Tuesday, 6 January 2015

Stanisław BRZOZOWSKI - "Legenda Młodej Polski"

Stanisław BRZOZOWSKI - „Legenda Młodej Polski”

Myśl niewątpliwie ciekawego, kontrowersyjnego Brzozowskiego przywoływana jest przy wielu okazjach i przez wielu „wielkich” /Kołakowski, Miłosz czy Michnik/. Najczęściej zainteresowanie nim pojawia się, gdy następuje CYKLICZNA moda na młodego Marksa, tzn gdy nie znał „złego ducha” marksizmu - Engelsa, a że właśnie teraz /2014/ to obserwujemy postanowiłem krótką notatkę na ten temat sporządzić.
Zacznijmy od etosu pracy /Brzozowskiego, z omawianej książki/:
„Człowiek musi sam stworzyć sobie swój posłuszny świat. Praca ukazuje się jako jedyny fundament myśli. Myśl żyje w świecie, o ile utrzymywana jest na jego powierzchni przez wysiłek życia. Sama przez się nie ma żadnej władzy”.
Okazuje się, że na naszym portalu /”lubimy czytać”/ jedyną opinią „Pamiętnika” Brzozowskiego jest MOJA, a i tak NIKT JEJ NIE CZYTA /9 like’ów/, przeto zdecydowałem się przytoczyć jej istotny fragment teraz, gdy mam już wielu znajomych i obserwujących:
„I tak, ze względu na to, że trend czczenia Brzozowskiego wśród intelektualistów nadal obowiązuje zacznę od przeciwnej strony tj jego przeciwników. O sporze Irzykowski-Brzozowski raczej póżniej, teraz opinia Jerzego STEMPOWSKIEGO, wyrażona w liście do GIEDROYCIA:
„Mnie odstręczała od Brzozowskiego niekonsystencja jego myśli, której - jak w bouillabaisse - pływa czternaście gatunków ryb i wszystkie niedogotowane. Tu kawałek Marksa, tu kawałek Macha, tu kawałek Newmana...”.
„Przeintelektualizowanie” Brzozowskiego wykpił najdobitniej satyryk, autor bajek, Jan LEMAŃSKI /1866-1933/ w wierszu „ERUDYTA”. Oto fragment:

„Co stworzyli Fichci, Hegle,/ Kanci, Comci - umiem biegle./ . Wszystkie zagraniczne „geisty” /. Znam: Ibseny, Marksy, Kleisty ./ I Amiele i Sorele:/ Wszystkich, wszystko na proch mielę./ . Wiem, co płonie, a co tli się/ W Goethem, w Heinem, w Novalisie;/ Co w Shakespearze, w Macauleyu,/ W Millu, w Keatsie i w Shelleju/ Wiem, co Dante rzekł, Carducci;
Wiem, co Machiavel uczy./ Nikt nie żywił się tak niczem,/ Jak ja Fryderykiem Nietzschem./ Wiem, co Budda, co Mahomet;/ Co jest Krishna, co Bafomet;/ Wiem, co pisał Tomasz z Kempis;/ Wiem, kto kocha zło, kto tępi;/ Wiem, gdzie zła, gdzie dobra rola,/ Jak jaki Savonarola.... Tak, lecz MOJE własne DZIEŁO/ - Moje własne - LICHO WZIĘŁO” /podkr.moje/

