Monday, 26 January 2015

William WHARTON - "Spóżnieni kochankowie"

William WHARTON - "Spóżnieni kochankowie"
Wharton to ten niedoceniony w Stanach Zjednoczonych, a bardzo lubiany w Polsce. No i dobrze. Bo on dla prostaków amerykańskich zbyt SUBTELNY, zbyt DELIKATNY. Recenzowałem tylko "Opowieści z Moulin du Bruit" i byłem zachwycony /9 gwiazdek/. W tej chwili jestem na 55 stronie i zaraz wracam do lektury, która mnie zafascynowała. Au revoir.
Skończyłem czytać i zacząłem szukać przyczyn wzajemnej niechęci Whartona i lobby wydawniczego w Stanach Zjednoczonych. Otóż Wharton /1925 w Filadelfii - 2008 w Kalifornii/ nazywał się naprawdę Albert du Aime, pochodził z rodziny francuskiej i nie znosił amerykańskiego prostactwa. Wg Wikipedii:
"W 1960 rodzina Whartona przeniosła się do Europy, chcąc uchronić dzieci przed zgubnym wpływem amerykańskiej popkultury, a zwłaszcza telewizji. Przez lata mieszkał w Paryżu, utrzymując się z malowania obrazów oraz wynajmowania remontowanych przez siebie mieszkań w paryskich kamienicach. Wydarzenia te opisał w powieściach "Spóżnieni kochankowie" oraz "Werniks"."
A książka? Przepiękna opowieść o wysublimowanej więzi duchowej możliwej tylko między wysoce kulturalnymi ludżmi. A erotyka? Najwykwintniejsza forma opisu najintymniejszych uniesień. Uczcie się zboczeńcy tacy jak Philip Roth i cała zgraja z płd. Ameryki z Vargasem, Coelho i Marquezem na czele, na jakie szczyty można się wspiąć w Europie !!
Omawiając zasady życia rodzinnego w Stanach, Wharton użył przymiotnika "wygodny", pewnie obecnie by użył określenia "political corectness", co oznacza sztuczność oraz dostosowywanie się do obowiązujących norm bez zastanawiania się nad nimi. Dodam jeszcze, że dał mnie do myślenia stwiedzeniem, że /str.67/
"Prawdopodobnie człowiek, który ma w życiu wystarczająco dużo miłości i akceptacji, nigdy niczego nie stworzy, nic nie zrobi".
Toć to mowa o bergsonowskim elan vital !!!
Jeszcze zakończenie. Zrozumiałem, że Jacques już nic wartościowego nie namaluje.