Friday, 16 January 2015

Albert CAMUS - "Obcy"

Albert CAMUS - “Obcy”
Opowiadanie zajmuje 75 stron, ale najgorsze następuje po nim. To się nazywa „Posłowie” a jego autorką jest Urszula Klatka. Otóż ta pani nie dość, że wypisuje niesłychane bzdury, bo to jej wolno, skoro wolność jest, ale z determinacją wartą większych przedsięwzięć, uparła się opowiedzieć szczegółowo treść książki. Nie streścić, lecz precyzyjnie opisać szczegóły z zaleceniem, jak je czytelnik ma zrozumieć. Np Klatka na str.89 podaje przebieg bójki:
„Dochodzi do potyczki między Rajmundem a jednym z Arabów. Arab zostaje ranny. Rajmund krwawi....”
A Camus pisze /str.38/:
„..Rajmund.. wymierzył cios i ten drugi miał twarz we krwi... ..Krzyknąłem: ‘Uwaga, on ma nóż’, ale Rajmund miał już rozpłatane ramię i pokiereszowane usta.. ..Rajmund ściskał ramię ociekające krwią...”
To mi jakoś wychodzi, że ranny to był Rajmund, a Arab jeno w japę zarobił...
Nawet w tej wydawałoby się banalnej czynności popełniła jednak błędy. Nie udało jej się mnie zaszkodzić, bo pamiętam szczegółowo treść z pierwszej lektury, która miała miejsce ponad 50 lat temu. Może nie pomyślała o tym, że spora część czytelników zaczyna, jak ja, od posłowia, szczególnie gdy nie ma przedmowy.
Teraz z Wikipedii dowiedziałem się, że czytałem wersję ocenzurowaną przez wredny reżim. Szkoda, że nie mam skąd się dowiedzieć jakie ujemne skutki przyniosło to gomułkowskie ocenzurowanie. Bo ja nie zauważyłem ani jednego słowa, ani jednej sceny, którą PRL-owscy kaci mieliby unicestwić.
Co do samej książki, to już tylu mądrych szumnie się wypowiedziało, używając górnolotnych słów i uczonych kwalifikacji /np czy to egzystencjalizm czy tylko absurdyzm, a i jeszcze alienacja/, że ja ograniczę się do wniosków, jakie wysnuliśmy z moją śp Mamą, po wspólnej lekturze, 50 lat temu. A właściwie był jeden, i to oczywisty truizm: że trzeba DBAĆ O POZORY. Bo decydujące znaczenie dla werdyktu miały zeznania strasznych staruchów o „obcości” OBCEGO, wobec śmierci kochanej mamusi. Bo gdyby nie zachowywał się naturalnie, lecz trochę choć poudawał rozpacz po stracie tej praktycznie obcej staruszki, to proces by się potoczył inaczej. Szczerość nie popłaca.
Przypomnę jeszcze, że Camus wydał omawianą książkę w 1942 roku, w okresie zażyłej znajomości z Sartrem, i że żadnej sensacji ona nie wzbudziła, bo sławę zdobył dopiero 5 lat póżniej, gdy jego „Dżumę” zinterpretowano jako „zarazę polityczną” przemianowaną w latach 50-ych na totalitaryzm.
Niemniej ja się „Obcym” zachwyciłem już wtedy, czego świadectwem jest moja sklerotyczna pamięć wszystkich szczegółów. A to znaczy, że to ARCYDZIEŁO.
PS Nie znam francuskiego, ale angielska nazwa STRANGER lepiej mnie brzmi niż polska, bo tak jakoś w OBCYM brakuje mnie elementu dziwności, samotności.