Tuesday, 4 November 2014

Doris LESSING - "Lato przed zmierzchem"

Doris LESSING - “Lato przed zmierzchem”
Książka KOMPROMITUJĄCA AUTORKĘ, którą, jak widać po moich ocenach /10 za „Opowieści afrykańskie”, dwa razy 8 za „Mężczyznę i dwie kobiety” oraz za „Piąte dziecko”/, lubię i cenię. Nieudane jest wszystko, a krytykę zacznę od wątku fabularnego.
Zapędy feministyczne pchają Lessing w kierunku rozpatrywania opcji zapełnienia pustki w życiu kobiet, jaka je ponoć ogarnia po odchowaniu dzieci. Temat ten poruszała już m.in. w 1963 r, w niezłym opowiadaniu pt „Pokój nr 19”, wchodzącym w skład zbioru „Mężczyzna i dwie kobiety”. Tym razem wymyśliła historię niewiarygodną. 45-letnia, angielska matka czworga dzieci, typowa „kura domowa”, z dnia na dzień, zostaje tłumaczką kabinową z portugalskiego na angielski, francuski i niemiecki, bo ponad 25 lat temu przez rok rozmawiała z dziadkiem w portugalskiej kolonii w Afryce, prawdopodobnie Zambezi /Mozambik/ i stąd zapamiętała portugalski. Po miesiącu awansuje na główną hostessę i organizuje konferencję w Konstantynopolu. Tu uprawia seks z przypadkowo poznanym podstarzałym /32/ hippisem i rzuca wszystko, i dom, i pracę, by jechać z nim do Hiszpanii. Skromne zasoby finansowe kochanka się kończą, więc, po wielu przygodach zostawia go chorego, bez grosza u zakonnic, a ona wraca do Anglii. Co za wredny z niej babsztyl niech świadczy to, że wolała się gzić z kochankiem po norach, marnie się odżywiać, podróżować rozklekotanymi autobusami, byle nie ruszyć swojej dużej kasy, jaką cały czas taszczyła ze sobą. O wielkości tej kasy świadczy miesięczny pobyt w jednym z najdroższych hoteli londyńskich, po porzuceniu kochanka. A jeszcze po tym wydatku stać dalej ją było na wynajęcie pokoju, kupowanie sukni czy kapeluszy. No i teraz, wynajmując pokój od młodej dziewczyny, ingeruje w jej życie, nakłaniając ją do wyjścia za mąż za najbogatszego z trzech kandydatów. W tym celu snuje swoje mądrości życiowe, od których flaki się przewracają, po czym wraca do domu, uważając pełne przygód lato za sen. A jak tytuł książki „delikatnie” podkreśla, to było to lato przed zmierzchem czyli menopauzą. No to będzie miała co wspominać.
Szczytem wyrafinowanych, intelektualnych porównań jest pożegnalne stwierdzenie młodej dziewczyny: /str.327/:
„ –Pociągi, które się mijają. Jak ludzie, którzy spotkali się w czasie podrózy. Prawdopodobnie nigdy więcej już się nie spotkamy”.
Odkrywcze i przejmujące. Do tego „dziwne” wyobrażenie autorki o małżeńskim życiu w Anglii. Główna bohaterka toleruje /z przyczyn finansowych??/ męża nagminnie „koszącego” wszystkie kobiety na jego drodze i nie przeszkadza jej to w systematycznych stosunkach małżeńskich, których owocem jest czworo dzieci. I wypisuje to feministka, nie wkładając w usta bohaterce pół słowa protestu. Pies trącał ją, ale gdzie odpowiedzialność za płody narażone na jakas przywleczoną zarazę. Z kolei najlepsza przyjaciółka bohaterki puszcza się dosłownie z każdym, dostarczycielem pizzy czy listonoszem, a mąż i dzieci to akceptują. Jeśli nawet tak bywa, to czy trzeba to opisywać?
Męczarnie moje w trakcie lektury podzieliła foka ze snu bohaterki, która szczęśliwie trafiła do morza, a ja - do łóżka.