Friday, 22 August 2014

Henryk GRYNBERG - "Memorbuch"

Henryk GRYNBERG - “Memorbuch”
UWAGA! 8 GWIAZDEK NIE DLA AUTORA, LECZ ZA SZEROKI MATERIAŁ DYSKUSYJNY
Widzę, że książkę wydano w 2000 r “z pomocą finansową Ministerstwa Kultury I Dziedzictwa Narodowego”. GRATULUJĘ !!! UBEK „REPORTER” NOBILITUJE WYSOKIEGO POLITRUKA /MAJOR/ OD BERLINGA. Fajne towarzystwo: dwóch NKWD-zistów i jeden UB-ek, wszyscy Żydzi, a protektorem Ministerstwo w „wolnej” Polsce. O antypolskości Grynberga pisałem w poprzedniej recenzji /p. „Uchodżcy”/, więc nie będę się powtarzał. Bohater jego książki to, po Borejszy-Goldbergu, najważniejsza osoba w świecie wydawniczym PRL-u, wieloletni dyrektor PWN Adam BROMBERG.
Teraz muszę wszystko wyjaśnić, bo nic w rzeczywistości nie jest białe/czarne. Podkreślmy więc pozytywy. Sama książka - duży materiał poznawczy, w tym wg mnie najcenniejsze autentyczne antysemickie wystąpienia posłów i senatorów w II RP, od których dostałem rumieńców, a potem ogarnął mnie wstyd i zażenowanie, że z mego KATOLICKIEGO narodu takie NIENAWISTNE kreatury się wywodzą.
Autor, bez względu na swoją przeszłość, ma prawo się wypowiedzieć, a my obowiązek go wysłuchać, w myśl kanonu „audiatur et altera pars”. Jest zdolny, ma niezłe pióro, a to, że fakty interpretuje w sposób mu wygodny, jest jego prawem. Natomiast jego KŁAMSTWA winny być zauważone i napiętnowane. Przez kogo?
Nie oczekuję, żeby przez wydawnictwo, bo to co się dzieje na rynku wydawniczym jest pozbawione jakiejkolwiek etyki zawodowej czy moralności. Natomiast SKANDALEM JEST, ŻE MINISTERSTWO MARNOTRAWI PIENIĄDZE PODATNIKÓW. Marnotrawi, to mało powiedziane, FINANSUJE SZKALOWANIE POLAKÓW. Ministerstwo, FINANSUJĄC KSIĄŻKĘ, NIE ZADBAŁO O JAKIKOLWIEK KOMENTARZ wypowiedzi autora. NIE MA ANI PRZEDMOWY, ANI POSŁOWIA, ANI PRZYPISÓW odnoszących się do półprawd czy kłamstw. A takich jest bez liku. Dla mnie szczególnie bolesne są półprawdy dotyczące wydarzeń marca 1968, gdyż sam dwukrotnie zaliczyłem „ścieżkę zdrowia”, a dzięki niebywałemu szczęściu udało mnie się odzyskać legitymację studencką, co pozwoliło obronić pracę magisterską w końcu marca na Wydziale Chemii PW, gdzie dziekanem był wspaniały człowiek i genialny popularyzator wiedzy, twórca „Problemów” i telewizyjnej „Eureki” - Żyd, prof.dr Józef HURWIC, który został zmuszony do wyjazdu do Marsylii.
Grynberg widzi tylko ofiary wśród współplemieńców, a ja podam dwa przykłady „walki z syjonizmem” tak absurdalne, że aż śmieszne. Córka przedwojennego endeka, a teraz bojownika o wolność Jerzego ANDRZEJEWSKIEGO - Agnieszka nie wychodziła z domu, bo wiedziała, że ówczesne władze szukają sposobu uderzenia w jej ojca, sygnatariusza listu 34. Nie przeszkodziło to władzom ogłosić, że była jedną z organizatorek wydarzeń na UW i wyrzucić ze studiów z wilczym biletem. W rzeczywistości nic ze strajkującymi studentami wspólnego nie miała, bo NASZE towarzystwo wolało wódkę niż politykę. Drugi przypadek opisuje Andrzej Zaorski w swojej książce, gdy to tajniacy zarekwirowali w mieszkaniu Kojki Wierzbickiej, maszynę do pisania służąćą do pisania ulotek. Śmieszność polegała na tym, że maszyna była służbową Pana Ministra, czyli ojca Andrzeja, a ów pożyczył ją bratu Kojki - Dziobakowi /reż.Krzysztof Wierzbicki/. Niestety wesołość kończy się w tym miejscu, gdyż Kojkę wyrzucono z PW i aresztowano.
