Sunday, 31 August 2014

Paweł POTORYCZYN - "Ludzka rzecz"

Paweł POTORYCZYN - “Ludzka rzecz”
UWAGA !! NOWOŚĆ, O KTÓREJ BĘDZIE GŁOŚNO !!
Potoryczyn /ur.1961/ podaje, że tworzył to dzieło w latach 1995-2008 w Los Angeles /1995-2000/, w Nowym Jorku /2000-2005/ i Londynie /2005-2008/. Wcześniej nie miał czasu, dopiero jak poszedł w „dyplomaty”, to go znalazł. I bardzo dobrze, bo niewątpliwie inteligentny i wykształcony animator kultury, miał czas na przemyślenie formy i treści, i tak eo ipso mamy do czynienia z debiutem dojrzałym. Miejmy nadzieję, że obecne obowiązki związane z dyrektorowaniem w Instytucie Adama Mickiewicza /od 2008 r/ nie uniemożliwią kontynuacji jego poczynań literackich.
Omawiana pozycja musi „okrzepnąć”, bo na dzisiejszy dzień /1.09.2014/ jest NIEDOCENIONA. Na „naszym” portalu /”lubimy czytać”/ ma 47 ocen, 15 opinii i średnią 7.47, a więc wynik skromny pod względem ilości czytelników; natomiast w internecie znalazłem tylko jedną niezłą recenzję - Dariusza Nowackiego, który nazywa ją „powieścią łotrzykowską”. Podzielam opinię Nowackiego, przeto radzę ją przeczytać, a ja tylko wspomnę o swoich skojarzeniach.
Ze względu na humorystyczne, ironiczne, wręcz groteskowe podejście autora do wojny i martyrologii, zasługuje on na miano „polskiego Haska”, z niezapomnianym Szwejkiem, lecz dojrzałość filozoficzna POTORYCZYNA upoważnia do skojarzeń z „Colas Breugnon” Romaine Rollanda.
Autor bawi czytelnika balansując na niebezpiecznej granicy między kpiną a obrazą „świętości narodowych”, jak i religijnych. Np miejscowa grupa /pseudo/partyzantów przyjmuje za swój symbol klucz wiolinowy alternatywny wobec AK-owskiej kotwicy, a dziedzic równocześnie należy do dwóch konkurujących grup partyzanckich. Z kolei opowieściom dotyczącym księdza Morgi /i nie tylko/ można przypisać rodowód wolterowski.
Akcja powieści rozgrywa się w ciągu jednego dnia /por. „Ulisses” Joyce’a/, ale mnogość dygresji rozbudowuje książkę do niekończącej się historii. Autor, skacząc z tematu na temat opowiada zabawne dykteryjki. I tak spowiadająca się Wanda, nie otrzymawszy rozgrzeszenia poucza księdza Morgę: /str.26/
„...grzeszy kto ubiega jego / tj.Boga/ wyroki..”
Autor wielokrotnie powtarza aksjomat: /m.in.str.50/
„...aby wyrazić siebie, trzeba wiedzieć, kto to..”.
Dzieli Żydów na heroicznych, hedonicznych i panicznych: /str.42/
Heroiczni trudzili się szyciem ubrań i butów, leczeniem zębów, pisaniem podań i wyszynkiem, chodzili do synagogi, kochali dzieci. Paniczni chrzcili się i wyjeżdżali byle dalej, w asymilację pełną pogardliwych spojrzeń i samotnych Wigilii bez kolęd. Hedoniczni gadali o rewolucji, palili papierosy, patrzyli na Moskwę albo marzyli o Palestynie, zakładali partie i pili wódkę zupełnie jak normalni ludzie...”.
Kpi z Powstania Listopadowego: /str.67/
„...podchorążowie w dzień krwi i chwały, w noc amoku, jeden w drugiego kompletnie pijani ruszą na Belweder....”.
A stosunki między płciami przedstawia zwiężle: /str.154/
„...Młodzieniec wszystko obiecuje, bo chce coś dostać. Dojrzały męzczyzna będzie nawet gotów coś dać, byle tylko nie musiał nic obiecywać. One zaś nie obiecują nic - one SĄ obietnicą..”.
Wywód Potoryczyna na temat śmierci sprawia wrażenie wolnej przeróbki Epikura: /str.166-7/
„Gdyby śmierć istniała, to umarli przestawaliby istnieć. Gdyby przestawali istnieć, zniknęłoby żródło bólu - wszak nie boli coś, czego nie ma. A przecież boli. Ergo, śmierci nie ma. I jeszcze ten: kiedy przestajemy rozpaczać, przyznajemy rację śmierci i uznajemy jej istnienie. Uznajemy istnienie nieistnienia. Śmierć jest wewnętrznie sprzeczna. Nie ma rzeczy wewnętrznie sprzecznych. Ergo, śmierci nie ma. Istnieje tylko jako środek transportu między absurdami, pomiędzy jedną a drugą rozpaczą. Ex dolor, ex desporatio”. /z bólu, z rozpaczy - tłum.moje/
Aby rozbawić czytelnika autor wsadza w usta szeregowca Hioba prawie trzystronicową żydowską „wiąchę” pod adresem Hitlera /str.175-7/, przewyższającą dosadnością sławną klątwę Urbana wobec Ziemkiewicza. Niestety, ze względu na jej obsceniczność nie nadaje się do cytowania.
Nie sposób zrecenzować wszystkich dykteryjek, tak jak gadania Szwejka. Mozna najwyżej przytoczyć, ale chyba prościej i skuteczniej jest GORĄCO POLECIĆ CAŁĄ KSIĄŻKĘ twierdząc z przekonaniem, że czytelnika czeka ŚWIETNA ZABAWA