Thursday, 13 November 2014

Wojciech TOCHMAN - "Schodów się nie pali"

Wojciech TOCHMAN - “Schodów się nie pali”
Zachwycałem się Tochmana /ur.1969/ „Eli, Eli”, a teraz mam zbiór 11 jego reportaży, wspaniałych reportaży, róznorodnych, bulwersujących...
Już pierwszy: o pięknej kobiecie, Wandzie Rutkiewicz, która życie osobiste poświęciła swojej pasji - himalaizmowi, której śmierć osobiście mnie dotknęła jako że byłem cichym jej adoratorem, a może lepiej – kibicem jej wyczynów. Jestem pod wrażeniem dwoch następnych, lecz szoku dostaję przy lekturze czwartego o Grzegorzu Przemyku. Ja, który wszystkich we wsi Warszawa znałem, w tym wspomnianego w opowiadaniu Stachurę; ja - dla którego nie było tajemnic na Krakowskim Przedmieściu i Starówce; ja - który stale „urzędowałem” w mieszkaniu wskazywanym, jak się śmiał Zdzisiek Maklakiewicz z Himilsbachem, przez Pana Jezusa przed kościołem św. Krzyża, nie znałem speluny pani poetki Sadowskiej na ul. Hibnera, gdzie wóda się tak samo lała. Dziwiło mnie, że nikt nie pamiętał u Fukiera rzekomego „uczczenia lampką wina matury” przez Przemyka i kolegów.
A teraz u Tochmana czytam, że towarzystwo pochlało w mieszkaniu Sadowskiej i z nudów poszło rozrabiać na Plac Zamkowy; że mieszkanie pani poetki walczącej z reżimem, to była speluna pijacka podobna tej na Krakowskim Przedmieściu, w której dzieciak często nie miał gdzie się położyć; że już trzy lata wcześniej Grzegorz był na kuracji odwykowej dla narkomanów, że dwa lata wcześniej mamusia: /str.54/
„napisała pożegnalną karteczkę: Synku, wybacz, będę ci podsyłać najlepsze struny do gitary. Poszła do Kurierka i winem popiła kilka tabletek nitrazepamu”,
i że w ostatnim roku życia był abnegatem nadużywającym alkoholu. Szkoda chłopaka! Morderców z Jezuickiej i ich praktyki poznał wielokrotnie mój grzbiet! Ale ta otoczka, te mity bohaterstwa narodowo-wyzwoleńczego wzbudzają, wskutek lektury Tochmana, jeszcze większe obrzydzenie.
A wspomniany Stachura, /jak i Sadowska/ powraca w siódmym opowiadaniu pt „Narzeczona”, w którym padają jakże prawdziwe słowa o nim: /str.122/
„..że ukochał śmierć, że to już żadna poezja, a obłęd. Że buduje sobie legendę..”
Ale jego mitomania i świrowanie miało u łatwowiernej młodzieży wzięcie, i trwa to do dzisiaj, bo jak niedouczony szczawik ma się nie załapać na ściągnięte z Heideggera „SIĘ”? Ten reportaż jest wyjątkowo smutny, gdyż pokazuje do czego prowadzi , właśnie, ułuda, czytaj mitomania. Fakty o romansie 38-letniego Stachury z 21-letnią czytelniczką Martą Kucharską znajdziecie Panstwo na Google’u wypisując „Marta Kucharska Stachura”.

Następny reportaż to urocze, ciepłe wspomnienie o Piotrze Skrzyneckim i całej ferajnie z „Piwnicy pod Baranami”, a w dalszych o braciach bliżniakach, o ojcu Gislao czyli Zdzisławie Borowcu, który zginął pod gruzami sklepienia Bazyliki Górnej w Umbrii oraz o bezduszności władz wobec siedmiorga rodzeństwa.
Wszystkie reportaże arcyciekawe, napisane dobrą polszczyzną. Brawa dla mego imiennika!!