Tuesday, 18 November 2014

Jan TWARDOWSKI - "Autobiografia" t.1

NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.

Ksiądz Jan TWARDOWSKI - „Autobiografia”
Myśli nie tylko o sobie, t.1, Smak dzieciństwa 1915-1959

Na LC 7,7; opinii 3 !!!, moja recenzja dostała 45 plusów
Z notki Wydawnictwa:
„...Wrodzone pogodne spojrzenie, poczucie humoru i głęboka ufność księdza Jana Twardowskiego czynią z Autobiografii prawdziwe źródło radości życia, spokoju wiary i niegasnącej nadziei. Nie publikowane dotąd fotografie podnoszą ją do rangi prawdziwego wydarzenia na rynku wydawniczym...”
Wikipedia:
“.....Pochowany w.. ..Świątynii Opatrzności Bożej, zgodnie z życzeniem.. ..Glempa, a wbrew ostatniej woli księdza Twardowskiego, który chciał być pochowany na warszawskich Powązkach..”.
Zwracam Państwa uwagę na fragment o Zieleńczykach - nazwisko matki Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, w którego siostrze ciotecznej podkochiwał się młody Twardowski.
Dotychczasowa recenzja:
Kto nie zna pogodnej aury wytwarzanej przez księdza Twardowskiego, niech bierze się ostro do czytania nie tylko „Autobiografii” właśnie omawianej, lecz wszystkiego co po nim zostało. Taka lektura bardzo pomaga, uczy przyjaznego spojrzenia na otaczający świat.
Ks. Twardowski przywiązuje wielką wagę do korzeni. Pisze: (str.16)
„Jakie to ważne - znać swoje pochodzenie, tradycje domu..”
Bo dom to rodzina, a... :(str.13)
„Rodzina jest dziełem Bożym. Może być krzyżem dla nas, może być radością... ..Rodzina jest tajemnicą woli Bożej..”.
I dalej:
„Miałem tę łaskę, że żyłem w kochającej się rodzinie, a moje wspomnienia z dzieciństwa są wzruszające, bardzo rodzinne..”.
Dzięki wartościom pielęgnowanym w rodzinie: (str.57)
„poczucie istnienia Boga miałem zawsze”, choć „męczyły mnie.. ..nieraz rzeczy zewnętrzne, pewne formy religijności”.
„Pytają mnie: „Kto nauczył księdza wiary?”. Odpowiadam: „Matka”. Nikt tak jak matka nie potrafi nauczyć wiary. Potem studiowałem, byłem na teologii, spotykałem mądrych ludzi.. To też mi bardzo dużo dało. Ale wiara przekazywana przez matkę była najważniejsza. To nie była teologia. Ona życiem swoim świadczyła o wierze”.
A propos matki, warto przytoczyć uwagę: (str.30)
Nasz szacunek do matki wyrażał się w tym, że zwracaliśmy się do niej: „Proszę mamusi”, nigdy na „ty”.”
Z domu wyniósł też tolerancję: (str.38)
„Rodzice byli bardzo tolerancyjni dla każdego wyznania, każdej mniejszości narodowej. Wszyscy zostaliśmy wychowani w takim duchu..”.
Zrozumiały jest więc stosunek autora do Żydów: (str.39)
„Zawsze czułem do narodu żydowskiego wielki szacunek. Ileż oni włożyli w kulturę, nawet polską! Mają dwie ważne cechy: mistycyzm, spryt, i jednocześnie wielkie umysły. To naród, który nigdy nie miał analfabetów. Kiedy uczyłem w szkole, zauważyłem, że najlepsi uczniowie to Żydzi. Do dziś uważam, że lepiej, jak nas obgadają: „żydofile” niż „antysemici”.”
Skoro jesteśmy przy Żydach, wspomnijmy o fascynacji przyszłego księdza Korczakiem:(str.109-110)
„To był genialny pedagog. Może od niego nauczyłem się traktować dzieci indywidualnie. Mówił „człowiek”, a nie „dziecko”.. ..Janusza Korczaka uważam za świętego. Żydowski święty, bez żadnego obrazka, bez ołtarza i bez relikwii....Według mnie Janusz Korczak, doktor Henryk Goldszmit, zwany powszechnie Starym Doktorem, był chyba jednym z najserdeczniejszych mędrców, którzy się pokłonili Dziecku”.
Wśród ulubionych autorów swoich pierwszych lektur wymienia, podobnie jak ja, Makuszyńskiego: (str.72)
„Idolem mojej młodości, legendarną postacią, którą otaczałem miłością był Kornel Makuszyński. Obecnie już nie wydaje się tak dowcipny. A hrabia Fredro swoim dowcipem do dziś broni się przed zapomnieniem..”.
Autor o przyjaźni mówi: (str.142)
„Przyjaźń to jest coś niezwykle ważnego, co nie wszyscy w życiu znajdują. Zawsze jest wzajemna - nie tak jak miłość. Można beznadziejnie kochać całe życie, ale nie można beznadziejnie się przyjaźnić”
Wiele ciepłych słów poświęca Ksiądz swojemu przyjacielowi Jerzemu Pietrkiewiczowi (1916-2007). Wstyd się przyznać, że mimo jego siedmiu publikacji na „naszym” portalu „lubimy czytać”, nigdy o nim nie słyszałem. Trzeba będzie to naprawić!
Autor od młodych lat obracał się wśród kręgów literackich, więc we wspomnieniach wymienia całą plejadę twórców jakich na swojej drodze poznał. Mnie zainteresował fragment dotyczący Zieleńczyków i Baczyńskiego, w którym znajduję potwierdzenie faktów umieszczonych przeze mnie w recenzji „Wybór poezji” Baczyński. (str.177)
„Ojciec Dziuli /Zieleńczyk/, Adam, był profesorem filozofii we Wszechnicy... ..Jego siostra była matką poety, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego... ..Rodzina Zieleńczyków była .. ..pochodzenia żydowskiego, ale gestapo o tym nie wiedziało...”
Potem było Powstanie, a po Powstaniu seminarium, długa droga kapłańska uwieńczona stanowiskiem rektora kościoła Sióstr Wizytek, na miejsce legendarnego księdza Jana Ziei, który akurat (str.282) „podpadł u niego (tj Wyszyńskiego) w niełaskę”.
ŚWIETNA KSIĄŻKA EMANUJĄCA ŻYCZLIWOŚCIĄ DLA LUDZI, bo jak mówił ks. Twardowski, „tak szybko odchodzą”