Saturday, 9 November 2013

ks Tischner czyta Katechizm

NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.
„TISCHNER CZYTA KATECHIZM” Ks. J. Tischner, J. Żakowski, ZNAK, Kraków 2000
Notka redakcyjna:
„....Rozmówcy, omawiając kolejne rozdziały katechizmu, poruszają tak ważne dla katolików tematy, jak śmierć, niebo, wolność, łaska, nadzieja czy stosunek Kościoła do państwa....”
Na LC zaledwie 8 opinii, a moje szerokie omówienie dostało tylko 18 plusów!! Aż nie chce się wierzyć, że w Polsce gdzie ponad 90% ludności deklaruje wiarę katolicką jest aż tak małe zainteresowanie wyjaśnieniem podstawowych prawd katechizmu !!!

A oto moje dotychczasowe omówienie, poprawione technicznie i skrócone, w celu skutecznego przekonania Państwa do tej lektury:

Nie mam zamiaru pisać recenzji, gdyż znajdując w tej rozmowie potwierdzenie moich myśli, jestem usatysfakcjonowany i pragnę tylko najistotniejsze tutaj przytoczyć. Hasłem przewodnim jest: FIDES QUAERENS INTELLECTUM, które Tischner słusznie tłumaczy:

„WIARA [ściśle mówiąc ufność] SZUKA ROZUMIENIA. Dopiero kiedy jest wiara, przychodzi czas rozumienia. Tak: rozum budzi się, gdy zaufasz...”

Zacytowawszy Tischnera cytującego św. Augustyna, aby uzupełnić powyższe, cytuję bezpośrednio tegoż ostatniego: INTELLECTUS MERCES EST FIDEI co znaczy - ZROZUMIENIE JEST NAGRODĄ WIARY. Nie miejsce tu na omawianie św. Augustyna, przypomnę więc tylko dwie prawdy jakie wyniosłem z jego „Dialogów filozoficznych”. Pierwsza dotyczy Wiary przez duże W, dostępnej nielicznym obdarzonym rozumem. Bo kolejność wg św. Augustyna jest następująca:

wiara - rozum - Wiara.

Ubóstwo języka polskiego zmusza do stosowania formy opisowej, gdyż słowo „wiara” i pochodne od niego wierzyć, zawierzyć nie oddaje niuansów myśli filozoficznej, a adekwatnych zamienników brak. Zauważmy na marginesie, że np w języku angielskim mamy co najmniej sześć podstawowych określeń zbliżonych semantycznie do naszej „wiary”: trust, faith, belief, creed, confidence i credence.

Wg św. Augustyna (jak również Tischnera i Gołębiewskiego) konieczna jest wiara podstawowa w sensie zawierzenia, np w formie „pobożności ludowej”, aby zainspirować rozum (nota bene posiadany przez nielicznych, bo rozdzielany przez Boga arbitralnie) do zrozumienia treści wiary. Bo dopiero poznanie rozumowe prowadzi do „Wiary” przez duże W.

Św. Augustyn mówi:
„Wiara w autorytet skraca drogę poznania i uwalnia nas od wysiłku....Jest to zbawienne dla ludzi, którym brak bystrości umysłu utrudnia poznanie rozumowe... ..Ludzie ci - a jest ich z pewnością większość - dają się łatwo zwieść dowodom pozornym.....Toteż dla nich najpożyteczniejsze jest wierzyć powadze wybitnych ludzi...”

Tischner bezpardonowo wyjaśnia:
„Bóg mówi do każdego wedle jego CAPACITAS (zdolności pojmowania - przyp. mój), wedle tego co potrafi zrozumieć....CAPAX DEI (otwartość na Boga) to przede wszystkim zdolność wsłuchania się w SŁOWO...”.

A, że rozum mają nieliczni radzi: „Skoro i tak nie rozumiesz, dostosuj się do tego co wiedzą inni...”

„SŁOWO STAJE SIĘ CIAŁEM, przychodzi do człowieka, aby w ten sposób jakoś oswoić go z Bogiem. Bo człowiek to dzikus..... A Bóg, patrząc na tego dzikusa ma problem: jak go ze sobą, ze swoją potęgą, ze swoim majestatem oswoić....”

