duszy.  I  znów  napotykam  trudności  wskutek  ubóstwa  języka  polskiego.  Bo  czym  my  dysponujemy?  Tyko  duszą  i  duchem,  co  gorsza  często  stosowanymi  zamiennie.  Człowiek  ma  ciało  i  duszę,  lecz  siedzi  w nim  duch.„W  zdrowym  ciele  zdrowy  duch”,  a  w  momencie  śmierci:  „wyzionął  ducha” ,  ale  też  „duszyczka  z  niego  uleciała”.  Nawiedzają  nas  „duchy”,  lecz  również  zbłąkane  „dusze”. A  czuwa  nad  nami  „duch”  matki,  czy  jej  „dusza”.  Do  tego  wszystkiego  jeszcze  Duch  Święty.

Św.Augustyn  rozróżnia  /poza  wspólnym  nam  i  roślinom  pierwiastkiem  życiowym,  który  należy  nazywać  raczej „życiem”  niż  „duszą”/  dwa  rodzaje dusz:  ANIMA  i  ANIMUS.   ANIMA  -  to  dusza  w  ogóle,  taka,  jaką  posiadają  również  zwierzęta.  ANIMUS  -  to  dusza  myśląca,  rozumna,  właściwa  człowiekowi.  Najwyższa  część  duszy  tak  pojętej,  siedziba  mądrości  nosi  nazwę  MENS.  Aby  przybliżyć  znaczenie  MENS  przytaczam  trzy  konteksty:  pierwszy  z  ENEIDY  Wergiliusza

MENS  AGITAT  MOLEM  -  „duch”  porusza  materię,  tj  określenie  przewagi  rozumu  nad  materią;  drugi  -  MENS  SANA  IN  CORPORE  SANO  -  to  wymieniony  wyżej:  zdrowy  „duch”  w  zdrowym  ciele,  oraz  trzeci  -  MENS   INVICTA  MANET  -  „duch”  pozostaje  niezwyciężony.  Ten  „duch”  w  powyższych  przykładach  wydaje  się  bliższy  umysłowi,  intelektowi.

Te  trzy  stopnie  duszy  -  anima,  animus,  mens  -  odpowiadają  dość  dokładnie  podziałowi  PLOTYNA,  który  widzi  w  człowieku  dwa   uhierarchizowane  pierwiastki:  „duszę  niższą”,  uczestniczącą  w  „duszy  świata”,  posiadającą  życie  zmysłowe  i  rozumowe,  oraz  „duszę  wyższą”,  uczestniczącą  w  ROZUMIE  /NOUS/,  obdarzoną  intuicją  i  zdolną  wznosić  się  ku  Bogu.  Przypomnijmy:  Plotyn – 205-270 r.ne,  Augustyn – 354-430 r.ne  i  podkreślmy,  że  z  dzisiejszej  perspektywy  NAJWAŻNIEJSZY  filozof w dziejach  ludzkości,  jest  prawie  zapomniany, a  nektar  spija  sprytny  Augustyn,  który  mając  33  lata  się  ochrzcił, poczytał  ENNEADY  Plotyna  w tłumaczeniu Mariusza  Wiktorynusa, bo  niedouczony był  i  greki  nie  znał,  po czym  myśli  Plotyna zaadaptował  do  potrzeb  chrześcijaństwa.  No  to  zasłużył  się  i  przeto  został  obdarzony  tytułem  ŚWIĘTEGO.  Zakończmy ten  akapit  myślą  św.Augustyna:

DUSZE  LUDZI  UCZONYCH  SĄ  WE  WŁAŚCIWY  SPOSÓB  JAKBY  PEŁNIEJSZE 
 I  WIĘKSZE  NIŻ  DUSZE  NIEUKÓW.

