Wednesday, 5 November 2014

Michaił BUŁHAKOW - "Diaboliada"

Michaił BUŁHAKOW - “Diaboliada”
Powieść o tym, jak bliżniacy zgubili referenta

„Political corectness” nakazuje Bułhakowem się zachwycać. A JA JUŻ NIE POTRAFIĘ. Może to sprawiało wrażenie prawie 100 lat temu, a nawet 50 lat temu czyli w okresie mojej młodości. Ale teraz wystarczy mnie jeden Kafka /z „Procesem”/, jeden Erenburg /z Lejzorkiem Rojtszwancem/, dwóch czyli Ilf i Pietrow /z Ostapem Benderem/ wzmocnieni Ionesco, Beckettem czy naszym Mrożkiem, a jeszcze Jarry’m i paru innymi, by zaspokoić mój popyt na absurd i satyrę. TO JUŻ BYŁO, tak w literaturze, jak i w rzeczywistości. Argument, że Bułhakow był PIERWSZY niczego nie zmienia bo należna mu cześć czcią, a aktualny podziw dla teraz czytanej opowieści to odległe uczucia.
Czy mam rechotać z wynagradzania pracowników produktami ich pracy? Przecież doświadczyliśmy tego w Polsce w realu. Co tam wynagrodzenia, rozliczenia między firmami tak przeprowadzono. Tak schyliła się ku upadkowi firma mego przyjaciela, który zapłatę od upadającego FSO otrzymał w formie trzech Polonezów, które skradziono mu, nim zdążył je ubezpieczyć. A moje otwieranie businessu, czyli walenie głową w mur biurokracji i trwonienie pieniędzy na wymuszane łapówki, póki wprowadzenie komisarzy w stanie wojennym nie ukróciło bezczelności skorumpowanej administracji. Już to, że stan wojenny czyli tragedia narodowa, pomógł mnie, jest szczytem absurdu.
Ze względu na datę powstania, sympatię do Bułhakowa, no i zwięzłość stawiam ocenę bardzo dobrą, co w gruncie rzeczy nie koliduje z powyższymi uwagami.