Sunday, 12 October 2014

Andrzej SZCZEKLIK - "Słuch absolutny"

Andrzej SZCZEKLIK - “Such absolutny”
Rozmowa z Jerzym ILLGIEM

Biografia wybitnego humanisty in statu nascendi podczas rozmowy dwóch przyjaciół. Nie mnie osądzać, czy na mądre i szlachetne decyzje życiowe Profesora wpływ miały geny czy też cechy nabyte tj odpowiednie wychowanie, oddaję więc głos zainteresowanemu:/str.35/
„Moi koledzy mieli straszne rozterki: zostać, nie zostać. Ja - nie dlatego, żebym był cokolwiek lepszy, w tym względzie byłem po prostu inny - WIEDZIAŁEM JEDNO: ŻE JEŚLIBYM NIE WRÓCIŁ DO POLSKI, TO MÓJ TATO BY MNIE PO PROSTU WYKLĄŁ, nigdy więcej by się do mnie nie odezwał.... ..Nic takiego nie mówił, ja po prostu wiedziałem..”. /podk.moje/
O zaangażowaniu w „Solidarność”: /str.35-6/
„...nikt ze mną nie rozmawiał, nie namawiał, nie przekonywał. Myśle, że był to olbrzymi WPŁYW DOMU, bezpośrednio RODZICÓW, tego, co by się ogólnie nazwało WYCHOWANIEM, czymś, co wsiąkło w człowieka przez skórę. KODEKS WARTOŚCI...” /Podk.moje/
I na str.121:
„...nie przeżywałem takich rozterek - z bardzo prostego powodu: byłem inaczej uformowany przez dom. Wspomniałem już o tym: mój stary nigdy w życiu by mi nie odpuścił, gdybym ja nie wrócił. To byłoby na granicy... nie wiem.. APOSTAZJI, ZDRADY ? JAKBYM ZABIŁ MATKĘ RODZONĄ... Ojciec nienawidził tego systemu, ale nigdy nie wybaczyłby mi, gdybym opuścił Polskę..”. /podk.moje/
Przyszły Profesor uczył się w dzieciństwie 3 języków, gry na fortepianie, na studia poszedł nie mając 16 lat, a habilitację obronił w wieku 29 lat. To ku pamięci głosicieli teorii o zabieraniu szczęśliwego dzieciństwa przez posyłanie sześciolatków do szkół. Znam to z autopsji bo sam poszedłem do szkoły jako sześciolatek, na studia jako siedemnastolatek ,jak większość kolegów, a na studiach prymuską była Aldonka, która je zaczęła jako szesnastolatka.
Bardzo mnie się podobało odkrycie przez Profesora wartości twórczości Coetzee, bo odzwierciadlało moje własne doświadczenie w tej materii: /str.48/
„...’Hańbę’ Znak wydał, jeszcze zanim on dostał Nagrodę Nobla. Już wtedy tak strasznie mi się podobał, że zacząłem czytać wszystko, co napisał..”.
Profesor wspaniale relacjonuje PRL-owską przeszłość, a w tym stosunki w miejscach pracy do bezpartyjnych. Gdy Profesor został zastępcą dyrektora Instytutu Interny do spraw naukowych, usłyszał pewnego dnia od sekretarza POP: /str.165/
„No, drogi Andrzeju, teraz już czas, żebyś wyszedł, bo musimy tu porozmawiać o poważnych sprawach”
Pamiętam jak podobne słowa usłyszał dyrektor d/s naukowych TZF”Polfa”, tylko, że miał na imię Edward. W dalszej rozmowie panowie poruszają szereg problemów etycznych, jak wiarę w szamanów, kwestie hodowli komórek macierzystych, klonowania etc oraz wspomniaja ostatnie dni Miłosza, ks. Tischnera i in. Lektura pasjonująca, którą gorąco polecam, a na zakończenie przytaczam za prof. Szczeklikiem anegdotę związaną z ks.Tischnerem: /str255/
„Jozek..spytał dzieci, takich pięcio-, sześciolatków: „Jak myślicie, co się Panu Bogu najlepiej udało?”. A taka śliczna, malutka dziewczynka, jasnowłosa, niebieskie oczy, wyrywa się, podnosi rękę i mówi: „Ja”. Genialne. Ale to trzeba było jego sposobu prowadzenia tych lekcji”.
Rozmowa została niedokończona, bo prof Andrzej Szczeklik /1938-2012/ nagle zmarł.....Szkoda!