Narzędziem oswojenia jest rozum, bo tylko HOMO SAPIENS może stać się prawdziwym HOMO RELIGIOSUS. Jeśli więc należysz do większości nie dysponującej tym narzędziem, pozostaje ci wyżej wspomniana wiara w autorytet. Takim autorytetem (słusznie lub nie, lecz niewątpliwie) jest Kościół. Dlatego też wg doktryny trydenckiej „Kościół ma czytać Pismo i opowiadać je wiernym”. Bo „Ojcowie Kościoła pewność mają z WIARY, która szuka rozumienia”. Aczkolwiek jest to „pewność na miarę dzisiejszych czasów”. Do tego sformułowania niebawem wrócimy. Jeśli nie pójdziesz tą drogą, to nie trafisz do Boga, bo

„PAN BÓG MA PRAWO NIE CHCIEĆ MIEĆ ZA SWOICH WYZNAWCÓW LUDZI GŁUPICH”.

„Religia jest dla mądrych. A jak ktoś jest głupi i jak chce być głupi, nie powinien do tego używać religii, nie powinien religią swojej głupoty zasłaniać. Bo religia to fides, która quaerens intellectum”.

Ortodoksyjny tomista JP II, przyzwalając na głoszenie poglądów augustyniańskich, m. in. zaprzyjaźnionemu Tischnerowi, wymyślił genialną ugodową formułę, którą umieścił w encyklice „Fides et Ratio” (Wiara i Rozum):

„WIARA POZBAWIONA ROZUMU, PODOBNIE JAK ROZUM POZBAWIONY WIARY SĄ JEDNOSTRONNE I MOGĄ BYĆ NIEBEZPIECZNE”

Nie mogę odmówić sobie zacytowania Pascala na koniec tego akapitu:

„WIARA JEST DAREM BOGA, KTÓRĄ DAJE WEDŁUG WŁASNEGO UPODOBANIA. WIARA JEST DZIEŁEM ŁASKI, A ŁASKA NA MOCY SAMEGO POJĘCIA JEST ROZDZIELANA ARBITRALNIE”

Przeczytałem to, co dotąd napisałem i postanowiłem tu wstawić uwagę, aby czytelnikowi tj mojej kochanej żonie ułatwić poruszanie się po śliskich ścieżkach teologii. Otóż św. Augustyn twierdził, że tylko ROZUM może doprowadzić do prawdziwej WIARY; natomiast św. Tomasz - ROZUM podporządkował WIERZE.

Tomizm najtrafniej podsumował Immanuel Kant szydząc, że:
„Trzeba obalić ROZUM, by zrobić miejsce dla WIARY”.

Obecnie w Katolickiej Myśli Filozoficznej dominuje NEOTOMIZM - łagodniejsza forma tomizmu, którego najsławniejszym propagatorem jest Jacques MARITAIN. Próby obalenia go (pełne uzasadnionej nadziei po II Soborze Watykańskim) spełzły w rzeczywistości na niczym.

Przejdźmy teraz do drugiej prawdy jaką nabyłem czytając św. Augustyna, prawdy dotyczącej duszy. I znów napotykam trudności wskutek ubóstwa języka polskiego. Bo czym my dysponujemy? Tyko duszą i duchem, co gorsza często stosowanymi zamiennie. Człowiek ma ciało i duszę, lecz siedzi w nim duch.„W zdrowym ciele zdrowy duch”, a w momencie śmierci: „wyzionął ducha” , ale też „duszyczka z niego uleciała”. Nawiedzają nas „duchy”, lecz również zbłąkane „dusze”. A czuwa nad nami „duch” matki, czy jej „dusza”. Do tego wszystkiego jeszcze Duch Święty.

Św. Augustyn rozróżnia (poza wspólnym nam i roślinom pierwiastkiem życiowym, który należy nazywać raczej „życiem” niż „duszą”) dwa rodzaje dusz: ANIMA i ANIMUS. ANIMA - to dusza w ogóle, taka, jaką posiadają również zwierzęta. ANIMUS - to dusza myśląca, rozumna, właściwa człowiekowi. Najwyższa część duszy tak pojętej, siedziba mądrości nosi nazwę MENS. Aby przybliżyć znaczenie MENS przytaczam trzy konteksty: pierwszy z ENEIDY Wergiliusza: MENS AGITAT MOLEM - „duch” porusza materię, tj określenie przewagi rozumu nad materią; drugi - MENS SANA IN CORPORE SANO - to wymieniony wyżej: zdrowy „duch” w zdrowym ciele, oraz trzeci - MENS INVICTA MANET - „duch” pozostaje niezwyciężony. Ten „duch” w powyższych przykładach wydaje się bliższy umysłowi, intelektowi.