 OK.  Wracajmy do  tischnerowskiego  katechizmu.  Najpierw  wymaga  dopowiedzenia  stwierdzenie,  że  Ojcowie  Kościoła  mają  pewność  /racji/  na  MIARĘ  DZISIEJSZYCH  CZASÓW.  Bo,  cóż  czy  Hus,  Galileusz,  Bracia Arianie,  Luter,  Kalwin  czy  Zwingli  byli  heretykami?  Oczywiście  tak,  na  MIARĘ  ÓWCZESNYCH  CZASÓW.  

HÓLDERLIN /1770-1843/, niemiecki  poeta,  powiedział:  „Rozumny  Bóg  nienawidzi  niewczesnego  rozkwitu”.  Tischner  mówi: „Kiedy  podsuniesz  piękną  prawdę  człowiekowi  niedojrzałemu,  to  ją  zmarnuje.  Trzeba  by  wpierw  dojrzał”.  I  właśnie,  ci  „heretycy”  chcieli  iść  ze  światem  bardzo  szybo  do  przodu  i  poszli  za  szybko. Teraz  świat  sam  poszedł  do  przodu  i  już  heretykami  nie są,  na  MIARĘ  DZISIEJSZYCH  CZASÓW.  Bo  pewność  wynikająca  z  wiary  Ojców  Kościoła  jest   INTACTA  /nienaruszalna/,  ino  czasy  się  zmieniają.

Teraz  czas  na  TOTALITARYZM.  I  jak  ja  mam  nie  kochać  Tischnera,  gdy  czytam  jego  słowa: POKUSA  TOTALITARNA  JEST  W  GRUNCIE  RZECZY  POKUSĄ   RELIGIJNĄ  i  podpiera  się  KIERKEGAARDEM:  „To  Kierkegaard  mówi, że  w  IMIĘ   RELIGII  ZAWIESZASZ  MORALNOŚĆ”.  

Tischner  mówi też o  niebezpieczeństwie  płynącym  z  błędnego  zrozumienia  przesłania  Boga.  Zaczyna  od  ofiary  Abrahama:

         „...Abraham  próbował  przełożyć  wezwanie  Boga  na  język  WŁASNEJ  WYOBRAŻNI......i  usłyszał  „DAJ  SYNA”.....Tak  Abraham  usłyszał....Bo  co  POWIEDZIAŁ  PAN  BÓG,  tego  NIE  WIEMY...  DLACZEGO  TAKA  MYŚL  W  OGÓLE   W  CZŁOWIEKU  POWSTAŁA?  .......była  to  pierwsza  pokusa  religijna”
.
 Wprawdzie  wg  św.Tomasza  „nie  możesz  być  pewien  co  naprawdę  Bóg  do  ciebie  powiedział,  w  gruncie  rzeczy  pewne  jest  tylko,  żę  ty  tak  usłyszałeś,  że  tak  GO  zrozumiałeś”;  przeto  powinieneś  poradzić  się  „MĄDRYCH”,  jednakże  wg  Tischnera:
„.....problem  polega  na  tym,  że  kiedy  masz  takie  /tj  „daj  syna”,”zabij  sąsiada”, „daj  komuś  po  łbie” –przyp.mój/  religijne  przeżycie,  to  już  Tomasza  nie  czytasz.  Bierzesz  łom  i  walisz..”.

„A  wracając  do  Abrahama  i  nie  tylko,  pokusa  złożenia  ofiary  jest  pokusą  wszelkiego  totalitaryzmu.  Bo   TOTALITARYZM  polega na  PODPORZĄDKOWANIU  JEDNEJ  WARTOŚCI  -   WSZYSTKIE  POZOSTAŁE”

Kolej  na  CUDY.  Zacznijmy  poniekąd  od  końca.   KSIĄDZ  PROFESOR  Tischner  stwierdza: „Żaden  inny  cud  [poza  Chrystusowymi – przyp.mój]  NIE  JEST  PRZEDMIOTEM  WIARY”.  Nie  przeszkadza  to,  że  choćby  do  beatyfikacji, np  JP II,  wymagane  jest  poświadczenie  cudu.  To  jest  niuans  rytualno-teologiczny, podobnie  dyskusyjny  jak  „objawienia  prywatne”.  Jedynym  istotnym  CUDEM  był  BOŻY  DAR  tj  przekazanie  nam  swego  JEDYNEGO  SYNA  -  SŁOWO,  KTÓRE   CIAŁEM   SIĘ  STAŁO.

