Sunday, 5 October 2014

Andrzej STASIUK - "Bóg z radia"

Andrzej STASIUK - “Bóg z radia”
/umieszczone na stronie „Wiersze miłosne i nie”, stąd poniższe przeprosiny/
Przepraszam Państwa za oszustwo, ale widząc brak opinii na tej stronie, postanowiłem przedstawić Państwu parę wiadomości o Stasiuku oraz recenzję z rewelacyjnego opowiadania, o ile wiem, drukowanego tylko w „Tygodniku Powszechnym” nr 47 /3254/, z 20.XI.2011 r, dostępnego pod adresem „bog w radio stasiuk” bądż „stasiuk tygodnik”.
Pierwszą wzmiankę o nim znajduję w swoich notatkach pod datą 11.08.2007 r.: „W Tyg. Powsz. bardzo ładny list pożegnalny Andrzeja STASIUKA i Moniki SZNAJDERMAN po samobójczej śmierci Mirosława NAHACZA /1984-2007/, Łemka, autora książek pt „Osiem cztery”, „Bombel”, „Bocian i Lola”. Przy okazji: proza Stasiuka bardzo mnie się podoba”. Zgodnie z moją metodologią pisania, wyjasniam, że ŁEMKOWIE to naród zamieszkujący pierwotnie Beskid Wschodni, czytaj Bieszczady, UNICESTWIONY skutecznie przez Polaków w ramach akcji „WISŁA”, którego resztki przesiedlono na „Ziemie Zachodnie”; przedstawicielem tej grupy etnicznej był malarz „prymitywista” NIKIFOR.
STASIUK /ur.1960/, wraz z żoną Moniką Sznajderman /Wyd.Czarne/, mieszka w Beskidzie Niskim /graniczącym na wsch. z Bieszczadami/, w WOŁOWCU, pod Gorlicami. Stąd też znajomość z Nahaczem, jak i miejscową historią. STASIUK pisze: „Dziś Wołowiec ma 15 domów, połowa z nich właśnie co powstała..... Kiedyś było domów 137: do akcji „Wisła”... do tego szaleństwa... Zaraz obok są pegeery... Wznosili obory z materiału z rozbieranych cerkwi...”. Żeby zdążyć zapoznać mego czytelnika z poglądami autora, nim zostanie przez kato-Polaków spalony na stosie, szybko przedstawiam największy „problem” ludu polskiego w ujęciu STASIUKA:
„Pod koniec wojny UDRĘCZONY POLSKI LUD, w chałupach krytych słomą, z dzieciakami po siedem, osiem w każdej chałupie, z jednym prosięciem.... miał kim GARDZIĆ; bo byli RUSCY. Wyklęty człowiek miał kogoś gorszego od siebie. Gdy zaczynają się opowieści o NIEMCACH, to zupełnie coś innego. Jacy przystojni, jakie mundury mieli piękne, cholewy wybłyszczone.... I CO ZROBISZ Z TĄ POTOCZNĄ POLSKĄ ŚWIADOMOŚCIĄ?..... jest to problem POLSKIEJ TOŻSAMOŚCI, ta NIEUKOJONA TĘSKNOTA ZA ZACHODEM, NIEODWZAJEMNIONA MIŁOŚĆ”.
STASIUK słusznie zauważa, że do Polski: .....”z Zachodu przyjeżdża ludzi bardzo mało, nie czują jakoś potrzeby oddychania naszym powietrzem...”. My zaś jeżdzimy, by zaczerpnąć tamtego powietrza, by się nim zachłysnąć, a potem wrócić i żyć z jeszcze większymi kompleksami. Na Zachód również „wybrał się HERBERT by napisać KOSZMARNĄ, ZAKOMPLEKSIONĄ książkę...” /chodzi tu o „Barbarzyńcę w ogrodzie”/.
