Friday, 31 October 2014

Józef MACKIEWICZ - "Droga donikąd"

Józef MACKIEWICZ - „Droga donikąd”
Aby uniknąć wątpliwości, jakie mogą wzbudzić moje wstępne uwagi podkreślam jednoznacznie, że mamy do czynienia z WYBITNYM DZIEŁEM.
Mackiewicz, urodzony w 1902 roku, w Petersburgu, wg załączonego kalendarium /str.367/, jako:
„niespełna siedemnastoletni uczeń Vi klasy gimnazjum idzie jako ochotnik na wojnę z bolszewikami..”
A w 1921:
„Mackiewicz rozpoczyna studia przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim, kontynuuje je w Wilnie..”
Już /dzięki Żeligowskiemu/„POLSKIM” Wilnie. Sowiecka okupacja Wilna zaczyna się 15 czerwca 1940 roku, a już w lipcu 1941: /str.369/
„...niemieckie władze okupacyjne proponują Mackiewiczowi redagowanie pisma w języku polskim. Odmawia kategorycznie. W wydawanym przez władze niemieckie po polsku „Gońcu Codziennym” zamieszcza kilka tekstów, m.in. „Moja dyskusja z NKWD” i „Prorok z Popiszek”, które po wojnie wykorzystał w powieści ”DROGA DO NIKĄD”. Publikacje te stały się powodem oskarżeń o kolaborację z hitlerowcami”.
Redaktorzy „Kalendarium” zapomnieli napisać, że za kolaborację dostał wyrok śmierci, a tyłek uratował mu Sergiusz Piasecki, który odmówił wykonania wyroku. Teksty pisane na hitlerowskie zamówienie zieją wzorcową nienawiścią do bolszewizmu. Ale czytajmy dalej „Kalendarium”:
„1944 W maju, aby uniknąć drugiej okupacji sowieckiej, Mackiewiczowie przedostają się do Warszawy.. Jesienią dotarli do Krakowa.. ...18 stycznia 1945 - Armia Czerwona zbliża się do Krakowa, Mackiewiczowie uciekają „Przed wyzwoleniem” na Zachód...”
Z powyższego wynika, że Mackiewicz pod „OKUPACJĄ BOLSZEWICKĄ” przebywał CAŁY ROK. To mało, albo dużo, zależy od punktu widzenia, bo ja przeżyłem 45 LAT. Mackiewicz zaprezentował w pełni swoją obsesję antybolszewicką w książce atakującej Watykan, a szczególnie Jana XXIII pt „W cieniu krzyża”, którą niedawno miałem nieprzyjemność recenzować.
Ale nie w Mackiewiczu, /który bezprzecznie wybitnym pisarzem jest/ tkwi problem, a w recenzjach PEŁNYCH PRYMITYWNYCH FRAZESÓW i rusofobii. Przypominam, w związku z tym, że „infantylne” pojęcie totalitaryzmu spopularyzowała dopiero w latach 50-tych Hannah Arendt, na potrzeby „zimnej wojny”. Użyłem cudzysłowu w określeniu infantylne, gdyż system tyranii, okrutnego zniewolenia i zbrodni przeciw ludzkości należy nazywać po imieniu, podczas, gdy pojęcie totalitaryzmu służyło propagandowemu zrównaniu zbrodni hitlerowskich i bolszewickich. TAKIE ZRÓWNANIE POMNIEJSZA ZBRODNICZOŚĆ KAŻDEGO Z TYCH SYSTEMÓW.
Po tych, wg mnie istotnych, uwagach przechodzę do książki, której pierwsze strony wzbudziły mój niepokój wskutek np spostrzeżenia: /str.15/
„...że bolszewizm powstał nie z walki z Bogiem, a z walki z człowiekiem, z jego przyrodzonym prawem do wolnego życia”
czy też absurdalnego wywodu o różnicach między narodem rosyjskim a sowieckim: /str.84/
„Naród rosyjski kochał stepy i lasy, a sowiecki – kominy fabryczne. Naród rosyjski ciągle buntował się przeciw kajdanom, a sowiecki nie tylko się nie buntuje, on je liże! Tak zwana „dusza rosyjska” - to była dusza buntu; dusza sowiecka - to dusza psiej uległości...”.
Naród rosyjski nie mógł kochać kominów fabrycznych, bo ich nie było; paradoksem była rewolucja proletariacka w kraju bez proletariatu, dzięki której nastąpił przeskok z feudalizmu do komunizmu. Z tą rosyjską duszą buntu też coś nie tak, bo skąd, by się wzięło odwieczne określenie „rosyjski rab”? Od dzieciństwa słyszałem, że Rosjanie to naród rabów /niewolników/. Zresztą sam Mackiewicz pisze: /str.115/
„Rosyjska dusza” - mówiono - „azjatyckie rabstwo”.
Przesada też z naszym „krwawym Felkiem”: /str.85/
„..gdyby go raz powieszono, uratowałoby się życie milionów ludzi, których on zgładził póżniej...”