Jak mówiłem o Brzozowskim WYPADA mówić DOBRZE, lecz dobrze nie wyklucza różnie. Sam Brzozowski podkreśla nieustannie swoją katolickość, podkreśla tak żarliwie, a wręcz zbyt żarliwie, aby kato-Polak mu uwierzył. Podobny efekt wywołuje swoimi wyznaniami Miłosz, nie wspominając o Michniku, który tak „czarnych” się boi, że przyznaje wprawdzie w końcu I tomu, że „nakreśliłem obraz Kościoła zbyt rozjaśniony”, lecz w sześciu dalszych lizusostwo kontynuuje. Co do opinii o Brzozowskim, zacznę od Normana Daviesa, który widzi w nim JEDYNEGO PIONIERA POLSKIEGO MARKSIZMU. Dodajmy, że wg tegoż Daviesa, polski marksizm wydal ZALEDWIE dwóch myślicieli dużej klasy: Adama Schaffa /ur.1913/ i jego ucznia, Leszka Kołakowskiego /ur.1927/, obu wyrzuconych póżniej z Partii. Giedroyć z kolei wielokrotnie powtarza, że „wychował” się na lekturach Brzozowskiego i Żeromskiego. /Wymienia również Potockiego, Micińskiego i Berenta/. Wg Wyki, „pisma Brzozowskiego odegrały /wielką rolę/ w ukształtowaniu światopoglądu filozoficznego tzw „warszawskiej szkoły idei”...... Do szkoły tej należeli: Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko, Andrzej Walicki, Jerzy Szacki, Zygmunt Bauman i inni. „Patronem” ich był Juliusz Kroński, heglista, filozof, który wpłynął równie zdecydowanie na światopogląd wybitnego pisarza - czyli Czesława Miłosza w jego wojennym i bezpośrednio powojennym okresie. Młodych filozofów „warszawskiej szkoły idei” pociągnął przede wszystkim historyzm Brzozowskiego i jego nieustanne próby związania jednostki z dziejowym światem. To właśnie w tym kręgu filozoficznym doszło do pierwszego po II wojnie tak dynamicznego odrodzenia pisarstwa filozoficznego Brzozowskiego, a także jego „filozofowania” rozumianego jako sposób życia duchowego, będącego w nieustannym ruchu. Najważniejszą pracą, jaka powstała w tym kręgu wybitnych brzozowszczyków, była książka Andrzeja Walickiego „S. Brzozowski - drogi myśli” /1977/”.
Ze względu na normatywną długość recenzji powiem tylko, że Brzozowski pastwił się nad Sienkiewiczem, jako szkodnikiem społecznym, a moje zdanie nt książki zastąpię bardziej kompetentnym, z którym sympatyzuję
Na portalu culture.pl czytamy:
„ ‘Legenda Młodej Polski’ tworzy w naszym piśmiennictwie własny, nie mający poprzedników i nie dający się zapewne powtórzyć, gatunek rozprawy krytyczno-kulturalnej” - pisał Andrzej Mencwel. Książka jest tak pomyślaną krytyką współczesnej świadomości historycznej i kulturalnej, by krytyczne przepracowanie łączyło się w niej z pozytywnym projektem filozoficzno-antropologicznym. Szczególnie istotne dla czytelników „Legendy” pozostają studia „Kryzys romantyzmu” (krytyka romantycznego stanu świadomości i obraz relacji między romantyzmem a Młodą Polską); „Polskie Oberamergau” (o niewykorzystanej szansie romantyzmu); „Nasze ‘ja’ i historia” (o relacji między historią a życiem).
W „Kryzysie romantyzmu” pisał krytyk: „Na czem polega romantyzm? Na tem, że człowiek próbuje stworzyć świat, w którym jego ‘ja’ nie byłoby bezmyślnym widzem, chce stworzyć świat posłuszny naszej woli, odpowiadający naszej myśli, psychice”. Tę konstatację można by uznać za oś myślową książki: niezależnie od tego, czy Brzozowski będzie pisał o Norwidzie, Wyspiańskim czy Żeromskim, powróci do wątku przełamywania niemocy, samodzielnego stwarzania sobie świata: podstaw do życia i myślenia. Co ważne: słynna formuła „Romantyzm to bunt kwiatu przeciwko swym korzeniom” ilustruje taką sytuację duchową, w której nie ma szans na zmierzenie się z życiem realnym, a nie z jego jakkolwiek pomyślaną hipostazą. A ta gotowość stanowi dla Brzozowskiego niezwykle istotne kryterium wyłonienia formacji, które mogłyby sprostać wymaganiom czasów. Młoda Polska nie była w oczach krytyka pozytywnym przezwyciężeniem romantyzmu, przeciwnie: odziedziczyła większość jego słabości, tracąc wiele z potencjału buntu i zmiany. Znakomite studia o Wyspiańskim czy Żeromskim to ważne demaskacje wewnętrznego zniewolenia i „podcięcia” przez romantyzm uwewnętrzniony, który z idei staje się fantazmatem i pułapką. Albo: który w kulturze polskiej ma zarazem jasny, konstytuujący ją i inspirujący awers idei oraz ciemny rewers: „klątwę bezczynu” z”Wyzwolenia”.”