Saturday, 17 January 2015

Ignacy KARPOWICZ - "Balladyny i romanse"

Ignacy KARPOWICZ - “Balladyny I romance”
Po nieudanej randce z jego „Gestami”, uległem namowom Pawła, mojego znajomego z „lubimy czytać” i podjąłem próbę weryfikacji swojego zdania na temat Karpowicza. Przyznaję uczciwie, że Paweł zachwalał tylko „Sońkę”, a z kolei na „Ości” narzekał. Natomiast ja znalazłem w torontańskiej bibliotece tylko „Balladyny i romanse”, których objętość mnie przeraziła /prawie 600 stron/.
Są wśród czytelników sympatycy jego książek, jak i przeciwnicy. Argumentację jednych i drugich możecie Państwo wyczytać z ich licznych recenzji. Nie zamierzam też przytaczać słów krytyki z mojej recenzji „Gestów”. Chcę natomiast wyrazić głębokie wyrazy współczucia młodemu człowiekowi, jakim jest niewątpliwie Karpowicz /ur.1976/, że ma spaczone wyobrażenie o sztuce uprawiania seksu.
Tak, bo seks jest dziedziną sztuki uprawianej poniekąd instyktownie, której arkana są dostępne samoistnie tylko wąskiemu gronu estetów, a innym dopiero po zgłębieniu pomocy naukowych, poczynając od „Kamasutry” a na Aretina „Nannie, co swą córeczkę Pippę na kurtyzanę kształciła” kończąc.
Mam prawo autorytatywnie wypowiadać się w tej materii, bo to moje roczniki wprowadzały swobodę seksu, /dyskryminowanego do 1956 roku/, „na salony”.; bo należę do pokolenia „prywatkowiczów” i „balangowiczów”; bo uczestniczyłem w prywatkach, gdzie, na wzór szwedzki, uczestnicy rozbierali się kompletnie tuż po wejściu do mieszkania; bo to wtedy modny był dowcip o kolorowym synku pytającym się swojej białej mamy, dlaczego jest czarny? Na co mama odpowiadała: „To była taka balanga, że ciesz się, że nie szczekasz”.
My uprawialiśmy seks, kochaliśmy go i doprowadzaliśmy do perfekcji, i pozostały w nas te talenty do póżnej starości. U Karpowicza seks jest brudny i pospieszny, bez jakiejkolwiek gry wstępnej, bez wspólnego orgazmu; JEST ODRAŻAJĄCY. Parę przykładów:
1. Seks małżeński /str.110/
„..Rozpięła mu rozporek. Na początku chyba się bał, miękki i nieprzydatny, wreszcie zesztywniał. Doszedł, długo to trwało. Kama myślała, że zapadnie na chorobę morską od kolebania własną głową wte i nazad.
-Dzięki - powiedział Artur, gdy wstawała..”
2. Subtelność wyrażeń w sytuacji intymnej: /str.74/
„Jego członek, wrażony w jej ciało, zachował twardość.
- Ogródek przekopany - powiedziała. – Wyciągaj szpadel..”
3. W internacie: /str.57/
„Małolat ją obmacywał, acz nie postawił kropki nad „i”, małolat sflaczał...”
4. Doświadczenia małolata: /str.51/
„Dwa razy masturbował się z kolegą w trakcie oglądania jakiegoś pornosa, dzieląc uwagę na troje, między telewizor, własnego chuja i chuja kolegi, wyrażnie mniejszego, zauważył z satysfakcją, kątem oka, ślepa plamka. Trzy razy jakaś lachon trzymała jego prącie w swoich ustach w heroicznej i chybionej próbie sprawienia komuś przyjemności”.
Do tego onanizm: /str.45/ „Janek nie potrafił powstrzymać ręki, wybuch rozkoszy wyrzucał go na wyspę kaczeńców”. DLACZEGO KACZEŃCÓW? oraz pięciominutowy seks Artura i Anki w stodole. I to wszystko na 110 stronach!! Poznawać dalszych 500 nie zamierzam.
A jeszcze SUPERIDIOTYZM /str.67/:
„Fascynowały ją zwłaszcza kobiety w wieku jej matki, które nic nie wiedziały o wyższości orgazmu łechtaczkowego nad pochwowym, ponieważ realny socjalizm stawiał przed nimi inne wyzwania, najczęściej - pustą lodówkę”
To ZDANIE ROKU, bo w jednym zdaniu tyle BZDUR umieścić to sztuka. Po pierwsze w okresie realnego socjalizmu mało kto miał lodówkę; po drugie - niedostateczne odżywianie, głód wzmaga popęd płciowy, jak i zainteresowanie technikami zaspakajania jego; po trzecie - brak autorowi doznań seksualnych ze starszymi kobietami, bo na orgazmie zawsze lepiej znały się „nasze matki”, a jeszcze lepiej babki, nie mówiąc już o lubieżnych prababkach, i tak do Lilith czy Ewy.
Panie Karpowicz, odpocznij pan z pisaniem, masz pan 39 lat, więc podoświadczaj pan seksu z górnej pólki, póki nie jest za póżno, i dopiero wtedy przelewaj swój experience na papier. Tak panu zaleca aposterioryczny koneser.