Friday, 3 October 2014

Yann MARTEL - "Ja"

Yann MARTEL - “Ja”
Martel /ur.1963/ jest autorem popularnej książki pt „Życie Pi”, nagrodzonej „the Man Booker Prize” w 2002 r., /której nie miałem okazji przeczytać/. SZEŚĆ LAT wcześniej popełnił omawianą książkę. Przypomnijmy jeszcze, że akcja Michała Świgonia „Polećmy książkę premierowi” w 2011 roku, wzorowana była na happeningu Martela, który przesłał 100 książek premierowi Kanady – Harperowi. /o czym podaje wikipedia anglojęzyczna, ale polska już nie/
Wyeksponowałem „6 lat”, w celu podkreślenia FATALNEGO BŁĘDU, jaki popełniają liczni leniwi /bo wystarczy sprawdzić w wikipedii/ recenzenci /np Justyna Sobolewska, Magda Głaz/ omawiając książkę jako NASTĘPUJACĄ po laureatce. Sugerują się kolejnością wydań polskich. Po takim sukcesie ta książka to byłaby kompletna klapa. Inaczej jednak będziemy ją traktować, gdy uwzględnimy wspomniane SZEŚĆ LAT i na tej podstawie spojrzymy na nią jako SZCZEBEL DRABINY, po której Martel wspinał się do sukcesu.
Książka zaczyna się ciekawie, autor stara się być dowcipny wspominając swoje dzieciństwo. Idylla zaczyna się psuć na 38-41 str., gdy Martel serwuje nam opisy torturowania zwierząt. Jest to chore. Nie tyle sam fakt przypalania mrówek czy cięcia na kawałki ślimaka, bo okrucieństwo dzieci często przekracza wyobrażnię dorosłych, lecz szczegółowe pisanie o tym. Coraz nudniejszą akcję pisarz usiłuje uatrakcyjnić zakopywaniem w ziemi żywych ryb /str.54/. Ale to tylko margines. Celem Martela jest epatować czytelnika swoimi fantazjami seksualnymi. Ja ograniczam sie do wzmianki o onanizmie /str.74/ i wąchaniu zakrwawionego tamponu menstruacyjnego /str.79/. Resztę znajdziecie Państwo w innych recenzjach, bo to lektura NIE DLA MNIE, gdyż czytam bądż dla przyjemności, bądż dla rozrywki, bądż dla poszerzenia zasobu wiedzy, możliwe też różne kombinacje, bo np książka może być jednocześnie i przyjemna, i pobudzająca do śmiechu, i przynosząca cenne informacje, lecz tu nic z tego, jedynie, delikatnie mówiąc, NIESMAK
Z ciekawości, gdy będę miał okazję, zajrzę do „Życia Pi” , bo 6 lat w życiu pisarza może przynieść poważne zmiany.