Saturday, 16 August 2014

Stanisław LEM - "Rasa drapieżców"

Stanisław LEM - “Rasa drapieżców”
Teksty ostatnie
BARDZO CIEKAWE, LECZ TRUDNE DO OCENY. Jako stały czytelnik „Tygodnika Powszechnego” poznawałem te obecnie zebrane felietony sukcesywnie, w okresie od maja 2004 do 9.02.2006 r., w rubryce zatytułowanej „Świat wg Lema”. Oczywiście odbiór pojedyńczego felietonu jest różny od analizy formy skondensowanej, w której uwydatniają się poglądy autora szczególnie negatywne względem Rosji i Putina, polskiej klasy politycznej, a szczególnie Leppera i Giertycha czy też nacjonalizmu. Równoważy je pochlebne wyrażanie się o JP II, Piłsudskim, jak i Miłoszu oraz swoich kolegach Sławomirze Mrożku i Janie Błońskim.
I tu, z obawy przed własną sklerozą, pozwolę sobie, poza założonym planem recenzji, „odfajkować” Miłosza, o którym Lem pisze: /str.87/
„Kiedy odszedł Miłosz, to jakby się Giewont zawalił. Jego obecność była tak potężna, że odczuwało się ją niemal fizycznie.. ..Nie można zastąpić takich wielkich postaci i ich twórczości grami wideo”
Zauważmy, jak powyższy cytat koresponduje z wypowiedzią rosyjskiego modernistycznego pisarza i publicysty - Wiktora Władimirowicza Jerofiejewa /ur.1947/:
„POLSKA stała się nudnym dodatkiem do Europy.... ...Chłopski upór.. ...niechęć do ludzi mądrych i BEZGRANICZNE zaufanie do Kościoła stały się flagą polityczną. Po śmierci WOJTYŁY, MIŁOSZA i LEMA wszystko stanęło na głowie. O losach Polaków decydują jajogłowi ze sprytnymi uśmieszkami, starymi WRZODAMI NACJONALIZMU, ANTYSEMITYZMU i PROWINCJONALNEGO MESJANIZMU. Polska zaczęła się upodabniać do karykatury powieści Orwella”. /podk.moje/
Brak wielkich indywidualności sprzyja refleksji Lema, w której porównuje II i III RP: /str.66/
„Trudno sobie wyobrazić, do jakiego stopnia los społeczeństwa i narodu może zależeć od jednego człowieka - wtedy był nim właśnie Piłsudski. Ale nie tylko on. Patrzę na nazwiska ludzi, którzy budowali II Rzeczpospolitą: to jednak była klasa. Dziś mamy znacznie gorszy skład drużyny politycznej.. ..Bardziej mnie martwi, że nie ma u nas nikogo, kto choć trochę horyzontami przypominałby Piłsudskiego...”.
Bezsprzecznie KONTROWERSYJNY /proces brzeski, Bereza Kartuska/ Piłsudski WIELKIM CZŁOWIEKIEM BYŁ, lecz z tą „klaśą” pozostałych budowniczych „domku z kart” zgodzić się trudno.
No cóż, LEM jest dla mnie największym polskim pisarzem, obok Parandowskiego i „trójcy” Schulz, Gombrowicz, Witkacy, lecz jako filozof, wyrażający swoje idee za pomocą powieści science-fiction, a nie jako publicysta, a w szczególe polityczny. Stąd jego „wpadki” np gdy zadaje pytanie: /str.12/
„Dlaczego Czesi i Polacy nie chcą wspólnie bronić się przed atakami niemieckich rewanżystów ?”.
Bo pamietają POLSKĄ NAPAŚĆ w 1938 i w 1968 r. Także „wpadka”, gdy „martwi” się o Rosję, twierdząc, że jej populacja spadła do trzykrotnie mniejszej od USA /w rzeczywistości 144 mln wobec 306 mln/, a w dodatku zżera ją AIDS /w realu 800 tys nosicieli, wobec 1 200 tys. w USA/.
No i tak przez dygresję na temat Miłosza zburzyłem swój plan, przeto chciałem tylko dodać, że tak bardzo CENIONY PRZEZE MNIE LEM, należy do GRONA „NAWRÓCONYCH” takich jak Mrożek, Szymborska, Błoński etc, którzy w okresie komunizmu byli nim „ZAUROCZENI”, by w odpowiednim czasie się z niego „OTRZĄSNĄĆ” i stanąć w pierwszym szeregu PLWACZY PRL-u.
Lem zaczął karierę publikując, wraz z Husarskim, w „Czytelniku” - powieść „Jacht Paradisse” , piętnującą amerykański imperializm, co mu otworzyło bramy wydawnictwa i w okresie stalinowskim wydał „Astronautów”, „Sezam i inne opowiadania”, „Dzienniki gwiazdowe”, „Obłok Magellana” i in., jak również doszedł w 1958 r do własnego domku i rewelacji tamtych czasów P-70. Natomiast jego sentyment do Lwowa jest zrozumiały, gdyż jego rodzina należała do żydowskiej elity, a ojciec, laryngolog, był właścicielem dwóch kamiennic. Niestety, wybrzydza tylko na „ruskich”, chociaż podczas ich okupacji /1939-41/ studiował sobie, bez przeszkód na medycynie, a gdy przyszli Niemcy - to profesorów rozstrzelali, a on pracował jako ślusarz, ukrywając skrzętnie swoje semickie pochodzenie.