To „system” mordował, a ludzi niezastąpionych, /w tym Dzierżyńskiego/ nie ma. Czas już na pozytywy, a wśród ich najistotniejsza wydaje się ocena bolszewizmu. Mackiewicz szydzi z Zachodu, ktory nie docenia tej siły: /str.116/
Dziś mówią, że „bolszewizm nie jest taki straszny, jak go malują”, albo nie wierzą, i sceptycznie tylko pokiwają głowami: „Ach, ten Wschód!.. My, Anglicy, my Francuzi, Niemcy, Włosi, my ulepieni jestesmy z innej gliny, my byśmy się nie dali!”. „My nigdy NIE UPADNIEMY TAK NISKO! My mamy swoją kulturę zachodnią, która..”. I tak dookoła Wojtek. Niestety kłamstwem można pacjenta uspokoić, ale nigdy uleczyć ani uchronić go przed zarazą. Zresztą, bo ja wiem, czy słusznie upieram się przy tym jednym terminie: „zaraza”, na określenie tego PSYCHICZNEGO PARALIŻU..”. /podk.moje/
Bo siła bolszewizmu tkwi, nie w armatach, a w propagandzie. Bo kłamstwa głoszone przez system można zdemaskować.../str.107/
„..póki istnieje możliwość wytknięcia tego kłamstwa palcem. Z chwilą jednak, gdy palec zostanie sparaliżowany, wszystko staje się do pomyślenia... ..miliony muszą słuchać podobnych rzeczy /tj propagandowych łgarstw - przyp.mój/, muszą. W głowie zaczyna się kręcić. Jakaż może być dyskusja, gdy wszystko postawione jest właśnie do góry nogami. Słowa mają tu znaczenie odwrotne albo nie mają żadnego. ODBIERZ LUDZIOM PIERWOTNY SENS SŁÓW, A OTRZYMASZ WŁAŚNIE TEN STOPIEŃ PARALIŻU PSYCHICZNEGO, którego dziś jesteśmy świadkami. To jest w swej prostocie tak genialne, jak to zrobił Pan Bóg, gdy chciał SPARALIŻOWAĆ AKCJĘ ZBUNTOWANYCH LUDZI, budujących wieżę Babel: pomieszał im języki”. /podk.moje/
Niebezpieczenstwo szerzenia się idei bolszewickich jest przeogromne, bo /str.111/
„Cala ich siła oparta jest wyłącznie na OPEROWANIU PSYCHIKĄ LUDZKĄ”. /podk.moje/
Część ludzi, jak Cezary Baryka, ulega propagandzie, a inna, jeszcze znaczniejsza część przystępuje do systemu oportunistycznie czy koniunkturalnie. Znamy to choćby z miłoszowskiego „Zniewolonego umysłu”. Każda z tych dróg prowadzi, w imię wyższych lub niższych celów, do donosicielstwa. Donosił Pawka Morozow, prześcigali się w donoszeniu na siebie Lejzorek Rojtszwaniec i tow. Pukie, a bohaterowie „Cmentarzy” Hłaski każą dzieciakowi śpiewać „Międzynarodówkę” w obawie przed donosami sąsiadów, gdy słuchają zakazanej „Wolnej Europy”. Tak i u Mackiewicza prawie wszyscy donoszą, co skutkuje wszechwładnym strachem przed donosami. I tu leży sedno sprawy.
Bo nie jest to książka o bolszewizmie czy jakimś tam totalitaryzmie, a o KONDYCJI LUDZKIEJ. Przecież „ruskie” dopiero co weszli, a ludzie natychmiast się zeszmacili. Upadł stary król, niech żyje nowy!! A, że są prześladowania, to przecież: /str.211/
„Przez tysiące lat przywykliśmy nie krytykować spraw wiary świętej, a teraz przywykamy nie krytykować wiary bolszewickiej. Mówię panu, to kwestia przyzwyczajenia... ..Dlatego i potrzebne są z początku GPU i NKWD, jak kiedyś potrzebna była inkwizycja...”.
Porównań „nowej religii” z chrześcijańską jest więcej. Spójrzmy na poniższy wywód: /str.210/
„Pan na przykład wiesz, może nawet z własnego doświadczenia, że słowa Ewangelii: „Proście, a będzie wam dano”, to nieprawda.. ..A czy przyjdzie panu do głowy wystąpić publicznie i wołać wielkim głosem: „Słuchajcie! To nieprawda!”. Dlaczego do pana nikt o to nie ma pretensji, ani pan sam do siebie?...”
I dalej o ewentualnej krytyce bolszewizmu:
„ ...Pan może powie, że gdybym ja wystąpił, toby mnie w ustroju sowieckim nikt ze strachu nie podtrzymal, a przeciwnie, wszyscy z tych milionów, którzy wiedzą, że to ja mam rację, jeszcze by mnie zakrzyczeli, potępili i podeptali? Słusznie. Ale czy tak samo, nie potępiłyby pana miliony chrześcijan, gdyby pan zechciał zaprzeczać Ewangelii.. ?”
Mackiewicz przytacza też popularny argument za „urawniłowką”, że dzięki niej: /str.136/
„...krzywda, ona w oczy nie kole nikomu”.
Pozostaje jeszcze wspomnieć o głównym bohaterze, Pawle. Nie podejnuje kolaboracji dzięki wsparciu żony, a sam moralnością nie grzeszy. I dobrze, bo wyidealizowany, byłby niewiarogodny