Sunday, 25 January 2015

Jerzy ŻUŁAWSKI - "Stara Ziemia"

Jerzy ŻUŁAWSKI - „Stara Ziemia”
W drugiej części Roda i Mataret ukradli Zwycięzcy – Markowi statek kosmiczny i niechcący lecą na Ziemię. Zresztą treść jest drugorzędna, powiedzmy tylko, że otacza ich opieką przyjaciel Marka, uczony i filozof Jacek, dzięki któremu Marek mógł zrealizować swoją podróż; /Jacek kocha Azę, a Aza kocha Marka/.
Najważniejsze są rozmowy. Recenzenci podkreślają dekadentyzm Żuławskiego i najczęściej tym terminem kwitują jego poglądy. A ja widzę zbieżność najważniejszej rozmowy ze zdaniem ks. Józefa Marii Bocheńskiego, który uważał za kluczowe słowo CHCĘ i wg którego AKT WOLI nadawał wierze sens. Rozmawia Jacek z mędrcem hinduskim Nyanatiloka: /280/

„- Wierzyć, to mało — szepnął Nyanatiloka, patrząc przed siebie szeroko rozwartymi oczyma. — Trzeba wiedzieć koniecznie.
-A ty wiesz?
-Wiem
-Skąd? Jak?
-Bo chcę
-….Czyż wiedza może być od woli zawisła?
-Tak, jest od woli zawisła..”

Żuławski swoje credo wkład w usta mistrza Jacka, lorda Tedwena, który nota bene powraca na łono Kościoła, u schyłku życia. Lord Tedwen mówi: /234/
„—....Przekonałem się jeno, że dla ustroju społecznego nic zrobić nie można. Społeczeństwo nie jest wytworem rozumnym i dlatego doskonałe nigdy nie będzie. Wszelka utopia, od najstarszych platońskich począwszy, przez ciąg wieków aż po dni dzisiejsze, ...utopią na zawsze pozostanie: dopóki się roi po książkach, buduje się gmach z kart, nie dbając o prawo ciężkości, ale z chwilą gdy się rękę do dzieła przyłoży, widzi się nowe zło, które na miejscu dawnego, usuniętego powstaje. Współżycie ludzi doskonałe, ustrój idealny to problemy z natury swej niedające się rozwiązać. Zgoda jest pojęciem sztucznym, wyrozumowanym; w przyrodzie, wszechświecie i ludzkiej społeczności istnieje tylko walka i przemijająca, pozorna równowaga prących na siebie sił przeciwnych. Sprawiedliwość jest postulatem uwodzącym i niezmiernie popularnym, gdyż właściwie z ludzkiego stanowiska nic rzeczywistego nie oznacza i każdy może ją sobie inaczej rozumieć, i słusznie, gdyż właściwie dla każdego powinna by być inna sprawiedliwość, a tymczasem społeczeństwo jest jedno lub chce być jednym przynajmniej. W końcu to obojętne, czy włada lud czy tyran, mędrcy wybrani czy szalona zgraja krzykaczy: zawsze ktoś jest uciśniony, zawsze komuś jest źle, zawsze jakaś krzywda się dzieje.
Ktoś zawsze musi cierpieć. W jednym wypadku większość cierpi, w innym nieliczni, ale może najlepsi, a zresztą chociażby jeden tylko cierpiał pokrzywdzony, ten właśnie, któremu kazano być „równym”, gdy on się przypadkiem na samowładcę urodził. Któż oceni, kiedy większa krzywda się dzieje, i kto wymierzy prawo, jakie człowiek każdy na świat ten ze sobą przynosi? Oddanie słuszności jednej zasadzie jest pogwałceniem drugiej, nie mniej „sprawiedliwej”, i tak zawsze, bez końca.....”

Odniosłem wrażenie, że Żuławski chce załagodzić stosunki z Kościołem, niewątpliwie nadszarpnięte częścią drugą, poprzez poniższe: /26/

„I jak przed wiekami, przed dawnymi wiekami, tak wstają i dzisiaj prorocy i niosą Objawienie, mające ludziom, chcącym i zdolnym wierzyć, uprościć wszelkie myślenie i serce uspokoić, i na pytania wszelkie odpowiedź dać ostateczną. Religie są, jako były zawsze, mimo że im tyle razy zachód i zgubę przepowiadano — silniejsze dzisiaj może niż kiedykolwiek, jeno że zmienił się ich zakres i znaczenie. Tłumy przestają wierzyć i bóstwa szukać za błękitami, te tłumy olśnione wiedzą, której nie rozumieją, zaślepione blaskiem skarbów przez najwyższe duchy zdobytych, z których korzystają, zgoła myśli do ich nagromadzenia nie przyłożywszy.
Ale za to ci najmędrsi, ci, którzy niegdyś w czasie nadmiernej w siły swe ufności pierwsi religię jako „zabobon”, jako rzecz zbyteczną i ciemną rozbijać poczęli, teraz chronią się pod jej skrzydła — jeden po drugim — z lękiem jakimś w oczach, co zbyt blisko w nierozwiązywalne tajemnice patrzyły, i z pragnieniem ukoju w wysilonych mądrością sercach”.
Wydaje mnie się, że wyciągnąłem wszelkie wartości z tej zdecydowanie nieudanej, anachronicznej i chwilami rozbrajająco naiwnej trzeciej części, w której nawet la femme fatale jest nieporadna. A 7 gwiazdek, by nie psuć całości, no i że to 105 lat temu było pisane.