Saturday, 3 January 2015

Tadeusz DOŁĘGA_MOSTOWICZ - "Znachor"

Tadeusz DOŁĘGA-MOSTOWICZ - „Znachor”
Dołęgę-Mostowicza /1989-1939/ nazywano „doskonałym rzemieślnikiem” bądż pisarzem „PIERWSZORZĘDNIE DRUGORZĘDNYM”. Tylko nie zapominajmy, że GOMBROWICZ mówił podobnie o SIENKIEWICZU:
„...nigdy nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To HOMER drugiej kategorii..”.
Minęło 75 lat od bohaterskiej śmierci Dołęgi; śmierci żołnierza broniącego Ojczyzny. Zginąl w wielu 41 lat, po zaledwie siedmioletniej karierze pisarskiej, a jego książki są chętnie czytane do dzisiaj. Wymienię tylko 7 najpoczytniejszych: „Kariera Nikodema Dyzmy”, „Prokurator Alicja Horn”,”Doktór Murek zredukowany”, „Drugie życie doktora Murka”, „Znachor”, „Profesor Wilczur”, „Pamiętnik Pani Hanki”. Trzynaście filmowych adaptacji jego utworów, w tym dwie omawianego „Znachora”: przed wojną /1937/ z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim i Elżbietą Barszczewską oraz w 1981, przez Hoffmana z Jerzym Bińczyckim i Anną Dymną. Który z polskich pisarzy może pochwalić się porównywalnym dorobkiem ?
Czy może nie za łatwo przyzwyczailiśmy się do powtarzania pogardliwych sądów wykreowanych przez „elyty” II RP, obrażone ich groteskowym obrazem przedstawionym w „Karierze Nikodema Dyzmy” /1932/, jak i „Pamiętniku pani Hanki” /1939/, który stał się gwożdziem do zamykanej już trumny II RP.
Sienkiewicz wykreował na bohatera narodowego Rusina z domieszką krwi rumuńskiej, Jeremiego Wiśniowieckiego, który wg Normana Daviesa /”Boże Igrzysko” str.437/:
„...był pospolitym bandytą, łupieżcą wdowich majątków, renegatem i zdrajcą...”
Natomiast Dołęga stworzył Dyzmę, archetyp prostackiego karierowicza, który ma rację bytu tylko w państwie pozbawionym solidnych struktur czyli w zegadłowiczowskim „Domku z kart”, tworzonym po 1920, 1945 i 1989 roku. Nie oburzajcie się, Państwo, bo ceniony i szanowany przeze mnie za pracę nad sobą, śp Andrzej Lepper, był jednak Dyzmą.
Ale czas już na omawianą powieść. Wszyscy treść znają, bądż z lektury, bądż z którejś wersji filmowej, więc bezsensowne byłoby się nią zajmować. Mam więc tylko jedno pytanie: czy komuś z Państwa nie zakręciła się łza w oku w trakcie lektury bądż projekcji ? Bo ja płakałem, jak przy „Trędowatej” i wcale się tego nie wstydzę. I powieść ta nie propaguje taniego sentymentalizmu, lecz pokazuje ile może zdziałać DOBRO.
Zgodzicie się Państwo, że DOBRO jest największą WARTOŚCIĄ, więc zmuszeni jesteście stawiać, jak ja, 10 gwiazdek.