Wednesday, 21 January 2015

Doris LESSING - "O kotach"

Doris LESSING - „O kotach”

Siódma książka Lessing, którą czytam i oceniam; dotychczas było świetnie, mimo dwóch wpadek. Nieznana mnie wcześniej pisarka dostała ode mnie raz - dziesięć gwiazdek za „Opowieści afrykańskie”, trzy razy – osiem, za „Podróż Bena”. „Mężczyznę i dwie kobiety” oraz „Piąte dziecko”, a z kronikarskiego obowiązku wymieniam też wpadki, którymi są „Szczelina” i „Lato przed zmierzchem”.
A teraz mieszane uczucia, bo niby ładnie, że Lessing poświęciła czas wspomnieniom o swoich kotach, no i miło, że w ogóle takie wspomnienia miała, ino, że one nudnawe i sztampowe, o czym mogę autorytatywnie wyrażać opinie, bo od zawsze miałem koty, „żyłem z nimi i kochałem je”. Obecnie mam dwie „abisynki”, maścią jednakie, a różne charakterami. I na przekór książce, jedna - wysterylizowana jest szczupłą, bardzo ruchliwą trzpiotką, a ta druga - niewysterylizowana, spasła się i nawet na zabawy nie ma ochoty. A, że wśród znajomych i rodziny mam dużo „kociarzy”, to opowieści o kotach mógłbym snuć więcej niż autorka i o wiele ciekawszych niż zawarte w książce.

Dodatkowym minusem są drastyczne opisy z koegzystencji zwierząt i ludzi na afrykańskiej farmie na pierwszych stronicach książki, jak i zbyt częste opisy „kocenia” się w całości. Oczywiście w porównaniu z paskudnym „Auteczkiem” Hrabala jest to sympatyczna książeczka, niemniej arcydziełem też nie jest.