Wednesday, 12 November 2014

Mariusz SIENIEWICZ - "Miasto szklanych słoni"

Mariusz SIENIEWICZ - “Miasto szklanych słoni”
Uśmiałem się z ostatniego fragmentu notki na okładce:
„Rekomendowany przez Olgę Tokarczuk w ramach projektu „Famous authors present” promising young writers” .”
Bo może i Tokarczuk jest sławna, ino, że ode mnie dostała dwie pały, za „Podróż ludzi Księgi” oraz za „Dom dzienny, dom nocny”, natomiast Sieniewicz dwie „ósemki” za „Czwarte niebo” oraz „Żydówek nie obsługujemy”. Ponadto Sieniewicz ma już 42 lata /w momencie wydania tej książki - 38/, więc młodzieńcem nie jest, a co do rekomendacji to dla mnie wystarczającą jest ta prof. Marii Janion zamieszczona w dziele „Niesamowita Słowiańszczyzna. Fantazmaty literatury” /2007/, gdzie obok niego wyróżniona jest również Masłowska i Kuczok.
Dariusz NOWACKI /wyborcza.pl/ zaczyna swoją recenzję pt „Miasto Szklanych Słoni, Sieniewicz, Mariusz” słowami:
„To najbardziej wymagająca książka w dotychczasowym dorobku olsztyńskiego pisarza. Nic tu nie jest pewne, metafora goni metaforę..”
.W związku z tym proponuję Państwu przeczytanie całej recenzji Nowackiego, którą ja postaram się jedynie wzbogacić skromnymi uwagami. Nie będę więc powtarzał jego istotnych spostrzeżeń, a mimo umowności, spróbuję określić czas i miejsce akcji. I tak, na podstawie osiemnastoletniego trwania seansów spirytystycznych, mających na celu nawiązania kontaktu z duchem Gomułki /1905-82/, wysnuwam wniosek, że mamy rok ok. 2000, natomiast głównym miejscem akcji jest szpital parapsychiatryczny. /gdybyśmy pominęli para- , sugestia byłaby zbyt jednoznaczna/. Czemu męczą ducha Gomułki ?: /str.59/
„Teraz chcemy się dowiedzieć, co z jego duszą. Jak jej tam, po drugiej stronie, czy nie za bardzo cierpi ? Chciałbym zapytac Gomułkę, JAK TO JEST ZAWIERZYĆ UTOPII I SKAZAĆ SIĘ NA POTĘPIENIE...” /podk.moje/
Bo w PRL-u, z którego Sieniewicz się naigrywa, żyliśmy w utopii, a przetrwać ułatwiała nadzieja, którą autor definuje: /str.77/
„Nadzieja to największe kasyno świata...”
Wspominając stan wojenny autor pisze o wronie; uważam, że warto młodym czytelnikom przypomnieć, że „wrona” to - WRON - Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, sprawująca władzę w stanie wojennym /str.79/
Na terenie PRL-u porządek zaprowadzała wrona. Na terenie łóżka stan wyjątkowy zarządzali Eros i libido”.
Sieniewicz drwi też z PRL-owskich obchodów Dnia Kobiet: /str.100/
„kobiety... ..otrzymały gożdziki i rajstopy. Przyjęły je z wdzięcznością, jak darowane życie. Mężczyżni poprosili, żeby kobiety pokwitowały odbiór rajstop.. ..Kobiety usiadły za stołem i zaczęły składać podpisy w tabelkach ze swoimi imionami..”
Wydaje mnie się, że istotę książki wyrażają słowa: /str.94/
„...I ta nieznośnie banalna świadomość: świat jest opowiadany na tyle różnych sposobów! CZŁOWIEK TRACI WIARĘ W SENS WŁASNEJ HISTORII,, skoro wokół jest ich tak dużo...” /podk.moje/
Książka jest trudna, a ja dopatrzyłem się też wpływów GSW /Gombrowicza, Schulza, Witkacego/