Saturday, 22 November 2014

Anatole FRANCE - "W cieniu wiązów"

Anatole FRANCE - “W cieniu wiązów”
Anatole France /1844-1924/ wg Wikipedii:
„W swojej twórczości, zarówno literackiej, jak i eseistycznej, głośno krytykował konwenanse religijno-obyczajowo-społeczne we Francji przełomu XIX i XX wieku. Laureat Literackiej Nagrody Nobla za rok 1921”
Najpopularniejsze jego utwory to „Zbrodnia Sylwestra Bonnard” /1881/ oraz „Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką” /1892/. A ja odkryłem genialne, bo jakże aktualne, „W cieniu wiązów” /1897/, ktorego akcja dzieje się we Francji w roku 1897. W parku, w cieniu tytułowych wiązów prowadzą swoje dysputy: uczony Bergeret i ksiądz Lantaigne, który marzy o nominacji na biskupa. Drugim kandydatem na to stanowisko jest ks. Guitrel, a w intrydze ważną postacią jest również Żyd i mason, Worms-Clavelin. Nadzieje „naszych” księży okazują się płonne, bo kandyduje ogółem osiemnastu, ale to jest bez znaczenia, gdyż clou jest tematyka rozmów.
Uczony Bergeret z księdzem Lantaignem
„— Panie Bergeret, czy można mieć o tej samej sprawie dwa zupełnie różne sądy, jeden teologiczny, pochodzenia boskiego, drugi czysto racjonalny lub doświadczalny, ludzki — to pytanie rozstrzygam twierdząco. I wykażę panu słuszność tej pozornej sprzeczności na najprostszym przykładzie. Kiedy siedząc w swym gabinecie przed stołem zarzuconym księgami i papierami wołasz: „To nie do uwierzenia, w tej chwili położyłem na stole nóż do rozcinania papieru i nie mogę go znaleźć; widzę go, zdaje mi się, że widzę go jeszcze, a już go nie widzę”, gdy tak myślisz, panie Bergeret, masz dwa zupełnie odmienne sądy o tym samym przedmiocie; jeden, że twój nóż jest na stole, bo na nim być powinien — ten sąd oparty jest na rozumie; drugi, że noża nie ma na stole, skoro go nie znajdujesz; ten oparty jest na doświadczeniu. Oto dwa niezgodne z sobą sądy o tym samym przedmiocie. A jednak są równoczesne. Jednocześnie twierdzisz, że nóż jest i że go nie ma na stole. Wołasz: „Jest tu, jestem tego pewien”, i w tej samej chwili doświadczasz, że go nie ma”.
I dalej:
„Wiem, że są księża uważani za wybitnych, którzy utrzymują, iż wiedza godzić się winna z teologią. Nienawidzę tej zuchwałości, powiedziałbym — tej bezbożności: bo jest pewna bezbożność w tym, by jednoczyć prawdę absolutną, niewzruszoną, z tym rodzajem prawdy niezupełnej i przejściowej, którą zowiemy wiedzą.... ... religia i wiedza nie powinny łączyć się, tak jak nie łączą się absolut i względność, skończoność i nieskończoność, cień i światło!”

A to dopiero poczatek polemiki. Przyjrzyjmy się pokrętnym tłumaczeniom księdza:
„— Ksiądz rektor — zauważył profesor — gardzi wiedzą.
Ksiądz potrząsnął głową przecząco.
— Bynajmniej, panie Bergeret, bynajmniej! Za przykładem świętego Tomasza z Akwinu i wszystkich doktorów Kościoła sądzę, że wiedzę i filozofię należy starannie uprawiać w szkołach. Nie gardzi się wiedzą bez gardzenia rozumem, nie gardzi się rozumem bez gardzenia człowiekiem, nie gardzi się człowiekiem bez obrazy Boskiej. Niebaczny sceptycyzm względem rozumu ludzkiego jest pierwszym stopniem do zbrodniczego sceptycyzmu, który rzuca się na tajemnice boskie. Cenię wiedzę jako dobrodziejstwo dane nam od Boga. Ale jeśli Bóg dał nam wiedzę, nie dał nam swojej wiedzy. Jego geometria nie jest naszą. Nasza tyczy się płaszczyzny lub przestrzeni. Jego — spełnia się w nieskończoności. Bóg nas nie zwiódł; dlatego sądzę, że istnieje prawdziwa wiedza ludzka. Nie dał nam poznać wszystkiego; dlatego twierdzę, że ta wiedza, aczkolwiek prawdziwa, jest bezsilna wobec Prawdy Prawd. I rozdźwięk ten, ilekroć się z nim spotykam, stwierdzam bez lęku; nie dowodzi on niczego ani przeciwko niebu, ani przeciwko ziemi”.

W książce pojawia się “nawiedzona”, ktorą nawiedza święta Radegonda . Jak cienka jest granica pomiędzy „cudami”, a „opętaniem” wynika z poniższych uwag:
Bergeret kpi:
„Ci, którzy wierzą, że córce Jakuba d'Arc istotnie ukazała się święta Katarzyna w towarzystwie świętego Michała i świętej Małgorzaty, będą, jak sądzę, bardzo zakłopotani, gdy im się wykaże, że święta Katarzyna z Aleksandrii nigdy nie istniała i że jej historia jest tylko kiepskim greckim romansem”.
Wyjaśnijmy, że Watykan uznał wreszcie tzw św. Katarzynę za wytwór fantazji, wymyśloną by przyćmić zamordowaną przez Kościół uczoną aleksandryjską Hypatię. Na ten temat polecam świetną książkę Marii DZIELSKIEJ pt „Hypatia z Aleksandrii” bądż mój esej „Hypatia” na blogu wgwg1943blogspot.ca.
Ale najciekawsze rozmowy są o republice.
Ks.Lantaigne;
„Republika jest zasadniczo zła. Jest zła, bo chce wolności, a tej nie chciał Bóg-Władca, który część swej władzy przelał na kapłanów i królów; jest zła, bo chce równości, której Bóg nie chciał, skoro ustanowił hierarchię w niebie i na ziemi; jest zła wprowadzając tolerancję, której Bóg chcieć nie mógł, zła bowiem tolerować nie może; jest zła, bo zasięga zdania ludu, jak gdyby tłum nieuków miał mieć pierwszeństwo przed małą liczbą wybranych stosujących się do woli Boga, a wola ta rozciąga się na rząd i nawet na szczegóły administracji, jako zasada, której skutki w nieskończoność się rozwijają; jest zła wreszcie, bo ogłasza swą obojętność religijną, to jest swą bezbożność, swe niedowiarstwo, swe bluźnierstwa, z których najmniejsze jest śmiertelne; jest zła, bo przyznaje się do różnorodności, która jest złem i śmiercią!”

To jeszcze słuszne stwierdzenie Bergereta:
„Bez wątpienia, silna władza daje narodowi wielkość i rozkwit”
Dodajmy, że wg księdza ustrój republikański przyniósł „rozwody i maltuzjanizm” tzn antykoncepcję oraz propaguje tolerancję, która prowadzi do bezbożnictwa.
To tylko drobna część tematów poruszanych w książce France’a, którą gorąco Państwu polecam