Poważnych kłamstw nie będę tu wytykał, bo INNI /np IPN/ powinni to zrobić. Ja wytknę tylko jedno, poniekąd osobiste. Grynberg pisze: /str.282/
„W Tarchominie, z braku innych Żydów, wyrzucono pomocnika magazyniera, podając, że był dyrektorem..”
Tylko, że ja tam przepracowałem 10 lat /TZF”Polfa” zwana Tarchominem, choć mieściła się na Piekiełku/ i dyrektorem od jej początku, jak i po 1968 r. był twórca polskiego przemysłu wytwarzania antybiotyków, wspaniały człowiek, Żyd Zygmunt Gmaj, a kierownikiem pionu badawczego, w którym pracowało wielu Żydów, był też Żyd, wielce szlachetny człowiek doc.dr, a póżniej prof. - Jerzy Luba. Muszę jednak tu wspomnieć o starciu nas – młodych naukowców z „klasą robotniczą”, która na zwołanym wiecu, uległszy gomułkowskiej indoktrynacji, krzyczała, że „studenci do książek, a nie do polityki”.
Grynberg przedstawia historię elit PRL-u, jako rozgrywki między Żydami i antysemitami. W rzeczywistości Żydzi wykańczali Żydów, Polaków i viceversa. Przecież największym paradoksem wypadków marcowych 1968 r, było to, że „walkę ze syjonizmem” firmował „zrobiony w dudka” Gomułka, wywodzący się z żydowskiej KPP i mający za żonę Zofię właśc. Linę Szoken.
Nim przystąpię do bohatera biografii - Bromberga, czuję się w obowiązku powiedzieć dwa dobre słowa o Borejszy. Pan życia i śmierci na rynku wydawniczym był głównym twórcą SKOKU CYWILIZACYJNEGO POLSKI, bo LIKWIDACJA ANALFABETYZMU, obok grużlicy i wszawicy, jak i POWSZECHNY DOSTĘP DO KSIĄŻEK I CZASOPISM warunkował to zadanie.
Adam BROMBERG /1912-1993 w Szwecji/, o którym wyczytacie Państwo prawie wszystko w omawianej biografii, ZASŁUŻYŁ SIĘ POLSCE, przede wszystkim jako twórca różnych encyklopedii, w tym tej jednotomowej, powszechnej, bodajże z 1966 r, którą ja do dzisiaj się posługuję.
Jako ciekawostkę podam, że dzięki tej lekturze dowiedziałem się, że jeden z największych filozofów ery nowożytnej Henri BERGSON /1859-1941/, który głosił, że elan vital /pęd życiowy/ jest intuicyjny i nieuchwytny dla rozumu, to praprawnuczek SZMULA ZBYTKOWERA /1727-1801/, od którego mamy dzielnicę W-wy - Szmulki, a nazwisko filozofa powstało z nazwiska syna Szmula - Bera SONnenBERGa.
KARYGODNE POSTĘPOWANIE MINISTERSTWA zaowocowało zniszczeniem egzemplarza Biblioteki w Toronto poprzez ordynarne komentarze POLSKIEJ ANTYSEMITKI, których fragmentem kończę: /pisownia oryginalna/
„Jeśli ta książka miała być obroną Żydów - to nie spełniła zadanie. To jest „oda” na ich komunistyczną i antypolską działalność. Tacy byli - są teraz szczególnie - 2003 r - i tacy będą zawsze. Poprostu wredni, zakłamani i zachłanni na pieniądze. I za to zaplacili - już - parę razy - wyrzuceniem z Egiptu bo to nie była ucieczka, - wyrzuceniem z Hiszpanii. I jeszce przyjdzie czas, że zapłacą za - i to drogo - Polskę - która ich uratowała od totalnej zagłady”.