Karierę pisarską zaczął od „Mojej Europy. Dwa eseje o Europie Środkowej” napisanej wspólnie z Jurijem ANDRUCHOWYCZEM. Póżniej był Jeep i niezliczone podróże, po Bałkanach, Albanii, oczywiście Polsce i wreszcie Wschodzie Europy, dalej, dalej aż po Mongolię. Wyspecjalizował się w krotkich opowiadaniach, ktore łączy głęboki humanizm. Był laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich /1995/, oraz „NIKE” /2005 za „Jadąc do Babadag”/. Pamiętam jego „Opowiadania galicyjskie”, zbiór „Przez Rzekę” oraz „Dziennik pisany póżniej”. I właśnie w tej chwili skończyłem ponowną lekturę opowiadań „Przez Rzekę”. Świetne, wspomnieniowe, wiernie odtwarzające realia życia w PRL-u, a w tym nieustannie spożywany alkohol. Co ciekawsze, stosunkowo młody Stasiuk bije na głowę modnego /pseudo/pisarza PILCHA w oddawaniu realizmu tamtych czasów. Lecz czemu ponownie sięgnąłem po te opowiadania, które, owszem, są dobre lecz ani lepsze, ani gorsze od pisanych przez Marka Nowakowskiego czy Irka Iredyńskiego? Otóż, leżąc w ośrodku rehabilitacyjnym przeczytałem świetne jego opowiadanie w TP nr.47 pt „Bóg z radia”, które zainspirowało mnie do skreślenia paru słów o autorze. Aby było ciekawiej i pełniej udałem się do biblioteki, gdzie niestety nic poza wspomnianymi opowiadaniami „Przez rzekę” nic nie znalazłem. Toteż piszę niniejsze będąc fizycznie ograniczony i przeto przechodzę do cytatów z bulwersującego opowiadania. Autor, jadąc przez Polskę w Wielki Piątek obserwuje otwarte kościoły, a w nich pobożnych Polskich katolików, co komentuje:
„Czuwają u zwłok Żyda. Zabitego przez naród niewierny. Od wieków przychodzą o tej porze, lamentują i oskarżają. Nic nie rozumieją. Ani księża, ani stare kobiety. Zamiast oskarżać, powinni dziękować, że ktoś to zrobił za nich. Że ktoś Go zabił za nich. Inaczej sami by przecież musieli, żeby SIĘ WYKONAŁO. Dwa tysiące lat obłudy...”
STASIUK nie odpuszcza, prowokuje dalej, a może po prostu jest pewien, że „rydzykowe” po katolicki Tygodnik Powszechny nie sięgną, bo to nie ich katolicyzm:
„Ale im się udało... Żydzi zrobili za nich wszystko. Od początku do samego końca. A ci stali z rozdziawionymi gębami i nic nie mogli pojąć. Nie mogli pojąć, że ktoś ich wyręczył, bo byli zbyt tchórzliwi, zbyt obłudni, zbyt dziecinni, by zrobić sobie prawdziwego Boga. Przyszli na gotowe i potem już nigdy nie mogli tego wybaczyć”.
Wątek „swojego” Boga to przede wszystkim Dostojewski /p. esej „Dostojewski/, jak i JANION /p. esej „Niesamowita Słowiańszczyzna/. Stasiuk jest chyba pod ich wpływem:
„...muszą opłakiwać Żyda z gipsu, z plastiku, a przecież powinni jakiegoś porządnego Boga, polskiego z krwi i kości, z naszego mięsa”.
Do izolacji, do zamknięcia się kato-Polaków w oblężonej twierdzy prowadzi ks. Rydzyk:
„...szef ze swoją mową, z tym kleistym językiem, który ledwo się obraca, ledwo brnie, lecz kala wszystko, czego dotknie. W tej jątrzącej bajdule, w tej cykorowatonapastliwej ględzie, w tej pleciudze pomówień, w tym faryzejskim postękiwaniu, w tym posapywaniu fałszerskim nie ma nikogo żywego. Są tylko „ONI” i „MY”. I ani żywej duszy. Jakby żaden Bóg nie wcielił się w człowieka, tylko miał zjawiać się na zawołanie, by pognębić „onych” oraz „mych” wywyższyć”.
Kończy STASIUK inwokacją, którą przybija wyrok śmierci dla siebie z ręki „rydzykowego” plemienia:
„Panie, wiem, że jesteś zajęty,,,, ale uważam, że powinieneś rozpędzić mój naród na cztery wiatry. Powinieneś przepędzić ten naród od siebie jak tych przekupniów ze świątyni. Na jakąś pustynię ich wygnać, żeby się tułali jak Żydzi. Żeby im się nie wydawało, że mają do Ciebie jakiś grupowy dostęp, że ich będziesz grupowo rozpatrywał i liczył im te wszystkie plemienne zasługi, które oni sobie wyobrażają, zapisują i potem w nie wierzą. Że to są zasługi przed Tobą. Panie, ja bym ich na Twoim miejscu rozgonił po całym świecie jak naród Izraela i dopiero by się okazało, ile są warci.... Jakby nie mieli żadnego Ruska, Niemca ani Żyda na usprawiedliwienie...... Dopiero by było wiadomo, czy oni wierzą, czy tylko robią narodowy interes.”
Jeszcze dodaje osobiste życzenie dla kato-Polaków: „...żeby nie musieli.... wysyłać przekazów z ostatnim groszem dla zbójeckich jaskiń w eterze”. Tak, lubię Stasiuka, a zakończę smutnym dowcipem też przeczytanym u niego: „Dlaczego Matka Boska taka zasmucona? - - Bo JĄ zrobili Królową tego burdelu”.