Monday, 10 November 2014

Yann MARTEL - "Życie Pi"

Yann MARTEL - “Życie Pi”
Opiniując negatywnie „Ja” Martela, obiecałem, ze przeczytam „Życie Pi”, no i udało mnie się je zdobyć i obietnicę spełnić. Niestety, sześć lat różnicy w datach publikacji książek nie przyniosło nic dobrego. Przede wszystkim trzeba ustalić kryteria oceny tej książki. Jeśli to opowieść dla dzieci i młodzieży, to na plus można zaliczyć barwną przygodowość, a na minus wypaczanie religii; jeśli natomiast ma to być dla dorosłych, a o tym wydaje się wskazywać nagroda „The Booker Prize”, to mamy do czynienia z bzdurną niewiarygodną opowiastką o pływaniu z tygrysem w łodzi oraz z całkowitą ignorancją w teologii i filozofii, no i klepaniem żenujących bzdur w tej materii. Zauważmy, że autor, synek kanadyjskich dyplomatów do nauki się nie garnąl i poprzestał na uczęszczaniu na prowincjonalny uniwersytet w Peterborough /odpowiednik uczelni w Pułtusku/ .
Wątek fabularny jest na poziomie „Przygód Sindbada Żeglarza”, a porównywanie światowych religii poniżej poziomu magla i szkodliwe dla niedoświadczonego czytelnika. Już wybór dwóch religii monoteistycznych oraz jednej par excellence politeistycznej, z jednoczesnym pominięciem bazowej tj judaizmu jest idiotyczny, a bzdury wypisywane o każdej z niej wołają o pomstę do nieba. Główny zarzut wobec islamu, to że w sensie czasowym /str.95/
„..Muzułmanie są outsiderami”
Wobec kogo? Bo autor sugeruje, że wobec chrześcijan. A czym jest 600 lat, wobec conajmniej 1300 „outsiderstwa” chrześcijaństwa w stosunku do pomijanego przez autora judaizmu?
Jednakże największy błąd, to sprowadzenie chrystianizmu /bo tak winnismy naszą religię nazywać/ do wypaczenia św.Pawła tzn nadmiernego eksponowania Męki Pańskiej i Zmartwychwstania, przy jednoczesnym pomniejszeniu znaczenia życia Syna Bożego na ziemi i SŁOWA /LOGOS/, głoszonego przez Niego. Prowadzi to skandalicznego sformułowania /str.74/
„.. jest bogiem, który TRAWIŁ MNÓSTWO CZASU NA SNUCIU OPOWIEŚCI, NA G A D A N I U..” /podk.moje/
Śpiewajcie, kochani, dalej: „A Słowo ciałem się stało...”. Co gorsza, martelowski ksiądz katolicki ma jedyny kontrargument w postaci truizmu powtarzanego jak mantra, o miłości Boga chrześcijańskiego do ludzi, a parę stron dalej /str.86/ głupi duchowny, w dyskusji z imamem i panditem, ośmiesza naszą religię w sposób kompromitujący:
„- A gdzie jest Bóg w waszej religii? - warknął ksiądz. - Nie macie nawet żadnego cudu. CO TO ZA RELIGIA BEZ CUDÓW?
- Religia to nie cyrk, z nieboszczykami wyskakującymi co chwila z grobów! My, muzułmanie, uznajemy konsekwentnie tylko jeden cud - cud życia! ...” /podk.moje/
A pan ksiądz jest kiepem, i brak znajomości doktryny, będąc przegrany w dyskusji, próbuje przykryć krzykiem /str.87/
„-Bóg jest uniwersalny - wyrzucił z siebie ze złością ksiądz.”
Straciłem ochotę na dalsze babranie się w głupotach wymyślonych przez mego kanadyjskiego współobywatela /różnych nawiedzonych tu dużo!/ i tylko wyrażam zdziwienie, że w polskim narodzie szczycącym się swoją katolickością, ta ramota cieszy się uznaniem.