Tuesday, 13 January 2015

Philip K. DICK - "Valis"

Philip K. Dick - “Valis”
Valis to podobno: Rozległy Czynny Żywy System Informatyczny czyli np sam autor, który z kolei tłumaczy postać główniego bohatera: /22/
„Koniolub Grubas to ja, piszę to w trzeciej osobie, żeby uzyskać niezbędny dystans”.
Z przedmowy Lecha Jęczmyka /tłumacza/ dowiaduję się, że niejaka Ursula le Guin /ur.1929/, autorka bardzo miernych książek sci-fi, uważa, że Dick zwariował. Nie sądzę, raczej kontynuuje swoją grę z czytelnikiem z „Ubika”. Miesza groch z kapustą, by czytelnik dostał kociokwiku, zawrotów głowy, omamów, ogólnie stanu postnarkotykowego, posthalucynogennego bez spożywania jakichkolwiek używek. Metoda polega na nadmiarze informacji bardziej lub mniej istotnych, najczęściej cząstkowych, ale na pewno świetnie dobranych, a następnie manipulowanych, by pozbawić czytelnika zdolności racjonalnej oceny tego szokującego zestawu jednostkowych prawd. Przy tym wszystkim jest rozbrajająco szczery, gdy stwierdza, że /48/..
„...istotą świata jest informacja..”
No to, oprócz mianowania jego na Dostojewskiego sci-fi, zasłużył też na tytuł Goebbelsa sci-fi. Odnoszę wrażenie, że on stara się „pogrążyć w entropii” nie swojego bohatera, a czytelnika. Przypominam, że entropia jest miarą stopnia nieuporządkowania układu. Równocześnie sam wciska czytelnikowi kit, że jest wariatem, bo to jest zasłona dymna, skoro: /45/
„Chorzy umysłowo nie stosują zasady brzytwy Ockhama.. ..Oni ulatują w barok..”
Przecież to jawne samousprawiedliwianie swojego snucia często sprzecznych poglądów, czyli legitymizowanie gadania wszystkiego, co ślina na język przyniesie. Bardzo sprytne!!! A wszystko pod superatrakcyjnym płaszczykiem „poszukiwania Boga”.
Proszę mnie nie posądzać o jakieś negatywne uczucia do Dicka, bo jest wręcz odwrotnie: czytam drugą /po „Ubiku”/ jego książkę i jestem wstrząśnięty, jak i zachwycony, i właśnie w celu lepszej percepcji usiłowuję go „zdemaskować”.
Doceniam dopracowaną formę, sprytną konwencję „dwoistości” bohatera, ale nie mogę też nie zauważyć wciskania na siłę swoich „fiszek”. Jak wiemy, ostatnie książki Dick pisał w niebywałym tempie i usiłował umieścić w nich jak najwięcej swoich ciekawostek odnotowywanych przez lata w notatniku. Teraz przerzuca notatnik, znajduje coś ciekawego i bach! Ładuje do książki, dopisując ad hoc argumentację uzasadniającą obecność notki akurat w tym miejscu. Ja nic nie mam przeciw temu, po prostu odczuwam sztuczność konstrukcji. To „upychanie” prowadzi do wielkich trudności czytelnika w podążaniu za autorem, który np na połowie 83 strony „załatwia” Heraklita, Kanta, Junga, Spinozę, buddystów, teofanię, noos, deus absconditus i in. Ile czasu musiałbym poświęcić, by wyrobić w sobie uzasadniony pogląd na beztrosko rzucone tam przez autora słowa? Zmuszony jestem do rezygnacji z głębszej analizy, bo przy takim epatowaniu ilością zagadnień, życia /i chęci/ by mnie nie starczyło na zgłębienie poruszanej tematyki.
Sam dla siebie prowadzę od lat „Mój Pod Ręcznik”, gdzie umieszczam wyczytane ciekawostki, i bez żadnego mojego intelektualnego udziału, powstała, sama z siebie, arcyciekawa lektura. Widzę analogię do notatek Dicka, wciśniętych w książkę.
Na koniec wypada odnieść się do pytania ukrytego w przedmowie: wariat czy hochsztapler ? Moim zdaniem: ani wariat, ani hochsztapler, a po prostu jeszcze jeden inteligentny facet z jajami, który nigdy nie nudził się sam z sobą, bo miał /i umiał/ o czym myśleć. Jednocześnie ostrzegam, że przedstawione poglądy filozoficzne, teologiczne etc Dick uprościł i potraktował wedle własnych potrzeb, wybiórczo, przeto nie są dla ich twórców w pełni reprezentatywne.
Acha, mnie - wychowanemu w kulturze chrześcijańskiej spodobał się wywód: /146/
„..Jeżeli Logos jest racjonalny i Logos równa się Bogu, to Bóg musi być racjonalny. Dlatego właśnie stwierdzenie Czwartej Ewangelii o identyczności Logosu jest tak ważne: Kai theos en ho logos, czyli „i Bogiem było słowo”......”.
A czy Logos = Zebra = Valis odpowiedzcie sobie sami.
PS Z opinii „Darka” na „lubimy czytac”/którą podzielam/: „..I choć można go przyrównać do filozoficzno-teologicznego bełkotu, jest pozycją niezwykle silnie oddziałującą na czytelnika...”.