Te trzy stopnie duszy - anima, animus, mens - odpowiadają dość dokładnie podziałowi PLOTYNA, który widzi w człowieku dwa uhierarchizowane pierwiastki: „duszę niższą”, uczestniczącą w „duszy świata”, posiadającą życie zmysłowe i rozumowe, oraz „duszę wyższą”, uczestniczącą w ROZUMIE /NOUS/, obdarzoną intuicją i zdolną wznosić się ku Bogu. Przypomnijmy: Plotyn – 205-270 r. ne, Augustyn – 354-430 r. ne i podkreślmy, że z dzisiejszej perspektywy NAJWAŻNIEJSZY filozof w dziejach ludzkości, jest prawie zapomniany, a nektar spija sprytny Augustyn, który mając 33 lata się ochrzcił, poczytał ENNEADY Plotyna w tłumaczeniu Mariusza Wiktorynusa, bo niedouczony był i greki nie znał, po czym myśli Plotyna zaadaptował do potrzeb chrześcijaństwa. No to zasłużył się i przeto został obdarzony tytułem ŚWIĘTEGO. Zakończmy ten akapit myślą św. Augustyna:

„DUSZE LUDZI UCZONYCH SĄ WE WŁAŚCIWY SPOSÓB JAKBY PEŁNIEJSZE
I WIĘKSZE NIŻ DUSZE NIEUKÓW.

OK. Wracajmy do tischnerowskiego katechizmu. Najpierw wymaga dopowiedzenia stwierdzenie, że Ojcowie Kościoła mają pewność (racji) na MIARĘ DZISIEJSZYCH CZASÓW. Bo, cóż czy Hus, Galileusz, Bracia Arianie, Luter, Kalwin czy Zwingli byli heretykami? Oczywiście tak, na MIARĘ ÓWCZESNYCH CZASÓW.

HÓLDERLIN /1770-1843/, niemiecki poeta, powiedział:
„Rozumny Bóg nienawidzi niewczesnego rozkwitu”.
Tischner mówi:
„Kiedy podsuniesz piękną prawdę człowiekowi niedojrzałemu, to ją zmarnuje. Trzeba by wpierw dojrzał”.
I właśnie, ci „heretycy” chcieli iść ze światem bardzo szybko do przodu i poszli za szybko. Teraz świat sam poszedł do przodu i już heretykami nie są, na MIARĘ DZISIEJSZYCH CZASÓW. Bo pewność wynikająca z wiary Ojców Kościoła jest INTACTA /nienaruszalna/, ino czasy się zmieniają.

Teraz czas na TOTALITARYZM. I jak ja mam nie kochać Tischnera, gdy czytam jego słowa: „POKUSA TOTALITARNA JEST W GRUNCIE RZECZY POKUSĄ RELIGIJNĄ” i podpiera się KIERKEGAARDEM: „To Kierkegaard mówi, że w IMIĘ RELIGII ZAWIESZASZ MORALNOŚĆ”.

Tischner mówi też o niebezpieczeństwie płynącym z błędnego zrozumienia przesłania Boga. Zaczyna od ofiary Abrahama:

„...Abraham próbował przełożyć wezwanie Boga na język WŁASNEJ WYOBRAŻNI......i usłyszał „DAJ SYNA”.....Tak Abraham usłyszał....Bo co POWIEDZIAŁ PAN BÓG, tego NIE WIEMY... DLACZEGO TAKA MYŚL W OGÓLE W CZŁOWIEKU POWSTAŁA? .......była to pierwsza pokusa religijna”
.
Wprawdzie wg św. Tomasza „nie możesz być pewien co naprawdę Bóg do ciebie powiedział, w gruncie rzeczy pewne jest tylko, że ty tak usłyszałeś, że tak GO zrozumiałeś”; przeto powinieneś poradzić się „MĄDRYCH”,
…..jednakże wg Tischnera:
„.....problem polega na tym, że kiedy masz takie (tj „daj syna”,”zabij sąsiada”, „daj komuś po łbie” –przyp. mój) religijne przeżycie, to już Tomasza nie czytasz. Bierzesz łom i walisz..”.

