Saturday, 4 October 2014

Waldemar ŁYSIAK - "Życie erotyczne księcia Józefa"

Waldemar ŁYSIAK - „Życie erotyczne księcia Józefa”
Mój młodszy kolega szkolny /Szkoła nr 35 im Bolesława Prusa na Saskiej Kępie/ Waldemar Łysiak /ur.1944/ napoleonistą był, jest i będzie, a w ogóle to inteligentem. Wiem również, że kolekcjonował exlibrisy. Nie czytuję jego książek zaangażowanych politycznie i żałuję, że odszedł od swojego powołania tj spraw architektury, historii i kultury. Z przyjemnością zauważyłem w bibliotece pięknie wydane jego dzieło poświęcone księciu Pepi i natychmiast zacząłem je przeglądać.
Dostaliśmy piekną, arcyciekawą, apologizującą opowieść służącą umocnieniu naszego patriotyzmu i podtrzymaniu dumy z naszych bohaterów narodowych. „Dobra robota”, a że postać Księcia trochę wyidealizowana, to „finis sanctificat media” /„cel uświęca środki”/ i wszelka licentia poetica jest uzasadniona.
Łysiak imponuje rzetelnością, gdy cytuje ocenę Chwalby: /str.74 i nast./
„Historyk Andrzej Chwalba, tłumacząc logikę złożenia „Pepiego” na Wawelu, uzasadnił też nimb księcia jako „herosa narodowego, czyli sensowność legendy: „-Książę Poniatowski doskonale się do tej roli nadawał. Był dzielny, miał zasługi i w dodatku pięknie poległ. Wszystko mieściło się w konwencji rodzącego się romantyzmu europejskiego”.
Dalej, ciągnąc myśl, Łysiak pisze:
/Pepi/ „..żył bowiem w Rokoku /jako młodzieniaszek/, w Neoklasycyzmie /jako dojrzały mężczyzna/ i w zaawansowanym Preromantyzmie /u schyłku swych dni/. Bohaterem Rokoka był kobieciarz-fircyk typu wicehrabiego de Valmont z bestsellerowych wówczas „Niebezpiecznych związków” Choderlos de Laclosa - i „Pepi” w ostatnich dwóch dekadach XVIII wieku przywdziewał takie emplois bardzo chętnie.. Bohaterem Neoklasycyzmu był heros antyczny, z mitologii /Achilles czy Patrokles/ lub z Rzymu starożytnego /np. Germanik/ - i „Pepi” w Księstwie Warszawskim grał taką rolę bez błędu... ..Wreszcie Preromantyzm upijał się herosami typu szekspirowsko-byronowskiego, więc tutaj również „Pepi” pasuje idealnie, przez swoją krakowską noc 1813 roku, gdy gnębiony żądaniami magnaterii, by nie dotrzymać słowa Bonapartemu, był bardzo bliski samobójstwa,... i przez swój zgon”.
Dalszej części, obyczajowo-rozrywkowej, podanej przez autora w sposób dowcipny i kulturalny, nie sposób recenzować, tak ze względu na obfitość anegdot, jak i delikatność materii, przeto zapraszam do lektury i podziwiania olbrzymiej ilości wspaniałych ilustracji, które wzbogacają dzieło niezrównanego napoleonisty Waldemara Łysiaka.