Tuesday, 12 August 2014

Karl Ove KNAUSGAARD - "Moja walka" t.I

Karl Ove KNAUSGAARD - “A Death in the Family”
My Struggle: Volume I

Po pierwsze: nie snobuję się, lecz w Kanadzie nie mogłem znależć tej książki w języku polskim, a ponadto angielski tytuł jest odmienny od polskiego, przeto uważałem, że warto go przytoczyć. Po drugie: przed podjęciem lektury przeczytałem m.in. wszystkie recenzje dostępne na „lubimy czytać” i podliczyłem, że zdecydowana większość dała od 7 do 10 gwiazdek. Dlaczego więc nie kontynuowali autobiografii przez następne pięć tomów ?. Doszedłem do wniosku, że wydano dopiero 3 /bo tyle jest na portalu/ i to pewnie niedawno, skoro nie ma żadnych ocen /poza jedną tomu II/. Po trzecie: zapytałem moją „uczoną” wnuczkę /po studiach humanistycznych na Toronto University/ czy spotkała się z tym „bestsellerem” wydanym tu w 2009 roku. Na podstawie jej negatywnej odpowiedzi sądzę, że gadanie o popularności tej książki jest chwytem marketingowym. Po czwarte: nadużyciem jest PORÓWNYWANIE JAKIEJKOLWIEK KSIĄŻKI DO DZIEŁA PROUSTA, chyba, że porównanie dotyczy, tylko i wyłącznie, ilości stron. Jest to tym bardziej UNFAIR, gdyż mało kto przeczytał całe „W poszukiwaniu straconego czasu”. /Na naszym portalu odnotowałem 4 opinie VI części, i 5 opinii V części/. Przyznam, ze sam w młodości przez to przebrnąłem ulegając presji starszej siostry i do dzisiaj uważam, że to było zbędne. Po piąte: z recenzji wynika, że polskie wydanie liczy ponad 500 stron, a moje - angielskie /szczęśliwie/ tylko 390. I po szóste: wyczytałem, że rodzina autora wytoczyła mu kilka procesów o zniesławienie. I tu pojawia się problem etyczny.
Załóżmy, że autor, wyciągając „brudy” z życia swojego i swojej bliższej, jak i dalszej rodziny, stwarza dzieło literackie wysokiej klasy, zasługujące i zdobywające laury. OK, ale czy i autor, jako CZŁOWIEK zdobędzie naszą sympatię i uznanie ? Czy jesteśmy skłonni zaakceptować donosiciela ? Stara maksyma mówi, że każdy lubi donosy, ale gardzi donosicielami. Co byście Państwo powiedzieli, gdyby w Waszej rodzinie znalazła się parszywa owca upubliczniająca „wstydliwe”, intymne tajemnice Waszej rodziny ? Po tych pytaniach możemy przejść do merytorycznej oceny tego konkretnego „dzieła”, udając, że zapominamy o powyższym.
Przepraszam, jeszcze jedna uwaga: niektórzy recenzenci piszą o ekshibicjonizmie autora, co jest błędne, bo on nie obnaża się, lecz plugawi ludzi nie dając im żadnej szansy kontrargumentacji czy też obrony.
Autor pisze: /str.89/: „I wanted so much to be someone” i postępuje w myśl maksymy: “cel uświęca środki”. Gdyby zrealizował cel na 30, 40, no – góra stu stronach, ale on MARUDZI na 2500 /w wyd. ang., po polsku pewnie 3500/.
Przeczytałem więcej stron niż „joaśka”, / która trafnie książkę oceniła na „naszym” forum i której recenzję Państwu polecam, bo się pod nią obiema rękami podpisuję/ więc dodam parę uwag: rozpuszczony maminsynek Karl Ove chował się w LUKSUSOWYCH, CIEPLARNIANYCH warunkach, a pretensje do wspaniałego ojca, były przeciw jego profesjonalnej, jako nauczyciela, spostrzegawczości, dzięki której wiele kłamstw i matactw młodzieniaszka demaskowano. Pedagog nie ustrzegł jednak syna przed paleniem papierosów, i to najdroższych Pall Mall, jak i upijaniu się do nieprzytomności. Mało tego, SZCZYLOWI przewróciło się we łbie i stał się prowodyrem w okradaniu sklepu dwóch staruszek. Ten 190 cm dryblas lekcji nie odrabia, obraża nauczycieli i wykazuje szczytowe lenistwo. Czytając supernudne opisy jak jadł, jak brzdąkał na gitarze, jak czytał książkę, jak gasił światło, nie znalazłem słowa o sprzątaniu, zmywaniu czy prasowaniu koszuli. O prasowaniu koszuli było owszem, że zlecił dopiero co przybyłej matce. A cała posiadłość wymagająca „maintenance ? Na barkach ojca, bo „on to lubi”. Jego pewność siebie wynikająca m.in. z posiadania pieniędzy jest, jak dziś modnie się mówi - „porażająca”. Nawet powtórny zakup skonfiskowanego alkoholu /tak drogiego w Norwegii !!/ nie stanowi problemu. A w ogóle....SZKODA GADAĆ !!
Entuzjastom tego knota życzę miłej lektury następnych PIĘCIU TOMÓW !!