          Pan  Bóg  stworzył  ŚWIAT  i  powiedział:  „TO  DOBRE”.
          Pan  Bóg  nie  potrzebuje  sam  siebie  poprawiać.
          Pan  Bóg  stworzył  człowieka  na  wzór  i  podobieństwo  swoje.

Z  tych  trzech  stwierdzeń  Tischner  konkluduje:  „Co  się  dzieje  wtedy,  kiedy  człowiek  zaczyna  naśladować  ROZUMNEGO  BOGA?  Sam  też  chce  się  stawać  absolutnie  rozumny,  rozsądny,  porządny.  Ąngielski  purytanizm  wywodził  się  z  takiej  koncepcji  Boga.  Wyprowadził  z  niej  ogromnie  wysokie,  ale  zdroworozsądkowe  WYMAGANIA  ETYCZNE”.  Również  protestancki  ETOS  PRACY  jest  wynikiem  powyższego.  Dlatego  też  ich  „wiara...nie  potrzebuje  cudów.  Jest  to  wiara,  która  się  bez  cudu  obchodzi,  a  nawet  cud  jej  przeszkadza”

 Na  zakończenie  parę  truizmów  wypowiedzianych  przez  Tischnera  w  omawianym  wywiadzie.
 „Pan  Bóg  kocha  nas  bezinteresownie.  A  my?  My  go  kochamy  interesownie.  I  nie
 jest  wykluczone,  że  ten  interes  fałszuje  nam  obraz  Państwa  Boga”.    Jest  to  absolutnie  zgodne  z  moją  dewizą,  iż  modlitwa  prosząca  jest  profanacją.
Dalej  mamy  cyniczno-ironiczne  stwierdzenie: Bez  chrześcijaństwa  BOGOBÓJSTWA   by  nie  było”.  Jest  to  poniekąd  wyśmianie  wiary  tej  przez  małe  „m”,  tej  spłaszczonej,  bezrozumnej.  Pamiętamy  przecież  sentencję  PASCALA:  POZNANIE  BOGA  RODZI  PYCHĘ,  A  POZNANIE  CZŁOWIEKA  RODZI  ROZPACZ”.  Niemożliwe  jest  poznanie  Boga, a cóż  dopiero  bogobójstwo.  Przecież  jedyny  SYN  BOŻY  -  SŁOWO,  inkorporowane  w  ciało Jezusa  nigdy  nie  umarło  i   „zostało  między  nami”.Ale  o  tym  se  czytaj  w  innych  moich  wypracowaniach.

Jeszcze  cenne  o  genezie  komunizmu.  Gdyby  Kościół  nie  był  skostniały  i  „gdyby  chrześcijaństwo  zdołało  rozwiązać  sprawy  społeczne  w  XIX  wieku  to  komunizm  nie  byłby  potrzebny”.  Przecież  dopiero  odejście od  „opium  dla  ludu”  dawało szansę  walki  o zmianę  stosunków  społecznych.

     No i  kończę  najistotniejszą  tischnerowską  sentencją:  „Jeśli  ktoś  jest  niezdolny  do  tego,  aby  UFAĆ  LUDZIOM,  jeśli  nie  doświadczył  nigdy  ZAUFANIA,  to  nie  zrozumie  ISTOTY  CHRZEŚCIJAŃSTWA”  .  Bo  PANA  BOGA  należy  szukać  w  LUDZIACH”
A, jeszcze  jedno.  Tischner zauważa  że  minęła  moda  na  ateizm,  ostatnim  ateistą  był
SARTRE,  a  potem powstał  egzystencjalizm  chrześcijański i  zapanowała moda na  agnostycyzm.  /a to  ni  pies,  ni  wydra/.  AMEN