Friday, 19 December 2014

Maria JANION, Kazimiera SZCZUKA - "Transe - traumy..." cz.2

Maria JANION, Kazimiera SZCZUKA
“Transe - traumy - trangresje. 2: Prof. Misia”
UWAGA: NAJWYŻSZA OCENA JEST HOŁDEM DLA INTELEKTU PANI PROFESOR, BO KSIĄŻKA, SAMA W SOBIE ZASŁUGUJE NA PAŁĘ !!!
Przed laty stworzyłem galerię żyjących wówczas, polskich MĄDRYCH LUDZI, którzy stali się dla mnie autorytetami. Oczywiście, taki wybór jest skrajnie subiektywny i nie musi się podobać. W galerii tej umieściłem panie Janion i Skargę oraz panów Kołakowskiego, ks.Tischnera, ks.Hellera, ks.Bocheńskiego, ks.Hryniewicza, JP II, Miłosza i Michnika. Niestety, dzisiaj już większość z nich nie żyje. Ale właśnie dlatego z wielką nadzieją oczekuję dzieł pozostałych.
I tak, w wielkim podnieceniu, zasiadłem do omawianego wywiadu-rzeki i zacząłem czytać. Już od pierwszych stron narastało we mnie poczucie, że nadziałem się na minę; po paru dalszych stronach już wiedziałem, to nie mina, to jest TOTALNY NIEWYPAŁ.
Sprawdzam na naszym portalu /lubimy czytać/: książka jest, ale ocen brak. Są natomiast oceny pierwszej części, /do której nie mam dostępu/, - kiepściutkie, jak na moją idolkę.
Zacznijmy od tego, że nie mogę dociec, dla jakiego czytelnika ta książka została napisana ? Bo jeśli dla surowego w materii PROFESOR MARII JANION, to ów tego nie strawi. Dziesiątki nazwisk, terminów, skakanie z tematu na temat i kompletny BRAK PRZYPISÓW. Gorzej jeszcze, jeśli książka jest zaadresowana do czytelników, którzy zainteresowania i poglądy Pani Profesor znają, bo lektura tego wywiadu absolutnie nic nowego nie wnosi.
Następny zarzut to zachwianie pożądanych proporcji między pytaniem i odpowiedzią. Rozumiem, że Kazimiera Szczuka, którą notabene lubię, choć nie w tej roli, stara się zabłysnąć, jak i to, że z natury swojej jest elokwentna, ale spójrzcie na przykład /99,7/. OTO JEST PYTANIE:
„A ta rozprawa Lukács o romantyzmie, jedno ze Studiów o ideach i stylu, miała cel programowy? Często cytuje Pani Marię Żmigrodzką, jej teksty teoretyczne na temat powieści, na temat realizmu w XIX wieku. Stanowisko Lukácsa jednak zostaje przez Panie Profesorki odrzucone, nie ma zgody na sprowadzenie romantyzmu do antyoświeceniowego, reakcyjnego mistycyzmu, tak samo przez Lukácsa, jak przez klasyków socjaldemokracji, których Pani cytuje — Franza Mehringa i Paula Lafargue’a jako krytyka Chateaubrianda. Lukácsa pokazuje Pani, zacytuję to, jako kontynuatora „krytycznej tradycji dziewiętnastowiecznej lewicy, ale — i to jest dla niego najbardziej istotne — z perspektywy, jaką dawała lekcja faszyzmu niemieckiego. W tym aspekcie romantyzm i dla Lukácsa, jak niegdyś dla Mehringa i Lafargue’a, nie utracił groźnej aktualności. Faszystowska aneksja romantyzmu była bowiem dla Lukácsa nie tyle rezultatem gruntownej falsyfikacji i spreparowania jego tendencji ideologicznych, ile konsekwencją grzechów samego romantyzmu, zwłaszcza romantyzmu niemieckiego”. A Panie Profesorki bronią romantyzmu, przeciwstawiając estetykę, autonomię estetyczną dzieła literackiego, historii idei jako takiej. Romantyzmu trzeba było bronić nie tylko przed wulgarnymi marksistami z PRL-u, ale i przed wyrafinowanymi klasykami. Ciężka praca”.

