Sunday, 21 December 2014

Szczepan TWARDOCH - "Obłęd rotmistrza von Egern"

Szczepan TWARDOCH - “Obłęd rotmistrza von Egern”
Zachęcony „Epifanią Wikarego Trzaski” sięgnąłem po jego debiutancki „Obłęd rotmistrza von Egern”, opublikowany dwa lata wcześniej. Olbrzymia różnica. Ale to rokuje sukcesy, bo jeśli zaledwie dwa lata wystarczyły do znacznej poprawy, to tylko tak trzymać, a wielki sukces pewny.
Pierwsze opowiadanie to niedojrzały moralitet, chyba, dla czytelników bardzo młodych. Krwi dużo, jak i odwoływania się do dyskusyjnie pojętego honoru, a efekt, choć przewidywalny, to i tak nieciekawy. Na plus zaliczam pomysł Nieznajomego i jego Sługi, który jest poniekąd zarodkiem objawienia się fałszywego Chrystusa z równie fałszywym archaniołem Michałem we wspomnianej „Epifanii..”
Drugie opowiadanie pt „Otchłań”, to kontynuacja losów rotmistrza. Odnotowuję z niego cenne sformułowanie: /144,1/
„Czasem mierne charaktery okazują wielkość w obliczu sytuacji ekstremalnych. Niektórzy swoje człowieczeństwo budują mozolnie, powoli, poprzez małe wybory w małych sytuacjach. Inni, wcześniej plugawi, dotykają absolutu i zdobywają dla siebie niebo jedną, bohaterską decyzją. Erupcje okrucieństwa wyostrzają charaktery. Pozwalają dokonać wielkich podłości, to pewne, lecz i aktów wielkiego heroizmu, które nie mieszczą się w codzienności”.
Niestety, a może na szczęście, wszystkie prawdy okazują się ponadczasowe, i Egern staje się „wiecznym tułaczem” i to nie tylko po bezdrożach historii, lecz i Biblii. Autor skacze po epokach, czytelnika głowa boli, a gdy dojeżdża do końca opowiadania, musi je ponownie wertować, by wszystko w swojej biednej łepetynie poukładać, aż wreszcie konkluduje: „Niezłe”, lecz już po chwili zadaje sobie pytanie: „O co tak naprawdę biega? Jakie jest tej opowieści PRZESŁANIE ??
Już wcześniej zauważyłem erudycję autora, jak i poczucie humoru, a teraz stwierdzam, że to chłopak „zabawowy”, bo bawi się z czytelnikiem dokonując translokacji w czasie i przestrzeni wydarzeń historycznych, czy też „parafrazuje” je przenosząc np francuską Mariannę, Bastylię czy też atmosferę rewolucji francuskiej do Austro-Węgier.
Trzecie opowiadanie zatytułowane „Anna” to historia namiętności, o której autor mówi:
„Jakże wielki jesteś, Panie, dając nam namiętności tak potężne, że poddani im, pozbyć się możemy człowieczeństwa! Skręcając duszę ludzką supłem pożądań i pragnień, uczyniłeś nas prawdziwie wolnymi, gdyż wolność nasza realizuje się w wyborze między boskością a diabelstwem. Wybieramy między niewolą Twoich przykazań, a niewolą instynktów, tkwiących w naszych lędźwiach, zawsze sięgając ku wzniosłości. Wielkość jednego świętego warta jest hańby wszystkich grzeszników, a pełni człowieczeństwa doświadczają ci, wywyższeni pomiędzy Trony i Panowania i ci, zepchnięci w najgłębsze otchłanie. Ta dziewczyna, którą do złego popchnęły czytane książki, Anna, która kocha sowizdrzała niewartego uczucia, i kocha go tylko dla dotyku jego rąk, dla smaku jego ust, dla uniesień, które jej dawał, sama zmierza ku potępieniu. Jednak dosięga tutaj wielkości, którą Ty nam dałeś. Smucisz się, gdy ona cię odpycha, wybierając dla siebie wieczne męki. A jednak, to przecież dzieło Twoje – i w tym również objawiasz swą wielkość, dając swemu stworzeniu moc tak wielką, by odepchnęło Ciebie, swego Stwórcę. Oto największy z Twych cudów – wolność, która prowadzi do zguby. Wolność, która może pokonać nawet Twą nieskończoną miłość do człowieka i wbrew Tobie skazać się na wieczne męki”.
I to jest kwintesencja tego opowiadania, a przebiegu wydarzeń nie zdradzę, bo WARTO przeczytać samemu.
Ostatnie opowiadanie pt „Cud domu brandenburskiego” to pozornie thriller o poszukiwaniach pierścienia Niebelungów, lecz naprawdę o zagmatwnych losach Ślązaków.
Książkę czyta się dobrze, a dodatkową atrakcję stanowi gwara śląska. A na mnie czeka następna książka Twardocha.