Wednesday, 15 October 2014

Patrick SUSKIND /umlaut/ - "Kontrabasista i inne utwory"

Patrick SUSKIND /umlaut/ - “Kontrabasista i inne utwory”
Suskind /umlaut/ /ur.1949/ znany jest jako autor „Pachnidła”/1985/, a w tym zbiorku umieszczono: „Trzy historie i jedno rozważanie” z 1996 r., wczesnego „Kontrabasistę” z 1981 r,, którego w Polsce rozsławił Jerzy STUHR oraz „Gołębia” z 1987 r. Poza tym niewiele wiemy o autorze, który unika wywiadów i nie przyjmuje przyznanych nagród.
Proszę zwrócić uwagę na daty powstawania poszczególnych utworów, bo poznawanie ich w porządku chronologicznym pozwoli Państwu na docenienie pisarskiego rozwoju autora. Tak więc, po „Kontrabasiście” , było „Pachnidło”, dalej apogeum „Gołąb” i po 9 latach wg mnie najmniej udane „Trzy historie...”. W myśl powyższego radzę przyszłym czytelnikom zacząć lekturę tego zbiorku od „Kontrabasisty”, a wydumane „Trzy historie..” zostawić sobie na /niekonieczny/ koniec.
Zażartujmy sobie, że Suskind napisał „Kontrabasistę”, po wysłuchaniu piosenki Wojtka Młynarskiego pt „Jesteśmy na wczasach”, w której zakochany kontrabasista kochał się w „pani Krysi, co królowała na parkietach nie od dzisiaj”, miał piękny sen, po którym następowało nieuchronne przebudzenie. U Suskinda NIEMOŻNOŚĆ wydostania się ze status quo, z obsesyjnego związku z instrumentem, czy też uniesienia się ponad, pogłębia straceńcza apoteoza kontrabasu, choć bohater jest świadom podłoża psychologicznego: /str.87/
„Nie, nikt z pewnością kontrabasistą się nie rodzi. Do kontrabasu dochodzi się okrężną drogą, przez przypadek i rozczarowanie. U nas, w orkiestrze państwowej, jest ośmiu kontrabasistów i każdy z nas dostał od życia w kość, i każdy z nas ma to jeszcze dzisiaj wypisane na twarzy...”.
Czyli, kontrabasista to permanentny LOSER. Oczywiście kontrabasem może być cokolwiek, bo problem polega na poczuciu przegranej i zamknięciu się w swoim małym intymnym światku. Tak musi być, co potwierdzają ostatnie słowa monologu:
„...Idę teraz do opery i będę krzyczał. JEŻELI SIĘ ODWAŻĘ..” /podk.moje/
Ale on się nie odważy.
W „Gołębiu” samotnik Jonathan lokuje „swój intymny mały świat” w pokoju nr 24, który: /str.131/
„...zasadniczą swą własciwość zachował bez zmian przez trzydzieści lat: był i pozostał BEZPIECZNĄ WYSPĄ Jonathana na tym NIEBEZPIECZNYM ŚWIECIE, pozostał jego mocnym oparciem, jego azylem, jego ukochaną, tak - ukochaną, ponieważ mała izdebka przyjmowała go czule, kiedy wieczorem wracał do domu, dawała mu ciepło i ochronę, krzepiła na ciele i na duchu, była do jego dyspozycji, ilekroć jej potrzebował, i nigdy go nie opuściła. Tak, jedynie ona okazała się w jego życiu czymś niezawodnym...”.
Ma tak ustabilizowany tryb życia, ze nawet dyskomfort korzystania ze wspólnego wychodka dał mu się tylko raz we znaki 25 lat temu. Aż nagle pewnego dnia przed drzwiami pojawia się gołąb, którego obecność, sama przez się, burzy kruchy ład Jonathana, inicjuje szereg incydentów, które doprowadzają go dramatycznego stwierdzenia: /str.202/
„Ja przecież bez innych ludzi nie mogę żyć !”.
„Trzy historie i jedno rozważanie” pozostawiam bez recenzji, lecz zauważę, że nie zrozumiałem przesłania „utraty pamięci w nauce /lekturach/”, jako, że nie czytam książek, by zapamiętać tytuł, autora czy też z której coś wartościowego pochodzi, lecz w celu wzbogacenia własnej osobowości.