Gdyby to mnie pytała, to już bym stracił wątek, o co biega.
Czytelnikom, którzy zaczynają poznawać twórczość Janion, radzę zrezygnować z tej lektury, a w zamian poczytać „Niesamowitą słowiańszczyznę”, która jest wielce reprezentatywna dla autorki.
Z szacunku do Pani Profesor nie mogę zbyć tego wywiadu wspomnianym wyżej „niewypałem”. Ponadto pamiętam, że moja recenzja będzie pierwszą na naszym portalu. Zaproponuję więc Państwu pozytywne spostrzeżenia, które skrzętnie wynotowałem. Żeby po tajfunie mego rozżalenia, wprowadzić uspokojenie, zaczynam od jak najbardziej słusznej uwagi Pani Profesor nt form zwracania się. Uważa ona za nieznośne gdy...
„..zupełnie nieznane mnie osoby.. nazywają mnie panią Marią...”
To samo twierdził mój śp Ojciec, tyż profesor. Odnotujmy prędko dwie uwagi:
1.”Mickiewicz oczarował mnie wizją wspólnoty polsko-żydowskiej....”
2. „.. . prawica rozumie paradygmat romantyczny, jako arsenał walki o anachroniczną polską tożsamość..”
..aby przejść do świetnego ujęcia Wielkiej Emigracji /118/:
„...Jeśli idzie o samą emigrację, to właściwie podobnie, wszystko tam kierowało się albo ku obozowi Czartoryskiego, koncepcji europejskiej, ale zdecydowanie konserwatywnej, albo niestety kończyło się w sekcie Towiańskiego, w tym organizacyjnym mistycyzmie, jakim było Koło Sprawy Bożej. Berwińskiego, niegdyś poznańskiego rewolucjonistę, też wciągnęła czartoryszczyzna. Seweryn Goszczyński, owszem, związał się z Towarzystwem Demokratycznym Polskim, ale potem poszedł do Towiańskiego i zaczął bredzić. Tam już doszło do kompletnego wykolejenia wszystkich, Mickiewicza też. Lelewel rzeczywiście się oparł, siedział w Brukseli i miał ciekawe pomysły. Ale w ogóle ludzie na emigracji żyli w bardzo trudnym położeniu. Pili, pożyczali pieniądze, cierpieli. Ciągle sądzili, że zaraz będzie jakaś wyprawa do Polski, a wszystkie wyprawy do Polski były oczywiście bardzo nieudane. Ta historia ciągnęła się przecież aż do naszych czasów. Może dlatego nie pociągała mnie emigracja. Za dobrze znałam XIX wiek, wiedziałam, czym to pachnie”.
A teraz ocena PRL-u:
„Muszę jednak powiedzieć, jak teraz przeglądałam te notatniki, że życie w PRL-u tu opisane jest bardzo dalekie od tych wszystkich szerzonych mitów o zniewoleniu, biedzie, głodzie i pustyni kulturalnej. Pracowaliśmy, pisaliśmy. Nawet ta wzmianka o filmie Brooksa pokazuje, że do różnych rzeczy był dostęp. To było bogate życie. Chciałam, jak powiadam, pracować w Polsce, uczyć młodzież. Za granicę mnie tak bardzo nie ciągnęlo, tu było wszystko, co ważne..”
Cieszę się niewyobrażalnie, gdy widzę 88-letnią Pania Profesor w niebywałej formie, pozwalającej na ocenę bieżących wydarzeń /176.7/:
„Artur Domosławski w „Polityce” z 12.08.2014 zamieścił komentarz zatytułowany Franciszek łaskawy, w którym wymienia Câmarę wśród najważniejszych teologów wyzwolenia i pisze, że przyszły teraz dla nich lepsze czasy. Jednym z buntowniczych idealistów był także „Miguel D’Escoto, duchowny z Nikaragui, którego kilka dni temu papież Franciszek przywrócił do łask. 81-letni ks. D’Escoto był od trzydziestu lat zawieszony w funkcjach kapłańskich. Ukarał go Jan Paweł II, który w teologach wyzwolenia upatrywał «konia trojańskiego komunizmu» w Kościele”. Dalej pisze Domosławski o tym, że papież Franciszek przywrócił D’Escoto do funkcji kapłańskich, teraz może on znowu „odprawiać msze i spowiadać. To kolejny gest Franciszka w stronę wyklętych księży. Od początku pontyfikatu, tak jak oni piętnuje kapitalizm, wyzysk, niesprawiedliwości społeczne”. W Polsce ta nowa polityka Watykanu jest traktowana co najwyżej jako medialna historyjka, w stylu „nasz papież jeździł na nartach, a papież Franciszek chodzi w zwykłych butach”.”
Na miejscu tu będzie aforyzm wspominanego Camary, który podaje p. Szczuka:
„Kiedy daję biednym chleb, nazywają mnie świętym. Kiedy pytam, dlaczego biedni nie mają chleba, nazywają mnie komunistą”.

Na dalszych stronach najbardziej interesująca jest rozmowa o Herzogu, no i jak zawsze o MIRONIE.

Starałem się wyłuskać jak najwięcej „pozytywów” z tej książki, ale jak na „moją” Janion, to stanowczo za mało.