Friday, 1 August 2014

Jarosław IWASZKIEWICZ - "Dzienniki 1956-1963"

Jarosław IWASZKIEWICZ - “Dzienniki 1956-1963”
WSTRZĄSAJĄCE!!!. Wychowany zostałem w atmosferze kultu dla twórczości Iwaszkiewicza i pogardy dla jego osoby. I to moje odczucie przez ponad pół wieku nie uległo zmianie. Dlatego też pisząc kiedyś esej o Kamilu Baczyńskim napisałem: /esej dostępny na wgwg1943/
„Iwaszkiewicz raczej nie doczeka się, ode mnie, osobnego eseju. Otóż w „Dziennikach”, Iwaszkiewicz opisuje swoją wizytę u Błeszyńskiego [zm.1959] w latach pięćdziesiątych. Błeszyński, [nota bene pierwowzór Janka w „Kochankach z Marony”] - prosty robol, umierający na grużlicę i żona jego, akurat zwolniona z pracy, znajdują się w skrajnej nędzy. Iwaszkiewicz, za śmieszne pieniądze, dymie umierającego, a potem przez pięć stron „Dzienników” dywaguje o swoim wielkim uczuciu do umarlaka. OHYDA!!!!”
Na starość przyzwoitość nakazuje podjąć probę weryfikacji swoich poglądów, krzyknąć wobec nich: „Sprawdzam!”, i dlatego postanowiłem przestudiować szeroko komentowane jego „Dzienniki 1956-1963”. Ich PLUSEM są PRZYPISY opracowane przez Agnieszkę i Roberta PAPIESKICH oraz Radosława ROMANIUKA, jak i wstęp /plus redakcja/ Andrzeja GRONCZEWSKIEGO, natomiast MINUSEM - FAŁSZ i OBŁUDA IWASZKIEWICZA.
Porównajmy wydarzenia w realu i zdarzenia opisywane w „Dziennikach”. Przypominam, że autorem ich jest poseł komunistycznego Sejmu, i to, o ironio losu, z walecznego POZNANIA, były i przyszły Prezes kolaboracyjnego Związku Literatów, który bez żenady pisze: /str.65/
„Do Bieruta miałem zawsze wielkie zaufanie... ..Wierzyłem mu bardzo. Śmierć jego sprawiła na mnie bardzo silne wrażenie, pogrzeb - wspaniały. Te tłumy, które przesuwały sie przed trumną, tłumy prawdziwego, do dziś cierpiącego proletariatu, dla którego on był symbolem i nadzieją..”
Bierut, wasal Stalina /podobno chorobliwie w nim zakochany/ był znienawidzonym bolszewickim namiestnikiem, w dodatku Białorusinem, a tłumy /w tym JA/ szły zobaczyć, czy jakieś ślady mordu zostały. Bo warszawska ulica była przekonana, że Bieruta zabili sowieci na XX Zjeżdzie KPZR, a naprawdę serduszko mu nie wytrzymało, gdy z referatu Chruszczowa dowiedział się, że jego bóg to zbrodniarz. Ale prześledżmy daty:
12.03 - śmierć Bieruta; 20.03 - Ochab I-ym Sekretarzem; 23.04 - aresztowanie wysokich funkcjonariuszy bezpieki - Fejgina i Romkowskiego. AMNESTIA dla 35 tys więżniów politycznych; 28.04 - uchylenie wyroku z 1951 r na Tatara; 3.05 – odchodzi Berman, 28-29.06 - tragiczne wydarzenia w Poznaniu; 18-28.07 - VII Plenum KC PZPR, rehabilitacja Gomułki i Spychalskiego, a póżniej Polski Pażdziernik.
W tym czasie oddany sługus sowieckiego reżimu pan Iwaszkiewicz bawi w Brukseli, w Paryżu, gdzie 21.03 bierze udział w pogrzebie Ireny Joliot-Curie, zamiast opłakiwać z narodem śmierć Bieruta, dalej Wenecja, Sztokholm itd itp. Oprócz zacytowanego wyżej wyznania o swoim przywiązaniu do „tatusia” Bieruta odnotowuje wydarzenia tego gorącego okresu tylko raz, na stronie 95:
„...Wypadki poznańskie wytrąciły mnie całkowicie z równowagi..”
aby przejść do narzekań na pogodę i żonę. Albo fałsz, albo buta; bo w tych dniach wielkich przemian każdy uwikłany w politykę drżał o własną d..., zarówno w ZSRR, jak i w Polsce. Pomijam drobiazg, że Iwaszkiewicz był tak makabrycznie wyalienowany, że nie podzielał ani radości Narodu Polskiego z amnestii, ani rozpaczy po tragedii w Poznaniu.
Nie ma sensu dalsze analizowanie; po prostu „Dzienniki..” , mimo wszelkich etycznych zastrzeżeń, NALEŻY PRZECZYTAĆ, gdyż zawierają ciekawy materiał poznawczy uzupełniony, jak już wspominałem, solidnymi przypisami.
A co do Błaszyńskiego, zrozumiałem, ze porzucił żonę i syna, aby spędzić ostatnie lata jako utrzymanek Iwaszkiewicza.