Saturday, 20 December 2014

Szczepan TWARDOCH - "Epifania wikarego Trzaski"

Szczepan TWARDOCH - “Epifania Wikarego Trzaski”
Epifania - to objawienie, ukazanie się, a Twardoch to młody człowiek /ur.1979/, który karierę literacką otworzył w 2005 r. zbiorem opowiadań „Obłędem rotmistrza von Egern”, a za... /Wikipedia/
„.... „Epifanię wikarego Trzaski” otrzymał zaś Srebrne Wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego w 2008. W 2010 roku ukazał się francuski przekład jego powieści „Przemienienie” (Transfiguration). W 2013 roku został laureatem Paszportu Polityki za rok 2012 w kategorii literatura. Nagrodę otrzymał za powieść “Morfina”. “
A ja, nie wiem dlaczego, ale NIC z jego twórczości jeszcze nie czytałem. No i proszę, znów będę „busy”.
Pierwsze wrażenie jest bardzo istotne, a tu sukces Twardocha, bo spodobała mnie się jego agresywność opisu:
„Skrzypiały kłódki i drżały kraty otwieranych sklepów. Zapach świeżego chleba wypełzał z rozgrzanej piekarni. Pod pociągnięciami plastikowych skrobaczek szron płatami schodził z szyb golfów, lanosów, polonezów i maluchów, a kopulujące z cylindrami tłoki rozgrzewały olej stężały w silnikach. Monotonną mantrą nawoływały się gołębie z odległych gołębników, a wróble wypełniały powietrze poćwierkiwaniem. Pod ziemią, w chodnikach i szybach, szychta nocnej zmiany zamieniała się w fajrant”.
Ironię wprowadza Twardoch wraz z gderaniem gospodyni Aldony:
„...po co księdzu te komputery, niech ksiądz lepiej się różańcem zajmie...”.
Nim przejdę do poważnej oceny tej książki, zacytuję uwagę o Walewskiej /273,6/:
„O, chociażby ta Walewska – dawała się rżnąć kurduplowi z Korsyki, żeby ten uratował Polskę, i w tej zasranej katolickiej Polsce została bohaterką narodową. Nikt jej nie mówi, że się kurwiła”
No to czas teraz na moją opinię, bo się różni od wszystkich przeze mnie przeczytanych. Nikt bowiem nie użył słowa SATYRA, a moj dylemat polega tylko na wyborze właściwego określenia pomiędzy SATYRĄ a GROTESKĄ. Również różnię się w ocenie tytułowej epifanii, po której ma przyjść paruzja, bo jest ona technicznym środkiem, pretekstem, sposobem do totalnej kpiny dosłownie ze wszystkiego. Bo jak np odebrać odwieczne pytanie o „filioque”, zadawane przez umierającego idiotę /idiota - w sensie medycznym/ Teofila Kracika i reakcję na nie Wikarego? /125/
„.. czy Duch Święty, proszę księdza, pochodzi od Boga Ojca, czy od Syna, czy od obu naraz? Chciałbym to wiedzieć, proszę księdza, zanim umrę – powiedział cicho.
Kretyn – teolog. Ciekawe, czy gdyby wiedział, jakie konsekwencje może nieść zadawanie takich pytań, dalej by je zadawał”.
A czy nie jest zabawna reakcja Wikarego na domniemywaną epifanię /52,8/
„–O ja pierdolę – wyszeptał wikary i zemdlał”.
Autor piszący „Epifanię...” w wieku 28 lat, potrafił w niedługiej treści zamieścić duży ładunek intelektualny, np parafrazując JUNGA: /193,1/
„..ty już w nic nie musisz wierzyć, ty wiesz”.
Dodajmy jeszcze cytowane wszędzie stwierdzenie: /60/
„O kształcie świata nie decydują żadne prawa, tylko wola świadomych bytów – wy jesteście duchowo słabi, więc możecie kształtować rzeczywistość tylko pośrednio, im byt potężniejszy, tym więcej może”.
Podział Kościoła w Polsce na łagiewnicko-krakowski i warszawsko-toruński jest wybornie wyśmiana, a identyfikację hierarchów zostawiam czytelnikom.
Reasumując jestem TWARDOCHEM ZACHWYCONY i jutro, tj za 10 minut, biorę się za następne utwory.
PS Nie zgadzam się z opiniami, że głównym bohaterem jest Wikary, bo jeśli w ogóle jest główny - to prędzej Teofil tzn BOGUMIŁ /Y/