Tuesday, 2 September 2014

Stephen KING - "Historia Lisey"

Stephen KING - “Historia Lisey”
Stephen KING /ur.1947/ dorobił się miliardów na swoich 174 książkach opublikowanych w ciągu 40 lat /ponad cztery książki rocznie/ i wielomilionowej rzeszy czytelników, przeto pomniejszenie jej o moją skromną osobę pozostanie niezauważone.
Być może zacząłem od mniej udanej pozycji /na „lubimy czytać” 1448 ocen, 164 opinii, średnia ilość gwiazdek 6.59/, dlatego też dopuszczam ewentualność, że jeszcze coś jego, bardziej poczytnego, zaliczę; tym bardziej, że z „płodnymi” pisarzami doświadczenia mam różne: np. naszego Kraszewskiego nie zmogłem /do końca/ ani jednej książki, a takiego Balzaca przeczytałem co najmniej 30 książek, a to ze względu na ich wszechobecność w domu mego dzieciństwa skutkiem adoracji mojej śp Matki. Uzupełnię osobiste wyznanie, że nigdy nie dobrnąłem do końca „Nocy i dni” Dąbrowskiej, jak i „Nad Niemnem” Orzeszkowej.
Z 404 stron omawianej powieści dojechałem znudzony, zniesmaczony i sfrustrowany do strony 185, gdzie „zupa się przelała” jak przeczytałem:
„Landonowie dzielą się na dwa rodzaje: ZNIKI i ZŁAMAZIE”. /podkr.moje/
Proszę o docenienie mojej determinacji, jako, że nie poddałem się przy IMPOTEBILACH, SMERDOLENIU, DŁUGAŚNIKACH czy PSIŃCIO. Gdy St. Lem zaintrygował bohatera i mnie SEPULENIEM, to polecieliśmy obaj do odległej galaktyki, by ten problem rozgryżć /notabene bez sukcesu/, a jak Gombrowicz wprowadził SYNCZYZNĘ, to zdobyła szybko popularność i weszła do kanonów języka polskiego. A tu nie wiem, o co chodzi, szczególnie w przypadku „smerdolenia” używanego na przemian z „pierdoleniem”. Przypuszczam, że w tych nowotworach mają znaczący udział tłumacze: Mazan i Wilusz.
Recenzenci bajdurzą o pięknej miłości bohaterów, a ja znalazłem kwintesencję ich życia: /str.169/
„Ona często pije z nim i się z nim upija, bo to jedyne, co można zrobić oprócz pieprzenia się z nim”.
Do 185 strony - akcji żadnej, poza próbami samobójczymi siostry-wariatki, a co dalej nie wiem i nie chcę wiedzieć. Sądzę, że ilość napisanych książek wpłynęła na ich jakość, bo najczęściej do historii literatury przechodzi się jedną książką /gora dwiema lub trzema/.