Tuesday, 25 November 2014

Jonathan SWIFT - "Podróże Guliwera"

Jonathan SWIFT - “Podróże Guliwera”
UWAGA ogólna: wynik na „lubimy czytać” 762 ocen/30 opinii/6,27 średnia świadczy o kontakcie z ta książką JEDYNIE, TYLKO w wieku dziecięcym.
UWAGA techniczna: czytam to arcydzieło na “wolne lektury”, gdzie podają, że “tłumacz nieznany”. A szkoda, bo wiem, że Maciej Słomczyński /ten od „Ulissesa” i od kryminałów Joe Alexa/ również to tłumaczył.
UWAGA merytoryczna: czytam, że to KLASYKA LITERATURY DZIECIĘCEJ /jak najbardziej!!/, że to KLASYKA LITERATURY ANGIELSKIEJ /jak najbardziej !!!/, że to ARCYDZIEŁO LITERATURY ŚWIATOWEJ /jak najbardziej!!!/, że to jedna z 6 książek, które Orwell zabrałby na bezludną wyspę /JA TEŻ!!/, że to PARODIA ówczesnych książek /dzienników/ podróżniczych /jak najbardziej !!!/ , no i wreszcie, że to SATYRA NA LUDZKĄ NATURĘ, aktualna „na zawsze”.
I w tym ostatnim stwierdzeniu jest sedno. W związku z tym NIE LEŃCIE SIĘ i przeczytajcie to arcydzieło, napisane prawie 300 lat temu /1726/, jeszcze raz, bo wspomnienia z lektury w wieku dziecięcym dotyczą TYLKO wątku przygodowo-podróżniczego, podczas gdy jest to zbiór obserwacji zachowań ludzkich i refleksji filozoficznych. A najważniejsżą zaletą jest ich AKTUALNOŚĆ, bo NATURA LUDZKA NIEZMIENNĄ JEST.
Najistotniejsze spostrzeżenie to, że TRZY ŚWIATY; NASZ, LILIPUTÓW i OLBRZYMÓW NICZYM SIĘ NIE RÓŻNIĄ, a zmienia się tylko pozycja obserwatora.
Nie będę Panstwu psuł lektury, a zapytam tylko czy przeciąganie Guliwera /czytaj: Wielkiego Brata – USA/ na swoją stronę przez odwiecznie walczące z sobą społeczeństwa Liliputu i Blefusku /czytaj: np Irak contra Iran, szyici contra sunnici/ nie wydaje się Państwu znajome?