„A wracając do Abrahama i nie tylko, pokusa złożenia ofiary jest pokusą wszelkiego totalitaryzmu. Bo TOTALITARYZM polega na PODPORZĄDKOWANIU JEDNEJ WARTOŚCI - WSZYSTKIE POZOSTAŁE”

Kolej na CUDY. Zacznijmy poniekąd od końca. Ks. prof. Tischner stwierdza:
„Żaden inny cud (poza Chrystusowymi – przyp. mój) nie jest przedmiotem wiary”.

Nie przeszkadza to, że choćby do beatyfikacji, np JP II, wymagane jest poświadczenie cudu. To jest niuans rytualno - teologiczny, podobnie dyskusyjny jak „objawienia prywatne”. Jedynym istotnym CUDEM był BOŻY DAR tj przekazanie nam swego JEDYNEGO SYNA - SŁOWO, KTÓRE CIAŁEM SIĘ STAŁO.

Pan Bóg stworzył ŚWIAT i powiedział: „TO DOBRE”.
Pan Bóg nie potrzebuje sam siebie poprawiać.
Pan Bóg stworzył człowieka na wzór i podobieństwo swoje.

Z tych trzech stwierdzeń Tischner konkluduje:
„Co się dzieje wtedy, kiedy człowiek zaczyna naśladować ROZUMNEGO BOGA? Sam też chce się stawać absolutnie rozumny, rozsądny, porządny. Angielski purytanizm wywodził się z takiej koncepcji Boga. Wyprowadził z niej ogromnie wysokie, ale zdroworozsądkowe WYMAGANIA ETYCZNE”.

Również protestancki ETOS PRACY jest wynikiem powyższego. Dlatego też ich „wiara...nie potrzebuje cudów. Jest to wiara, która się bez cudu obchodzi, a nawet cud jej przeszkadza”

Na zakończenie parę truizmów wypowiedzianych przez Tischnera w omawianym wywiadzie.
„Pan Bóg kocha nas bezinteresownie. A my? My go kochamy interesownie. I nie
jest wykluczone, że ten interes fałszuje nam obraz Państwa Boga”.
Jest to absolutnie zgodne z moją dewizą, iż modlitwa prosząca jest profanacją.

Dalej mamy cyniczno - ironiczne stwierdzenie: „Bez chrześcijaństwa BOGOBÓJSTWA by nie było”. Jest to poniekąd wyśmianie wiary tej przez małe „w”, tej spłaszczonej, bezrozumnej. Pamiętamy przecież sentencję PASCALA:
„POZNANIE BOGA RODZI PYCHĘ, A POZNANIE CZŁOWIEKA RODZI ROZPACZ”.

Niemożliwe jest poznanie Boga, a cóż dopiero bogobójstwo. Przecież jedyny SYN BOŻY - SŁOWO, inkorporowane w ciało Jezusa nigdy nie umarło i „zostało między nami”.Ale o tym w innych moich wypracowaniach.

Jeszcze cenne o genezie komunizmu. Gdyby Kościół nie był skostniały i „gdyby chrześcijaństwo zdołało rozwiązać sprawy społeczne w XIX wieku to komunizm nie byłby potrzebny”. Przecież dopiero odejście od „opium dla ludu” dawało szansę walki o zmianę stosunków społecznych.

No i kończę najistotniejszą sentencją Tischnera:
„Jeśli ktoś jest niezdolny do tego, aby ufać ludziom, jeśli nie doświadczył nigdy zaufania, to nie zrozumie istoty chrześcijaństwa. Bo Pana Boga należy szukać w ludziach..”

A, jeszcze jedno. Tischner zauważa że minęła moda na ateizm, ostatnim ateistą był
Sartre, a potem powstał egzystencjalizm chrześcijański i zapanowała moda na agnostycyzm. (a to ni pies, ni wydra). AMEN