Friday, 21 November 2014

Zbigniew HERBERT - "Herbert nieznany. Rozmowy"

Zbigniew HERBERT - “Herbert nieznany. Rozmowy”
W notce wydawcy - Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2008 - czytamy: /str.272/
„Wywiady zebrał, opracował do druku, przepisał i opatrzył notami Henryk Citko przy redakcyjnej współpracy Barbary Toruńczyk i Doroty Jovanki Cirlic, która skolacjonowała je z pierwodrukami”.
I chwała im za to, bo dostaliśmy Herberta sympatycznego/!/, błyskotliwego, inteligentnego, ironicznego, i wykazującego olbrzymi zasób wiedzy. Niemniej NIL NOVI SUB SOLE.
Pierwsza część to wywiady z samym sobą. Ta konwencja bardzo mnie się spodobała, bo któż inny mógłby sformułować trafniejsze pytania. Pamietajmy bowiem, że nie ma głupich odpowiedzi; są tylko głupie pytania. Moje prywatne życie /wnuczka po ukończeniu University of Toronto uczy angielskiego w Barcelonie i zachłystuje się Europą, po raz pierwszy widzianą/ wpływa na zachwyt nad trafną odpowiedzią Herberta na pytanie samemu sobie postawione: /str.11-12/
„- Uważa pan zatem, że istnieje zasadnicza różnica między cywilizacją europejską a amerykańską?
- To jest tak oczywiste, jak różnica między sekwoją a brzozą, Zatoką Neapolitańską a zatoką San Francisco, ale to już jest przecież banał.. Więc wracam do sprawy różnic umysłowości... ..Wiekszość moich studentów miała wyobrażnię ahistoryczną. Wszystko, co przeszłe, zatopione było w jakiejś mglistej atmosferze obcości, nieprzydatnosci, dziwactwa... Dalej, brnąc w różnicach, zauważyłem tutaj - i jest to, jak mi się zdaje, nie sprawa gustów literackich, ale refleks postawy ogólnej - coś, co bym określił jako skłonność, upodobanie do takich wytworów kultury, które można ogólnie określić nazwą „realistyczne” czy „naturalistyczne”. Na przykład, dla większości moich studentów bardziej interesujący był dramat społeczny Ibsena czy naturalistyczny Gorki i Hauptmann niż, powiedzmy przykładowo, póżny Strindberg, symbolista Maeterlinck czy teatr absurdu. W ustach moich studentów określenia „realistyczny”, „taki jak w życiu” były synonimem słowa „dobry”. Ich TRZEŻWY PRAGMATYZM wzdragał się przeciw wszelkiemu filozoficznemu rozszczepianiu włosa na czworo, wielości rzeczywistosci i metafizycznym dreszczom...” /podk.moje/
Pozwoliłem sobie na długi cytat, którego sedno Wojtek Młynarski określilby jednym wyrażeniem „nie przyswaja”. Student amerykański pewnych rzeczy „nie przyswaja”, bo: /str.13/
„Przeciętny student interesował się głównie notami, starał się przebrnąć przez egzaminy i otrzymać od wszechwładnego komputera parę dodatkowych cyfr, które pracowicie sumowane pozwolą mu ukończyć możliwie szybko studia i dostać względnie dobrą posadę..”
Dodajmy: i zacząć spłacać ok 50 tys $ pożyczkę zaciągnietą na swoje studia. Na myślenie nie ma czasu...
Poświęciłem dużo miejsca powyższemu tematowi, bo i tak o wszystkich „mądrościach” wypowiadanych przez Herberta nie jestem w stanie nawet wspomnieć. Lepiej więc omówić sensownie jeden temat, niz pobieżnie wiele.
W części tej rozmawia też sam z sobą na temat „intelektualizmu poezji współczesnej”, która, jak dla mnie, stając się „intelektualną”, przestała być zrozumiałą.
Zauważam też skromność Herberta, który wielokrotnie /tu – str.29/ wspomina:
„..mojego mistrza profesora Elzenberga..”.
Druga, największa część - „Rozmowy ze Zbigniewem Herbertem” jest tak bogata, że wymyka się opiniowaniu. Pozostaje mnie jeno podzielić się z Państwem perełkami, które wychwyciłem. I tak o moralności: /str.40/
„...odczuwam dotkliwie brak tablic wartości we współczesnym świecie...”
Bartoszewski by mówił o granicach przyzwoitości. W rozmowie z Haliną Murza-Stankiewicz, poeta stara się samookreślić: /str.54/
„...jestem kimś, kto stara się w swoich utworach stosować logiczną właściwość określoną jako „semantyczna przezroczystość” - jest to termin zapożyczony z estetyki Husserlowskiej. Owa „semantyczna przezroczystość” to właściwość znaku polegająca na tym, że w trakcie używania go uwaga jest skierowana na przedmiot oznaczony, a sam znak nie zatrzymuje na sobie uwagi. Poprzez słowa chcę wyrazić rzeczywistość. Słowa powinny być szybą...”.
„Piknie goda”, bo poeta, a że ja nie wiem o co biega, tom kiep. Ale opinię o nauczaniu miłości do poezji w szkołach rozumiem: /str.70/
„..ostatnio przeglądałem zeszyt mojej siostrzenicy, i to mnie przeraziło. Wszyscy omawiani poeci walczyli o pokój, braterstwo między narodami, kochali swoją ojczyznę, natomiast trudno dowiedzieć się z tych „analiz”, dlaczego pisali wiersze, a nie artykuły do gazet..”.
Ja też nie wiem, może sensowny artykuł przekraczał ich możliwości ? Herbert wyraża też zdziwienie z powodu nazwania go w podręczniku szkolnym „poetą refleksyjno-intelektualnym”:
„Nie bardzo rozumiem to określenie. Przecież każdy człowiek powinien posługiwać sie swoim intelektem, jak naqjlepiej potrafi, a poezja jest takze refleksja o życiu, a zatem kazda poezja jest refleksyjno-intelektualna. Chciałbym, żeby kiedys autor podręcznika wyjasnił mi, CO MIAŁ NA MYŚLI ?”. /podk.moje/
Tym FUNDAMENTALNYM pytaniem w materii poezji kończę opinię, by nie przekroczyć przyjętych limitów w „lubimy czytać”